05.04.2020
Jazda nr: 581

Tagi: busz_zboz, makowice, iglice, drzewa, wiejskie_przygody, rury |

Dzisiejsza trasa wbrew wymownemu tytułowi nie oznacza pożegnania się z rowerem z tym światem i życiem.. Oznacza pożegnanie dla obecnego zużytego do granic możliwości napędu, który użytkuję od długiego czasu - do dzisiejszej trasy to jest już: 624 dni. Ta trasa włącznie z trasą z zeszłego tygodnia: Nowe Warpno. Stanowi oficjalną część pożegnalną, wygasająca moje użytkowanie obecnego napędu, które może być faktycznie, po tych 10 800+ km, jakie zrobiłem na tym napędzie maksymalnym osiągnięciem.. I ostatnią granicą.. Świadczy o tym końcówka dzisiejszej trasy, na której prócz znanej przypadłości, o której często wspominałem - szuranie się łańcucha o korbę, dochodzi jeszcze jedna przypadłość - która pojawiła się dzisiaj tak w granicy 113-114 przejechanych kilometrów. A mianowicie takie cykliczne co któryś obrót korbą piśnięcia łańcucha. Myślę, że to łańcuch nie trzyma się na zębach korby, które już wcześniej były igiełkami, teraz może być gorzej. Możliwe, że dzisiejsza trasa dotarła w jakiś mikromilimetrach te zęby, albo rolki na łańcuchu się tak rozciągnęły, że to już przestaje ze sobą współgrać. Defekt odkąd się pojawił to towarzyszył mi już do końca tej nielegalnej trasy ;) Tak mogę sobie to tłumaczyć, nielegalna trasa, uprawiana kontrabanda podsycana przepięknymi piosenkami Bułata Okudżawy a w szczególności jednym utworem: "pożegnanie z Polską", które towarzyszyło mi przez całe zmagania dzisiejszego, prawdziwie wiosennego i ciepłego dnia! Dzisiejszy wyjazd to nie tylko pożegnanie ze starym, wysłużonym napędem, który odejdzie na zasłużoną emeryturę - nie ma co go dłużej męczyć, bo się jeszcze okaże, że faktycznie gdzieś po drodze szlak go trafi i co zrobię? Dzisiejszy wyjazd to także powitanie nowego! Wchodzę w nowy wymiar rowerowego rowerowania, mając już za sobą w tym roku ponad 2 tyś km. I zbliżając się do magicznej granicy 25 000 km przejechanych kilometrów, którą osiągnę za 350 km (myślę, że to kwestia 2-3 tyg), które przyniosą ze względu na zbliżający się Maj, prawdziwy wymiar wiosny! Zakwitnie rzepak, będzie żółciutko, będzie pięknie, cudownie! Moje myśli wspomnienia biegną ku trasie z zeszłego roku: Trasa "20-stka": docieranie opony. Data też nie jest bez znaczenia, bo to właśnie 25-26.04 miał się odbyć X Rajd Dookoła Zalewu Szczecińskiego, a wraz z nim moja wielka rowerowa próba pokonania bariery kilometrów.. 260 km.. w dwa dni.. Spore wyzwanie.. Rajd się niestety nie odbędzie. Został przełożony na październik. Nie wiem czy wezmę w nim udział. Na razie brałem udział w swoim wydarzeniu, które odbyło się mimo kontrowersji ostatnich dni związanych z obostrzeniami wprowadzonymi przez rząd. Ograniczenia w poruszaniu się, wystawianie mandatów za wszystko, nieustanne zastraszanie społeczeństwa. Do czego to doszło.. Doszło do tego, że dziś mijałem kraj widmo. Prawie żadnych samochodów, dosłownie kilku rowerzystów. Patrol policji w dwóch miejscach.. (Stuchowo i Resko).. Puste drogi, pusty świat.. Pełen wspomnień.. Na mojej wielkiej próbie odwiedziłem dzisiaj najważniejsze trasy i miejsca, jakie często odwiedzałem wciągu ostatnich 10 800 km.. Najważniejsze miejsca i trasy to trasy związane z Trasą Buszującego w Zbożu, częściowo Trasą Przygód, Makowicami, Iglicami (z naciskiem na pałacyk w Iglicach). Odwiedziłem także mniej odwiedzane strony jak wieś Potuliny, gdzie robiłem pierwsze kilometry na obecnym napędzie: Potulne tereny. A także całkiem nowe drogi, za Potulinami w stronę Gardzina. Oczywiście odwiedziłem już wspominane Lotnisko i wieś Makowice, a całość zwieńczyłem trasą przez Słudwia i Dobiesław. Te trasy, można znaleźć w nowej funkcji na blogu, która jest wciąż dopieszczana poprzez kategorie! W każdym wpisie znajdują się informacje o tagach wpisu, jest także znak strzałki, który wyłącza tagi na domyślne opcje sortowania wpisów. Tagi i ich opis jest dostępny także w zakładce: Kategorie. Do używania nowych funkcjonalności na blogu jak najbardziej zachęcam! W ostatnim czasie, ogarniętego pandemią świata i mojej tzw. "pracy zdalnej", pracowałem właśnie nad tą funkcjonalnością, ręcznie katalogując wszystkie wówczas na blogu pojawiające się wpisy do odpowiednich kategorii. Obecnie trwają ostatnie poprawki funkcjonalności, uszczegółowienie kategorii i poprawki :) Te prace nie zwalniają jednak przed dalszymi jazdami.. I próbą, postaraniem się, o bieżące prowadzenie bloga a z tym bywa różnie..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 585

