Trasę z dzisiejszego dnia rozpoczęła taka moja wewnętrzna wojna, która rozegrała się w porannych godzinach. Zbudziłem się po ciężkiej nocy (długo zasnąć nie mogłem) po godzinie 5 rano. Nie czułem się dzisiaj za dobrze. Czuję się taki słaby, osłabiony, zmęczony. Miałem takie myśli, że raczej nie chcę iść dzisiaj na rower. A miałem zaplanowaną na dzisiaj trasę do Mrzeżyna. Co prawda wcześniejszych tygodniach myślałem o Trzygłowie, przez który chciałem wracać na trasie: Trasa Pobierowo-Rewal, lecz zmieniłem w ostatniej chwili zdanie. Motywacją do tych działań jest wieść o rozpoczęciu się remontu i przebudowy drogi DW109 na jej całej długości od Płotów przez Gryfice i Trzebiatów do Mrzeżyna. A z drugiej strony w Mrzeżynie tak dawno nie byłem :) Byłem tam ostatni raz w wakacje 2015 r., rowerkiem. A tak to nie miałem okazji tam jechać, to zdecydowałem się, że dzisiaj pojadę. Nie mogło mnie nic powstrzymać, ani pogoda (dzisiaj przynajmniej w czasie gdy ja jeździłem) było słonecznie, bardzo gorąco (ponad 30℃), oraz wiał silny porywisty wiatr. W dalszej części dnia, gdy wróciłem już z roweru, słońce skryło się za chmurami, wciąż jest jednak gorąco. Panuje taka burzowa aura. Wyczytałem w mediach właśnie o wspominanej informacji, że rusza remont drogi DW109. A ja bym chciał się tą drogą jeszcze raz przejechać w czasie gdy nie ma na niej remontu! Stąd dzisiejszy wyjazd. Chciałbym tylko sprostować tą informację: Remont DW109 Trzebusz->Trzebiatów. To są jakieś bzdury. Powiem wprost to są JEBITNE BZDURY. Żaden remont się nie odbył i nie trwa. Została zerwana wierzchnia warstwa drogi, i wszędzie jest syf w postaci rozsypanych kamieni. Czy to ma być do jasnej cholery ten wielki remont, i inwestycja za setki milionów złotych!? Ja to widzę tak. Droga trzyma się za dobrze jak na tak duże natężenie ruchu. Wyremontujmy ją więc po to aby za kilka msc użytkowania się rozpierdoliła. A przy okazji wkurwiajmy kierowców, remontami, które będą trwały wiele miesięcy (jak DW102, wciąż trwa, same problemy). Nie mniej nie żałuję, że pojechałem. Dokończę jeszcze pierwotną myśl. Przed wyjazdem miałem mieszane uczucia co do niego, czuję się nie za dobrze, wstałem tak po 5 rano i nie byłem przekonany, czy ten wyjazd to dobry pomysł. Po godzinie 6 udało mi się jeszcze przespać i wstałem o godzinie 7:50. Wszystko postawiłem na jedną kartę. Jadę. Najwyżej się nie uda to wrócę, skrócę czy cokolwiek innego. Na szczęście się udało! Co prawda wynik w kilometrach dość skromny, planowałem nieco większy wypad, jak już byłem w tym Mrzeżynie. Lecz zrezygnowałem z tego zamysłu z prostej przyczyny - dzisiaj nie czuję się za dobrze, po drodze też miałem różne myśli. Pojawiają się cykliczne problemy z rowerem. Więc zrezygnowałem z zamysłu pokręcenia się po Mrzeżynie i dopiero powrotu. Kluczowe było dla mnie dzisiaj pokonanie całej drogi DW109, i ten cel osiągnąłem. Zaliczenie plaży w Mrzeżynie to dodatkowy plus :) Nie musiałem tego robić, nie żałuję jednak, że pojechałem. Gdybym nie pojechał to co bym zyskał? Najwyżej to, że wróciłbym parę minut szybciej czyli nic wartego zachodu. Najważniejsze jest to, że pojechałem, zmierzyłem się z ciężkimi warunkami pogodowymi i nie dałem się pogodzie pokonać. Nie pokonał mnie ani wiatr, ani upał. A gdy połączymy upał z wiatrem to niezbyt fajna zabawa. Bo wiatr maskuje to, jak jest gorąco i przenosi gorące masy powietrza, które ciągle atakują, ciągle atakują. Nie lubię czegoś takiego : Jak jest gorąco to powinno być bez wiatru, spokojnie. Wtedy taki upał ma sens.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 243
Trasa nr [łączna]: 327
Trasa nr [na blogu]: 241
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 56
