Trasa z dnia dzisiejszego jest moją kolejną wielką próbą z tego roku. W ogóle ten rekordowy pod każdym względem nie zawsze pozytywnym rok, jest jedną wielką próbą i nieustającą walką ze swoimi słabościami, i dążeniu do perfekcji, stawania się coraz mocniejszym i lepszym i realizowania kolejnych tras. Aktualną próbą w ten pierwszy dzień jesieni, na pożegnanie lata odbywa się wspaniała i ważna trasa: Dookoła Zalewu Kamieńskiego, którą kilka msc temu, wiele przygód i innych tras temu robiłem. W tym roku mierzę się z trasą drugi raz. Nie bez powodu, w końcu na początku września mierzyłem się już z długą, męczącą i bardzo wymagającą trasą: Brzeźnica: Czas honoru. Z tą różnicą, że ona była w dużej mierze terenowa, moja dzisiejsza próba to 100% asfalt. Te próby się jednak powiodły. Nie zawsze jednak tak było, że wszystko się udawało, wśród tylu wyjazdów - zdarzały się nie udane.. Jedną z większych moich porażek może być to, że póki co nie zdecydowałem się na zawalczenie o trasę 300 km.. I już pewnie tego nie zrobię. Nie sądzę, że będzie odpowiednia pogoda, że będzie odpowiedni czas. Ten czas mija wraz z dzisiejszym dniem. To być może moja ostatnia - nie licząc planowanego wyjazdu na X Rajd Dookoła Zalewu Szczecińskiego, który odbędzie się już niebawem - to mój ostatni tak długi wyjazd. Oczywiście nie wiem co przyniesie nie pewna przyszłość - czy walcząc z systemem, o ideały i słuszne sprawy nie polegnę w boju.. A imię i chwała moja trwać będzie nadal.. Czy po prostu pewnego dnia powiem, że to pierdolę i przestanę jeździć.. I już nie będzie ani bloga, ani jazd, no po prostu nic nie będzie.. Nie znam przyszłości - być może nie oczekiwanie jeszcze powróci ciepła pogoda, ciepłe noce, a we mnie narodzi się ta wspaniała myśl by jechać 300 km. Może się nie uda, ale może spróbuję pojechać.. I zobaczy się co z tego wyniknie.. Póki co z moich jazd wynikło to, że dzisiaj się udało. Choć miałem co do tego obawy, jak zawsze zresztą przed dłuższym wyjazdem mam takie obawy ;) Uda się albo nie, kto to wie. No przecież tylko ja z przyszłości, z nostalgią przeglądając dawne wpisy i dzieje będę mógł wiedzieć co przyniosła dla mnie miniona przyszłość, a dla mnie siedzącego w domu.. I piszącego te wpisy w czasie ich powstawania, tuż po odbytych jazdach - nie znana przyszłość.. Nie wchodząc głębiej w te filozoficzne tematy - to co najważniejsze - dzisiaj trasę przejechałem. Specjalnie wziąłem sobie wolne z pracy aby już od rana jechać. Pogoda dopisywała. Forma też.. Jakoś to szło.. :) A pomyśleć, że jeszcze parę dni temu po przejechaniu nieco ponad 85 km (dokładnie to 86 z hakiem) bardzo źle się czułem, było mi ciężko i w ogóle.. Lekowo. A dzisiaj sobie od tak zrobiłem 160 km i miałem ochotę zrobić więcej! A gdyby tego było mało a to oczywiście nie było zamierzone, to ukończyłem trasę z naprawdę ładnym wynikiem - ze średnią prędkością przekraczającą 18 km/h.. Mimo, że cały dzień (z przerwami) ale naprawdę ładnie. Wyjechałem po godzinie 8 rano w trasę - a wróciłem jeszcze przed zmrokiem czyli przed godziną 19:30. Czas jazdy przekroczył 8h - bo poniżej to byłoby w ogóle święto.. Ale liczy się się to, że cały wyjazd zmieścił się w ramach około 11 godzin co jest naprawdę sukcesem. Na trasie mijałem już takie późne oznaki wschodu słońca, a żegnałem ją