07.12.2018
Jazda nr: 329

Tagi: zs |

Trasa z dzisiejszego dnia jest moją kolejną wyprawą z serii Szczecińskich Miejskich Wojaży, które dokonuję w tym tygodniu będąc w Szczecinie. W ogóle się nie oszczędzam mając rower na miejscu, wykorzystuję każdą chwilę na treningi i jazdy. Aby miło spędzać czas, pozwiedzać sobie, nabić kilometry :D Z każdą jazdą jestem coraz bliższy bardzo ładnego wyniku wyrażonego w ilości przejechanych kilometrów (wyniku 6000 km) wciągu roku. To jest liczba o 1000 km większa niż mój wynik przejechanych kilometrów w 2017 r., w ogóle 2018 r. niesie bardzo dużo pozytywnych rowerowych zjawisk. Dzisiejsza jazda jest też ważna pod innym względem. W trakcie mojej ostatniej z tego tygodnia (03.12 - 09.12) jazdy, wyszły małe kontrowersje wobec trzymania przeze mnie roweru w akademiku. Ale nie będzie mi żadna szmata z portierni dyktowała warunków. Ani co mi wolno robić, ani kiedy mi wolno robić. Ani tym bardziej kiedy mam z nią rozmawiać (lub nie) Oo bo już sobie za dużo co nie którzy durni ludzie pracujący pod szyldem ZUT pozwalają. ZUT to gówno nie uczelnia to jeszcze akademiki spierdolą. Kontrowersje wystąpiły w środę, po mojej trasie: Szczeciński miejski wojaż - Wyspa Grocka . Problem jest w tym, że ja się nie dam zrobić niewolnikiem i nic sobie z gróźb zgłaszania sprawy do administracji akademika nie zrobiłem. Roweru nie usunąłem. I powiem więcej. Dzisiejszego poranka rower wyprowadziłem na kolejną jazdę. Mimo, że pogoda już nie taka ładna jak w poprzednich dniach w niczym mi to nie przeszkadza. Jest nadal ciepło i to bardzo ciepło, bo temperatury z rana przekraczały 10^-11℃. Na plusie oczywiście. Gorsząca jest za to bliska 100% wilgotność powietrza, i silniejsze podmuchy wiatru. Jednak i z tym można było sobie poradzić. Na dzisiejszą trasę nie miałem nic szczególnego zaplanowanego. Postanowiłem sobie o tak, się po mieście przejechać (z rana właśnie) bo chciałem do godzin po południowych powrócić z trasy aby zdążyć się przygotować i iść na kurs z Administracji Serwerami AD i bazami MSSQL na który niestety chodzę. Już mi trochę ciąży ten kurs a to dopiero 2 (z 8) tygodni spotkań. Będzie mi ciężko przy tym wytrwać. Jak już w Grudniu mam problemy to co to będzie po nowym roku, jak dojdą inne sprawy (i praca), i dalsze treningi, i inne życiowe sprawy. Eh dobra nie będę się tym póki co przejmował. Te póki co problemy jak już będą moim problemem dopiero po nowym roku :) W tym roku problemów już nie mam jako takich, nie długo święta, wolne. Może uda mi się przez wolne przez jakieś ponad 3 tyg, nadrobić zaległe prace i w końcu wyjść na prostą. W tym wyjść na prostą z projektem (i teorią) do pracy MGR, z czym się bujam przez kilka miesięcy trwającego dla mnie 10 semestru studiów (i 3 semestru studiów MGR). No zobaczymy. Póki co, dzisiaj nim wyprowadziłem rower (bardzo zachęcała mnie ciepła aura) i nie, nie zniechęcała szara, deszczowa pogoda, zrobiłem mały rekonesans aby dowiedzieć się kto siedzi na portierni i czy nie będzie problemu z rowerem. A siedział taki gościu :) Mega w porządku. Nie robił żadnych problemów nigdy, mam wrażenie, że on ma na wszystko: wyjebane. Bo co go obchodzi kto wchodzi na akademik, kto wychodzi. I myślę, że nawet jakby mu przed nosem wynosili wyposażenie pokoi to by palcem na to nie kiwnął :D I dobrze. Więc zaopatrzony w tą wiedzę poszedłem bardzo wcześnie na dzisiejszą trasę. O godzinie 1009. Aby powrócić z niej (do pokoju) o godzinie 1439. Włącznie z przerwami itd. Poświęciłem na trasę 4.5h. A zrobiłem skromne 50 km. Co najważniejsze zachowałem ciągłość co piątkowych 50-cio kilometrowych treningów, jak co piątek trasa 50-tek :D I jest przecież 50 km to o co chodzi? XD Przecież nie liczy się przebieg trasy, jej długość. Liczy się to, czy się w ogóle podjęło próbę zrobienia trasy i czy jeździ się regularnie. Bo to w końcu ta regularność jest tym najważniejszym czynnikiem bezpośrednio wpływającym na przyszłe sukcesy. I chodź dla nie których to może być dziwne, ale nawet porażki, przyczyniają się do naszych sukcesów.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 331

