Dzisiejsza trasa udowadnia jak ważna jest wiara w swoje możliwości i w to aby się nie poddawać nigdy. Od nie dawna posługuję się takim cytatem: nigdy się nie poddawaj, a nawet jeśli się poddasz to i tak się nie poddawaj!. Dziś z powodzeniem można by było zrezygnować. Prognozy nie były zbyt sprzyjające. Ostatnie dni tak fałszywie przyzwyczaiły nas do tego ciepła i względnego spokoju. A od dzisiaj jeszcze dochodzi dłuższy dzień - tu pojawia się te przesunięcie czasu. Jest dłużej i korzystniej. Dlatego w sumie chciałem jechać w niedzielę a nie w sobotę. A to był jeden z tych trzech zaplanowanych weekendów z JS... :) Zaplanowanych na początku marcowego miesiąca. Wtedy jednak nie mogłem przewidzieć, że pogoda może być nie przewidywalna... A taka była. Znacznie chłodniej maksymalnie tylko ok. 6-8℃. A przecież były już dni po +14-16℃! Nie mniej jechałem jak na wiosnę. Przez czas jaki się tak dało jechać - krótkie rękawiczki, i tylko bluza. Pod koniec dnia wziąłem jednak grubsze rękawiczki i wiatrową kurtkę. Bo się jednak chłodniej robiło... A przecież mogłem dziś odpuścić sobie w ogóle jeżdżenie jeśli dałbym wiarę prognozom pogody a te zbyt optymistyczne nie były - deszcz, silny wiatr i w ogóle... Ta temp. odczuwalna miała być cały czas w granicach 1-2℃ tylko. A przecież nie było tak źle.Co prawda były krótkie incydenty jak chwilę padało czy się chmurzyło. Nie było jednak źle! A co więcej - a to najbardziej zastanawiające nie zrobiłem błędów na trasie i jakoś tak wyszło, że fajnie sobie poradziłem :O A przecież zwykle błądzę po tych lasach. No były tam takie incydentalne małe nie dopatrzenia no ale już nie czepiajmy się tego, że np. wyjechałem na drogę i zamiast na wprost np. to skręciłem w prawo a tam koniec drogi. I inaczej się nie da przejechać i trzeba wrócić - no taka nie groźna pierdoła. Ogólnie poszło bardzo fajnie. I to była ta jedna z trzech tras które zaplanowałem do zrobienia z JS w marcu - jednym z naszych wyjazdów był wyjazd do Kościerzyny: "50 000" Aurelio !:
"Kółko jezior Raduńskich" - w kolejnym tygodniu miałem i zabrałem JS do Kamienia Pomorskiego na weekend: Kamieńskie Urbexy. Zawiozłem ją 17.03 oczywiście no ale dni były jeszcze krótkie (nie to co teraz) i nigdzie już tego dnia nie jechaliśmy. Przed jazdą do Kamienia zrobiłem sobie dla siebie małą trasę: Wietrzna trasa 20-stka. I ostatnim z planów był dzisiejszy wyjazd :) Fajna trasa, która łączyła to co znane już odkryte z tym co nie znane. Czytelnicy, którzy czytali już nie jeden wpis na moim blogu pewnie zauważają, że często budowałem trasy w oparciu o już pewne doświadczenia, znane drogi. To po prostu ze sobą się gdzieś łączyło i powstają takie ciekawe wyjazdy jak dzisiejszy. Dzisiejszy w dużej mierze bazuje na jeżdżeniu w stronę jeziora Studnica (różnie nazywanego), i tychże lasów. A także wsi Powalice, którą w tym roku rowerowym kilka razy już odwiedziłem - odwiedziliśmy również! :) I to kilkukrotnie... A te takie ambitne jeżdżenie po tych lasach... Zaczęło się tak od jesieni 2022 r... Tak, trasa po trasie. I tak mi zostało - choć w nie jednej chwili, w nie jednym momencie byłem już tym na tyle zirytowany, że chcę sobie odpuścić takie jeżdżenie. To jest trochę męczące a jak do tego dojdzie czynnik ludzkiego ścierwa, które wszystko dookoła niszczy i psuje... To już całkiem. A takie są te nasze Polskie lasy. A raczej to co co z nich zostało... W coraz większej mierze to zaorane, zniszczone miejsca... Zniszczone drogi dojazdowe. A to dość mocno zniechęca a także irytuje i wkurwia... I przez to w przeszłości nie raz tak bywało, że odpuszczałem sobie także jeżdżenie po lasach. Poznawanie tych dróg czy miejsc. I w chwili obecnej lepiej powinienem znać lasy i drogi leśne w mojej okolicy. A tym czasem ich tak dobrze nie znam... Są braki na mapach a to znowu mnie unieszczęśliwia... I dobija... I tak się zamyka pewna historia, której dopełnieniem są pewne nie powodzenia. To wszystko na nowo wychodzi... Więc może warto iść drogą tej nowej maksymy której chcę się