W dniu dzisiejszym odbyłem dość interesującą, ale też niedługą wycieczkę. Całość opiera się na poznawaniu nowych dróg, i wsi w mojej bliskiej okolicy - miejsc w których dotychczas nie byłem a warto być, warto zobaczyć coś nowego, dalej się rozwijać i lepiej poznawać wszystkie tereny, taka wiedza daje mi w późniejszym czasie (dla tras > 100 km) więcej możliwości wzbogacania trasy o fragmenty z określonych, znanych mi miejsc co jest dość fajne ;) To także część większego planu jakim jest zwiedzenie wszystkich dróg, i wsi w promieniu ok. 100 km. od mojej rodzinnej mieściny a w konsekwencji zwiedzenie wszystkich dróg w województwie :) Spory plan, sporo roboty przede mną, wciąż jest sporo miejsc, wsi których jeszcze nie znałem, w których jeszcze nie byłem. Dzisiaj postanowiłem to zmienić. Co prawda chciałem robić fajniejszą trasę, ale ta fajniejsza trasa byłaby na nieco ponad 100 km to raz, a dwa mogłaby mnie dziś złapać burza. Pogoda była taka niepewna, miała być burza, ulewa - znowu. Wygląda na to, że sytuacja co tydzień będzie się w bardzo podobny sposób powtarzała - tzn. ciągle deszczowo, zimno, burze a kilka dni jakiś cieplejszych spokojniejszych. Zacznie się kolejny tydzień i ta sama historia. To w zasadzie zamyka drogę na zaplanowanie sobie czegoś dłuższego i w bardzo negatywny sposób wpływa na możliwości przejechania przeze mnie dłuższych tras, czy regularnych treningów. Postanowiłem jednak wraz z początkiem wakacyjnego miesiąca (1.07), nie zważać na pogodę i regularnie trenować, nigdy się nie poddawać - wciąż trenować, rozwijać się i nie zważać na problemy natury technicznej z rowerem - co trzeba będzie zacząć traktować jako coś normalnego, czy nie zważać na naturę problemów zdrowotnych czy już na pewno nie na pogodę. W zasadzie na żaden z tych aspektów nie mam wpływu. Więc jakiś deszcz czy burza miałaby mnie powstrzymać?! O nie. Dlatego aby dać sobie więcej czasu na jeżdżenie - wyjechałem po godzinie 9 rano. Pogoda dzisiaj przypominała mi sytuację z trasy: Burzowa aura. Sytuacja bardzo podobna tyle, że 29.06 naprawdę zbierało się na burzę. Było duszno, gorąco. A dzisiaj tej duchoty nie było czuć. Tuż po godzinie 9 było dość chłodno. Dużo przejaśnień, po godzinie 10 było dość ciepło. Ale nie było burzowo. Co prawda trochę się chmurzyło. Wiadomo, że burza mogła mnie zaskoczyć w każdym momencie, jednak postanowiłem oszacować szansę, pojechać - nie marnować dnia, aby po powrocie jeszcze się jakimiś zajęciami zająć, bo na razie, ciągnąc sprawę przez weekend aż do ostatniej długiej trasy z 6.07 nie szło mi za bardzo nic - takie kiepskie dni. Trzeba coś zmienić. W końcu rozpoczyna się nowy tydzień co za tym idzie, idą nowe możliwości i trzeba z nich skorzystać. Nie jest hańbą polec próbując lecz hańbą jest nawet nie spróbować. Długo się nie zastanawiałem. Zjadłem śniadanie, ubrałem się i w drogę. Pojechałem w klasycznym scenariuszu, opisywanym wiele razy. Czasami jednak mi tej klasyczności brakowało gdy zaczynałem trasę jadąc drogą nr 6 do skrzyżowania na wieś Kocierz. A teraz zdaje się, że jestem zbyt przewidywalny :) Co jednak mogłem dzisiaj wymyślić, jak zależało mi aby zrobić chociaż te 60 km i najlepiej zdążyć przed burzą i deszczem a nade wszystko marzyła mi się jakaś przygoda i poznanie nowych