  • Trasa nr [łączna]: 415
  • Trasa nr [na blogu]: 329
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 144

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 410 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 324 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 9496.38 km
  • Stan Licznika Końcowy: 9546.53 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 9455.5 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9254 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 9304 km

  • Maksymalna prędkość: 30.9 km/h

  • Przejechałem: 50.15 km
  • Przejechałem [msc]: 124.77 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5993.4 km
  • Przebieg roweru [suma]: 16864.21 km

  • Przejechalem w 2018: 5993.4 km
  • Podroż dookoła świata (2018) 14.9835 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 42.1605 [%] km

  • Czas jazdy: 03:38:05 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1062:35:00 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 839:08:52 h
  • Czas Jazdy Suma (2018): 372:04:31 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 08:38:01 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:09:30 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:02 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:32:07 h

  • Średnia: 13.8 km/h
Dzisiejsza trasa miała ciekawy przebieg. Odwiedziłem kilka miejsc. Towarzyszyło jej jednak jeszcze jedno zjawisko. Cały czas jest mokro, ślisko. I dzisiaj wyjątkowo źle mi się jechało. Bardzo niepewnie, niestabilnie. Szczególnie na torowiskach, ścieżkach rowerowych. Wiele ścieżek rowerowych w Szczecinie to pożal się boże co to za ścieżki. Jak nie dziury na dziurach to układana kostka brukowa - układana pionowo nie poziomo tylko pionowo. Z cienką oponą (ja mam np. cienkie opony) nie da się jechać po czymś takim, tak mnie z tego ściąga. Wiele razy na coś takiego narzekałem, nie tylko w Szczecinie. Ścieżka rowerowa powinna być z asfaltu robiona jak jest np. na alei Niepodległości od Bramy Portowej po Plac Rodła zrobione. Za Placem Rodła przez Rayskiego jest już gorzej. A dalej w stronę Kołłątaja w ogóle nie ma ścieżki rowerowej. Dzisiaj najwięcej ALE miałem do stanu ścieżki rowerowej i jej nielogicznego przejazdu wzdłuż al. Wojska Polskiego. Tak ważna droga i arteria drogowa. I nie możliwy przez nią normalny przejazd ani drogą, ani ścieżką rowerową. Bo albo tej ścieżki nie ma albo jest w takim stanie, że lepiej aby jej nie było. I ta deszczowa pogoda. Od początku mi się przez to źle jechało. Rower na tej powierzchni zachowywał się bardzo niestabilnie, i wiele razy szczególnie tylne koło wpadało w poślizg co tylko zmniejszało zaufanie do infrastruktury drogowej. Najgorzej pod tym względem wypadają ścieżki rowerowe, które nagle się kończą, trzeba zjechać na drogę, a tam krawężniki i inne udziwnienia. Nie wiem co jest na rzeczy, ale dzisiaj mi takie sytuacje bardzo przeszkadzały i bardzo utrudniały życie. Co ciekawe tylko dzisiaj. Albo dzisiaj szczególnie tak było... Przynajmniej mam taką nadzieję, że to tylko jednorazowe odczucia. Dzisiejszą ciekawą trasę rozpocząłem od jazdy wzdłuż ul. Ku Słońca w stronę Mierzyna (wzdłuż drogi DK10) i zakończyłem ją w tych rejonach przejazdem po tutejszych osiedlach domków jednorodzinnych i bloków mieszkalnych. Odwiedziłem w ten sposób między innymi ul. Krętą, ul. Źródlaną. Przejeżdżałem obok jeziorka Słonecznego, będącą częścią rzeki Bukowej. Oczywiście te strony Szczecina są mi mało znane. Bo i skąd miałbym je znać. Przecież nie bywam na takich osiedlach bo i po co miałbym bywać a dzisiaj jest dobra ku temu okazja, by trochę pozwiedzać, by nabić kilometrów. Oczywiście nie wiedziałem ile tych kilometrów nabiję :) Nie liczyłem na taki ładny wynik jak 50 km z miejskiego wojażu, a takowy był mi dany! :) Gdybym miał więcej czasu i pogoda się nie zmieniła to kto wie czy nie próbowałbym robić więcej kilometrów. Jeśli chodzi o te moje odczucia z brakiem stabilności jazdy, to z pewnością jest to problem wynikający z warunków pogodowych. Jeszcze na ul. Ku Słońcu (DK10) widziałem jak przez jedno torowisko nakręcała ciężarówka z naczepą. Ta ciężarówka ma 18 kół, tylko z tyłu ma 8. I to mu nie pomogło bo się koła ślizgały na przejedzie przez torowisko. To nic dziwnego, że mi rower ciągnie jeszcze bardziej -.- Także pojeździłem sobie po tutejszym osiedlu i ruszyłem dalej. Skierowałem się w stronę Centrum przez ul. Derdowskiego na ul. Generała Taczaka, którą pokonywałem trudną do pokonywania ścieżkę rowerową. Właśnie owianą przeze mnie złą sławą kostką brukową, ułożoną wzdłuż kierunku jazdy (nie w poprzek). Po tym się nie da jechać, albo ze mną jest coś nie tak -.- Moja męczarnia jakiś czas trwała. Z drogi tej zjechałem dopiero na skrzyżowaniu ul. Łukasiewicza (na Pogodno) i ulicą Łukasiewicza kierowałem się w stronę al. Wojska Polskiego. W planie miałem pojechać na Różankę. Taki zamysł w trakcie trasy mi się narodził aby tam pojechać. Zachęciła mnie do tego wieść, którą w tygodniu czytałem -> Zamknięta Różanka. To jest absurd, że zamknięto ten przejazd. I nie tylko ten. Zamknięte są inne fragmenty drogi - w kierunku Lasu Arkońskiego. Jednak to nie był dla mnie żadna przeszkoda. W końcu: sposobem na złych ludzi jest bycie jeszcze bardziej złym niż oni. Problem nagłośnił Rowerowy Szczecin na swojej grupie Facebookowej: Rowerowy szczecin - sprawa Różanki.

