Trasa dzisiejsza jest kontynuacją dobrej wczorajszej passy rowerowej i moją historycznie drugą (w trzecim tygodniu pracy), trasą do pracy. O ile trasa z rana jakoś się udała, chodź była spokojniejsza niż wczorajsza (szybciej i tak bym nie dał rady) - zmęczenie :(, to o tyle powrotna droga: masakra. I bardzo duże zdegustowanie względem życia w mieście. Nie podoba mi się takie życie, i to znany fakt. I coraz bardziej jestem zniesmaczony życiem w mieście. Jest irytujące, męczące. Do tego ja jestem przemęczony.. do tego stopnia, że kurwa dzisiaj pod jadące auta wjechałem.. Eh. Nie wiem jak to się stało, czy ja nawet tam nie spojrzałem, czy źle oszacowałem odległość.. no to się mogło skończyć tak, że już żadnych wpisów bym na blogu nie nadrobił a od wczoraj (20.05) ostro z tym walczę, bieżące małe zaległości, ani już żadnych nowych wpisów bym nie dodał. Także mam takie myśli, że praca mi szkodzi. Pocieszam się jednak tym, że te pierwsze miesiące, pierwszy rok mojej MGR na ZUT, też był ciężki i zły. A potem było już lepiej i swobodniej. Mam nadzieję, że teraz też tak będzie.. I jakoś się wyjdzie z tego czasu.. Z tą jednak różnicą, że w roku akademickim było mimo wszystko dużo wolnego. A takie wolne jest potrzebne.. aby nie być kurwa tak przemęczonym, że wjeżdżam pod pędzące auta.. nie będąc nawet świadomym tego co robię..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 409
Trasa nr [łączna]: 492
Trasa nr [na blogu]: 406
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 65
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 487 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 401 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 0 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11397 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11405 km
Maksymalna prędkość: 32.3 km/h
Przejechałem: 7.84 km
Przejechałem [msc]: 203.58 km
Przebieg roweru [rok]: 1917.39 km
Przebieg roweru [suma]: 19065.38 km
Przejechalem w 2019: 1917.39 km
Podroż dookoła świata (2019) 4.7935 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 47.6635 [%] km
Czas jazdy: 00:33:36 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1201:17:14 h
Czas Jazdy Suma (blog): 977:51:06 h
Czas Jazdy Suma (2019): 121:34:00 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 13:33:09 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:13:55 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:52:13 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:27 h
Średnia: 14.25 km/h
Dzisiejsza trasa do i z pracy pełna niespodzianek. Chodź w zasadzie z pracy. Bo do pracy to spokojnie. Dojechałem, i jak zwykle cały przepocony, chodź jechałem spokojniej niż wczoraj eh. A już z pracy nieco gorzej. Jechałem także przez starówkę, ale nieco inaczej niż wczoraj (Trasa pracy (20.05.2019 r.)), bo przez ul. Farma do ul. Sołtysia. I właśnie tutaj wjeżdżałem w DK10, w powszechnie ul. Wyszyńskiego. I tutaj miałbym poważną kolizję z autami.. kurwa. Nie wiem jak to się stało. Dobra, nie ma co tego rozgrzebywać. W trakcie trasy o tym nie myślałem i normalnie pojechałem w stronę Dworca Głównego PKS/PKP, i odbiłem na ul. Dworcową a z niej na Rybacką i Podgórną. Podjechałem sobie pod mój dawny akademik DS4 Portowiec, gdzie będę się starał wrócić tak szybko jak to możliwe. Po prostu z DS4 będę miał znacznie lepiej! Cenowo może nie, ale to mnie się zwróci w innych korzyściach, jak braku opłat za komunikację miejską, bo będę mógł na dobrą sprawę iść ok. 20 min piechotą... na spokojnie... Bliżej dworca głównego, i dostępem do domowych obiadków, dosłownie pod akademikiem. Dzisiaj sobie właśnie na taki obiadek zajechałem. Miał być schabowy kotlet i zupa do wyboru pomiędzy pomidorową a zupą botwniką. To wziąłem pomidorową, ale schabowe już wyszły :< To wziąłem mielonego. I też nie było źle. To sobie na miejscu zjadłem ciepły normalny obiadek w cenie 11 zł :) Więc nie tak źle. I pojechałem dalej, pod Bramą Portową jest sklep rowerowy. Zajechałem tam, i zajechać tam znowu - gorzej niż iść piechotą z akademika DS4 -.- Eh. Źle się stało, że zrezygnowałem z zamieszkania w DS4. O ile nie będę miał w okolicy Placu Rodła, Wyszyńskiego mieszkania, o tyle będę chciał wrócić do akademika DS4. Skąd mam najlepszy dojazd.. I po prostu jest lepiej.. chodź w okresie wakacyjnym też jest strasznie gorąco w pokoju.. wytrzymać się nie da, taka duchota.. No nie ważne. Musiałem dookoła jechać na ten sklep pod Bramą Portową. Chciałem zmienić sobie baterię w moim głównym liczniku Thorn. Wynikły tam dwa problemy z tego powodu: jeden - sprzedawca nie potrafił otworzyć wieczka licznika. Pomógł dopiero pan w serwisie ;] Drugi problem: baterii i tak nie dostałem bo skończyła im się data ważności - WTF?! Także wyjechałem z kwitkiem.. I znowu aby stąd jakoś wyjechać, dostać się na Krzywoustego, zrobiłem pętelkę po Bramie Portowej przy Netto, i wepchałem się w ruchliwą drogę. Lawirowałem między autami i tramwajami..., gdzie mijałem się bardzo blisko z jednym tramwajem, chwila nieuwagi, i chuj.. tragedia gotowa. Eh. Jakoś zjechałem z tego cyrku, na ul. Sikorskiego, podjechałem jeszcze pod Żabkę. Pozwoziłem sobie za trudy dnia na małą ucztę w postaci 2L coli, i chlebka.. do jedzenia ;] Będę jadł chleb i popijał colą :< Taki smutny żywot.. No nic, już jakoś wróciłem.. Chodź jestem bardzo zirytowany. Zbliża się godzina 17, jako mój powrót.. Względem tego, że wczoraj byłem koło 16 to nie jest dobrze.. Dzisiejsza jazda nie była fajna. Życie w mieście też nie jest fajne. Codziennie mijać te tłumy ludzi, te korki, problemy z komunikacją miejską, tą zawiść, tą szczerą nienawiść ludzi do innych ludzi, która codziennie wybucha, gdzie nie jeden kierowca, nie jeden pieszy gotów jest stawać i się zabijać o swoje racje.. Jak można chcieć żyć w takich warunkach.. w mieście.. i uczestniczyć w tym? Ja już kurwa szczerze po 2 tygodniach mam tego tak dość, że nie wiem czy ja tego wszystkiego nie pierdolnę, i nie zamknę się na jakieś spokojnej wsi, gdzie nawet TPSa nie dociera.... a ten wpis skończę słowem: KURWA, które w pracy słyszę co najmniej 1000x dziennie, widać nie bez powodu! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)