trzymać: nigdy się nie poddawaj, a nawet jeśli się poddasz i tak się nie poddawaj!... Oczywiście w żaden sposób ta mądra myśl nie koliduje czy nie wyklucza innych mądrych myśli, z którymi już się identyfikowałem: miarą sukcesu jest suma porażek - pamiętajcie ją? :) Najważniejsze jest również odnaleźć w sobie wiarę, i tak ją pielęgnować by nie wygasła: Odnaleźć wiarę. No i trzeba pamiętać oczywiście o piosence tytułowej z pierwszych sezonów Pokemon: Najlepszym być naprawdę chcę! Jak nigdy dotąd nikt... - pamiętacie? :) - Wiejskie przygody i Dookoła Zalewu Kamieńskiego z 23.09.2020. Pewnie jeszcze nie jeden wpis mógłbym z tym identyfikować... Te jednak wystarczą na dobrą bazę podkreślającą co chcę przekazać. Gdzieś się te tematy przewijają, współistnieją z sobą - ta wiara, moc, marzenia. Tylko tak można coś zdobyć i odkryć więcej - posłuchać historii, które chcą opowiedzieć miejsca, które zwiedzamy... Tak buduje się piękne wspomnienia na całe życie i co najważniejsze walczy z swoimi ograniczeniami! Nie mówcie jej, ale zarówno ja i Aurelia jesteśmy dumni z JS, że pojechała i dała radę poradzić sobie w tej nie łatwej trasie, w tych trudniejszych dzisiejszych warunkach. Wykańczający był teren - grząsko czy błoto. Poddawał wierze to, czy pchać się w niektóre drogi, które za jakiś kawałek nie okazywały się wcale takie złe... Tylko trzeba było mieć niezłomną wiarę w to, aby w nie wkroczyć i móc się przekonać - co się stanie jeśli pojadę tą drogą... Ostatecznie mija wiele godzin, wykańczającej trasy. Wzniesienia, wiatr i niska temp. robi swoje. Więc takie 75 km można z powodzeniem stawiać obok ponad 100 km trasy zrobionej w dobre warunki pogodowe. A więc to już jest coś!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1208
Trasa nr [łączna]: 1287
Trasa nr [na blogu]: 1201
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 41
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1275 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1189 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 13562.5 km
Stan Licznika Końcowy: 13637.52 km
Stan Licznika Końcowy2*: 13562.52 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 26035 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 26110 km
Maksymalna prędkość: 33.6 km/h
Przejechałem: 75.02 km
Przejechałem [msc]: 587.4 km
Przebieg roweru [rok]: 1282.58 km
Przebieg roweru [suma]: 50336.83 km
Przejechalem w 2023: 1282.58 km
Podroż dookoła świata (2023) 3.2064 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 125.8421 [%] km
Czas jazdy: 06:32:03 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3199:29:25 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2976:03:17 h
Czas Jazdy Suma (2023): 91:21:29 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 41:18:12 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:34:53 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:13:42 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:49 h
Średnia: 11.48 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego przebiegała głównie wśród lasów, miejsc gdzie niegdyś takie lasy były i gdzie nadal są! A gdzie są, jest po prostu bajecznie pięknie - tak zielono, no normalnie jak w raju. Nie ma co się jednak łudzić, że tak będzie. Skala wycinek postępuje i to gwałtownym tempie... Widać to w lasach w okolicy Powalic w których to okolicach byłem kilka razy w tym roku. Wciąż kręcimy się tam po tych samych drogach, lepiej poznając ich historie i te miejsca... To wszystko jest bowiem ze sobą połączone. Te miejsca, te drogi. Nawet ludzkie życia są połączone, i związane pewnymi zależnymi od siebie więzami. Nie zawsze jednak dostrzegamy te subtelne połączenia, tak samo jak nie zawsze słuchamy historii, które są opowiadane. Zatem jakie historie przedstawił las na dzisiejszej trasie? Nie mogę mówić za JS, o jej osobiste przemyślenia musicie zapytać ją sami. Mogę mówić za siebie. Dla mnie to wiele wspomnień głównie z lat 2016-2017 gdy dopiero pewne leśne drogi odkrywałem i tak budowała