19.10.2019
Jazda nr: 488

Tagi: Niemcy, zs, , wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest wyczekiwaną od kilku dni przeze mnie masową imprezą, oficjalnego otworzenia szlaku rowerowego ze Szczecińskiej Śmierdnicy do Starego Czarnowa: Otwarcie ścieżki rowerowej do starego Czarnowa. Na ten weekend miałem oczywiście i inne plany jak Festiwal Świateł w Berlinie, który odbywał się również tydzień temu (12.10). Nie było jednak na niego wolnych miejsc. A na dzisiaj się co prawda miejsca zwolniły.. Ale jakoś nie miałem ochoty tam jechać. Nie nastawiałem się. A miejsca były zajmowane jeszcze w sierpniu. Postanowiłem, że pojadę na te Stare Czarnowo, na oficjalne otwarcie tej drogi, po której nie oficjalnie już jeździłem 2 msc temu: "Płonie" Gryfino. Był to więc mój drugi taki wyjazd. I mocno nie spodziewanie taki daleki :) Nie no, zdawałem sobie sprawę, że nie będzie to bliski dystans. Do Starego Czarnowa liczyłem około 40 km i tak było. Powrót był wielką niespodzianką, wracałem przez Gryfino i Niemiecką stroną. Zresztą nie wracałem samemu, co dodatkowo goniło średnią prędkość, ale fakt, że w pierwszą stronę do Szczecińskiej Śmierdnicy też sobie nie żałowałem prędkości w ten chłodny, szary sobotni dzień. Nie było wcale dzisiaj za ciepło, choć maksymalne temperatury dochodziły do +15℃. Ale brakowało słoneczka, które tylko epizodycznie po południu się pojawiło. Było szaro, i co do zasady zimno. Mimo tych nie sprzyjających warunków trasa się w pełni udała. Gdyby tego było mało to cała trasa nie spodziewanie osiągnęła prawie 101 km! No prawie, bo brakuje dosłownie metrów do 101 km. Jestem mocno zadowolony nie tylko z samego wyniku, ilości przejechanych kilometrów ale także czasu w jakim udało mi się pokonać tę odległość. I to mimo nie sprzyjającego miasta, po którym sporo kilometrów zrobiłem! Bowiem wyjeżdżając z ul. Łukasińskiego z pod Internatu Garnizonowego nr 4, do pętli w Śmierdicy zrobiłem 26,5 km w 1:27:38 h (średnia 18,1 km/h). Na dobrą sprawę w tym cholernym mieście zrobiłem 26,5 km. Dopiero za Śmierdnicą kończyło się miasto. Do Starego Czarnowa wyszło około 10 km. Miejscem zbiórki była pętla autobusowa tuż na wyjeździe z miasta, więc na wyjeździe z cholernego Szczecina. To kawał drogi, gdzie po drodze musiałem pokonać całe centrum (jechałem do Turzyna, dalej na wprost Wyszyńskiego, na wprost Basenu Górniczego), mijałem Osiedle Słoneczne, rozkopane Kijewo, przez które jest co do zasady ciężko przejechać. A teraz jest jeszcze gorzej i jeszcze niebezpieczniej. Zdaje się, jednak, że nie ma innej drogi do Płonia - Śmierdnica niż jechać przez Kijewo na wprost Szosą Stargardzką (DK10). To kawał drogi, niebezpiecznej. I teraz jeszcze rozkopanej drogi, która jak na swoje obciążenie pozostawia wiele do życzenia. Liczne ubytki, dziury w drodze, i krzywa ta droga. Masakra. Co do zasady nie miałem okazji często tutaj jeździć. Nawet się nie zapuszczam w te strony miasta przez co je słabo znam. Po prostu jest tutaj daleko, daleko dojechać z centrum miasta do Kijewa, trzeba w końcu zrobić 20 km. Pojeździć tutaj, wrócić. A to już nie są małe odległości! W końcu na dobrą sprawę, można tak zrobić 50 km! A nie wspominam o tym bez powodu. Nie którzy uczestnicy dzisiejszej imprezy mieli czelność powiedzieć, że są zmęczeni, czy nie dają rady przejechać dystansu 10 km.. To jest po prostu skandal. Pomijając kilka nie doróbek organizacyjnych imprezy, która po prostu wypadła słabo.. było fajnie. Ja się dzisiaj nastawiałem na dłuższy wyjazd. Liczyłem sobie tak, że zrobię około 80 km. A tu niespodzianka, nie spodziewanie mam zrobione ponad 100 km :) Na koniec trasy tak wkręcałem znajomych, że wspólny przejazd rajdu ma 10 km, do miejsca zbiórki mam zrobione te 26-27 km, a po powrocie do domu mam 100 km XD I jak to możliwe. Mało kto aby nie mówić, że nikt od razu ;] Nie wpadł na to, że przecież nie wracałem tą samą drogą, którą przyjechałem, która dawałaby 37 km w jedną stronę i w drodze powrotnej - czyli 74 km. Specjalnie tak nie wracałem. Nie tylko z zasady, że nie lubię wracać tą samą drogą, którą jechałem ale bardzo nie lubię tego cholernego miasta. A wracać od strony Kijewa, musiałbym wracać znowu przez osiedle Słoneczne, przez Basen Górniczy. A tam na tej trzypasmowej drodze (DK10) jest taki ruch, mnie tak skręca na widok, i na słyszenie tych aut. A dodatkowo jakość drogi rowerowej, o ile można to nazwać drogą rowerową.. pozostawia wiele do życzenia.. Więc postanowiłem wracać przez Gryfino. A, że wracałem z jednym znajomym to wróciliśmy przez Niemcy. Bo normalnie bym wracał przez drogę DK31, jak w wakacje wracałem. A tak wracałem przez Niemcy a dalej przez Kołbaskowo, przez drogę DK13.. Nieco inną trasą, którą jak widać też się da dojechać. Tylko ta trasa ma tą niechlubną zaletę, że jest nieco dalsza. I ja jeszcze tą trasę dodatkowo wydłużyłem, jadąc po coś do żarcia fasfoodowego do CHF STER pod Mierzynem.. Wobec czego, wracałem już przez Mierzyn do siebie.. I tak wyszło, że zrobiłem te prawie 101 km :)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 491

