Trasę z dnia dzisiejszego można już uznać formalnie za powrót do zdrowia, w pełni sił i możliwości :) A na domiar płynącego szczęścia jest początek weekendu, a wkrótce czeka mnie kolejny wydłużony weekend - od środy do poniedziałku wolny czas! Będzie wystarczająco dużo czasu aby nadrobić wszystkie zaległości w raportach, pracach, z blogiem, z jeżdżeniem i przygotować się na podsumowanie kończącego się rowerowego 2020 r. Wraz z końcem tego roku powinny się skończyć wciąż trwające i wciąż męczące dwa projekty - jeden z nich wymieniam nawet w tytule dzisiejszego wpisu ;) Projekt związany z cholernymi rurami, całą tą inwazją na lotnisku, która trwa nadal. Dłuższy czas nie przejmowałem się tym tematem - zważywszy na takie okoliczności jak bycie chorym i po prostu nie jeżdżeniem po takie okoliczności jak: mam to po prostu w dupie i zaczyna mnie to na potęgę wkurwiać! Ostatni raz gdy miałem do czynienia z tematem rur był jeszcze Listopadowy miesiąc: Trasa Zbója. No i tutaj mamy jeszcze taką ciekawostkę, że na tej trasie byłem z kolegą MM. Mieliśmy później znowu jechać na lotnisko, sprawdzać co z rurami ale to się robi bez sensu skoro MM poza wyznaczonym harmonogramem tak po prostu sobie jedzie... Bez sensu. Od tamtej pory minęło sporo czasu bo to ponad miesiąc. Na lotnisku ja rzecz jasna byłem ale stroniłem od wpatrywania się w rury czy są czy nie. Po prostu dla mnie temat nie istniał aż po dziś dzień. Dziś jestem - minęło już trochę czasu. A tu wielka niespodzianka! W pewnej nietrwającej długo chwili byłem nawet pewny, że rur w ogóle już nie ma! Czyżby spełnił się oczekiwany sen uwolnionego lotniska?! Ostatnie próby badania tego tematu były zawodne. A tu taka niespodziewana niespodzianka. Jest znacznie lepiej - rur jest znacznie mniej niż gdy byliśmy tu ostatni raz z kolegą MM. Ja to dobrze pamiętam jak to było i ile ich było. A jest ich znacznie mniej! Sukces! To dobrze bo w ostatnich trasach się mocno na temacie zawiodłem: Makowice-Lotnisko: Co z rurami?
. A to skłoniło mnie do tego aby badać temat z większym interwałem czasowym. Ze względu na bloga, pewne uporządkowanie spraw i tego co w życiu robię, nie mogę się zachowywać tak nieodpowiedzialnie jak kolega MM, który w Listopadzie swego czasu (przed Trasą Zbója) jeździł na lotnisko by sobie tak po prostu pojechać i zobaczyć -.- Bez sensowna zabawa, nie mająca żadnego celu.. Do tematu trzeba podejść w inny sposób - przemyślany i systemowy. I właśnie ten sposób nakazał mi zaprzestania w mieniu nadziei, że te rury szybko znikną. Do końca roku jest na to mała szansa, przełom Stycznia / Lutego 2021 r. Jest to bardziej prawdopodobne. Nie mniej - moje nagłe i nieplanowane oczywiście zachorowanie nieco popsuło moje plany rowerowe i pewną systematyczność jaką sobie od miesięcy wypracowywałem. Stąd powrót do regularnego jeżdżenia oznacza również zmianę planów rowerowych do końca 2020 r. W tym harmonogramu jeżdżenia na Makowice i badania tematu rur. Związku z owym prawdopodobnie dzisiaj tematem zajmuję się ostatni raz w tym roku. Choć - tli się jeszcze mała nadzieja, stare plany rowerowe związane ze zbliżającym się dniem bo to już w poniedziałek! Z dniem 21.20. To nie tylko pierwszy dzień zimy, ale także najkrótszy dzień w roku! Po nim będzie znowu stopniowo coraz lepiej - coraz dłuższe dni, i coraz później nadchodzący zmrok! Kulminacja tego okresu w tym roku mnie minęła, bo byłem wyłączony z jeżdżenia przez parę dni.. No ale nic nie stoi na przeszkodzie świętować na rowerze ten dzień - pojechać na Makowice, zrobić ognisko. A przy okazji przejechać się znowu przy składowisku pozostałych rur.. Co ważne i warto podkreślić składowisku coraz mniejszej ilości rur - i gdzie ich dawne imperium, dawna potęga, która była tak dumna, wielka nawet z całodobową ochroną?! ;) Wszystko zniknęło, rozpadło się, minęło niczym sen..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 734
Trasa nr [łączna]: 816
Trasa nr [na blogu]: 730
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 210
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 807 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 721 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7666 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7689 km
Maksymalna prędkość: 33.6 km/h
Przejechałem: 22.65 km
Przejechałem [msc]: 208.56 km
Przebieg roweru [rok]: 9122.48 km
Przebieg roweru [suma]: 31688.21 km
Przejechalem w 2020: 9122.48 km
Podroż dookoła świata (2020) 22.8062 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 79.2205 [%] km