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 323 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 237 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5701.03 km
Stan Licznika Końcowy: 5784.29 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5728.99 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5447 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5530 km
Maksymalna prędkość: 37.7 km/h
Przejechałem: 83.26 km
Przejechałem [msc]: 359.01 km
Przebieg roweru [rok]: 2231.14 km
Przebieg roweru [suma]: 13101.95 km
Przejechalem w 2018: 2231.14 km
Podroż dookoła świata (2018) 5.5779 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 32.7549 [%] km
Czas jazdy: 04:39:00 h
Czas Jazdy Suma (ever): 833:06:28 h
Czas Jazdy Suma (blog): 609:40:20 h
Czas Jazdy Suma (2018): 142:35:59 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 21:11:14 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:14:15 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:32:47 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:30:32 h
Średnia: 17.91 km/h
Dzisiejszą trasę rozpocząłem po godzinie 9 rano. Spakowałem się na zapas, wziąłem trochę słodyczy, i większy zapas wody. A tak naprawdę skorzystałem tylko z wody. Było tak gorąco, że nie chciało się nic jeść. Ruszyłem po dość niebezpiecznej drodze DW109 na odcinku Płoty->Gryfice do Gryfic. Muszę powiedzieć, że który jak który odcinek tej drogi, ale odcinek Płoty->Gryfice i analogicznie Gryfice->Płoty jest znacznie częściej uczęszczany przez różne pojazdy (i jest w znacznie gorszym stanie) niż odcinek Gryfice->Trzebiatów a potem Trzebiatów->Mrzeżyno. Nie wiem czemu ma pomóc hucznie zapowiadany remont, który ma rozpocząć się lada dzień. Pewnie budowlańcy (czytaj. popaprańcy), czekają aż zaczną się wakacje i większy ruch na drogach. Wtedy ruszą do działań - jakie to typowe dla naszego kraju -.- Pewnie przetargi wygrała jakaś gówno firma, której pracownicy i zarząd w normalnym kraju powinni zapierdalać na budowie, pod przymusem i za darmo, i spać w więzieniach. Ale w naszym kraju, jeszcze im będą płacić za te pseudo naprawy i pseudo budowy dróg, co się z pewnością nie skończy dobrze. Czy mam rację? O tym z pewnością napiszę. Z pewnością będę przy każdej okazji monitorował co się dzieje z drogą, gdy remonty się zakończą. Kiedy się zakończą? Nie wiadomo, bo jeszcze nie ruszyły. Z pewnością będą jakieś opóźnienia. I wprowadza się w ten sposób kolejny komunikacyjny chaos. No nic, moja wyprawa trwała w najlepsze, dojechałem do miejscowości Gryfice, i nie skręciłem tam w prawo na rondzie, (pierwszy zjazd), aby szybciej dojechać pod Jednostkę Wojskową w Gryficach. Pojechałem od strony dworca głównego PKS, po to aby ominąć kamienną przeprawę i pozostać na drodze DW109, która biegła właśnie na około miasta. Szlak jest specjalnie tak wyznaczony, i źle oznaczony w oznakowaniach pionowych. Taki przejazd dotyczy pojazdów > 3.5 T. Normalne pojazdy mogłyby jechać krótszą drogą. Oczywiście o tym wiem, i świadomie wybrałem inną drogę, aby wkrótce minąć Gryfice, i znaleźć się na drodze DW109 w stronę Trzebiatowa. Rzadko bywam w tych stronach, nie ma zwykle okazji aby tutaj pojeździć, i słabo znam te tereny. To jednak nie przeszkadza aby to zmienić i aby je poznać. Już w 2017 r. miałem takie pomysły aby pojeździć na wioskach od Trzebiatowa do Gryfic, aby lepiej poznać te tereny, wspominałem o tym we wpisie: Trasa Stuchowo - Trzebiatów. Inspiracją jest wciąż nie poznana droga na wieś Niekładź. Może jak będę miał okazję albo inspirację, zwiedzę te tereny, w jakieś trasie. Byłoby super tak pojeździć po różnych wsiach okolicznych miast, poznać różne skróty, i fajne miejsca :) Dzisiaj miałem jednak inny plan -> na Mrzeżyno! Co cały czas czyniłem. Gorąc i rower jeszcze nie dawał mi się we