Trasa z dnia dzisiejszego - kolejna prowadząca mnie do szkoły. Dzisiaj była w końcu ładna pogoda! I dzień się ładnie zaczął. Choć mroźno. Zacząłem trasę od mijania wschodu słońca! Nie często mam szansę widywać wschód słońca - częściej widuję zachody słońca. Świadczą o tym również statystyki - bez dzisiejszej trasy wschody słońca (na blogu) czyli od 2016 r. pojawiły się tylko 14 razy. Ostatni raz w 2021 r. na trasie: "40 000" Aurelio !:
X Rajd DZSZCZ - dzień 1. Czyli widać, że nie często mam szansę podziwiać wschód słońca na rowerze. To nie oznacza oczywiście, że nie często jeździłem z rana... (choć to zależy od pory roku) - najłatwiej o zachód słońca jeszcze w zimę (styczeń - luty) gdy jest w miarę późno. Nieco później gorzej... Następuje bardzo wcześnie i jest problem. Trudniej po prostu na ten wschód się załapać. A z drugiej strony nie zawsze jeździłem z rana. Wiele razy jeździłem do pracy w Szczecinie. Jednak w czasie zmieniały się godziny wschodu słońca. I fakt, że zwykle wyjeżdżałem przed godz. 7 rano nie pomagał mi w pochmurne dni. Czy dni w których wschód słońca następował przed moim wyjazdem. Czyli gdy było już jasno z rana. A tak było już pod koniec lutego zawsze. Dzisiaj mi się poszczęściło. I miałem okazję z Aurelią uczestniczyć w trasie przy pięknym wschodzie słońca. W ogóle cały dzień był ładny. Choć z rana mroźno (-2℃). Tak sobie pomyślałem nawet, że fajnie by było zrobić trasę 50-tkę. Jednak moje ambicje przegrały z niczym innym jak ze zwykłym zmęczeniem. Nie było pięknego dopełnienia dzisiejszego dnia trasą. Nie byłem wstanie. O czym się przekonałem wracając do domu po szkole. Po kolejnym mało udanym (i produktywnym) dniu.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1185
Trasa nr [łączna]: 1264
Trasa nr [na blogu]: 1178
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 18
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1252 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1166 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 12820.6 km
Stan Licznika Końcowy: 12841.95 km
Stan Licznika Końcowy2*: 12766.95 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 25291 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 25312 km
Maksymalna prędkość: 29.2 km/h
Przejechałem: 21.35 km
Przejechałem [msc]: 265.34 km
Przebieg roweru [rok]: 487.07 km
Przebieg roweru [suma]: 49541.32 km
Przejechalem w 2023: 487.07 km
Podroż dookoła świata (2023) 1.2177 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 123.8533 [%] km
Czas jazdy: 01:18:12 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3143:47:28 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2920:21:20 h
Czas Jazdy Suma (2023): 35:39:32 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 19:51:08 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:12:21 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:58:52 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:52 h
Średnia: 16.42 km/h
Dzisiejsza trasa była przerostem ambicji nad możliwościami. W zasadzie od początku tygodnia jestem aktywny rowerowo. Trochę po szkole chodzę. A także wczoraj (14.02) spędzałem mocno aktywnie dzień. To musiało doprowadzić do sytuacji w której byłem już po prostu wykończony. I nie byłem wstanie więcej z siebie wydusić. Tak się stało dzisiaj. W tym pięknym dniu. Jednak dalej ciągnęło się nieudacznictwo które mam w życiu wpisane. Mieliśmy sobie w szkole zrobić grilla. Jednak dzisiaj nie udało mi się go rozpalić. A gdy już się za niego brałem było po godzinie 11. Późno. Co nie którzy już chcą tu kończyć za szybko... I tak się robota nie klei. Mam wrażenie, że bardziej czas marnuję niż cokolwiek w tej szkole, w ferie udaje mi się osiągnąć. Zresztą poza szkołą w pozostałą część coraz dłuższego dnia... Nie jest również za wesoło. Jakoś ten czas, w tą porę roku mi nie sprzyja. To niepotrzebnie ciągnąłem tego cholernego grilla ze sobą. Wczoraj jeszcze miałem zamarynowane mięso... Dzisiaj tak pasowało. Bo w sumie jutro ten tłusty czwartek to nie bardzo... No nie ma za bardzo kiedy. Dzisiaj najbardziej pasowało - wtorek nie bo to Walentynki były. Nie wypadało. W czwartek nie - bo tłusty czwartek. Jedynie dzisiaj. A wyszło jak wyszło. Nie pocieszony wracałem do domu. Miałem nadzieję na trasę 50-tkę. Jednak już pod Grębocinem dopadło mnie takie zmęczenie, że ledwo co przewijałem nogami aby jechać dalej. I to był koniec dla mnie na dzisiaj. Fajna pogoda. Trochę mi jej szkoda. Co jednak poradzić skoro organizm się zbuntował. Za dużo się wymaga i tak jest - trzeba też odpocząć... Więc dzisiaj już nigdzie nie jeździłem.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)