Czas jazdy: 01:27:44 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2003:12:42 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1779:46:34 h
Czas Jazdy Suma (2020): 581:23:14 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 14:05:00 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:38 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:46:07 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:29 h
Średnia: 15.62 km/h
Dzisiejsza trasa, w ten piękny rowerowy dzień poprowadziła mnie do Makowic - mała runda po lotnisku - w zasadzie ograniczyliśmy się jedynie do placu gdzie przechowują rury na gaz. A raczej to co z nich zostało. Bo jest ich coraz to coraz mniej. Nadzieja, że problem szybko zniknie na nowo się we mnie rozbudza, trochę mniej rur, jakieś pozytywne posunięcie - daje na to nadzieję. I w sumie dobrze bo ileż można uczestniczyć w tym temacie, który ciągnie się od wielu miesięcy. To już szczerze szybciej skończy się temat remontu drogi DW108, która na odcinku z Płot do Mechowa była już kilka tyg temu prawie gotowa, tam pozostawały ostatnie prace do zrobienia. W sumie nie wiem bo dawno nie jechałem w tamte strony. Odcinek miejski też prawie gotowy. Więc problem z całą pewnością do końca 2020 r., stanie się jedynie niewygodnym faktem w historii. A temat rur, mimo tego, że miałem na to wielką nadzieję - nadal pozostanie aktywny.. W tym roku się niestety nie skończy.. A szkoda.. Temat poruszałem już 19 razy w tym roku. I miałem nadzieję, że to się wkrótce skończy. A tym czasem wiele wskazuje na to, że o rurach napiszę raz jeszcze, ostatni raz w tym roku i prawdopodobnie będzie to moje ostatnie odwiedzenie lotniska, czy wsi Makowice (przynajmniej na rowerze) w tym roku - gdzie i tak wyjątkowo często tu bywałem czy to specjalnie czy w ramach innych realizowanych tras. I tak w zasadzie kończy się historia dzisiejszego pięknego rowerowego dnia. Dzisiaj nawet nie chciałem być za długo i jechać zbyt daleko. Jestem dopiero co po chorobie. Cała walka się nie skończyła ale jest już na tyle dobrze, że mogę wracać do regularnego jeżdżenia. Wczorajsza niepewna pod tym względem trasa: Makowice: Czy już po chorobie?!. Nie przyniosła żadnych nieoczekiwanych skutków ubocznych. Jest więc wszystko w jak najlepszym porządku.. A więc mogę jeździć dalej! I tak dalej planuję kolejne wyjazdy! Planuję na jutro pojechać do Iglic - w ramach moich Grudniowych odwiedzin pałacyku w Iglicach.. :) Mam nadzieję, że się uda, bo do końca miesiąca a tym samym roku nie zostało zbyt wiele czasu.. A chciałbym zmierzyć się z tym ostatnim wyzwaniem, z moimi noworocznymi postanowieniami rowerowymi. Skoro przez tyle miesięcy tak dzielnie udawało mi się z każdym wyzwaniem uporać, to szkoda by było nie walczyć do końca z postanowieniami w ostatnim miesiącu w tym roku gdzie tak niespodziewanie dopadło mnie osłabienie i choroba.. Moje plany się nieco pozmieniały.. Życie bywa takie nieprzewidywalne eh :( A szczególnie w tych ciężkich czasach, gdzie całe wielkie mocarstwa tego świata pogrążone są w kryzysach i wywołaną niczym nieuzasadnioną pandemią strachu. Tym się jednak nie chcę przejmować i martwić.. Trzeba cieszyć się każdym kolejnym rowerowym dniem. Nie dać sobie wmówić istnienia zagrożeń, których nie ma czy nie są na tyle groźne co całe miliony innych bakterii i wirusów, które po prostu są dookoła nas.. Naprawdę można podupaść na zdrowiu zażywając te niezdrowe dawki tej medialnej propagandy, którą jestem karmiony nie tylko w pracy, ze strachem innych osób z pracy, z otoczenia, ale także związanymi obawami z niepewną przyszłością.. Obawami o to, że stanę się takim antyrowewcą.. W końcu w ostatnie dni nie jeździłem. Nawet nie byłem wstanie i coraz bardziej martwiłem się o to, że popchnie mnie to w oblicza bycia antyrowerowcą.. Co ciekawe w tym czasie MM staje się bardziej "rowerowcą" i w to bardzo pozytywnym aspekcie! Dzisiaj go nawet pochwalę - przyjechał z Reska na roweru do parkingu leśnego pod wsią Czarne. Zrobił tu ok. 5,5 km od swojego domu. Stąd pojechał ze mną na lotnisko, tam mała runda i tam nasze drogi się rozeszły. Ja wracałem przez wioskę - jeszcze wiozłem żarcie dla psów i kotów <3 A on wrócił przez Czarne do siebie, robiąc naprawdę ładną trasę - no może z 20 km to nie było, ale od czegoś trzeba zacząć - myślę, że tak realnie ok. 18 km mogło wyjść.. :) A więc nie jest źle. Byle tak regularnie, częściej i jeszcze będą rowerzyści z tego MM ;)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)