Trasa z dnia dzisiejszego była powrotem w wspomnienia, wśród tych tendencyjnych wyjazdów z ostatnich dni. Ciągle realizuje jakieś projekty, i skupiam się głównie na nich, bądź na trasach cyklicznych. Rzadko kiedy skupiam się na wspomnieniach i ich pielęgnowaniu. Inaczej rzecz ma się dziś.. Gdyż postanowiłem pojechać na jakąś 50-tkę. Ale nie zależało mi na mojej tradycyjnej trasie 50-tce. Tej drugiej, o wielu tytułach, którą wykorzystuję na dzień 31.12 też sobie dzisiaj darowałem. Dzisiaj wybrałem się na całkiem inne 50 km, zbudowane o wspomnienia dwóch tras - z wyjazdu na Dobrą Nowogardzką po raz pierwszy: Trasa na Dąbrową Nowogardzką, a także na podstawie trasy, którą odkryłem przejazd między wsią Grabin a Szczytniki: Upalne prędkości. Mimo niepewności i małego zniechęcania po całym tygodniu rowerowania, gdzie w tym tygodniu trochę tych kilometrów nabiłem - 287.56 km (od 05.07 do dzisiaj tj. 11.07 (włącznie)). Mimo tego pojechałem w tą trudną, nie łatwą trasę. Największym jej utrapieniem, największym problemem był napęd w Aurelii, który się kończy coraz bardziej. Coraz ciężej wchodzą mi podjazdy, łańcuch się wprost blokuje i nie mam siły podjechać. I te strzelanie, przeskakiwanie łańcucha. Występuje dosłownie co parę kilometrów.. Wcześniej to był sporadyczny problem. Teraz już wiem na pewno, że doszedłem do granic wytrzymałości napędu, i w najbliższych dniach trzeba się nim zająć! Wszystko jest już jednak ustawione! W najlepszym wypadku już w najbliższy piątek (16.07) wykonam wymianę napędu. W najgorszym razie przełożę to na poniedziałek (19.07). Już naprawdę nie ma na co czekać i mieć nadziei, że zrobi na tym napędzie nie wiadomo ile. Takie myśli kazały mi na tym dalej jeździć. To jest jednak zgubne podejście. Wszystko było w miarę dobrze, w miarę dobrze. A nagle z dnia na dzień jest pogarszająca się sytuacja. I niestety mam prawo sądzić, że do końca miesiąca przy moim jeżdżeniu, do końca tego miesiąca nie dotrwam. To naprawdę jednak zaskakujące, że pierwszy poddał się łańcuch a nie inne, prędzej o to podejrzane elementy - jak np. kółka na przerzutce czy sama przerzutka, która w sumie trochę przebyła. W coraz gorszym stanie są także zęby na blatach korby i na koronkach kasety. Także czas na wymianę! Trochę o tym dzisiaj myślałem. O mojej wspólnej drodze z tym napędem.. Ilością wspólnie przejechanych tras.. W ogóle o mojej pięknej historii z Aurelią, która trwa już tyle lat.. To przecież 7 rok nam leci. Niedługo będzie jubileusz, dekada. Tak, niedługo! W końcu czas tak szybko mija. Co dopiero pisałem pierwsze wpisy dla 2021 r., co dopiero się zaczynał a teraz już prawie się kończy.. Minął wakacje, zaraz święta jedne, drugie i koniec roku nastąpi szybciej niż zarumienią się pierwsze liście na drzewach.. I kolejna historia dobiegnie końca. To nie tylko historia kolejnych wpisów, zamkniętych w opowieściach na tym blogu, to historia kolejnych mijających wspólnie lat..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 869
Trasa nr [łączna]: 950
Trasa nr [na blogu]: 864
W tym tygodniu: 6
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 124
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 941 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 855 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 300.47 km
Stan Licznika Końcowy: 354.64 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12921 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12975 km
Maksymalna prędkość: 34.4 km/h
Przejechałem: 54.17 km
Przejechałem [msc]: 354.64 km
Przebieg roweru [rok]: 5034.97 km
Przebieg roweru [suma]: 37046.33 km
Przejechalem w 2021: 5034.97 km
Podroż dookoła świata (2021) 12.5874 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 92.6158 [%] km
Czas jazdy: 03:06:13 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2341:51:30 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2118:25:22 h
Czas Jazdy Suma (2021): 317:51:42 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 22:54:07 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:51:46 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:48 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:16 h
Średnia: 17.47 km/h
Dzisiejsza pełna wspomnień trasa.. Jak już wspominałem mijała pod znakiem denerwowania mnie przejawiającymi się problemami z aktualnym napędem. Cóż mi rzecz czy cóż mi zrobić skoro czas na niego dobiegł.. Trzeba się umawiać jak najszybciej, jechać i wymieniać. Niepotrzebnie tak długo czekałem. Przecież wakacyjnego okresu i tak nie miał szansy przeżyć. No ale dobra, co było to było. Nie mam wpływu na dawne błędy, a walić po tyle na napędzie to za mądre nie jest. No rozumiem do tych 10-11 tyś. Ale potem już powinienem się umawiać na wymiany aby uniknąć takich sytuacji jak obecnie. Nie zważając jednak na to, w pełnym słońca chowającego się za chmurami dnia trwała ciężka od samego początku trasa. Zaczęła się po ciężkich dniach. A do tego jeszcze wczoraj się za dobrze nie czułem. Szybko odpłynąłem do krainy snów. I nie prędko z niej powróciłem! Była prawie 9 rano jak dzisiaj wstałem. Męcząca irytująca pogoda, i kilka innych okoliczności nie dawało mi dzisiaj spokoju. Ciężka sytuacja w domu, wręcz patologiczna tylko mnie wkurwiała od rana. Więc długo nie czekając zabrałem się w cholerę i poszedłem w pizdu na ten rower. Trochę się odstresować, wyciszyć. Nie działa na mnie nic tak dobrze jak rowerek. Tylko rowerek. Bo w życiu liczy się tylko rowerek. Przynajmniej w moim. Nie mniej często miałem pod wiatr. Do tego we znaki dawała się wysoka temp. dochodząca miejscami do nawet +30℃. Trudny był i odcinek do Nowogardu po starej drodze DK6, i odcinek do Grabina przez Dąbrową Nowogardzką. Nieco lżej minął mi odcinek od Grabina do Truskolasu. Ale to tylko przejściowe. Trochę więcej zalesionego terenu i jakoś jechało się lepiej. Na mojej ulubionej i tudzież najczęściej jeżdżonej drodze w prawie każdym roku (DW108) znów było ciężej.. Droga masakra do domu, ostatnie kilometry dłuży się i były strasznie męczące. Jednakże jakoś musiałem dojechać i dojechałem.. Trasa jednak nie sprawiła, że byłem szczęśliwszy po niej. Wręcz przeciwnie. W końcu wróciłem w tę samą patologię z której kilka godzin temu wyjeżdżałem..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)