Dzisiejsza trasa jest niezbyt dobra, miła, ani nie dająca nadziei na tą niepewną przyszłość, tą dorosłość w którą wkroczyłem i skończone przed kilku miesięcy przeze mnie studia. Wszystko się komplikuje i psuje, już w zasadzie od wczorajszego po południa (18.09) - gdy około godziny 14 dzwonili do mnie z Administracji DS1 jebanego pierdolonego ZUTu, gdzie kurwa prawie rok czasu mieszkałem, a od dnia 06.05 - przebywałem bardzo dużo - niestety. Dzwonili skurwysyny i to z wielkimi pretensjami dlaczego się jeszcze nie wyprowadzam, dlaczego wciąż mieszkam w akademiku, że niby powinienem zdać pokój, że nie mogę tam dalej siedzieć?! Kazali dzisiaj przyjść w tej sprawie do administracji. Musiałem się specjalnie wypisać z pracy aby już o 730 nie zaczynać pracy a iść właśnie do administracji. Zjebali mi tylko humor i plany. Bo plany miałem takie aby sobie wczoraj (18.09) zrobić dłuższą trasę. A takiej nie zrobiłem. Mogłem co prawda iść.. Bo pewne plany załatwiałem dopiero dzisiaj (19.09), ale nie poszedłem.. Przez ten kurwa jebany pierdolony ZUT! Od początku od kiedy znalazłem się na tej pierdolonej uczelni (ZUT) gdzie robiłem MGR, miałem sporo ALE do nich. Pojebana chujowa uczelnia. Przywykłem do wysokiego standardu i normalności jaką zapewniała mi Akademia Morska, na której spędziłem 3.5 roku swojego marnego życia. Moje 1.5 roku życia na ZUT nie zaliczają się do najszczęśliwszych. Wspominam o tym we wpisach z tamtego okresu życia. Teraz ten cholerny ZUT nie daje mi o sobie zapomnieć, pojawia się znowu w temacie dalszego zamieszkania. Byłem pewny, że mogę na spokojnie mieszkać sobie ile chcę. A te skurwysyny z administracji ZUT zakwaterowały pokój, który zajmuję dla kogo innego (pokój 223). I mi każą go natychmiastowo opuścić, już teraz kurwa od razu.. I to kurwa po tym jak z wielkim trudem, jakoś się zaczęło mi się w życiu układać. Jakoś się zacząłem przyzwyczajać do pracy i dojazdu na KWP. I teraz mam kurwa tak sobie po prostu z dnia na dzień znaleźć jakieś nowe lokum na dalsze życie?! To nie jest możliwe.. Nagle wszystko się pierdoli, sytuacja w pracy jest nie jasna i to jeszcze w takim okresie, w którym nie mam stałej umowy - mam dopiero próbną na okres 1 roku.. Więc w tym okresie nie powinno się nic dziać, tj. nie powinienem być chory, nie powinienem się zwalniać ani nic. Aby to nie było źle ocenione i aby się nie okazało, że za rok będę szukał nowej pracy.. A nie tylko nowego miejsca zamieszkania. Tak mnie wkurwili te pojeby z administracji akademika. Byłem tam dzisiaj osobiście. Byli bardzo nie przyjemni, naskoczyli na mnie tylko, że jak śmiem o tym nie wiedzieć, że ja już powinienem do poniedziałku (16.09) opuścić pokój! Ale ja kurwa o tym nie wiedziałem! W normalnych akademikach jak się opłacało te akademiki, to można było mieszkać ile się chce i nic się nie działo. Przecież nie składałem żadnego wypowiedzenia, że chcę zdać pokój czy coś. No kurwa nic. A teraz tak z dnia na dzień się okazuje, że jestem pozbawiany miejsca do życia a tych zajebanych skurwysynów nie obchodzi to, czy pójdę pod most czy na dworzec spać bo to kurwa nie jest ich sprawa. No kurwa! Przecież tak nie można z dnia na dzień oświadczyć komuś, że już musi sobie iść. A jak nie to oni mi zrobią eksmisje, wymienią wkładkę w drzwiach abym się tam nie dostał? Oo A niech kurwa spróbują. Grożąc to sobie mogą tym kurwa jebniętym studentom tej jebniętej patologicznej kurwa uczelni, tego zjebanego zasranego ZUTu. Nie dało się z nimi ani na spokojnie ani nic. Po kłótni przystali jedynie na to, że jutro do godziny 15 ma mnie tu nie być. I w dupie mają to, że mam pracę i w ogóle. Co ich obchodzi to, czy ja pracuję czy nie. A mnie znowu gówno obchodzi, że bez mojej wiedzy i zgody przydzielili komuś zajmowany pokój! Kurwa jebane śmiecie.. Niszczą wszystko na co pracowałem przez ostatnie miesiące, na przyzwyczajenie się do tej dla mnie i tak nie łatwej sytuacji.. na przyzwyczajenie się do pracy, na zorientowanie się w dojazdach, na tych właśnie dojazdach! W ostatnich