zachodem słońca. Długi rowerowy dzień pełny przygód, zbyt dużej ilości pędzących aut, i zbyt dużego skurwysyństwa i rozwoju przestępczości - mówiąc wprost JEBANEJ MAFII DRZEWNEJ. Właśnie taką nakryłem w lasach pod Uniborzem - robię zdjęcia, dowody na ich zbrodnie, a zostałem w efekcie zaatakowany przez jakąś kurwę z bronią.. Ja kurwa z kamerą a ten z bronią do mnie.. I to nie mafia?! Bezkarne skurwysyny, niszczą wszystko, wycinają i wyżynają.. Krzywdę naturze robią a ta się mści.. Tylko nie na tych co powinna - bo te skurwysyny powinni zdychać, wszelkie robactwo, wszelkie zwierzęta zmówić się winny i dokonać sprawiedliwości! A tymczasem ja nie winny - znowu pogryziony przez komary zostałem eh... Tak, z końcem września cholerne komary atakują. A powiem więcej by było zabawniej - przez całe lato, pogryzło mnie mniej komarów - aniżeli w jesienną porę (wrzesień, połowa września) czy jak obecnie końcówka września.. No dobra komary swoją droga, zbyt duża ilość aut swoją drogą.. Trwające wciąż żniwa swoją drogą. A najgorsze jest jednak to jakie samochody mijałem. Żeby to jeszcze były jakieś normalne to spoko.. A to nie.. Bardzo dużo ciężarówek wywoziło wymordowane w lasach drzewa.. Swego czasu, pamiętam to dość dobrze - był to 2017 r. - bardzo mocno piętnowałem i śledziłem ten temat. Tam te skurwysyństwo na szeroką skalę zaczynało się od pierwszych tygodni roku.. W tym ile ja takich ciężarówek w tym roku mijałem, byłbym przerażony skalą problemu - o wiele większą niż we wszystkich poprzednich rowerowych latach (licząc od 2016 r. - gdy na dobre nagrywam swoje wyjazdy).. Do czego to doszło aby jebana mafia się tak rządziła. To wkrótce będę chciał wejść do lasu a tam jakiś nieoznakowany frajer będzie to blokował. Kim on kurwa jest aby sobie tak z bronią do nieuzbrojonych obywateli, a nie wróć, do UBywateli skakać.. Także dzisiejszy wyjazd był naprawdę pełny przygód niekoniecznie dobrych - przynajmniej niektóre.. Pełny przemyśleń i naprawdę spokojnie minionego czasu. Tylko ta coraz większa ilość aut na drogach, te coraz większe i bardziej bezczelne próby niszczenia przyrody, lasów, a to wszystko nieustannie i coraz mocniej postępuje - to przeraża najbardziej. Ja już nie mam żadnej nadziei na to, że nadchodząca przyszłość przyniesie coś dobrego ludzkości. Czekają nas same kataklizmy, i nieszczęścia.. Gniew i zemsta natury mocno się odbije na ludzkim ścierwie, które latami - coraz to coraz mocniej zagrabia sobie prawa do niszczenia natury, lasów, do bezzasadnego zabijania zwierząt..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 684
Trasa nr [łączna]: 766
Trasa nr [na blogu]: 680
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 160
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 757 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 671 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5656 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5814 km
Maksymalna prędkość: 35.2 km/h
Przejechałem: 157.61 km
Przejechałem [msc]: 800.91 km
Przebieg roweru [rok]: 7248.62 km
Przebieg roweru [suma]: 29814.35 km
Przejechalem w 2020: 7248.62 km
Podroż dookoła świata (2020) 18.1215 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 74.5359 [%] km