znaki, pierwsze problemy zaczęły się za wsią Kłodkowo, skąd jechało się nieco gorzej. Jakoś ciężko mi idzie ten rower w niektórych miejscach, często pod górkę się źle jedzie. Nie poddałem się jednak i jechałem dalej, minąłem Trzebiatów, i jechałem dalej, do Mrzeżyna! Pierwsze oznaki działalności na drodze DW109 napotkałem we wsi Trzebusz, gdzie zerwano wierzchnią warstwę asfaltu, naładowano kamieni na drogę. I co to ma być?! Tylko wkurwiały mnie te kamyki, które nieustannie wbijały mi się w przednią oponę, co mnie bardzo denerwuje. Męczyłem się z tym zjawiskiem, oraz wielkimi owadami mucho-podobne, ale strasznie duże, pod sam Trzebiatów. Od Trzebuszewa wiedzie droga przez takie mokradła, i pola. To nic dziwnego, że jest tu sporo robactwa. Wkrótce dojechałem do Mrzeżyna, pojechałem na plaże, tam zrobiłem sobie małą przerwę i droga powrotna - do Trzebiatowa dojechałem w miarę szybko. Kilka razy stawałem przed Trzebuszewem aby zabierać kamyki z opony, i dojechałem w końcu. Ale gdy już minąłem Trzebiatów, jechało się znacznie gorzej. Miałem zrobione 60 km dopiero, i ostatnie kilometry były ciężkie. Bardzo ciężko idzie mi rower, przez co się dodatkowo męczę. Nawet na zjeździe z górki, mi "hamuje", ciężko się kręci pedałami. Raz coś strzeliło przy łańcuchu i się poprawiło. Nie na długo niestety po czym znowu ciężko, gorąco, robaki, ciężko i tak w kółko. Droga do Gryfic była drogą przez mękę gdzie tylko myślałem o tym aby dojechać do Gryfic. W końcu dojechałem, zrobiłem jak mi się wydaje skrótową rundę po Gryficach aby szybciej z nich wyjechać i zrobić sobie tradycyjnie przerwę na ul. Żwirka i Wigury. Po czym nastąpiła technika małych wyzwań - byle dojechać do skrzyżowania Baszewice, byle dojechać do skrzyżowania Barkowo, byle przejechać przez tą górkę itd. Miałem kilka postoi, rower szedł mi w powrotnej drodze praktycznie cały czas nieustannie ciężko i ciężko. A ja coraz słabszy gnałem dalej. W końcu się udało dojechać. Aby nie było, to, że byłem zmęczony, że rower szedł mi ciężko nie oznacza wcale, że jechałem wolniej. Starałem się utrzymywać szybszą prędkość po to aby szybciej dojechać, ostatnie zrobiłem ponad 80 km, w trudnych warunkach (pogodowych i technicznych), ze średnią 17.9 km/h co uważam za niezły wyczyn. To mój osobisty wyczyn, moje małe osobiste zwycięstwo. Dzisiaj było mi naprawdę ciężko jechać. Ruszyłem w takim niepewnym nastroju, nie czując się do końca dobrze i musiałem się zmierzyć z silnym wiatrem, trudem trasy (sporo pod górkę), i złośliwym rowerem, który pewnie specjalnie dokopywał mi większą trudnością z jazdy. Ciekawe zjawisko miało miejsce nad morzem, gdzie wiał zimny wiatr od wody ;) A im dalej od morza, tym cieplejsze podmuchy powietrza. Cóż, kolejna próba, kolejne wyzwanie za mną. Uważam, że takie każde małe zwycięstwo lub porażka, przybliża mnie do większego celu. W końcu będzie lepiej. Każdy mój większy dystans jest zasługą tych wszystkich mniejszych (lub większych jak dzisiaj) tras, robionych przy różnych warunkach pogodowych, to jest każde chodź by najmniejsze wyzwanie, które podjąłem. Tak chcę o tym myśleć, i tak o tym myślę, i pewnie tak będę myślał, przy kolejnej DŁUGIEJ trasie, którą być może pokonam kolejny rekord kilometrów zrobionych albo w tym roku albo w życiu. W życiu moje najdłuższe trasy to 150 i 208 km. To musiałbym pokonać te 208 km aby coś naprawdę osiągnąć. Czy się uda? Czas pokaże, co przyniosą mi kolejne dni, i nadchodzące wakacje. Tym czasem myślę o moich kolejnych rowerowych projektach i wyzwaniach - między innymi trasy nad Bałtycie Morze - tym razem na dłużej niż dzisiaj, czy przy ostatnich okazjach gdy byłem w Pobierowie i Rewalu i nawet na plażę nie zajechałem.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)