tygodniach wykorzystując to, że jechałem np. autem ze szwagrem do Szczecina to pozwoziłem parę rzeczy więcej. I teraz to wszystko idzie się pierdolić.. Mam kurwa to wszystko wywieść, potem wracać znowu. To jest kurwa chore co odpierdalają jednostki podległe pod tą zasraną uczelnię: Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny (ZUT). To jest GÓWNO I ŚCIERWO nie uczelnia, i kategorycznie każdemu zabraniam nawet myśleć o udanie się na nauki do tego miejsca! Te gówno już dawno powinno upaść! A te kurwa czystki w pokojach, ciekawe dla kogo są robione. Bo to jest kurwa bardzo ciekawe, że nagle po kilku latach zapaści pojawia się niewiarygodnie duża ilość studentów, tak duża, że zajmowane są wg. administracji oczywiście, a ich słowom wiary dać nie można - zajmowane są kurwa wszystkie pokoje! Nie wierzę w to. Ze swoich źródeł ustaliłem, że te jebane ścierwo z akademika, robi te czystki i oddaje pokoje ukraincom, których jest coraz więcej.. I to oni wszystko zajmują.. A oni jak najbardziej nie uczą się! I co kurwa mogą mieszkać?! CHORA SYTUACJA... Jebany ZUT! Dzisiaj mnie nerwy przez nich ponieśli, co wychodziłem, wchodziłem do pokoju, to z całej siły napierdalałem drzwiami, oknem w pokoju i w kiblu też.. Mnie już na tym nie zależy. Ja już nie będę z tego korzystał. Nigdy takiej sytuacji nie miałem. A pokoje w akademikach zwykle zdawałem przed wakacjami, i po wakacjach wracałem. Tylko przez te ostatnie lata byłem studentem i miałem do czego wracać.. Teraz już nie mam do czego. Podsumowaniem tej sprawy jest tytuł dzisiejszego wpisu. Czuję się jak ci bezdomni ludzie, co nie mają się gdzie podziać, co nie mają swojego miejsca na tej ziemi..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 472
Trasa nr [łączna]: 555
Trasa nr [na blogu]: 469
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 128
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 547 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 461 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 972.69 km
Stan Licznika Końcowy: 987.15 km
Stan Licznika Końcowy2*: 983.39 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13353 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 13367 km
Maksymalna prędkość: 33.9 km/h
Przejechałem: 14.46 km
Przejechałem [msc]: 392.66 km
Przebieg roweru [rok]: 3980.83 km
Przebieg roweru [suma]: 21128.82 km
Przejechalem w 2019: 3980.83 km
Podroż dookoła świata (2019) 9.9521 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 52.822 [%] km
Czas jazdy: 01:03:01 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1327:07:43 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1103:41:35 h
Czas Jazdy Suma (2019): 247:24:29 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 22:55:32 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:32:50 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:55:58 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:18 h
Średnia: 13.77 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego ze względu na emocjonalny poranek i fakt, że było już po godzinie 8 rano, a mnie z dnia na dzień przy mojej pensji przestało być stać na cokolwiek, postanowiłem zrobić objazd do pracy rowerem. Taki ostatni raz w trasie, ostatni raz wyjeżdżać z tych stron, z akademika. A jeszcze kilka dni temu nawet nie byłem niczego świadomy. Nie świadomy tego, że tak się może stać. Nie ma sensu jednak ryzykować kolejnego przejazdu bez biletu komunikacją miejską. Z tej racji postanowiłem jechać rowerem nie tylko do pracy, ale zajechać też na ul. Podgórną na tamtejszy akademik DS4 Portowiec, akademik Uniwersytetu Szczecińskiego w którym kilka lat mieszkałem, mając rok po roku inny pokój, ale mieszkałem. A to byłaby dla mnie najlepsza lokalizacja, blisko do pracy (ok. 15 min piechotą). Niestety. Nie mają tutaj dla mnie miejsca :( Na samą Podgórną przyjechałem w dość ciekawy sposób. Aby ominąć chujową ul. Krzywoustego, to jadąc z akademika od razu skierowałem się na al. Piastów i na ul. Narutowicza. I tak ładnie sobie