Czas jazdy: 08:42:46 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1881:56:47 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1658:30:39 h
Czas Jazdy Suma (2020): 460:07:19 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 49:59:07 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:19:56 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:52:33 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:29 h
Średnia: 18.12 km/h
Dzisiejsza długa i trudna wyprawa nie okazała się być AŻ takim wyzwaniem jakim się spodziewałem. Nie mniej szykując się do niej wczoraj: Makowice-Lotnisko. Podszedłem do tematu bardzo spokojnie i bez większych ekscytacji. Na spokojnie, powolutku, bez pośpiechu. A mogłem przecież szaleć, mogłem zrobić nie wiadomo ile km. Mogłem pojechać po MM do Reska. Tyle, że on chciał jechać lasem a to nie byłby zbyt dobry pomysł ze względu na panującą pandemię (nie covida, bo to ściema i jakiś światowy spisek) a epidemię komarów. A one już nie są ściemą. Istnieją. I mimo, że nie powinno ich być to są. To może dobrze się stało, że nie jechałem po kolegę MM, i nie jechaliśmy do lasu. Wystarczy, że wczoraj mimo stropowania się od wizyt w lesie, i dzisiaj oczywiście też - i tak mnie dorwały i pogryzły te latające cholerne szkodniki. A to tylko jeden z elementów tej pięknej trasy - którą podzieliłem na w sumie 3 niezależne obszary - pierwszym było w ogóle dojechać do Wolina, drugim obszarem było objechać Zalew - trasą od Wolina przez Międzywodzie a dalej przez Dziwnów i Dziwnówek do Kamienia Pomorskiego i wrócić do Wolina. To duży i ważny obszar. A po nim następowałby ostatni - powrót do domu od Wolina. Ostatni odcinek mający ok. 47 km - jeśli jadę obwodnicą (drogą S3) - obwodnicą Parłówka. Wkrótce, może nie w tym roku ale na przestrzeni najbliższych lat będzie nieco gorzej, jak cała droga z Wolina będzie ekspresówką. I ciekawe jak ja wtedy będę jeździć. A dążę tu do kolejnego problemu - kolejnej szkodliwej epidemii - trasy. Zbyt dużej ilości milicji na drogach. Wszędzie gdzie nie spojrzę to milicja i milicja. Często się z nimi spotykałem. I często ich mijałem. Tak samo jak ciężarówki z drzewem. Miałem także dwa bliższe interakcje z milicją w powrotnej trasie - wracając z Wolina stałem przy skraju drogi - jeszcze DK3, i robiłem zdjęcia ciągnikom koszącym kukurydzę. Żniwa mimo pory roku trwają nadal.. To ostatni dzwonek.. Wkrótce prawdopodobnie zmiana pogody na taką bardziej zimową.. I nie będzie już tak fajnie.. I w pewnym momencie tak patrzę a za mną sukowóz stoi.. Na sygnałach. Ale nie podjechali do mnie. Nie mniej patrzyłem za nimi jadąc dalej, i świadomie wjeżdżając na fragment drogi S3 aby zjechać na obwodnicę Parłówka ;) Bo tak naprawdę na trasie Zalewu Kamieńskiego nie odwiedzam Parłówka. Mijam tą wiochę bokiem i lecę dalej.. Także interakcje z policją, z mafią od drzewa, zbyt duża ilość aut, komary. No zapowiada się pięknie. A było tak niewinnie - bo jedynym otwierającym trasę problemem był nadal trwający remont DW108. Na szczęście się kończy. Prace trwają na ostatnich 2 odcinkach (między Mechowem a Płotami). A wkrótce będą trwały także w samych Płotach, już wczoraj (22.09) - widziałem pomalowaną drogę i chodnik, że będą coś tam robić. Ale za to nie będą robić fragmentu od drogi DW109 (rondo z DW108) wzdłuż tartaku do przejazdu kolejowego, skąd zaczyna się nowy