13.06.2020
Jazda nr: 618

Tagi: morze, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego po dwóch dniach przerwy od roweru, w ten upalny słoneczny dzień (no przynajmniej poza morzem) tak słonecznie i upalnie, pociągnęło mnie do Świnoujścia, gdzie robiłem tą małą trasę. Nie często tu bywam a już na pewno nie rowerem. A bez roweru na pieszo to nie chcę.. Ne jestem wstanie chodzić, szybko mnie chodzenie męczy i irytuje. Rowerem to robię dziesiątki kilometrów na nogach jest ciężej.. Zresztą był taki plan aby dzisiaj przyjechać tutaj, i mimo wszystko planom nie odpuszczam. Ja to np. nie potrzebuję towarzystwa na wyjazd. Nie mogę być przecież uzależniony od nikogo, od żadnych znajomych.. I jak oni odmówią mi w ostatniej chwili wyjazdu to "chuj, ja też nie jadę"! A tak to właśnie dzisiaj wyglądało.. No bo matka miała koleżanki wziąć, i tam z nimi łazić. A ja tam pierdolę chodzenie, tylko jeżdżenie się liczy ;) Do tego pogoda wcale nie taka zła, nie wiadomo jakie będą przyszłe weekendy. A ponadto nie mam w zwyczaju rezygnować z planów. Jak już sobie coś zaplanuję, nastawię się.. To nie potrafię sobie od tak zmienić tego, i robić tego dnia co innego -.- Gdybym nie miał planów to ok, ale te plany są już od zeszłego tygodnia.. Był to taki weekendowy plan: w piątek Szczecin autem zakupy i po mieście, w sobotę na Świnoujście z rowerem a w niedzielę (w sensie jutro) organizowana jest przez Maxim Getaways wycieczka po Dąbiu. Na to też się nastawiłem, że pojadę.. Więc takie trzy dni wyjazdowe.. I nie zamierzałem odpuszczać. Dzisiejszy wpis dowodzi tego, że nie odpuściłem, nie poddałem się i pojechałem mimo wszystko. W zasadzie pojechaliśmy sami z matką. Ona sobie tam chodziła na pieszo a ja pojechałem. Tylko kurde dość późno wyjechaliśmy znacznie po godzinie 9 rano, jeszcze podwoziłem ojca do mechanika w Dobiesławiu. A później nim się dojedzie, nim się poczeka na prom i popłynie.. To w sumie na nabrzeżu nadmorskim w Świnoujściu - już po znalezieniu miejsca do zaparkowania co nie jest proste.. w sezonie.. byłem po godzinie 11. Późno.. Chciałem być tutaj znacznie szybciej aby mieć parę godzin na jeżdżenie.. Miałem w planie usunąć taką białą plamę na mapie wszystkich moich rowerowych tras.. No bo ja do Świnoujścia a nawet dalej na Niemcy jeździłem z Aurelią w 2015 r. Ale nie mam z tego tytułu śladów GPS. A do tej pory nie powtórzyłem tej ponad 200 km trasy.. Została taka dziura w GPS między Świnoujściem a Międzyzdrojami, które po 2015 r. (od kiedy mam kamerkę) odwiedzałem.. I w końcu tą dziurę usunąłem :) Złączyły się ślady GPS. Niezłączone będą jeszcze trudniejsze do naprawy punkty jak dojazd do Ebeswalde w Niemczech czy do Poznania.. No może jednak w tym roku, ze względu na to, że ten rok rowerowo idzie mi bardzo świetnie uda się te plany zrealizować :) Póki co skupiałem się na dzisiejszym wyjeździe. Po cichu liczyłem, że zrobię nawet 100 km dzisiaj. Ale niestety.. Zabrakło czasu.. I niestety jest jeszcze jedna przykra niespodzianka. Z bugował mi się mój główny licznik Thor, po ostatniej trasie: Zaginiona przeszłość. Na wspominanej trasie było wilgotne powietrze.. I coś się stało. Prawdopodobnie przestawił się obwód koła, i cofnęły mi się kilometry zapisane jako przebieg całkowity.. Przebieg, który liczyłem już po trasie: "25 000" Aurelio !. Był to świetny wyznacznik dalszych losów, kilometrów, tras i przygód, które spędziłem z Aurelią.. To jednak nie koniec przykrych niespodzianek. Przez większość trasy pojawia się taki niepokojący dźwięk, który towarzyszy mi od kilku tygodni.. Już o tym pisałem.. Podejrzewam, że może suport, może amortyzator na widelcu.. Nie wiem.. Problem się pojawił tak naprawdę po wymianie piasto-prądnicy.. Miałem się tym zająć ale tak jakoś nie mam ochoty, czy motywacji aby jechać do Nowogardu w tej sprawie.. Bo tego nieudacznika tej kurwy z Gryfic (Gryfice: serwis). Już na pewno nie pojadę.. Podejrzewam, że to przez tego dziada mam teraz problemy z Aurelią... Nie wiem co on tam kurwa narobił.. A mnie teraz nie stać na poprawki po nim.. :( Co by się nie działo, kilometry i trasy lecą..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 622