się moja historia, na tamte lata czy na wówczas nie dawno poznanym kolegom MM. On się lubował w takich terenowych jazdach a ja od nich zawsze stroniłem. Jak nie robactwo mnie w lesie pożarło to z innych powodów unikałem takiego jeżdżenia. No a teraz? Wbrew swojej naturze po tych lasach trochę jeżdżę i wcale nie jest to takie złe! No i fajnie się spędza czas z JS... Można się też odstresować. Odrzucić złe myśli i odczucia z mijających dni. Te najświeższe najbardziej atakują. A tych przykrych chwil nie brakuje - nawet w tak hermetycznym środowisku jak w szkole. Nawet tu jest problem - problem z ludźmi. Ale czy to tylko domena lasu? Nie sądzę. Raczej ogólnie przejażdżka na rowerze dobrze wpływa na człowieka. Dzisiejsza trasa zaczęła się w Dąbiu - już na starcie czekała na nas zalana, rozjeżdżona leśna droga. Nie zapowiadało się to dobrze... Jednak czy było tak źle? Początkowo tak. Miejscami? Owszem. Jednak nie w całości. Ta sytuacja się zmieniała z lepszej na gorszą. Nieco lepsza była dopiero na tej drodze z Wicimic do Starej Dobrzycy - której to zresztą drogi nie lubię. Zawsze mi się tak dłuży i źle kojarzy... Dzisiaj minęliśmy na niej zjazd na Stolążek. W przeciwieństwie do pierwotnej trasy w tych okolicach: Trasa Dąbie - Powalice - Dobrzyca. Zjechaliśmy w drogę PŻ chyba 14. Dziwne bo ja tak kojarzę te strony a na mapie OpenStreetMap jest to jako PŻ11. Początek drogi to była masakra i jakieś nie porozumienie, tak wszystko zjechane i zniszczone. A ja tak jechałem po tych leśnikach, tych śmieciach i skurwysynach... Dzisiaj poleciało wiele ciężkich słów i gróźb... No jednak kto by się nie oburzał na widok tego co się dzieje. Coraz więcej zniszczeń dookoła, wyżynania drzew. Wprost: ich mordowania i niszczenia... Te karygodne zjawiska znów na sile zyskują. Są coraz większe i częstsze i obejmują dotąd nie niszczone obszary. Ze względu na te działania... Te drogi wyglądają jak wyglądają... Potem się nie da przejechać. Zniechęcam się do jeżdżenia po lasach. Odpuszczam często... No cóż jechaliśmy tą no zostanę przy swoim, że to PŻ14... A może i PŻ11? Na pewno jechałem tak na cytowanej już trasie #1195. Więc kierunek byłby dobry. No ale zjechaliśmy z niego! :) A co tam. Niech będzie zabawa - odkrywamy nowe drogi. I tak po zjechaniu, jedziemy dalej i wyjeżdżamy pod Orzeszkowem! Nowa historia - trudno się jednak dziwić. W końcu jest tu tyle dróg... Gdzieś się na pewno wyjedzie. Szybkie zorientowanie się co teraz i jedziemy dalej... Mimo początkowego oporu JS uparłem się na pewną rozjechaną ciągnikami drogę. I w sumie dobrze, że tak zrobiłem - bo trafiliśmy w przepiękną aleję, wzdłuż brzóz się ciągnącą. Doprowadziła nas ona prosto pod jezioro w Studnicy. W zasadzie już za jezioro nad mostek przy rzece Mołstowa. No ale grunt, że były to znane strony - stąd udaliśmy się w nieznane drogi. Nie wracaliśmy na jezioro Studnica. Odbiliśmy wcześniej przez leśne drogi, które prowadziły nas przepięknymi miejscami.. No normalnie bajecznie tam było! Okazało się, że na trasie #1195 już tą drogą jechaliśmy - ale z niej zawróciliśmy bo nie wiedzieliśmy gdzie zawrócimy - tej drogi na mapie nie ma. Ale teraz kierunek jest już znany! Ta droga łączy się w pewnym stopniu z drogą PŻ14 (ale to inna PŻ14... już się w tym gubię - no chyba, że ta pod Stolążek to PŻ11 jednak...) i z PŻ15 pod jeziorem Studnica. Czyli to już znane nam strony... :) Wszystko robi się jasne. Nie jasne są jednak wycinki drzew, i to na ogromną skalę, którą mijaliśmy na utwardzonej drodze w stronę Powalic... To jest wręcz katastrofa ekologiczna - to co tu się wyprawia... Nie minąłem tego bez większych komentarzy, wulgaryzmów i wyzwisk... Ruszyłem jednak dalej do Powalic do których dojechaliśmy nieco inną drogą niż zwykle - tak bardziej przy polu - gdzie rozciągały się przepiękne widoki w stronę Międzyrzecza. My jednak jechaliśmy dalej do samych Powalic a potem do miejscowości Mysłowice - jechałem w tych stronach na trasie: Leśnymi przygodami - "Powalice". Stąd dobrze te strony