dojechałem do ul. 3 Maja a z niej już prosta droga przez ul. Dworcową na ul. Rybacką i już jestem na tej całej ul. Podgórnej, która przez ostatnie lata bardzo mocno się zmieniła. Trwają tutaj kolejne inwestycje, niekoniecznie mądre. Powstają kolejne blokowiska, jeden na drugim.. I coraz większe problemy z parkowaniem, dojazdami. Każdy by chciał mieszkać w centrum i co gorsza każdy pracuje w centrum a co jeszcze gorsze każdy (no może zdecydowana większość) pracuje na tą samą godzinę i kończy pracę o tej samej godzinie. A z tym wiążą się spore problemy dojazdowe, i powrotne.. które niejednokrotnie już obserwowałem. Tylko jak dotąd za mocno mnie one nie dotyczyły. Mieszkałem w miarę blisko miejsca pracy.. A teraz? Teraz to kurwa nie wiem gdzie się podzieję. Do jutra jeszcze mieszkam w DS1. Więc dzisiaj jest już mój pełni ostatni dzień, ostatnia noc. Zalewa mnie smutek. I porażka za porażką. Co ciekawe w akademiku na Podgórnej twierdzą, że mają zajęte wszystkie pokoje zarówno na ten rok jak i na następny rok akademicki.. To mi coraz bardziej śmierdzi ukraińską hołotą, której jest coraz to coraz więcej. No cóż. Jadąc już z ul. Podgórnej przez Wyszyńskiego skierowałem się na Wały Chrobrego. Po drodze mijałem piękny widok przy Odrze Zachodniej na wysokości Wyspy Grodzkiej. Piękne chmurki, oświetlane przez skryte za nimi słoneczko.. Nie mogłem przebyć obojętnie obok takiego widoku i pstryknąłem sobie fotkę na pamiątkę tej chwili, a sam skierowałem się na ul. Henryka Pobożnego. Gdy jechałem w tych stronach wróciło do mnie sporo wspomnień związanych z latami 2013-2017 r., gdy studiowałem na Akademii Morskiej, gdy bywałem tutaj często. To teraz tylko wspomnienia, z pięknych wspaniałych lat, które już się nie powtórzą, które z każdym dniem miesiącem będą zostawały coraz dalej za mną. Niegdyś w tych stronach miasta bywałem niemalże codziennie.. Dzisiaj skierowałem się na ul. Henryka Pobożnego, mijając wydział WiET Akademii Morskiej, wjechałem na tereny akademików. Tam przypiąłem Aurelię, i udałem się do kierowniczki akademika popytać o wolne miejsca. Ta już z większą nadzieją odpowiedziała mi, że w tym tygodniu jeszcze nie wiadomo, bo jeszcze są studenci kwaterowani ale mogę się w przyszłym dowiadywać. No już mieszkać tutaj to już w ogóle byłoby super - miałbym 8 min piechotą na Komendę. Tylko ten akademik ma jedną podstawową wadę. Rzecz rozchodzi się o pokoje 2 osobowe. Chcąc taki wynajmować samodzielnie - byłoby to dość kosztowne.. Także wątpliwa jest opłacalność takiego biznesu. Może swoją sprawę trochę przespałem.. Bo kurwa jakbym wiedział na początku wakacji jak się te podłe życie potoczy to zapisałbym się przez wakacje na jakieś gówno studia, na które bym nie chodził, i jeszcze tak co najmniej rok akademicki bym przebiedował. Na studenckich stawkach łatwiej byłoby mi wynajmować pokój dwuosobowy samodzielnie. I jakoś by to było. No cóż.. Dowiedziałem się wszystkiego, ale i tak nieszczęśliwy i smutny zajechałem na KWP Szczecin. Dzisiaj przebiedowałem dzień w pracy, oczekując tylko kiedy będzie ta cholerna godzina 1530 abym sobie stąd poszedł. Dzień mijał powoli. Wciągu dnia niczym się nie zająłem, nic nie robiłem. Nie miałem na nic ochoty i wszystko miałem w dupie. Byłem w pracy już o godzinie 905. Więc do końca dnia trochę czasu minęło. A już po dniu pracy, ruszyłem z Aurelią przez starówkę Szczecina raz jeszcze na ul. Podgórną. Tym razem w sprawie obiadu w bistro pod ósemką. Za czasów studenckich lat, często w tym bistro jadałem. Dzisiaj trafiła mi się zupa pomidorowa i gulasz z ziemniakami.. Za nieco większe stawki, niż przed laty. Te rosną w zadziwiającym tempie i aktualnie plasują się na poziomie 14 zł za obiad z dwóch dań. Jest to spora różnica jak ja jeszcze rok temu płaciłem 11 zł. W tym roku zaczęły ceny rosnąć, jeszcze kilka miesięcy temu było 13 zł, teraz podnieśli już do 14 zł. Mimo wszystko są to i tak konkurencyjne ceny. Najgorsze jest jednak w tym wszystkim to, że ceny rosną a płace niekoniecznie. No cóż. W trakcie