  • Trasa nr [łączna]: 704
  • Trasa nr [na blogu]: 618
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 7
  • W tym roku: 98

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 695 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 609 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
  • Stan Licznika Końcowy: 0 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2430 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 2493 km

  • Maksymalna prędkość: 37.7 km/h

  • Przejechałem: 63.15 km
  • Przejechałem [msc]: 316.84 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3865.39 km
  • Przebieg roweru [suma]: 26431.12 km

  • Przejechalem w 2020: 3865.39 km
  • Podroż dookoła świata (2020) 9.6635 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 66.0778 [%] km

  • Czas jazdy: 03:40:25 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1670:16:51 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1446:50:43 h
  • Czas Jazdy Suma (2020): 248:27:23 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 19:53:12 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:50:27 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:32:07 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:34 h

  • Średnia: 17.22 km/h
Dzisiejszy nie pewny do realizacji, co jest oczywiście nie zależne ode mnie wyjazd w pełni się powiódł.. Mimo nie sprzyjających okoliczności, tj. każdy kto miał z nami jechać nagle niee, nagle chorzy, nie mogą.. Ta jasne ;) Dla mnie to oczywiście nie problem. Nie mogę się nastawiać i być zależnym od kogoś, bo w takim układzie prawie wcale bym nie jeździł i byłbym takim rowerzystą na jakich narzekam, czyli takich co robią kilka tras w roku, a potem narzekają, że nie są wstanie nic przejechać i tacy obolali i w ogóle.. No trudno się dziwić. W końcu każdy sport jest konsekwencją regularnej pracy.. A nie takiej, że jak mi się przypomni czy zachce to pójdzie.. No i co innego zrobić sobie 2-3 dni przerwy od roweru a co innego nie jeździć 2 msc.. Co sobie w ogóle nie wyobrażam jak tak można! Ba, może dlatego, że zapomniałem jak to jest.. Ale właśnie taki byle jaki i nieudany był dla mnie rok 2016 r. A w zasadzie jego druga połowa, po której jeździłem mniej i rzadziej.. I nie szło mi to za bardzo. Ale to już od 2017 r. jest lepiej.. A rok 2020 może być w ogóle moim najlepszym rowerowym rokiem w dotychczasowej historii, bo oczywiście nie wiem jak ułoży się przyszłość, która dopiero nastąpi ;) Przechodząc jednak do samej trasy, będąc w Świnoujściu nie miałem za bardzo sprecyzowanego tego, gdzie pojadę i po co ;) Moimi planami było to aby pojechać do Międzyzdroi, i od razu ten plan realizowałem. Od razu wyjechałem z zatłoczonego miasta, gdzie było pełno rowerzystów, i turystów.. Od razu kierowałem się na prom, którym przypłynąłem do Świnoujścia.. A dalej kawałkiem po drodze DK93 wjechałem na drogę DK3, którą już bezpośrednio dotarłem do węzła Międzyzdroje, gdzie zjechałem.. Tym samym uzupełniłem brakujące braki śladów GPS, w ujęciu całościowym ;) Bowiem Świnoujście czy Międzyzdroje po pamiętnej trasie z 2015 r. (moje pierwsze