  • Trasa nr [łączna]: 667
  • Trasa nr [na blogu]: 581
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 3
  • W tym roku: 61

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 658 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 572 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 4388.39 km
  • Stan Licznika Końcowy: 4508.43 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 4503.58 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 578 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 699 km

  • Maksymalna prędkość: 40.5 km/h

  • Przejechałem: 120.04 km
  • Przejechałem [msc]: 194.51 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2084.37 km
  • Przebieg roweru [suma]: 24650.1 km

  • Przejechalem w 2020: 2084.37 km
  • Podroż dookoła świata (2020) 5.2109 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 61.6252 [%] km

  • Czas jazdy: 07:39:22 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1556:13:00 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1332:46:52 h
  • Czas Jazdy Suma (2020): 134:23:32 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 12:12:09 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 04:04:03 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:12:11 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:16:42 h

  • Średnia: 15.69 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest bardzo złożona i stanowi dla mnie duże wyzwanie. Dużo osób odradzało mi ten wyjazd. Wciąż pojawiają się kontrowersje związane z tym pierdolonym koronawirusem i tym czy można jeździć rowerem czy nie. Ja się upieram, że można. Znajduję na to potwierdzenie na rządowych stronach: Czy złamaniem obostrzeń jest samodzielne uprawianie sportu na zewnątrz, w tym rekreacyjna jazda na rowerze? i piszą tam, że można! Źródło: Rządowa strona o obostrzeniach. Nie poddałem się i zgodnie z planami w porannych godzinach wyjechałem, mijając puste ulice, puste miasta. Mały ruch aut, mały ruch innych uczestników życia społecznego. Tylko pod Łopianowem widziałem kilku rowerzystów.. A tak to pustki.. pustki.. I walka z czasem, walka ze słabościami. Starałem się spokojnie jechać zaczynając trasę od dojazdu do Golczewa, wzdłuż mojej ulubionej drogi DW108. Po drodze mijałem sporo oznaczonych numerami drzew. Nie podoba mi się to, żeby skurwysyny nie chcieli tych drzew wyżynać.. Spotkałby ich taki los jak na wyjeździe z Golczewa w stronę wsi Upadły. Ilekroć tam jadę, od ostatnich tras gdzie widziałem ten problem: Trasa Golczewo-Stuchowo-Kocierz. Nie mogę zdzierżyć, nie mogę pogodzić się z tym co się tam stało. Teraz jest gorzej, bo skurwysyny bezrozumne skurwysyny jebane powyrzynali wszystkie drzewa do tutejszego zakładu pracy.. Wszystkie po kolei kurwa. Zostały ślady ich zbrodni, które niosą się dalej po Stuchowo, gdzie tutejsze pobliskie lasy są wyżynane.. I potem się dziwić, że jest zaraza, że są koronawirusy, że są inne tragedie, pożary lasów, susze.. To