To mnie zachęciło aby tu przyjechać. Więc pojechałem przez ul. Łukasińskiego, mijałem ul. Mickiewicza, a także Netto Arena, i tamtejsze jakże uciążliwe remonty (między innymi wielkie rondo z torowiskami) w stronę Głębokiego. Minąłem te cyrki, i kierowałem się głównie drogą (jeśli nie tylko drogą) al. Wojska Polskiego do skrzyżowania z ul. Bohdana Zalesińskiego. To jest na Łęknowie. Tutaj zrobiłem rundkę, obok cyrków związanych z przebudowywaniem, remontami i wstawaniem wszędzie na chama pseudo małych rond. W ten sposób dojechałem pod Różankę. Wjechałem za ogrodzenie, które jest zamknięte. I sformowałem na ten cel takie powiedzenie: Sposobem na złych ludzi jest być bardziej złym od nich. Zignorowałem zamknięcia drogi i inne utrudnienia. I pojechałem przez Park Kasprowicza, Różankę przez ul. Juliana Fatała, do ul. Harcerzy, którą podróżowałem moją podróż poprzez niegdyś zielone miejsca miasta ;) Mijając między innymi Syrenie Stawy. Na Wojska Polskiego wróciłem dopiero przez ul. Międzyparkową. Moja podróż wzdłuż al. Wojska Polskiego trwała na nowo. Żmudna, długa i męcząca. Takie cyrki jakie tu się odpierdalają, nie są godne nazywania tej drogi przyjaznej komukolwiek. Nie da się jechać ani ulicą, ani ścieżką rowerową. Poniszczona ścieżka rowerowa, która co chwila się kończy i wymusza przejechanie na drugą stronę jezdni. Jeśli chodzi o drogę - koleiny, dziury. Ciągłe przejazdy z tramwajami... Moja męczarnia trwała od okolicy skrzyżowania Szafera z Wojska Polskiego aż do Placu Szarych Szeregów z których zjechałem na Plac Rodła jadąc prosto między innymi Plac Grunwaldzki. Z Placu Rodła odwiedziłem Niebuszewo i Kołłątaja. Planowałem jakiś posiłek ;) Obiadek czy coś. I wiele wskazywało na to, że skusiłbym się na pizzę na Kołłątaja. Ostatecznie się tak nie stało ze względu na to, że nie miałem gdzie przypiąć roweru. A zostawić go na pastwę losu przecież nie zostawię! Więc nie miałem wyjścia jak szukać innego miejsca. Postanowiłem pojechać na ul. Podgórną. Czekała mnie jednak na nią długa droga. Póki co wybierałem się z pizzeri na Kołłątaja wzdłuż ul. Ks. Jana Długosza, do skrzyżowania z ul. Kołłątaja potem ul. Księcia Wraciława I, którą dojechałem na Przyjaciół Żołnierza. Odwiedziłem stare strony! Nie daleko stąd, przejeżdżałem w sumie koło skrzyżowania z ul. Golisza gdzie jest WORD! Znienawidzone miejsce ;] Dzisiaj na WORD nie jechałem. Dzisiaj wybierałem się tylko wzdłuż ul. Komuny Paryskiej do Rugiańskiej, z której odbiłem w stronę Stoczni Szczecińskiej na ul. Pawła Stalmacha. Wybierałem się w stronę dzielnicy Drzetowo-Grabowo do ul. I Maja, którą dojechałem na Niebuszewo na ul. Emilii Szczanieckiej a potem Emilii Plater. Jadąc