  • Trasa nr [łączna]: 574
  • Trasa nr [na blogu]: 488
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 12
  • W tym roku: 147

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 565 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 479 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 1449.26 km
  • Stan Licznika Końcowy: 1542.35 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 1547.62 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13725 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 13818 km

  • Maksymalna prędkość: 39.2 km/h

  • Przejechałem: 93.09 km
  • Przejechałem [msc]: 392.73 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4536.03 km
  • Przebieg roweru [suma]: 21684.02 km

  • Przejechalem w 2019: 4536.03 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 11.3401 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 54.21 [%] km

  • Czas jazdy: 05:29:35 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1362:43:47 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1139:17:39 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 283:00:33 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 24:54:53 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:04:34 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:55:31 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:13 h

  • Średnia: 16.98 km/h
Dzisiejszy wyjazd poprzedził ciężki, bez senny poranek. To tak złośliwość życia, bo tak. Z rana spać nie mogłem szybko wstałem. Jakoś się przemęczyłem do porannych godzin. A jestem pewny, że gdy znowu nadejdzie niechlubny tydzień pracy to o porankach będę zmęczony, zaspany. A tak spać nie mogę. Jest jednak pewna zaleta weekendów, nie muszę na siłę rano wstawać, wbrew sobie i biologicznym potrzebom podejmować się prób dotarcia na czas do zakładu pracy.. Na spokojnie sobie posiedzę, popatrzę na głupy w Internecie. Po godzinie 7 wziąłem się za śniadanie. Miałem czas na takie codzienne, normalne czynności, które zwykle się o poranku robi. I dopiero po godzinie 8 rano przygotowałem się do wyjazdu i na trasę rowerową. Wyszedłem z pokoju jeszcze przed godziną 9 rano. Wziąłem ze sobą 2 butelki herbaty (1.2L butelka po Oranżadzie Helena) i 1.5L butelkę po wodzie gazowanej. I ruszyłem wcześniej z tą myślą, że pewnie zajadę sobie na jakieś zakupy do większego sklepu po drodze. Po drodze jednak tego planu nie wcieliłem w życie. Dopiero w Płoniach podjechałem do Lidla. Tak się jednak skupiłem na dzisiejszym wyjeździe, że nie pomyślałem o wszystkim. Choćby o tym, że ja w tygodniu nie robiłem większych zakupów. Jedyne małe zakupy robiłem na tej trasie: Szczeciński miejski wojaż z 17.10.2019. To jednak nie były zakupy na kilka dni, i okazuje się, że na weekend nie mam za bardzo nic do żarcia. Oczywiście z tym problemem dzisiaj nic nie zrobiłem. Zamiast tego straciłem czas na bezsensowne zajeżdżanie po sklepach, gdzie tylko straciłem kasę. Cóż, w wspominanym sklepie Lidl w Płoniach wziąłem paczkę kabanosów, dwie dłuższe bułki, kilka słodkich zakąsek, i mały napój. I byłem już biedniejszy o ponad 20 zł. A to dopiero początek rozrzutnego życia. No cóż, takie te życie w tym cholernym mieście jest, że idzie mi kasa jak woda, a korzyści z jej wydawania żadnych nie widzę. Już lepsze są większe zakupy, na kilka dni, które robiłem w Dino, i co prawda po małej przerwie do Dina znów zaglądam.. w tym tygodniu też byłem (ZS: Sklep Dino z 15.10.2019) to mimo wszystko jakoś ciężko mi pomyśleć o wszystkim.. Winę za to ponosi oczywiście nowe życie, nowa sytuacja życiowa w jakiej się znajduję od kilku tygodni, o której więcej wspominam we wpisie: ZS: Ludzie bezdomni. Mimo tego, że nowa sytuacja trwa już jakiś czas, od wpisu: Nowa trasa pracy z 24.09.2019 - to wciąż do niej nie przywykłem. Trudno mi się zaadaptować w nową rzeczywistość, która nie spodziewanie na mnie przyszła. Napięty tydzień, ciągle tylko praca - praca - praca, nie daje możliwości przyzwyczajenia się, nauczania się nowego życia. Dochodzi do patologicznych sytuacji, w których nie mam na nic