się nie bierze znikąd tylko z niszczycielskiego zachowania tego ludzkiego ścierwa, którego się dzisiaj naoglądałem, które wielokrotnie komentuję i obnażam. Można szybko dotrzeć do tych wpisów, dzięki nowej funkcjonalności na blogu - należy wybrać kategorię: drzewa. To ta kategoria opisuje niszczenie przyrody i związane z tym konsekwencje. Już nie raz pisałem, że będzie źle, będzie źle i proszę. Epidemia koronowirusa to może pewne ostrzeżenie. Jeśli ludzkie ścierwo nie zmieni zachowania będzie gorzej. No cóż trasa trwała dalej, do Stuchowa nie widziałem policji, nic się nie działo. Dopiero w Stuchowie na osiedlu byli na interwencji i odtąd do Gryfic wzdłuż drogi DW105 spokojnie nie jechałem.. Nie wiedziałem czy nie pojadą za mną, nie patrolują drogi. Odcinek od Stuchowa do Gryfic strasznie mi się dłużył, już dawno tak nie miałem. W końcu minąłem objęte zarazą Gryfice, i skierowałem się na Łopianów. Tam widziałem pierwszych rowerzystów.. Drugich widziałem za wsią Gardzin.. Męczący fragment drogi do Łopianowa, przez pole do Bądkowa.. Jest tu pięknie, majestatycznie.. A trasa trwa dalej, teraz się kieruję na Gostyń Łobeski a z niego do Komorowa. Na drogą, którą latami nie jechałem a nie tak dawno temu chciałem na nią trafić na drogę z Komorowa do Gostynia -> (Iglice: "Pałacyk jak ze snu" - Luty 2). Teraz się udało, jednak drogę z Komorowa do asfaltowej drogi z Modlimowa do Łabunia Wielkiego kląłem na czym świat stoi.. Jebane kamienie, na piachu się nie da jechać.. Po tym kawałku trasy tak mnie ręce bolały. Zniechęcało mnie to. A nade wszystko często walczyłem z wiatrem na trasie, który mnie osłabiał i męczył.. W końcu dojechałem do Łubunia Wielkiego, a niedługo później do Iglic. Wdarłem się na teren Pałacyku, porobiłem kilka fotek i odjechałem dalej. Będąc pod Pałacykiem miałem zrobione prawie 80 km. Nie miałem czasu jednak zwiedzać po raz kolejny Pałacyku dzisiaj.. Czekały mnie dalsze kilometry i wyzwania.. Nie mniej odwiedziny Pałacyku Kwietniowe mam zaliczone ;) Ale i tak planuję w przyszłym tygodniu się tutaj wybrać ponownie.. Na dłużej. Wejść i pochodzić po Pałacyku z Aurelią, niech też sobie pozwiedza.. A tym czasem dalsza trasa zawiodła mnie do wsi Potuliny. Droga obarczona trudami przejazdu wzdłuż lasu (kawałkiem) i polną drogą, gdzie jechać się nie dało tyle gęsto piachu i droga z orana przez skurwysynów, przez śmieci jebanych co niszczą tutejsze lasy i nielegalnie wywożą pozyskane w ten sposób drewno, niszcząc przy tym drogi.. Niech te ścierwo na plecach ciągnie te bele, niech im łby odpadają, kręgosłupy się łamią. Zero litości dla ścierwa, które ku własnym korzyściom lasy niszczy! W Potulinach na chwilę odwiedziłem tutejszą atrakcję, starą opuszczoną chlewnię i pojechałem dalej ku nie znanemu do Gardzina. Wracałem przez słoneczne Resko, gdzie na chodniku stał radiowóz. Na wprost nich, oddalając się od radiowozu szło dwóch młodych ludzi, którzy nagrywali policję i się z nich