10.07.2019
Jazda nr: 435

Tagi: zs_dino, zs |

Dzisiejsza trasa, następuje zaraz po wczorajszej, w takich dość zmiennych warunkach w pracy. Jednego dnia jest wszystko ok, wszystko dobrze. A kolejnego już niekoniecznie. Jak np. dzisiaj tylko się wkurwiać można na wiele spraw, jak np. podejście do patenta, nie pracowanie, nie reagowanie na zgłoszenia, bo może się kurwa samo naprawi, albo się przypadkiem nauczy patentów, że ktoś z serwisu IT, nie przyjdzie do nich za pół roku tylko kurwa od razu. No ale to już sprawa na osobne felietony aniżeli ten blog, jakim syfem jest urząd, szeroko pojęta budżetówka w której stawiam moje pierwsze zawodowe kroki. Minęło już 2 msc, odkąd pracuję. Dokładnie 2 msc i 4 dni, jestem w pracy. Na dobrą sprawę leci mi 3 msc doświadczenia, który w normalnych zakładach pracy byłby kluczowy. W końcu umowy próbne byłyby na 3 msc. To może byłoby dobre, przynajmniej wiedziałbym czy zostanę przy polecę. A tak będę siedział przez rok czasu. I przez rok będę żył w takiej niepewności i mocno zmiennych w zależności od sytuacji odczuć co do tego czy chcę tu pracować czy nie, czy się w ogóle nadaje. A nie daj, boże mi się w końcu spodoba, przyzwyczaję się, ale na końcu się okaże, że mnie jednak nie chcą. Bo nie mam się na czym wykazać. Pod wieloma względami męczę się w pracy a winę ponoszą za to dwie osoby, które siedzą tu całe życie, i największy ferment tu niosą. Nie bez przyczyny ludzie wymyślili, takie przysłowie, że ryba psuje się od głowy. To właśnie tą głowę trzeba odciąć aby uchować reszty mechanizm. Mówiąc wprost, jeśli ktoś w jednej pracy siedzi 20 lat+ to on stąd nie pójdzie. Ma za duże wpływy, znajomości, i sprawia, że atmosfera w pracy jest zła. A to kurwa ma później na mnie wpływ. Ten syf i burdel jaki ma tutaj miejsce. Ja się nie dziwię, że jest spory przesiew miejsc w tym miejscu pracy gdzie pracuję, że ludzie po paru miesiącach odchodzą, a potem miesiącami trudno ich zastąpić. I co najważniejsze, zawsze zostaje ta jedna stara ekipa. Naprawdę trzeba być ślepym i niedorozwiniętym aby tego nie widzieć, kto ponosi za to winę. Rzekomo najbardziej doświadczeni pracownicy, którzy na dobrą sprawę sami gówno umieją, sami się na niczym nie znają, i już dawno nie powinno ich tutaj być. Jednym słowem, życie zawodowe jest chujowe. Mimo, że zaczął się dla mnie 3 msc w pracy, to ciężko mi się odnaleźć w tej rzeczywistości. A ma to ewidentny wpływ na rower, na mnie, na mój czas, na moje projekty.. Jedyną korzyścią z tej pracy jest to, że z końcem każdego miesiąca, odtwarza mi się budżet finansowy na swoje potrzeby :)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 438

  • Trasa nr [łączna]: 521
  • Trasa nr [na blogu]: 435
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 5
  • W tym roku: 94

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 514 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 428 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
  • Stan Licznika Końcowy: 0 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12006 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 12026 km

  • Maksymalna prędkość: 39 km/h

  • Przejechałem: 19.04 km
  • Przejechałem [msc]: 87.61 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2593.99 km
  • Przebieg roweru [suma]: 19741.98 km

  • Przejechalem w 2019: 2593.99 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 6.485 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 49.355 [%] km

  • Czas jazdy: 01:15:08 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1243:19:27 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1019:53:19 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 163:36:13 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 05:53:29 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:10:42 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:44:26 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:43 h

