Trasa z dnia dzisiejszego jest kontynuacją moich nowych przygód w tym okresie, które można uznać za takie "zawieszenie". Taki niepewny czas, kończy mi się umowa o pracę, która prawdopodobnie nie będzie przedłużona z jakiś wymyślnych przyczyn, pisałem o tym tutaj: Trasa "50-tka": mimo wszystko!, skończyła mi się piasta przy Aurelii.. Zepsuła na trasie i pogrążyła tą piękną i ciężką pod wieloma względami trasę z ostatniego weekendu: Dobra: Nowe trasy i awarie. Związku z sytuacją miałem ciężki wczorajszy dzień (27.04) bardzo dużo jeździłem - tym razem samochodem, i zmarnowałem na to cały dzień aby znaleźć najlepiej całe koło z piasto-prądnicą 28 cali, to jednak się okazało nie możliwe, to chociaż szukałem samej piasty ale z nią też był problem. Miałem naprawdę wielką wycieczkę po wszystkich możliwych serwisach i punktach od Gryfic po Szczecin, przejechałem cały Szczecin nim udało mi się dorwać nową piastę (Shimano DH-2N71). Jedyna piasta na 32 otwory do 28 calowego koła w okolicy - kurwa dosłownie od Gryfic po Szczecin i przez cały jebany Szczecin. Najeździłem się.. Nie spodziewałem się takiego problemu z dostaniem części, poprzedniej piasty, która służyła mi tyle lat i kilometrów (Shimano DH-3N31) nie udało się uratować. Najważniejsze, że próby nie poszły na marne, coś tam zdobyłem.. Mam zamontowane w kole, które niestety ma lekkie bicie, trzeba prawdopodobnie tylko szprychy podciągnąć i powinno być ok.. Koło mi się w końcu przez piastę rozleciało. A za zniszczenie piasty oskarżam serwisanta z Gryfic, u którego naprawiałem Aurelię: Gryfice: serwis. Teorię potwierdził mi dzisiaj serwisant z Goleniowa, który wmontował mi piastę w koło, że była ona prawdopodobnie przekręcona, za mocno ściśnięta i zaczęła się niszczyć. Gdyby nie ten incydent prawdopodobnie piasta wytrzymałaby dłużej.. Niż te skromne 25 200 km (no prawie...) bo dokładnie wyszło 25 198 km. Co i tak nie jest złym wynikiem. W tym jednak przypadku nie dałoby rady dociągnąć do 25 200, bo się kurna nie da, skoro się koło nie kręci.. Jest już wymiana dokonana, ja z planów rowerowych nie rezygnuję. Choć przyznaję, że dzisiaj za łatwo nie było. Coś ciężko mi idzie rower, ja mam subtelnie odczucia, że duży opór stawia przednie koło (nowa piasta?) ale tak może mi się wydawać a problem leżeć gdzie indziej. Nie wiem co jest przyczyną tych niedorzeczności.. Ale jeździ mi się dość ciężko.. Nie cały czas, ale w pewnym momencie się tak zrobiło i "trzyma".. Ehh. Oby się kurwa nie okazało, że znowu czekają mnie jakieś wydatki w tak trudnym dla mnie czasie, nie dość, że nie mam środków finansowych to w ostatnim czasie na Aurelię wydałem ponad 500 zł w większy remont (wymiana całego napędu + obręcze kół), a ostatni remont kosztował mnie dodatkowo 166 zł (zamontowanie piasty do koła: 40 zł), i sama piasto-prądnica (126 zł). Poniosłem więc nie małe koszty a z efektów nie mogę być do końca zadowolony. Tyle, że ja tak co jakiś czas z Aurelią miałem, że tak mi się dziwnie ciężko jeździło, a po jakimś czasie to przechodziło. Mam nadzieję, że teraz też tak będzie. Bo nie mam kasy na kolejny serwis :(
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 598
Trasa nr [łączna]: 680
Trasa nr [na blogu]: 594
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 74
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 671 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 585 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 186.96 km
Stan Licznika Końcowy: 247.63 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1253 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1315 km
Maksymalna prędkość: 32.9 km/h
Przejechałem: 60.67 km
Przejechałem [msc]: 803.27 km
Przebieg roweru [rok]: 2693.13 km
Przebieg roweru [suma]: 25258.86 km
Przejechalem w 2020: 2693.13 km
Podroż dookoła świata (2020) 6.7328 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 63.1471 [%] km
Czas jazdy: 04:02:40 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1595:26:24 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1372:00:16 h
Czas Jazdy Suma (2020): 173:36:56 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 51:25:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:12:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:20:46 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:40 h
Średnia: 15.04 km/h
