Dzisiejszy wyjazd, szaleńcza spora jazda, gdzie w pełni wykorzystuję pogodę, tak się fartnęło, że dzisiaj jest ładnie, słonecznie i ciepło.. Tylko pod koniec dnia późnym po południem słońce podejrzane chmury zabrały. Zrobiła się taka poważna a przy tym wciąż podejrzana pogoda.. Nie przyniosło to jednak żadnych dziwnych zjawisk.. Ani żadnej burzy, deszczu no nic. Jest tylko inny mankament przynosi to chwilowe zawieruchy w pogodzie. Dla mnie oznacza to jedno, na pewno jutro będę miał migrenę. Jutro jak jutro, ale możliwe, że dzisiaj również. No nie mniej nie ważne co będzie dalej, mimo nie pogody i tak będę jeździć. Wiadomo, że nie tak dużo, w końcu dzisiaj zrobiłem prawie 160 km! Wykorzystując właśnie pogodę, i realizując zaplanowany na miesiąc Maj wyjazd (myślałem o nim od początku miesiąca), aby pojechać w tą trasę. W końcu trasa Dookoła Zalewu Kamieńskiego jest taka piękna.. Niestety trudna i wymagająca.. Ale za to piękna <3 To reaktywacja trasy z przed ponad 2 lat: Dookoła Zalewu Kamieńskiego z 03.09.2018 r.. Po trasie mimo czasu nie wiele się zmieniło, ale zmieniłem się JA, zmieniła się AURELIA.. której trochę kilometrów doszło. W końcu ostatni a tym samym pierwszy raz tą wspaniałą i niekrótką trasę robiłem aż: 10 774 km temu! To sporo tras i przygód, jakie mnie w tym czasie spotkały. A także wymiany części w Aurelii. A tak się złożyło, że dzisiaj w tym roku, znowu robię tą trasę! ;) Możliwe, że nie jedyny raz w tym roku. Możliwe, że w Czerwcu może w Lipcu powtórzę tą trasę. A póki co planowałem w tym tygodniu a ze względu na pogodę właśnie dzisiaj pojechać w tą trasę. I było warto. Był piękny spokojny dzień, z rana nieco mglisto ale słonecznie. I co najważniejsze minimalny wiaterek. W ogóle się go nie odczuwało. Były inne mankamenty - z Aurelią. Co jakiś czas takie dziwne dźwięki, które mnie trochę niepokoją, mam wrażenie, że coś jest nie tak z nową piastą na przednim kole, bądź coś z przednim amortyzatorem. Ale to równie dobrze może być problem z suportem, który po dzisiejszej trasie ma nabite ponad 26 tyś km, w różnych warunkach pogodowych, na różnych trasach i w różnym przemierzanym terenie. Albo jest to problem z tylną piastą, przy której grzebał ten pseudo serwisant z gryfic.. Jak tylko sobie o tym pomyślę, to już mnie skręca.. Jakbym kurwa dorwał gnoja to, to się bardzo źle dla niego skończy. Najważniejsze, że w Nowogardzie znowu przyjmuje dobry serwisant, u którego zawsze Aurelię robiłem. Podjadę do niego najpewniej w przyszłym tygodniu. Planowałem w tym tygodniu ale się nie udało.. Znaczy po dzisiejszej trasie to nie ma kiedy, a najbliższe dni do weekendu mam zajęte. Będę jeździł na rozmowy o pracę do Koszalina i do Choszczna.. To już nie będę miał kiedy ani nie będę miał ochoty targać Aurelii czy z nią jechać do serwisu. A znowu w weekend mam planowany wyjazd do Poznania, gdzie będę rowerkiem Poznań poznawał ;) A bardzo możliwe, że w Czerwcu wybrałbym się w całą trasę: Płoty-Poznań rowerem.. To byłby naprawdę poważny dystans.. I naprawdę poważnie o nim myślę. Poczekam jednak na dobrą pogodę.. Jednym z warunków robienia trasy na Poznań miała być dzisiejsza trasa. I ta się powiodła.. Mimo, że nie dawałem sobie na nią dużych szans. W końcu jazda w ostatni weekend była taka sobie, taka średnia: Lasami i polnymi drogami. Dlatego miałem obawy.. Ale się udało.. Rano trochę zaspałem, wstałem po godzinie 7. Od razu się przebrałem, szybko śniadanie i na rower. Udało mi się wyjechać po godzinie 8 rano. Jeszcze chwilę utrzymywała się mgła, która znikała w coraz silniejszych