tras, nowych miejsc. Postanowiłem więc odwiedzić wieś Dąbrowa, Dąbrowa Nowogardzka (nie ta Dąbrowa na Śląsku :D). Ruszyłem w chłodny poranek, który z czasem stawał się przyjemniejszy wzdłuż mojej ulubionej drogi nr 108 do skrzyżowania z drogą 106, gdzie pojechałem w stronę Nowogardu. Dojechałem nią w zasadzie pod sam Nowogard. Cały czas starałem się jechać nieco szybko. A to trochę uciążliwe jest - nie dość, że rower daje się we znaki, to jeszcze - no, to nie jest rower wyścigowy jak kolarzówka czy przełaj. Niezbyt nadaje się do szybszej jazdy i w zasadzie mi nigdy nie zależało na szybciej jeździe i nie jestem do takiej jazdy wytrenowany. Ja jeżdżę spokojniej, wolniej ale za to robię większe dystanse. Trenuję na długodystansowca i jestem wstanie 2-3x przejechać więcej niż typowy sprinter. Po prostu nie liczę się z czasem ale z tym aby pokonać całą trasę, jej całą odległość ale niekoniecznie zależy mi na czasie jazdy. Czasy jednak wraz nawet z normalnymi treningami się poprawiają. To może nie jest nic nadzwyczajnego co osiągam, ale zawsze to nieco lepiej niż wcześniej.. Dalej potrzebuję w zasadzie jechać cały dzień aby zrobić trasę 200+ km. To przecież nie jest ważne, ważne jest zrobić, przejechać, spędzić miło czas a to czynię. Dzisiaj była wyjątkowa okoliczność i zazwyczaj trzymałem prędkość > 20km/h. To się zmieniło tuż po zjechaniu z drogi nr 106 którą dojechałem prawie do Nowogardu. Dojechałem do wsi Karsk - tuż przed obwodnicą Nowogardu, drogi S6. We wsi Karsk, skręciłem na Dąbrową Nowogardzką. Pierwszy raz jechałem w tych stronach, ale jest tu przepięknie. Wiejskie tereny, które zawsze tak mi się podobały. Początkowo w miarę szeroka droga, ale bardzo zniszczona - co wpływało na prędkość jazdy i zmęczenie.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 129
Trasa nr [łączna]: 214
Trasa nr [na blogu]: 128
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 64
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 211 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 125 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 874.5 km
Stan Licznika Końcowy: 940.07 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 969 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1034 km
Maksymalna prędkość: 33.2 km/h
Przejechałem: 65.57 km
Przejechałem [msc]: 391.66 km
Przebieg roweru [rok]: 2391.11 km
Przebieg roweru [suma]: 8257.73 km
Przejechalem w 2017: 2391.11 km
Podroż dookoła świata (2017) 5.9778 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 20.6443 [%] km
Czas jazdy: 03:39:52 h
Czas Jazdy Suma (ever): 521:57:28 h
Czas Jazdy Suma (blog): 298:31:20 h
Czas Jazdy Suma (2017): 162:52:24 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 24:14:35 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:02:26 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:32:42 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:51 h
Średnia: 17.96 km/h