wzdłuż ul. Emilii Plater wjechałem sobie w boczną ulicę Mjr. Władysława Ragnisia, która doprowadziła mnie na prywatne osiedle, na którym właśnie otwierały się jej wrota. Zdążyłem wjechać na te prywatne osiedle, prywatną drogę i wyjechać z niej nim wrota się zamknęły :) Pojechałem dalej wzdłuż ul. Emilii Plater z powrotem na Kołłątaja a z niego na ul. Piotra Skargi. Z ul. Piotra Skargi sprawa była już jasna. Zaliczyłem Jasne Błonia, zaliczyłem przejazd przy Urzędzie Miasta w Szczecinie (nie daleko Parku Kasprowicza) i jadąc w stronę Centrum (Placu Grunwaldzkiego) odbiłem na ul. Wielkopolską. Na nowo znajdując się na Placu Szarych Szeregów pojechałem wzdłuż al. Piastów. I obrałem sobie turystyczną ścieżkę w stronę centrum. Początkowo planowałem przejechać bocznymi ulicami - między innymi ul. Getta Warszawskiego czy Andrzeja Małkowskiego w stronę Kaskady (lub ew. Placu Zwycięstwa). Lecz trochę mi to nie wyszło. Ostatecznie źle skręciłem na Małkowskiego. Powinienem udać się w stronę Placu Zgody. Zamiast tego wyjechałem koło kina Helios na ul. Krzywoustego w stronę Bramy Portowej. I tak już pojechałem przez Bramę Portową w stronę Dworca Głównego PKS, i odbiłem na ul. Podgórną, na której niegdyś mieszkałem przez 3.5 roku w trakcie moich studiów :( Wspomnienia :) Podjechałem tam do Bistra pod Ósemką. Tam spiąłem rower. I zjadłem obiadek z 2 dań za 11 zł. Dzisiaj była jakaś zupka (nie wiem co to za zupa, jakaś warzywna, ale zjadliwa) i ryba z ziemniakami (o dziwo też zjadliwa). Tereny przy ul. Podgórnej, ul. Świętego Ducha są bardzo dużą chrapką dla deweloperów. W końcu to ścisłe centrum - blisko Dworca Głównego, przystanku Wyszyńskiego. Stąd jest łatwy dojazd w zasadzie wszędzie. Związku z czym w mojej opinii dość nie moralnie postępują i deweloperzy i władze miasta, które zaprzedały tutejsze tereny w brudne łapska deweloperów, i nadzianych skurwysynów. Zniszczyli tą część miasta przez budowę luksusowego apartamentowca przy Podgórnej, którego budowę obserwowałem z okien pokoju akademika DS4 Portowiec (USZ), na I roku MGR. I niszczą te tereny dalej. Po obiedzie przejechałem się na ul. Świętego Ducha, gdzie budowany jest kolejny apartamentowiec. Coraz większa plaga tej zarazy się szerzy... Niszczą wszystko dookoła. To głębszy i szerszy problem by rozważać go w ramach tego wpisu na tym blogu. Na pewno jednak do problemu nie raz powrócę gdy będę te części miasta odwiedzał. Po prostu nie podoba mi się co się tu wyprawa. I jak niszczy się urok tych dzielnic, tych miejsc przez te kolejne wielopiętrowe twory dla bogatego ścierwa. I jakie to problemy będzie powodować. O tym już nikt nie myśli. Moja wycieczka z ul. Podgórnej, doprowadziła