promieniach słońca, a ja w coraz to cieplejszą pogodę (z każdą godziną temp. rosła) gnałem i jechałem przed siebie.. Walczyłem z tym, że Aurelia przynajmniej w stronę Wolina, często szła mi tak "ciężko", miałem wrażenie, że coś mi prędkość wyhamowuje i się tylko męczę niepotrzebnie.. Tak sobie spokojnie jechałem. I nie wiem co się w trakcie trasy zdarzyło. Może przestałem o tym myśleć a może ustąpiło, bo jakoś trasę zrobiłem.. W ostatnie kilometry jak już objechałem Zalew Kamieński i wróciłem pod Wolin - skąd zaczynałem objazd zalewu, zostało mi do pokonania do domu ok. 47 km. Więc już się mniej oszczędzając jechałem nieco szybciej i śmielej do Parłówka (wzdłuż DK3 / miejscami S3). A już ostatnie kilometry (< 40 km) a potem ( < 20 km) to szalałem.. i to nieźle.. Powód był.. Zmiana pogody, zachmurzenie się nieba, dopadło mnie to jeszcze przed Golczewem.. I było dość dużą motywacją aby gnać dalej! Byle dalej, dalej i jeszcze dalej!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 613
Trasa nr [łączna]: 695
Trasa nr [na blogu]: 609
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 89
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 686 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 600 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 886.73 km
Stan Licznika Końcowy: 1044.02 km
Stan Licznika Końcowy2*: 1042.87 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1957 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2115 km
Maksymalna prędkość: 30.8 km/h
Przejechałem: 157.29 km
Przejechałem [msc]: 783.9 km
Przebieg roweru [rok]: 3489.52 km
Przebieg roweru [suma]: 26055.25 km
Przejechalem w 2020: 3489.52 km
Podroż dookoła świata (2020) 8.7238 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 65.1381 [%] km
Czas jazdy: 08:57:26 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1646:23:47 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1422:57:39 h
Czas Jazdy Suma (2020): 224:34:19 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 50:07:59 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:34:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:31:24 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:17 h
Średnia: 17.57 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego rozpoczęła się po dziwnej nocy... Dość męczącej, nie mogłem długo zasnąć, a potem się okazało, że późno wstaję. Miałem nie wiele czasu z rana aby się przygotować do jazdy. Ruszyłem jednak mimo wszystko. Nie mam w końcu nic lepszego do roboty niż jechać. Wyszło lepiej niż się spodziewałem, kto jednak mógł się spodziewać, że wyjdzie tak dobrze? ;) Tyle, że trasa rozpoczęła się z małym incydentem. Jeszcze w piwnicy zapakowałem butelki z napojami i wodą na drogę, wziąłem reklamówkę słodyczy (część mi została jeszcze), i miałem jechać. Tyle, że pod osiedlem na chwilę oparłem Aurelię o ławkę aby poprawić sobie "ciuchy ;) Głębiej złapać koszulkę w spodnie, bo to z rana jeszcze może chłodniej być i wtedy mi się rower kawałek osunął i musiał się przesunąć magnes z licznika. Niestety ale już tak od wielu miesięcy mam, że oryginalny (metalowy) magnez jest pod licznikiem Sigma, a plastikowy z licznika Sigma jest moim głównym licznikiem Thor. No i się przesunął o dosłownie kawałeczek i przestał łapać. A ja jakoś od razu tego nie wyłapałem. Dopiero gdy byłem już na wyjeździe z Płotów, na mojej ulubionej drodze DW108.. Skończyło się to tak, że trzeba znowu uwzględniać poprawki dla licznika.. Co innego jest "faktycznie" a co innego jest na zdjęciach licznika. A mianowicie