Wiadomo, że po drodze w złym stanie technicznym jedzie się gorzej zarówno samochodem a co dopiero rowerem. Wymusza to także wolniejszą jazdę co było zauważalne po spadku prędkości i sił. Zauważalne są także dalsze aspekty rozbudowy tutejszych wsi. Kiedyś te wsie, jak Karsk czy Ogorzele będą jakąś dzielnicą Nowogardu. Zarówno sam Nowogard jak te pobliskie wsi (promień ok. 4 km) się dość mocno rozwijają i kiedyś się ze sobą połączą. Wieś Karsk mocno się rozwija - można to wnioskować po nowych domach, jeszcze nie ukończonych - zdaje się, że powstają w tym roku. Zresztą na końcu wsi Ogorzele też powstają nowe domki i do sprzedania są spore działki budowlane, podczas gdy jeszcze rok temu takich domków nie było ani nie było informacji o sprzedawaniu działek - więc zabudowa wciąż postępuje i świat nieustannie się zmienia. Zmienia się wszystko co znamy i widzimy. Powstają nowe domy, nowe drogi, nowe osiedla, firmy i ludzie coraz szerzej i coraz bardziej zagrabiają sobie skarby przyrody i dotąd nie ruszane miejsca, stanowiące ostoję ludzkiej chciwości od naturalnej przyrody, której z biegiem lat będzie coraz mniej. Ludzkości przybywa i takie są skutki. Obserwowałem to także w samej wsi Dąbrowa, która ciągnęła się przez długi obszar. Jedyną ujmą tego miejsca czy tej wsi jest właśnie jedyna prowadząca przez nią droga - dość stara, łatana wiele razy gdzie dziury na łatach itd.. Ciężko się po tym jedzie. Nie wiem jak sobie tutejsi tubylcy z tym na co dzień dają radę :) Za wsią Dobrąwa minąłem jeszcze jedną ukrytą w tej okolicy wieś Radziszewo i Bochlin po czym wyjechałem na drodze koło wsi Grabin. Przez Grabin, Sikorki a później na Wołowiec biegnie jedna z piękniejszych cyklicznych tras, które robię trasa "50-tka". Jak nie trudno się domyślić, będąc na tej drodze, i mając do wyboru jechanie do Błotna czy na Wołowiec skręciłem w stronę wsi Wołowiec, odgrzewając wspomnienia z minionych lat gdy jeździłem tymi drogami, czy gdy poznałem te drogi po raz pierwszy latem 2015 r. gdy dzień chylił się ku końcowi a ja jechałem tylko z przekonaniem, że chyba dobrze jadę ! :) Dzisiaj już z pełną świadomością pojechałem w stronę wsi Wołowiec. Minąłem wieś Sikorki, i Glicko i skierowałem się na drodze z Nowogardu w stronę Truskolasu przez Wołowiec. Droga pełna wspomnień.. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko lepszej pogody, upalnego lata .. aby te miejsca nabrały nowych barw i wyjątkowości! :) Najpiękniej jest tu właśnie w ciepłe dni, w już takich wieczornych godzinach, gdy dzień chyli się ku końcowi lub gdy się zaczyna - tak pięknie, romantycznie ! :) W powrotnej drodze już za wsią Wołowiec, zajechałem jeszcze dwa razy w bok, w las ;) Na mały odpoczynek, ale za pierwszym razem się nie dało w takim miejscu odpocząć - komary, muchy które od razu zaczęły atakować. Przeniosłem się nieco dalej - tuż przy końcu tej drogi i nie daleko wsi Truskolas, gdzie było o wiele lepiej. Mniej tego cholerstwa, chodź kilka komarów i tak się znalazło, ale to raczej coś normalnego w lesie ;) Nie mniej tragedii nie było. Właśnie gdzieś teraz pogoda się zaczęła pogarszać. Słońce zniknęło już na stałe za ciemnymi chmurami. Mniej przyjemniej, bardziej chłodno i wietrznie i tak wracałem drogą nr 108 z Truskolasu i wkrótce dojechałem. Dojechałem jeszcze nie padało, nie grzmiało ani nic złego się nie działo. Ale lepiej aby dziś i jutro miało się wypadać i wygrzmieć a od połowy tygodnia miałoby być znacznie lepiej gdyż na ten tydzień mam w planach zrobić 2 dłuższe trasy! Zaczynając od 130 km. Jak to jednak będzie - czas pokaże.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)