czasu, na nic ochoty, gdzie nic nie robię.. Tylko praca, rower, nawet z blogiem mi się ciężko pracuje. Ja tak długo nie pociągnę. Serio. Wykańcza mnie to wszystko. Nie zdziwcie się drodzy czytelnicy, jak się okaże, że to może być jeden z moich ostatnich wpisów. Pamiętajcie, jak dłuższy czas nie będzie się nic nowego na blogu pojawiać to znaczy, że mnie już szlak trafił.. A tutaj tak wtrącę, dodam taki utwór największego barta naszych czasów: Nohavica - Kiedy kitę odwalę. No dobra, kontynuując podróż, powiedzmy, że już trudy przejazdu przez miasto i dojazdu do Płoni mam za sobą, wjechałem w Śmierdnicę, gdzie w miejscu zbiórki było już wiele osób, a w końcu dojechali kolejni. Tak naprawdę byłem tutaj na ostatnią chwilę ;) I co ważne, co mi się podobało na dzisiejszym wyjeździe, że nie czekało się na spóźnialskich. Od razu się pojechało i tyle. Minęła godzina 11, kilka zdjęć i jedziemy. Mimo, że był to przejazd tylko na około 10 km.. Był męczący pod kilkoma względami. Prócz nas jadących w stronę Starego Czarnowa na tej ścieżce rowerowej pojawiali się inne osoby, więc dochodziło do niebezpiecznych sytuacji, nagłego wyhamowywania, zjeżdżania w bok.. Kilka razy dochodziło do sytuacji, że można było się wywalić, i doszłoby do kraksy. Dużo osób pojechało, na oko ponad 100 na spokojnie nas tu było. I co najgorsze dużo dzieci -.- Właśnie dzieci, a w zasadzie jeden mały gnojek doprowadził do sytuacji, że peleton się mocno rozdzielił. Jedzie taki cymbał kurwa, obok jego ojciec jeszcze większy cymbał, i mu uwagi nie zwróci. No jedzie ten dzieciak tak - z prawej na lewą, środkiem i znowu nagle zjeżdża. Kilka osób przede mną wyraźnie się boją wyprzedzić gnojka, i jadą za nim. Bo nie wiadomo co ten odwali.. No bezmyślni. Z tego względu i innych jestem przeciwnikiem w ciąganiu dzieci po imprezach.. To tylko zagrożenie niepotrzebne. Po dłuższym czasie udało mi się w końcu gnojka wyprzedzić, rozpędziłem się do ponad 30 km/h, miejscami nawet dochodziłem do 40 km/h. Jeszcze chwila, jeszcze momencik i dogoniłem peleton rowerzystów, którzy zjechali na chwilowy postój do wsi Kołbacz. Tam miejscowy proboszcz, zachęcał i zapraszał na imprezę, i wydarzenia, jakie będą miały miejsce w tutejszym kościele. I to jeszcze dzisiaj wieczorem! :) No można by było pojechać, tylko w sumie nie ma czym. Znowu rowerem? :| A potem wracać.. Nie bardzo. I wkrótce kontynuacja jazdy już do Starego Czarnowa. Mimo kilku problemów po trasie, jak słupki w drodze, inni rowerzyści i biegacze, oraz dzieci, którzy zajmowali całą szerokość ścieżki rowerowej, nie jadąc kurwa jednym torem, tylko ciągle gdzieś zjeżdżając było w miarę spokojnie. Duża korzyść była taka, że prędkość szła nawet nawet miejscami 15-17 km/h czyli tak w miarę. Tylko mam wrażenie, że większa prędkość była przypadkiem i gdy ktoś na czele peletonu się skapnął jak szybko jedzie od razu zwalniał, dochodziło do niebezpiecznej sytuacji, nagłego hamowania.. Pikanterii dodaje fakt, że jezdnia jest mokra.. pełna liści.. no i ciągle pojawia się problem dzieci, którzy przeszkadzają.. W końcu się dojechało. Nie cała godzinka czasu i jest się na miejscu. Na miejscu w Starym Czarnowie na orliku - krótkie przemówienie, wręczenie upominków w postaci bidonów, jakieś śmieci też rozdawali, głównie dla dzieci. Poczęstunek. I tyle. Wkrótce ludzie się zaczęli rozjeżdżać bo co tu robić. Miałem też jechać. I właśnie na trasie, na postoju w Kołbaczu widziałem znajomego - Pawła, z którym wracałem z Berlina do Eberswalde, pamiętnego 2018 r.: Eberswalde-Berlin-Eberswalde. Dzisiaj z nim pojechałem ścieżką do Gryfina, ścieżką którą tylko raz jechałem.. wzdłuż drogi DW120. Podróż do Gryfina była szybka, nie męcząca. To tylko 20 km, które naprawdę szybko minęły. Może godzinka i parę minut? ;) W Gryfinie, w zasadzie na wyjeździe z Gryfina mały odpoczynek. I w dalszą drogę. Gdy sam tą drogą jechałem ponad 2 msc temu, to było znacznie gorzej.. Pod wiatr, ciężko.. i pod wiatr. A dzisiaj spokojnie. Albo było z wiatrem czego nie wyczułem, albo wiatr był słabiutki i nie miał takiego wpływu na jazdę. Większość