na zdjęciach wartość jest zaniżona o dokładnie 1,15 km. Do tego był problem z czasem bo tą wartość 1,15 km zrobiłem w 4,00 min. No ale w statystykach i na blogu wszystko wyprostowane a ja mogłem się skupić na jeździe i jechać dalej :) Dzisiaj był spory ruch, głównie ciężarówek, które mijałem jeszcze w Płotach na skrzyżowaniu typu rondo dla dróg DW108/DW109. Dłuższą chwilę tam stałem i czekałem aż ciężarówki przelecą, a różne to pojazdy.. I różne pojazdy mijałem bądź wyprzedzały mnie na drodze w stronę Golczewa gdzie jechało mi się najgorzej i najtrudniej.. Ciężko szedł rower, często wchodził w taki tryb, że się coś przestawia, ciężko idzie, pojawiają się dziwne dźwięki - to musi mieć związek jakiś, no podejrzenia nie mogą być inne niż to, że któreś łożyska są odpowiedzialne za te akcje. Po prostu się gdzieś źle ustawią i tak się dzieje. Tyle, że teraz które?! No powiedziałbym, że może wianuszki na suporcie się rozjebały. A bardziej prawdopodobne debil z serwisu w Gryficach je rozjebał.. No ale czy to powodowałoby utratę prędkości przy jeździe nawet z górek? Bardziej prawdopodobne jest to, że coś jest nie tak z którąś z piast. Skoro piasta przodu była wymieniana to prawdopodobnie nie ona, to możliwe, że tylna piasta. Do tego ten problem nie jest od dziś. Walczyłem już z nim między innymi na trasie: Żelmowo: Pałacyk. Ale prawda jest taka, że moje problemy zaczęły się po wizycie w serwisie: Trasa na której zostawiłem Aurelię w serwisie, Trasa na której odebrałem Aurelię z serwisu. I problem jest właśnie w tym, że od czasu odbioru zaczęły się dziwne rzeczy dziać, i szlak trafił piasto-prądnicę.. I teraz nie wiadomo co dalej. Po wymianie piasto-prądnicy to od tej trasy na Pałacyk Żelmowo, trochę kilometrów już zrobiłem, kilka tras też. A problem pozostał a nic się nie zepsuło na tyle aby było jednoznacznie wiadomo o co chodzi. Także nie obędzie się bez wizyty w serwisie i to lepszym serwisie, nie u jakiegoś debila.. Problem jest oczywiście finansowy. Bo na razie większego czasowego nie mam, choć ten tydzień odpada. Na pewno wybiorę się w przyszłym. Dzisiaj starałem się to przezwyciężyć i chyba się udało.. Bo do Golczewa nie ukrywam nie jechało mi się za dobrze, bardzo ciężko. Za Golczewem w stronę Parłówka również.. I nie rekomendowały mi tego piękne wiejskie widoki, i strony.. Dopiero za Parłówkiem jak już wjechałem nielegalnie na obwodnicę Parłówka (droga S3) i śmignąłem w stronę Wolina to tak jakby było lepiej.. Możliwe, że się coś - pewnie któreś łożyska - przestawiły tak, że już jest OK. I tak było przez większość trasy. Tylko miejscami jechało mi się gorzej, i nie miało na to wpływu zmęczenie, które oczywiście było. Po takiej trasie to normalne.. Do Wolina fajnie się jechało, tylko spory ruch aut. Na jeździe do Wolina dokładnie nie liczyłem ale obstawiam, że ponad 100 samochodów mnie wyprzedziło. Za to liczyłem w drodze powrotnej z Wolina do Parłówka. Było to ponad 20 min jazdy, średnia ponad 20 km/h i wyprzedziło mnie 109 różnych pojazdów, w tym kilka motorów! ;) To i tak słabo jak na drogę i możliwości drogi tej klasy.. No ale dobra.. W pierwszą stronę gdzie jechałem na Wolin czekały mnie dwie nie miłe niespodzianki. Pierwsza jest taka, że mimo wielkiego szumu wokół przebudowywania DK3 i zamieniania jej w drogę S3, nic takiego się nie dzieje na odcinku Parłówko - Wolin. Może dalej? Nie wiem. Na pewno w stronę Szczecina działają bo to osobiście widziałem, jadąc w tamtych stronach autem we Wrześniu 2019 r. Ale tutaj nic się takiego nie dzieje. A druga sprawa to gigantyczny