przebieg DW108 - stworzony w ramach budowy obwodnicy Płotów (droga S6). No pięknie. No ale na szczęście newralgiczny remont zrobiony będzie w ok. 1.5 msc. Przynajmniej mam nadzieję, że raz dwa to ogarną, bo te długie wahadła to jest przesada. Już na to narzekałem jak pierwszy raz tak jechałem. Odcinki są zbyt długie i jest to problematyczne. No nie mniej przetrwałem. Pod Uniborzem miałem spinę z leśnikami, wyzywałem wcześniej skurwysynów, rżnących nadal i tak wyrżnięte tutejsze lasy. Jak to wszystko wygląda.. Nie mogę na to patrzeć.. Podjeżdżam bliżej, i robię przestępcom zdjęcia. I wyłazi jakiś kutas z auta, z bronią przy sobie. I chce koniecznie mi pomóc, tu próbuje zagadywać a tu kurwa chce leźć w moją stronę. Ma pretensje, że mu zdjęcia robię. A to nie prawda. Nie robiłem jemu zdjęć, sam wylazł z auta - mam dowody, kamerka była włączona ;) Jebać gnoja, jadę dalej. Lecz widmo drzewnego mordu jeszcze długo mnie prześladowało. Minąłem Golczewo i kolejne miejscowości. Gnałem byle dalej po Wolin.. A niosła mnie dzisiaj piosenka, zbudowana na podstawie utworu "MAM TĘ MOC" z Krainy Lodu.. Mam TĘ moc, mam TĘ moc.. Znowu zmierzyć się z wyzwaa-aniami.. Mam TĘ moc, mam TĘ moc.. Mogę znowu nie spać całą noc! . Na trasie powstały jej kolejne wersy: Mam TĘ moc by podołać każdej z dróg!. I faktycznie mam TĘ moc ;) A piosenka specjalnie pisane jest "tę" z dużej litery powstała wczoraj. Wczoraj miałem takie myśli o dzisiejszym wyzwaniu, a dzisiaj delektując się tymi słowami jechałem.. Jechałem dalej bo w końcu MAM TĘ MOC by sprostać wyzwaniom by każdą drogę przejechać by stać się silniejszym. W końcu biorę dzisiaj udział w jednoosobowym rajdzie rowerowym ;) No jedno czy wielu ale rajd ;) Na pożegnanie lata, pierwszego jesiennego dnia.. Sporo oznak jesieni, kolorowych liści.. Ciepło dzisiaj, fajnie i przyjemnie. Szybko dojechałem do Wolina, i przeszedłem do kolejnych etapów trasy udając się do Unina.. Niepokoi mnie to co się tu wyprawia, tj. próby wyżynania tutejszych drzew. Już toczyła się o tym dyskusja.. Co prawda to było w 2018 r. Ale było: Unin - nadmorska przygoda! A skurwysyny znowu próbują i w nielicznych przypadkach skutecznie, bo niektóre pojedyncze drzewa padły ofiarą jebanej leśnej mafii! Temat związany z tym skurwysyństwem długo mi towarzyszył. Komary też. Nie odpuszczały.. A trzeba było jechać dalej.. Byle dalej.. byle dalej mieć TĘ moc i słusznie z niej korzystać. Wszystko prowadziło mnie ku Dziwnówku - gdzie skusiłem się na kebaba, którego zjadłem po drodze do Kamienia Pomorskiego (pod Wrzosowem) są takie fajne miejsca postoju, gdzie stanąłem.. Posiliłem się. I pojechałem dalej.. Wkrótce Kamień Pomorski. Wydawać by się mogło najgorszy odcinek (nie całe 20 km) pod Wolin. Zawsze mi się dłużył ale nie dzisiaj. Wyjątkowo szybko minął. Najgorzej było jednak pod Wolinem. Nie dało się ustać, bo od razu cała watachy komarów atakowały.. Trzeba było jechać dalej.. Ku niebezpieczeństwom drogi DK3 gdzie właśnie spotykałem milicję i bardzo dużą ilość aut. Na ostatniej mojej trasie Dookoła Zalewu Kamieńskiego liczyłem auta na odcinku drogi od Wolina po Parłówko. Dzisiaj też.. I wydaje mi się, że jest ich znacznie więcej bo naliczyłem się aż: 145 pojazdów. W cale nie długim czasie przejazdu, w końcu starałem się ten odcinek zrobić