trasy jechałem szybko jak na swoje standardy (nawet 20+km/h) a nawet 25+km/h ale to już po Polskiej stronie, mijając polską granicę w Rosówku w stronę Kołbaskowa (wzdłuż DK13) gdzie nie ma ścieżki rowerowej niestety.. Wielkie zaniedbanie. Ruch aut był jednak spokojny. Można było się nie spieszyć. Sama trasa w towarzystwie mijała szybciej i przyjemniej, po drodze wioski, wioseczki, i osady ;) I tak po Gryfino, z Gryfina na Niemiecką stronę do miejscowości Mescherin, którą tak bokiem mijaliśmy i pojechaliśmy do Staffelde kawałkiem drogą B113, która miała być obarczona ciężkim podjazdem, stromym, długim i ciężkim. Nie wydaje mi się nie mniej, że ta górka taka zła. Trochę męcząca jest to fakt, ale to kwestia napędu, może obciążenia roweru, sił i zmęczenia. Spokojnie sobie pod nią podjechałem, aby wkrótce.. nie skapnąć się, że jestem już w Polsce! Od strony Kamieńca byliśmy. Dzisiaj miałem okazję zwiedzić kilka nieznanych mi dróg.. I wsi.. I pięknych stron, po Niemieckiej stronie, które z całą pewnością na wiosnę 2020 r., odwiedzę. Wykorzystam czas, póki przymusowo jestem w Szczecinie ;) Bo kto wie, co przyniesie Maj 2020 r. Czy nie zrezygnuję z pracy w Policji i nie wrócę do swoich rodzimych stron. Oczywiście sporadycznie na jakieś trasy do Szczecina, za Szczecin mogę przyjechać. Nie mniej nie oszukujmy się. Nie będzie mi się chciało. Wkrótce jak wspominałem byliśmy znów w Polsce, jadąc od strony Rosówka do Kołbaskowa. A z stamtąd już prosta droga przez Przecław, Warzymice w stronę Gumieniec. I w Gumieńcach na ul. Cukrowej, ku mojemu zaskoczeniu nie pojechaliśmy w stronę ronda Uniwersyteckiego a pojechaliśmy przez Nowy Cmentarz (cmentarz zachodni), przez ul. Smoleńską. Widziałem tutaj wielkie marnotrawstwo działek, które pójdą czy już należą do terenu pustego póki co cmentarza.. Pustego bo mało tu grobów jest.. A wszędzie trwa taka intensywna zabudowa miasta a tu tyle terenów się marnuje! I tak z ul. Smoleńskiej wyjechaliśmy w już znane mi tereny w ul. Europejską, którą dojechaliśmy pod jezioro Słoneczne na ul. Ku słońcu gdzie nasze wspólne ścieżki się rozeszły. Ja pojechałem szukać czegoś na szybkiego do żarcia fasfooda. Podobno tu zaraz miała być pizzeria. To jednak nie była pizzeria, tylko jakaś restauracja.. tu dosłownie zaraz, przed serwisem rowerowym na ul. Ku Słońcu. Dosłownie kilka metrów od skrzyżowania z ul. Derdowskiego. No nic, nie miałem innego wyjścia jak nie pojechać do CHF STER, gdzie pojechałem. Wziąłem tam w piekarni chleb, bo doszło do mnie, że pieczywa nie mam. Fundnąłem sobie ponadto Qurrito (same kanapki) 2x ;] A co.. I wracając z CHF Ster, niebezpiecznie zbliżając się do granicy 100 km zrobionych dzisiaj, nie odpuszczałem z prędkością jazdy, gnałem ponad 20 km/h.. do Mierzyna, przez Mierzyn do ul. Topolowej, z której znalazłem się już na ul. Łukasińskiego. Mój ostatni, w pełni niepotrzebny postój, był w okolicy ul. ks. Robaka, może ul. Horeszków. To takie dziwne w sumie miejsce. Są tu jakieś domki, do których są jakieś uliczki, ale one prowadzą tylko do domków. Dalej się jechać nie da :O Bez sens. Gdyby nie to, że byłem rowerem to bym musiał nakręcać, kombinować. A tak po prostu przez krawężniki, między autami.. ;) Ostatni wspominany postój, to zwykły monopolowy, gdzie wziąłem wielką butlę Pepsi.. Uzależnienie jak nic... od słodyczy :)) I w końcu dojechałem. Minąłem granicę 100 km. Do 101 km nie wiele brakuje... :)) I trasa dobiegła końca.. Zimno, szaro, ale fajnie się skończyło. Na koniec lekko zmęczony.. tylko lekko.. bo szybko mi przeszło.. mogłem zająć się sobą. A w zasadzie zająć się myśleniem o swojej smutnej egzystencji.. Jako ciekawostkę dla dzisiejszej trasy dodam taką, że na początku przejażdżki jechałem w samej koszulce polarowej (długiej). Dopiero po kilku kilometrach za mostem długim zaciągnąłem kurtkę, jak stwierdziłem, że jest za zimno. W kurtce było natomiast za ciepło. Przyjechałem cały tak spocony, że ta polarowa koszulka to dosłownie jakby ktoś ją w wannie topił, kurtka nie lepiej... Jak ja nie lubię zim. Nie wiadomo jak się ubierać..