korek, który zaczął się ustawiać przed mostem nad Wolinem (obwodnica miasta).. Okazało się, że ma to związek z porannym wypadkiem. Tyle, że ja jadę tu wiele godzin później.. A skutki wypadku są nadal widoczne. Ba, powiem więcej. Jak już wracałem z trasy - to mijały mnie pojazdy biorące udział w kraksie (Karambol pod Wolinem (27.05.2020)). To tym bardziej podkreśla fakt, że droga klasy S, dwupasmowa, z szerokim marginesem itd., pilnie by się tutaj przydała. I nie piszę tego z takich osobistych pobudek.. Bo sam bym chciał chętnie śmigać na Międzyzdroje lub Świnoujście autem nieco wygodniej i szybciej ;)) Tylko ze względu na to, że faktycznie takie rozwiązanie by się przydało. W końcu skomunikowanie firm w tych obszarach, i turystyczne jest ogromne. No ale na to trzeba będzie poczekać. No cóż, w pierwszym momencie jak byłem pod Wolinem to myślałem, że to przez roboty drogowe tak się dzieje. Ale nie.. Bo ja wracałem to w stronę Świnoujścia już nikt nie stał.. Okazało się, że to był wypadek. No cóż.. O tym nie wiedziałem w tej chwili i skupiałem się na swojej trasie i na tym, że jedzie mi się dobrze ;) Minąłem sobie Wolin, a dalej przez Unin pojechałem prosto nad Polskie Morze do miejscowości Międzywodzie. Jak na tę porę roku, to turystycznie słabo to wyglądało.. No oczywiście nim do Międzywodzia dojechałem to kawał drogi był. I ta piękna droga na Unin.. Nie można się nadziwić tej bujnej roślinności, którą ludzkie śmiecie chcą wyrżnąć.. Przynajmniej chcieli.. Zgoda czy jej Brak? Wycinka drzew na Unin (info z 03.2019 r.) No to chyba tej zgody jednak nie było bo mamy już 05.2020 i drzewa mają się dobrze, choć pewni bandyci pomazali je, stygmatyzując numerami. Gnoje. Łapy poucinać i to co zostanie w ryj wsadzić, niech się uduszą od własnej ręki, pełnej chciwości i zawiści.. Na szczęście do tego bandytyzmu nie doszło. Nie wiadomo jednak co przyniesie nie pewna przyszłość. A byłaby ona bardzo katastrofalna. Zniszczyć tak piękną drogę w imię zysków i chciwości.. No cóż.. Unin już minąłem a za nim taką dziwną pseudo drogą rowerową (to niby rowerowa droga) a niby ciąg pieszo - rowerowy.
Nie wiem co mnie podkusiło aby tym jechać do samego Międzywodzia. Jakoś mi nie mniej ta trasa szła to jakoś pojechałem spokojnie sobie.. Z Międzywodzia do samego Kamienia Pomorskiego przez Dziwnów i Dziwnówek oraz Wrzosowo, jest kompletna - fakt, że z różnych nawierzchni i różnej jakości ale jest - ścieżka rowerowa, której w poprzednich latach nie było! No i to się chwali. Tak powinno być.. Wszędzie porobione kompletne dojazdy. Fajnie by było aby były też dobrej jakości. Takiej nie mniej nie są. Nie mówię, jechało mi się miejscami dobrze a miejscami źle.. Szybko nie mniej minąłem te nadmorskie mieściny, jadąc byle dalej.. Byle dalej, dalej, dalej.. I jeszcze dalej! :) Najlepszy fragment, choć nie logicznie się zaczynający i dodany na sił, drogi rowerowej jest w Dziwnówku do Wrzosowa. To chyba nowa droga, bo jej nie kojarzę. Z Wrzosowa do Kamienia Pomorskiego - tak, była droga rowerowa w poprzednich latach nią jeździłem. Ale z Dziwnówka do Wrzosowa? Musieli ją zrobić. Co kawałek ławeczki, fajnie :) No i tak można jechać. Tak dojechałem właśnie do Kamienia Pomorskiego. Mała przejażdżka po Kamieniu w stronę drogi na Wolin i powrót do Wolina.. Szkoda, bo tak na takich długich trasach nie ma nawet czasu aby stanąć, podziwiać naturę. A ta miejscami jest naprawdę piękna <3 Nie mniej trasa sobie tak leciała dalej, a ja sobie spokojnie jechałem - jechałem dalej. Nie zważając na pojawiające się małe zmęczenie