naśmiewali.. Kolejne zetknięcie z policją miałem na wyjeździe z Reska, jak przyjechali na Orlen zatankować! ;) Dalej już ich nie widziałem. Spokojnie dojechałem sobie do krzyżówki ze wsią Czarne, a z niej skierowałem się na Makowice. Na lotnisko. Zbliżałem się do 100 przejechanych kilometrów. Nieco siły opadły, wiatr wciąż hulał.. Ja siły ratowałem słodyczami.. Aby zrobić rundę po lotnisku, aby widzieć tutejsze złoooo.. Od tematu "rur" ;) Osobny temat związany głównie z Makowicami, składowaniem rur do gazociągu na Lotnisku. Te rury, ta pseudo baza nadal się tutaj znajduje, choć jest już mniej tego sprzętu, ale nadal są. Cały 2019 r., blokowali dostęp do części lotniska, i nadal to robią! A ja nie zważając na nich małą rundę po lotnisku zrobiłem, i wracając do rodzimych Płot, postanowiłem pojechać jeszcze raz na skrzyżowanie do Czarnego wzdłuż drogi DW152, na tym skrzyżowaniu jechałem do Makowic.. Zrezygnowałem z przejazdu lasem do Makowic. Zbyt duże ryzyko, czy ktoś nie podpierdoli.. ;) Pojechałem przez wieś Czarne, teraz ponownie wróciłem w te miejsce i ostatnie kilometry trasy robiłem przez wieś Dobiesław do Słudwii. I właśnie pod Słudwiami zaczął mi się coś napęd sypać. Nie zważając na to gnałem dalej, w ostatnich kilometrach już szalałem z prędkościami >20 km/h.. Wydłużyłem sobie trasę jeszcze przez przejazd przez miasto, wracając działkami.. I kręcąc bączki na starym szlaku trasy DW108, który obecnie jest wspomnieniem.. I powrót.. Dzień się jeszcze nie skończył, wciąż trwał.. A ja zdążyłem wrócić, zdążyłem nabić 120 km.. I niezbyt się zmęczyłem. Mam jeszcze siły, ze 150 km mógłbym na spokojnie zrobić, mając odpowiedni prowiant, i robiąc częste przerwy - czemu nie ;) Dałbym radę. To dobry znak. Mimo obostrzeń, wciąż muszę walczyć o wolność jak śpiewał w pieśni Pożegnaniu z Polską Bułat Okudżawa: Tak ładnie wyglądamy w strzępiących się ubrankach, jak lament Jarosławny jest płacz sióstr naszych "Idź"! Gdy siedemnastoletni, grający na organkach, jak zawsze wyruszamy, by się za wolność bić.. Ta piękna cudowna pieśń, towarzyszyła mi dzisiaj przez całą trasę, śpiewałem sobie ją w nieco zmienionej formie, wybierając po dwa wersy z każdej z trzech zwrotek. Coś na wzór: Gra trębacz nad Krakowem. Wciąż gra, choć dawno poległ, bo wieczna jego miłość. Gra miastu larum… Cyt!... Gdy siedemnastoletni, grający na organkach, jak zawsze wyruszamy, by się za wolność bić. Agnieszko, myśmy dzieci, za chwilę – dzwonek w szkole. Czy słyszysz? To za ścianą gdzieś grają twista z płyt..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa05kwietnia2020zdj1.jpgtrasa05kwietnia2020zdj2.jpgtrasa05kwietnia2020zdj3.jpgtrasa05kwietnia2020zdj4.jpgtrasa05kwietnia2020zdj5.jpgtrasa05kwietnia2020zdj6.jpgtrasa05kwietnia2020zdj7.jpgtrasa05kwietnia2020zdj8.jpgtrasa05kwietnia2020zdj9.jpgtrasa05kwietnia2020zdj10.jpgtrasa05kwietnia2020zdj11.jpgtrasa05kwietnia2020zdj12.jpgtrasa05kwietnia2020zdj13.jpg


Mapa przebiegu trasy :)