WAŻNE! Bardzo ważne. W dniu 02.02.2020 r., ponad 4 msc później -.- odkryłem, że na tej trasie jest mały błąd licznika, którego nie wykryłem przed trasą z dnia 02.02.2020 o id=544. Licznik dostał jakiś błąd, i nabił mi więcej kilometrów niż faktycznie zrobiłem - różnica wynosi 8 km! Tym samym trasa nie ma 100 km ani tym bardziej ponad 100 km.. Więc mój chwalebny opis, i radość z pozyskanych wyników są błędne. Nie zmienię jednak samej treści wpisu.. To było zbyt dawno. Dodaję tylko informację o zaistniałym fakcie. Odpowiednie poprawki zostały dokonane w innych zależnych wpisach od wpisu z 19.10.2019 po wpis z 02.02.2020.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa19pazdziernika2019zdj1.jpgtrasa19pazdziernika2019zdj2.jpgtrasa19pazdziernika2019zdj3.jpgtrasa19pazdziernika2019zdj4.jpgtrasa19pazdziernika2019zdj5.jpgtrasa19pazdziernika2019zdj6.jpgtrasa19pazdziernika2019zdj7.jpgtrasa19pazdziernika2019zdj8.jpgtrasa19pazdziernika2019zdj9.jpgtrasa19pazdziernika2019zdj10.jpg


Mapa przebiegu trasy :)