obiadku tak sobie jeszcze pomyślałem, że mam wszystko i wszystkich w dupie. I zamarzyło mi się pojechać do Kauflanda. Tak naprawdę o tym Kauflandzie myślałem jeszcze w pracy ;) I na wszelki wypadek sprawdziłem gdzie takowy w Szczecinie jest. A znajduje się takowy na ul. Staszica ze skrzyżowaniem z ul. Ofiar Oświęcimia. Dojechałem tam z ul. Podgórnej przez starówkę miasta, przez plac Orła Białego, na Plac Żołnierza Polskiego, gdzie mijałem tutejszy licznik rowerzystów. Związku z tym, że nie udało mi się być 100.000 rowerzystą na ul. Ku Słońcu -> ZS: Trasa "20-tka" - 100 000 rowerzysta!. Postanowiłem nim być na Placu Żołnierza Polskiego ;) Tu wciąż mam na to szansę i chętnie z niej skorzystam jeśli przypisze mi szczęście. No chyba, że znowu się okaże, że wynik zostanie pobity w takich godzinach, w których jestem w pracy i nie mam po prostu na to szansy -.- A może będę miał szczęście, nie wiadomo. Tym czasem szlaki tras wiodły mnie właśnie do Kauflanda na ul. Staszica. Mijałem zakorkowane centrum miasta, spory ruch aut. A sam w te strony wybrałem się wzdłuż al. Wyzwolenia, z której zjechałem dopiero na ul. Lubomirskiego i z niej na ul. Staszica i do Kauflanda. W Kauflandzie polowałem na taką dobrą oranżadę z naturalnym miąższem owoców. Nie udało mi się jej dostać, mimo, że się na to bardzo nastawiłem na mojej ostatniej trasie do sklepu Dino: ZS: Sklep Dino z 13.09.2019. Za to udało mi się upolować te produkty w Kauflandzie ;) Przy okazji wziąłem inne drobiazgi. Wkrótce około godziny 17 miał się zjawić u mnie szwagier, abyśmy wzięli lodówkę z pokoju z akademika do niego. Lodówka w drodze nabytku stała się moja, w końcu ją odkupiłem, bo sam jakże wspaniały akademik tego zadupia jakim jest ZUT, zadupia intelektualnego i pod każdą inną miarą, takiego wyposażenia jak na XXI wiek wydającego się oczywistym nie posiadają. Więc już po zakupach spieszno mi było w strony akademika, do których zmierzałem przez kręte, i złowrogie uliczki Szczecina. Wracałem z Kauflanda przez ul. Salomeli do ul. Jana Matejki. Będąc już w ścisłym centrum pojechałem przez Plac Rodła, do Placu Grunwaldzkiego i dalej do znanych stron do al. Piastów, a z niej na ul. Sikorskiego. Zdążyłem podjechać pod akademik i szwagier dzwonił, że za chwilę u mnie będzie. Nie czekałem na niego jednak z rowerem. Zaprowadziłem Aurelię do rowerowni, na jej ostatnią noc, którą tam spędzi i sam poszedłem po szwagra aby przetransportować tą cholerną lodówkę. Trochę się dzisiaj nadźwigałem. Miałem długi dzień, który uhonorowałem moim ulubionym jedzonkiem i wypiciem dużej ilości oranżady (takiej naturalnej i w chuj drogiej) - kosztowała po 4.7 zł. Warto jednak w nią zainwestować bo jest dobra. Niestety droga i mała butelka, która ma zaledwie 1.4 L. No cóż, coś za coś. A tak w ogóle to mnie dzisiaj trawiły zmienne uczucia. I smutek, i gniew. To chyba zrozumiałe. A! Gdyby tego było mało, to gdy już na obiad na ul. Podgórną jechałem, to prawie miałem poważne zderzenie z samochodem przed Wyszyńskiego. Otóż, zajmuję tam prawoskręt. Jadę szybko bo jeszcze mam zielone. A nagle tam zatrzymuje się jakiś samochód, i wyłazi z niego osoba bez myślenia, nawet nie spojrzała, od razu kurwa drzwi otwiera. Prawie mnie kurwa jebnął a ja miałem tutaj na spokojnie 30 km/h. To się mogło różnie skończyć - od drobnej po większą kontuzję i tak skończyłaby się moja przygoda tego przez ten zajebany akademik nieudanego tygodnia życia. Sprawa z akademikiem odbiera mi radość z nadchodzącego weekendu, i moich planów wobec weekendu tj. 10 Święta Cyklicznego - znanego pod nazwą: 10 Święta Rowerowego, organizowanego przez Rowerowy Szczecin. Nie wiem jak to będzie. Do jutra jest czas aby sobie wszystko przekalkulować i przemyśleć. Jedno jest pewne, od dzisiaj będę jeszcze częściej i dobitniej powtarzał znane słowa, które często padają nie tylko na tym moim blogu, ale i na tym drugim blogu ;] Blogu o studiach, na którym pisałem często takie oto słowa: JEBAĆ ZUT!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)