mnie na tereny Pomorzan. Pojechałem tam mimo psującej się pogody. Przez całą trasę lekko kropiło. Ja tego nawet nie czułem. Widziałem to dopiero na nagraniach z kamery! Ale gdy wyszedłem już po obiadku na Podgórnej, i miałem zrobione ok. 36 km - chciałem dobić jeszcze do 50 km. A gdzieś muszę to zrobić. To mimo nie sprzyjającej pogody (zaczęło padać) pojechałem na Pomorzany. Na Pomorzanach zrobiłem pętlę wokół Szpitala i wyjechałem na Placu Szyrockiego. Wcześniej jeszcze pokręciłem się po nowoczesnych osiedlach mieszkalnych ;) Dokładnie pojeździłem po Osiedlu Polonia. Zaś z Placu Szyreckiego pojechałem w stronę Gumieniec (wzdłuż drogi DK13, ul. Mieszka I) pojechałem do skrzyżowania z ul. Wierzbową, którą odwiedziłem Gumience. Z ul. Wierzbowej odbiłem dopiero na ul. Dworskiej, którą wróciłem na ul. Ku Słońcu, na której często bywam. I nią wróciłem pod akademik, wciąż brakowało mi (chodź już nie wiele może mniej niż 1 km, może nieco ponad 1 km) do wyniku 50 km. W sumie taka prawdziwa trasa 50-tka, która nigdy nie daje 50 km :) Nie zważając jednak na to zrobiłem jeszcze rundkę koło akademika, i gdy podjechałem pod akademik - zamykała się właśnie brama wjazdowa! To co... - wyższy bieg, i jadę XD Zdążyłem, chodź wjeżdżając w teren akademika, na dziedzińcu akademika są cholerne kamienie, i na nich śliznęło mi się koło :D Można powiedzieć, że wjechałem ze ślizgiem. Czym prędzej dojechałem pod klatkę (między innymi 52,50,32) i zaprowadziłem rower do akademika, do swojego pokoju (223). Wkrótce wychodziłem na kurs zawodowy i siedzący na portierni nadal ten sam portier nic mi nie powiedział ;) Więc nie ma sprawy. Tym razem się udało. Ale to nie może być tak, że będę za każdym razem mieszkając w akademiku liczył na szczęście czy uda mi się wprowadzić / wyprowadzić rower czy nie. Tak być nie może. A jeśli chodzi o samą trasę to dzisiaj sporo zjeździłem Szczecina. Jechałem te ostatnie ok. 13-14 km w deszczu. Było jednak warto. Wróciłem lekko zmęczony ale szczęśliwy (a to najważniejsze). Do szczęścia, nie potrzeba mi nic więcej jak się przejechać :) Wtedy się lepiej czuję. I psychicznie i fizycznie.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa07grudnia2018zdj1.jpgtrasa07grudnia2018zdj2.jpgtrasa07grudnia2018zdj3.jpgtrasa07grudnia2018zdj4.jpgtrasa07grudnia2018zdj5.jpgtrasa07grudnia2018zdj6.jpgtrasa07grudnia2018zdj7.jpgtrasa07grudnia2018zdj8.jpgtrasa07grudnia2018zdj9.jpgtrasa07grudnia2018zdj10.jpgtrasa07grudnia2018zdj11.jpgtrasa07grudnia2018zdj12.jpgtrasa07grudnia2018zdj13.jpgtrasa07grudnia2018zdj14.jpgtrasa07grudnia2018zdj15.jpgtrasa07grudnia2018zdj16.jpgtrasa07grudnia2018zdj17.jpgtrasa07grudnia2018zdj18.jpg


Mapa przebiegu trasy :)