Dzisiejsza trasa, dzisiejsze szlaki są konsekwencją nowych przygód, które rozpocząłem na ostatniej trasie: Dobra: Nowe trasy i awarie, gdzie prawdopodobnie pierwszy raz w życiu przejeżdżałem przez niektóre drogi, i miejscowości. I tak było w przypadku Żelmowa i tutejszego pałacyku. Już na tej trasie, coś mi się tak w oczy rzuciło, że jakiś tu pałacyk jest. Długo nie trzeba było czekać na to abym do niego pojechał i zobaczył o co z nim chodzi ;) Trasę taką zaplanowałem na dzisiaj, jadąc w mocno zmiennych warunkach zarówno pogodowych jak i technicznych. Otóż, dzisiejsza wyprawa zaczęła się już po moim obiedzie gdzieś po godzinie 13 a może nawet przed godziną 14.. Było jeszcze słonecznie, z czasem się chmurzyło, słonko wracało. Aczkolwiek pod koniec trasy zachmurzyło się na dobre i było szaro na dobre.. Już się pogoda na lepsze nie zmieniła. A to i tak nie była łatwa trasa, dzisiaj miałem trochę mniej sił niż ostatnio. A jednak ruszyłem. Po drodze miałem małe problemy z przednim hamulcem, w końcu przed Polickiem odpiąłem go na dobre i całkowicie. Coś się poprzesuwały klocki na przednim hamulcu i ocierały o oponę. Poprawianie nic nie dawało i tak to wracało na miejsce. Więc odłączyłem całkiem w cholerę. Pierwsze wrażenia z piasty, z jazdy były w miarę OK. Ale z czasem zaczęło mi się jechać gorzej, nieco ciężej.. I trudniej.. Jakieś dziwne dźwięki też się pojawiały aczkolwiek nie jestem pewny ich źródła. To może być niewinny problem z pedałami, które jeszcze kilka miesięcy temu ostatni raz potrafiły piszczeć, a to się uspokoiło i jakoś się jechało. Jakoś ta zabawa trwała w najlepsze. Na razie mnie to trochę niepokoi a mimo wszystko trasa trwa nadal. Jest wiosennie, pięknie, miło i ładnie :) Fajnie sobie pojeździć, miło spędzić czas. I tak sobie dzisiaj pojechałem mimo wszystko, przez Resko pod Borkowo Wielkie, gdzie odbijałem na Pogorzelicę w powiecie Łobezkim, wieś, którą znam, i którą niegdyś mijałem na rowerowych wojażach, podobnie jak wieś Orle. Ale samego Żelimowa nie kojarzę. A to właśnie on, ta wieś była celem mojej podróży, pod nią, pod Pałacyk dotarłem dokładnie ze stanem licznika: 29,99 km. To wygląda jak jakaś cena produktu XD Główna brama wjazdowa jest otwarta.. Ale przez nią się nie wbiłem. Wróciłem na początek wsi od strony Pogorzelicy i tamtędy przez dziurę w murku wbiłem się do środka. Jak tam ładnie w środku! Pałacyk jest w bardzo dobrym stanie, dobrze utrzymany - jest znacznie lepiej niż w przypadku Pałacyku w Iglicach, który popada w ruinę, i który jest dodatkowo zamykany przez prywatny podmiot, który o niego wcale nie dba.. Pałacyk w Żelimowie jest w o wiele lepszym stanie. Dzisiaj całego nie zwiedziłem. Tylko część budynku, który i tak jest mniejszy niż Pałacyk w Iglicach. Jeszcze tu wrócę, to pewne. I właśnie wybierając się w drogę powrotną jechałem na wieś Gostomin, a z niej prosto polną drogą z różnym stopniem trudności dostałem się do Mołdawina. I o ile mogłem narzekać na polną drogę, gdzie miałem wszystko od piachu po zarośla o tyle prawdziwe narzekania zaczęły się dopiero w Mołdawinie i powrotu z Mołdawina do asfaltowej drogi z Reska do Nowogardu (a dokładnie do wsi Kulice). Masakra. Jak się okazuje, są tu jeszcze inne możliwości przejazdu, na razie nie byłem ich świadomy bądź pewny.. Masakra.. Kamienne drogi, które się ciągnęły i ciągnęły i do kurwicy doprowadzały. Nie duży odcinek drogi (ok. 2-3 km) ale pokonywany ze średnią prędkością 7-10 km/h.. Masakra jakaś.. Jak już do asfaltu się dorwałem w stronę Łosośnicy to gnałem! Gnałem ile sił w nogach. Cel miałem zacny chciałem wrócić od okolicy Miłogoszcza do siebie w czasie mniejszym niż ok. 1,06h. I się udało. Bo właśnie miałem mały problem na trasie a to wynika z zaniedbania :( Miałem zawaloną kartę w kamerce na trasę pozostawało mi 3h. Druga karta którą miałem w telefonie też była zawalona. I właśnie w Mołdawinie podmieniałem karty ale i tak zostało mi mało miejsca. O ile w Mołdawinie było to 1,5h o tyle po wyjeździe po tych kamiennych drogach została już tylko 1h i 6 min. Szczęśliwie udało mi się w około 1h pokonać ponad 20 km drogi.. Nie zważając na nic, ani na wiatr ani inne utrudnienia, gnałem i gnałem.. I się udało.. Pod domem zostało mi nieco ponad 5 min nagrywania.. A właśnie te szaleńcze tempo wynikało z niczego innego jak z chęci zachowania ciągu nagrywania całej trasy.. I się udało :) Uff.. Fajna trasa, i kolejne kilometry wpadły.. I to pierwsze kilometry nowej piasty. Może ta jeszcze się uspokoi, jeszcze się "dotrze" i będzie wszystko dobrze, i będą kolejne rowerowe przygody :) Jak będzie zarówno czas i kolejne wpisy pokażą..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)