i rosnącą liczbę zrobionych kilometrów. W końcu w drodze powrotnej pod Wolinem miałem prawie 110 km nabite.. Warto było.. :) Naprawdę było fajnie. I cieszyłem się, że to jeszcze nie koniec gdy w końcu do Wolina dojechałem. A nie ukrywam, że ten 20 km odcinek trasy z Kamienia do Wolina nieco mi się dłużył. Tu nie ma ścieżek rowerowych, jest za to dużo wiosek. I kurierów. O tak, na tym fragmencie drogi byłem regularnie wyprzedzany przez kuriera DPD i UPS :D Ciągle.. Na końcu w boju został już tylko DPD, który zaliczał te wsie, co on je zaliczał, tam się zatrzymywał i działał to ja spokojnie jechałem sobie dalej.. A on potem mnie znowu wyprzedza, i gdzieś staje a ja jadę. Ta sytuacja trwała aż pod Kolonię Laski. Tam kurier już odpuścił. A ja sobie spokojnie odwiedziłem Laskę ;> No spokojnie to tylko wieś Laska, nie żebym jakąś tam laskę w Lasce miał. Choć kto mnie tam wie ;) No cóż, dzień mijał, trasa też. I powoli trzeba było kończyć.. Poczułem już to, że mam ostatnie kilometry przed sobą i zacząłem szybciej jechać. Szczególnie na drodze S3/DK3 w stronę Parłówka. Choć nie ukrywam, że dalej na drodze DW108 gdzie zostało mi do zrobienia ok. 38 km, to już nieźle popykałem. Miejscami to >20km/h było standardem. A na koniec trasy, jak już minąłem Golczewo?! To szło nawet po 25-30 km/h. Tylko niestety ta prędkość i zmęczenie robiły swoje. Mimo, że zostawały mi do domu ostatnie kilometry to musiałem co kilka kilometrów sobie na chwilę stanąć, odpocząć.. Nie mniej całą trasę zrobiłem jeszcze przed godziną 19, a jazdowo zrobiłem ją w czasie mniejszym niż 9h. To naprawdę niezłe wyniki jak na taki dystans. I mówiąc szczerze, jestem mniej zmęczony niż po krótszej trasie, którą odbyłem 1000 km temu: "25 000" Aurelio !. A to może oznaczać jedno. Dalsze regularne jazdy przynoszą efekty! Mogę więc myśleć, mieć nadzieję i wmawiać sobie, że o ile jeszcze trasa na Poznań (ok. 230 km) jest możliwa do realizacji, to mogę pomarzyć, że uda mi się zrobić 300 km dystans. No nie mniej zarówno na 230 czy te 300 km to muszę mieć sprawę jasną: czyli Aurelia musi być sprawna. A problem jaki ją nęka, jaki by nie był musi być wyeliminowany. A moje plany to spokojnie.. Wciągu 2 msc wszystko będzie jasne. No bo chciałbym w Czerwcu zrobić tą trasę na Poznań. Skoro dzisiaj dałem radę zrobić 160 km to te jeszcze 70 km dam radę. Przy odpowiednim przygotowaniu, żarciu na trasie itd. Może się udać. Czemu nie. W końcu gdybym dzisiaj tak nie szalał z tą prędkością, co mnie pod koniec trochę zmęczyło to kto wie czy pod 200 km bym nie dał rady dobić. Oczywiście to byłoby kosztowne czasowo.. Więc wyjazd na Poznań musi się odbyć tak wcześnie rano jak to możliwe.. To oczywista sprawa. W końcu to nie byłaby moja pierwsza taka trasa. To byłaby dopiero trzecia taka trasa, na której robię dystans ponad 200 km ;) I gdyby mi się udało, to mogę myśleć o tych 300 km. Spróbować mogę! :) Najwyżej się nie uda.. Ważne, że dzisiaj się udało. Ciężka praca i regularne treningi przynoszą efekty.. Jest jeszcze coś. Odkąd pogonili mnie od pracy w KWP Szczecin, mam więcej czasu i mniej stresu. Co nie oznacza, że jest to sytuacja całkowicie komfortowa. Szukanie nowej pracy w szczególności w obliczu tego zasranego koronaświrusa i koronokryzysu nie jest dobra.. nie jest komfortowa. I też wyniszcza mnie to psychicznie. Dochodzi nawet do bardzo negatywnych zjawisk jak do tęsknoty za pracą w KWP, której mi po prostu brakuje choć swego czasu sporo na nią narzekałem to jednak chciałbym wrócić :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)