szybko.. I gnałem tu nieco ponad 20 km/h. Odcinek ~8 km, pokonany w ok. 22 min. A tyle aut / pojazdów - wszelkiej maści - w tym duża ilość ciężarówek. No ale dobra - przede mną był ostatni odcinek ok. 38 km do domu. Teraz już gnałem równo, z prędkościami ponad 20 - 25 km/h. No gnałem można rzec jak rasowy Gryfus! Pod Wysoką Kamieńską dołączył do mnie pewny rowerzysta z Golczewa, na kolarzówce. Mocno zdziwiony, że ja z pełnymi sakwami, naładowany rower i na trekkingu i jadę z nim normalnie 23 km/h. Tylko szybko się zmęczyłem - do Golczewa jakoś dojechałem ale tam już musiałem stanąć i w sumie dobrze, że stanąłem.. Bo by mi bateryjka w kamerce padła i dopiero by było, a już ciągnęła się na ostatniej kresce - ostatnia jedna kreska.. W Golczewie ponadto przywitał mnie zachód słońca.. Do domu ostatnie 20 km.. I walka z czasem aby zdążyć przed zmrokiem. Dawałem z siebie wszystko, gnałem ile mogłem.. A zmrok powoli ze mną wygrywał.. Ostatnie kilometry trasy wiązały się ze spotkaniami z policją.. Na ostatnim cholernym wahadle na remontowanej DW108 - gdzie prysnąłem sobie na czerwonym świetle, do końca wahadła ok. 40 sekund. Ja przejechałem i starałem się jechać tak 25-30 km/h. A pod koniec to gnałem nawet 35 km/h cały czas.. Gdy zjechałem z wahadła okazało się, że za mną milicja gnała. Nic się nie czepili, pojechali dalej, ja już nieco wolniej też wróciłem.. Lekko zmęczony.. Tyle, że jak wróciłem z tej dzisiejszej trasy, pojawiła się u mnie w głowie taka niepokojąca myśl że jeszcze bym sobie pojeździł :D Dla jasności - wczoraj zrobiłem 19 km, dzisiaj 157 km. To tak jakbym dzisiaj zrobił: 176 km (teoretycznie powinienem dać radę), i jeszcze chcę jeździć.. Mocno niepokojące.. :) No dobra, to w sumie pozytywne jest. Bo oznacza, że za 3 tyg mierząc się z Gryfusami tymi wariatami na szlakach trasy Dookoła Zalewu Szczecińskiego - mam realną szansę ukończyć ten dwudniowy rajd, gdzie suma kilometrów przekracza 270. Co prawda będę pewnie zmęczony i w ogóle - taki dobity i z sił wypruty, ale przejechać powinienem przejechać. Kluczowy będzie pierwszy dzień (160 km) jeśli z nim sobie poradzę, to drugiego (ok. 100 km) powinienem jakoś dać radę. A jak to będzie? Najbliższe dni pokażą. W końcu do X Rajdu Dookoła Zalewu Szczecińskiego coraz bliżej.. Już tylko 24 dni.. To coraz mniej czasu aby się przygotować i aby dalej jeździć! Nic nie robić tylko jeździć i jeździć i jeszcze raz jeździć.. W końcu rower i jeżdżenie to cały sens życia ;) Rower jest najważniejszym elementem - współtworzącym życie, bez niego nic nie ma sensu.. A tak przy okazji, powiem wam o moich najnowszych myślach ;) Otóż - sądzę, że jeszcze w tym tygodniu a już na pewno do końca Wrzenia - bo to jest oczywiste - będzie moje małe święto.. - Aurelia skończy 30 000 km.. Już tak nie wiele jej brakuje, że możliwe, że postaram się w najbliższy weekend ogarnąć te kilometry! :) Mam na tę wyjątkową okazję przygotowaną wyjątkową trasę. Ciekawe czy uda mi się ją przejechać.. Bo podobno już od jutra (24.09) ma się nieco pogoda zepsuć.. I przyjść taka jesienna aura.. No mam nadzieję, że nie :( To byłoby złe.. Po takim długim lecie.. Takiej pogodzie nagłe przejście w szare krótkie dni jesieni? Depresja i jej nie opisane skutki - murowana.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)