z dotychczasowych dwóch tras ponad 200 km), odwiedzałem.. Ale nie na tym odcinku drogi :( Na tym odcinku od przeprawy promowej wzdłuż drogi DK3 jechałem tylko raz, w 2015 r.. A dzisiaj znowu sobie tutaj śmigałem, jak wielu innych rowerzystów.. Po niebezpiecznej, i ruchliwej drodze.. To był jednak mały psikuś. Gorszy był fakt, że nie mogłem nigdzie stanąć w celu <> bo od razu atakowało tyle komarów!! :< Pogryzły mnie mimo wszystko :< A jakby tego było mało to w Świnoujściu zaatakował mnie kleszcz.. Próbował wbić się w dwóch miejscach na brzuchu.. Ale mu się nie udało :D Chroni mnie warstwa tłuszczu hahaha i nie był wstanie przez nią przebrnąć, mały skurwysyn ;) No dobra.. Cel wycieczki osiągnąłem. Starałem się jechać szybko i sprawnie to prędkości w zakresie >20km/h nie były czymś nieosiągalnym. Ignorowałem to, że coś mi hałasuje przy rowerze a nie wiem do końca co. Ciekawe jest jednak to, że inne ułożenie pedałów niweluje ten dźwięk. To pozwala stwierdzać, że to może być suport bądź sama korba.. Nie wiem.. Trzeba będzie to sprawdzić. Tym czasem najważniejszy był dojazd do Molo w Międzyzdrojach. Zatłoczone od turystów nadmorskie uliczki, i plaża pełna ludzi.. Nawet nie miałem gdzie Aurelię postawić tyle było ludzi! ;) Postałem tam chwilę, zrobiłem kilka fotek i wracając do Świnoujścia, gnałem już z lepszą prędkością. Mając z wiatrem.. A właśnie dzisiaj tak pizgało.. Wiatr w granicach nawet 30-40 km/h! Naprawdę wiało.. Szybko zrobiło się od morza chłodniej.. Nie mniej w drodze powrotnej gnałem 25-30 km/h.. :O I tak będąc już pod przeprawą promową wjechałem jeszcze na wyspę Karsibór. Jest na nią normalnie most. A z wyspy do Świnoujścia (wyspa Uznam) mostu nie ma -.- No kurwa ciężko zrobić. Zamiast tego ma być rzekomo tunel robiony, o czym się słyszy już od 20 lat.. I dalej nic.. No masakra.. Na chwilę i kawałkiem na tą wyspę wjechałem. Dalej jeździć i tak nie byłoby szans.. Tyle komarów :< To byłem, zobaczyłem.. I nastawiam się na to, że jeszcze tu wrócę i zwiedzę te miejsca lepiej. Teraz walcząc już tylko z wiatrem wróciłem do centrum Świnoujścia, pod auto, skąd wybraliśmy się z matką na obiad. Po obiedzie się przebrałem w kurtkę wiatrową, w długą czapkę i zaliczyłem jeszcze przejażdżkę po pasażu handlowym i specjalnych torach rowerowych, osobno rolkowych i osobno pieszych nie daleko plaży, i bezpośrednio przy plaży ;) Wisienką na torcie była przejażdżka po samej plaży.. Aurelia obmywana przez fale, i gdzie się dało po tym mokrym piasku na samej linii nabrzeża jechałem.. To przypomina mi wspomnienia z trasy: Świnoujście-Niemcy. Szkoda, że nie często mam okazję robić takie wyjątkowe akcje jak dzisiaj.. I dzień dobiegł końca.. Teraz żyję nadzieją na jutrzejszą trasę :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa13czerwca2020zdj1.jpgtrasa13czerwca2020zdj2.jpgtrasa13czerwca2020zdj3.jpgtrasa13czerwca2020zdj4.jpgtrasa13czerwca2020zdj5.jpgtrasa13czerwca2020zdj6.jpgtrasa13czerwca2020zdj7.jpgtrasa13czerwca2020zdj8.jpgtrasa13czerwca2020zdj9.jpgtrasa13czerwca2020zdj10.jpgtrasa13czerwca2020zdj11.jpgtrasa13czerwca2020zdj12.jpg


Mapa przebiegu trasy :)