kojarzę... W końcu to było nie tak dawno temu... Z Mysłowic kierowaliśmy się na Jastrzębniki - dłuższy kawałek (9 km) ciekawej drogi. Dość spokojnej - mało aut. I ciekawe widoki - jeziorka, rzeki, a także polany i lasy... Tak lasy... Z Jastrzębników kierowaliśmy się już na Lekowo. Jesteśmy w zasadzie pod Świdwinem... Do którego na pewno wrócimy i kto wie czy nie taką drogą. I to może gdzieś pod koniec kwietnia w któryś weekend? Jak dni będą nieco dłuższe. I tak z Gryfic... Powrót wtedy już na Płoty aby było bliżej. No ale to i tak by była świetna trasa. Tym czasem trochę nowych miejsc dziś poznałem. A potem mogłem przypomnieć sobie dawne dzieje... Jadąc z Jastrzębników na Lekowo. Była już nieco późniejsza godzina i robiło się nieco chłodniej... Drogi jednak trochę ubyło. A przed nami wciąż rysowały się pewne wyzwania... Trzeba jeszcze dojechać do Starej Dobrzycy do której jechaliśmy przez Kartlewo (w stronę Ząbrowa) ale odbiliśmy w leśno-polną drogę taki skrót ale bardzo nie fajny i nie przyspieszył trasy do wsi Berkanowo. A stąd już znana droga i przygoda... :) Na pewny most skryty w lesie, za którym zaraz była Stara Dobrzyca. Jednak drogi tam nieprzyjemne, pełne błota, rozjeżdżone. Dojazd do Dobrzycy był ciężki. No ale gdy już się tą Dobrzycę minęło... To już było lepiej. Jednak dzień powoli się zaczął kończyć... Wkrótce mijaliśmy zachód słońca. A póki co dzieliliśmy kolejne wspólne historie (z JS)... Na wspólnie odkrywanych drogach - droga z Dobrzycy na Prusin. My akurat jechaliśmy za Gardzin. Skąd skręciliśmy na Łabuń Mały. Tam pojechałem pierwszy raz takimi kontrowersyjnymi drogami przy nowych zabudowaniach domów jednorodzinnych - jakiś idiota bez mózgu postawił tam znak, że to droga prywatna... Jakoś mnie to nie zraziło i tak się w nią wbiłem. Z jednej strony pod stromą górę, z drugiej strony z góry. Dookoła wiele pobudowanych domów i w każdych po jednym lub kilka psów i to oczywiście groźne rasy. Najbardziej kontrowersyjne jest jednak domostwo przy samej ulicy - droga z Reska do Łabunia Wielkiego. Ile razy tam jadę tyle razy nie czuję się tam komfortowo. Jak już atakuje i leci ta banda wielkich psów. Moje obawy podzielała JS... Tam jest coś nie tak, i teren słabo zabezpieczony. No nie oszukujmy się jeśli ktoś z taką dociekliwością chroni swojej własności to nie ma czystego sumienia... To na pewno jacyś przestępcy albo złodzieje. Nie uwierzę by było inaczej... Kontrowersyjny temat. Z jednej strony mamy do czynienia z prawem do życia zwierząt, z drugiej strony bezpieczeństwem ludzi. Nie ma tu znaku równości. To są sytuacje nie dopuszczalne takie zaciekłe chronienie się, odgradzanie od społeczeństwa w którym się przecież żyje. W którym się przecież każdego dnia funkcjonuje. Nie rozumiem tego podejścia i chyba nie zrozumiem... Dobra wyjechaliśmy stąd. Tym razem szczęśliwie cali. A ile razy takie szczęście nam dopisze?... Naprawdę pal licho tą prywatną drogę przy posesji. Wzdłuż leci normalna gminna droga. I nie mamy poczucia bezpieczeństwa - zawsze jest ryzyko, że któreś bydle się wydostanie i tragedia gotowa... Dobra pomijając tą sprawę - doczekaliśmy się zachodu słońca z którym wracaliśmy na Łabuń Wielki. Po drodze kilka zdjęć na pamiątkę tej chwili.. I już jesteśmy na ostatniej prostej. Ostatnie kilometry - nieco chłodniej, ciemniej... No ale co tam! Przecież tylko w tym roku rowerowym jeździło się w trudniejszych warunkach... Dojechaliśmy. Pod samochodem brakowało dosłownie 120m do tych 75 km. Namówiłem jednak JS aby to dobić... Niby to tylko kilka metrów ale pewne liczby, nieco większe dają jakieś znaczenie - choćby symboliczne :) No ale są ważne na krokach dalszego rozwoju, dalszej walki i nie poddawania się w jeżdżeniu - w byciu tym rowerowym kimś... :) Na przekór innym, światu i przeciwnościom losu...: Niekończąca się przygoda. Piękna historia, piękne wspomnienia. Trochę szkoda, że i dzisiejsza trasa będzie tylko historią i kolejnym pięknym wspomnieniem...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)