  • Średnia: 15.23 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego poświęciłem dwóm ważnym tematom. Większym zakupom w sklepie Dino w Przecławiu a także poprawieniu regulacji przerzutki, o czym wspominałem we wczorajszym wpisie: Szczeciński miejski wojaż. A sama naprawa jest konsekwencją, niezbyt udanej, i dojechanej w swoim czasie regulacji przerzutki na trasie: Miejski Wojaż i Obwodnica Płotów. Dzisiaj już w pracy o tym myślałem, że tak zrobię, pojadę. Myślałem, że może nawet do pracy pojadę rowerem i zaraz po od razu na naprawy się udam. Ale nie! Nie udało się dzisiaj tak, i w sumie nie chciało mi się. O poranku po tej godzinie 6 rano jest tak strasznie przeszywająco zimno, że nawet nie chce mi się w ogóle z akademika wychodzić. A to trzeba. Także na trasę ruszyłem po południu. Z początkiem trasy, z przerwami -.- Cholerny licznik Sigma niespodziewanie zaczął działać! Na wczorajszej trasie prawie w ogóle. Teraz śmiga. Ale i tak postanowiłem zamienić plastikowy conector, na magnes, z licznika Thorn. Pojechałem więc na ul. Wyszyńskiego, zaraz na Bramie Portowej, jest sklep rowerowy i serwis, gdzie zajechałem na tą regulację przerzutki. Mam tutaj w miarę blisko. Mają otwarte do godziny 19. Więc podjechałem. Na miejscu od ręki zrobili mi regulację, i ten cholerny licznik. Usługa nie była droga, ale ja też dużo nie zarabiam, aby często wydawać kasę na rower. Usługa kosztowała mnie 20 zł. Długo się jednak nie nacieszyłem. Wyjechałem z serwisu, udając się ul. Herberta do ul. Podgórnej, wyjechałem na ul. Dworcową przez ul. Rybacką. Skręciłem na chwilę na ul. Korzeniowskiego aby zaraz odbić na pl. Stefana Batorego. I właśnie. Po drodze stawałem jeszcze na ul. Podgórnej aby usunąć stary magnes z licznika, bo się okazało, że teraz dwa magnesy są na tej samej wysokości, więc wynik jest podwojony. Usunąłem zbędny element. Chwilę licznik działał, na pl. Stefana Batorego przestał. Przystanąłem aby to poprawić. I wtedy na najlżejszym przełożeniu kasety (1 - największa tarcza), spadł mi łańcuch na korbie. Tak dziwnie się zaciął, że nie byłem wstanie go wyszarpać i tylko się ubrudziłem przy tej okazji. Nie było wyjścia. Wróciłem do serwisu, chwilę dłużej niż za pierwszym razem wszystko naprawili. Na miejscu umyłem ręce, bo miałem całe czarne od smaru na łańcuchu.. Poprosiłem raz jeszcze ekspertów aby poprawili ten licznik. Okazało się, że czujnik jest za daleko od magnesu. Teraz jednak działa. Jest to wzmocnione opaskami aby się nie ruszało. I ponownie ruszyłem na pl. Batorego jak poprzednio, aby skierować się na ul. 3 Maja i do ul. Narutowicza. Tutaj za późno pomyślałem o tym co robię. Bo mogłem skręcić sobie na ul. Potulicką, pojechać ul. Piekarów do ul. Dąbrowskiego i tak wjechać na DDR wzdłuż ul. Mieszka I (DK13). No trudno. Tak nie zrobiłem. Całą ul. Narutowicza wróciłem na Al. Piastów, gdzie się oczywiście na pl. Szyrockiego chujowo ustawiłem do zjazdu, a niestety trafiłem na zieloną falę, więc trochę chujowo z prawego pasa, na lewy i do DDR zjeżdżałem aby wjechać na drogę rowerową, którą mogę dojechać do samej ul. Cukrowej. Po drodze spotkała mnie bardzo zmienna aura pogodowa, bardziej zmienna niż wczorajsza, obfitująca w przelotne opady deszczu, przejaśnienia, zachmurzenia i kolejne opady deszczu, które towarzyszyły mi do samego Przecławia. Po drodze jechało mi się też różnie i zmiennie.. Raz szybciej a raz wolniej. Raz lżej a raz ciężej. W końcu dojechałem pod Dino. W odróżnieniu od pierwszej takiej mojej trasy, do Dina: ZS: Sklep Dino. Jestem bardziej zadowolony z obsługi, niż za pierwszym razem. Choć trafiłem na tą samą babkę, która mi szynkę, ser, pokroiła za grubo, co wiązało się z większymi wydatkami, wydawałem tego pamiętnego dnia (03.07) ponad 40 zł. A dzisiaj nie całe 20 zł (gdzie dzisiaj brałem jeszcze Colę za 3zł!) To całkiem taniocha. Druga sprawa, że ta szynka i ser, wystarczy mi na parę dni. Więc jest to spoko układ, który w przyszłości pozwoli na faktyczne zaoszczędzenie środków finansowych i po prostu tańszych zakupach. A zresztą jak nie rowerem to mogę autobusem przyjechać na zakupy :) Rowerem jednak mam tą wolność, że jestem niezależny, i często szybszy, choć dziś niekoniecznie. Trochę się zmęczyłem dniem wczorajszym, dzisiejszy też nie lekki, więc byłem wolniejszy i roztropniejszy.. No cóż, po zakupach spotkała mnie słoneczna, fajna aura pogodowa - w pierwszą stronę przelotnie padało i mocno się chmurzyło. Więc przynajmniej przyjemnie się wracało.. Droga i tak nie bliska.. Wraz ze wszystkimi światłami, odcinek nieco ponad 7 km, pokonuję w czasie 30 min.. Dzisiaj specjalnie nie jechałem inną trasą aby porównać czy oby na pewno wskazania licznika są poprawne. Więc muszę mieć porównanie.. :) Bo mogłem wracać przez Rajkowo, Ostoję i Gumieńce :) No może innym razem. Wróciłem, w końcu.. Z końcem kolejnego dnia. I co te dni, co te życie warte, skoro się tyle pracuje. Wraca późno, i już nic z dnia, z życia nie zostaje, tylko ciąży wciąż ten przymus aby od jutra znów do pracy się udać.. jutro znów do pracy i znów.. jakie to jest męczące. No i taka prawda, zarówno wczoraj jak i dziś całe po południe mi zeszło na rowerowe wojaże.. W takim czy innym celu..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa10lipca2019zdj1.jpgtrasa10lipca2019zdj2.jpgtrasa10lipca2019zdj3.jpgtrasa10lipca2019zdj4.jpgtrasa10lipca2019zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)