Dzisiejsza trasa jest pierwszą trasą z nie odkrytych do tej pory dróg, nowych przygód, nowych tras, które kryją się za magicznym wyznacznikiem 20.000 km, którym żyłem w ostatnich miesiącach. Taka ładna liczba, która już coś znaczy. Teraz jestem już za tą granicą. Odkrywam nowe lądy, nowe trasy. I tak dzisiaj na ten przykład, trochę w taką niepewną burzową pogodę odkrywałem nowe tereny, nowe ziemie i miałem nowe przygody - po Niemieckiej stronie, które niegdyś zwałem stroną wroga, to dzisiaj się w tych stronach zakochałem.. Świnoujście-Niemcy. Jedyne czego mi obecnie żal to tych prawdziwych wakacji. Przydałyby się.. Brakuje mi tych czasów, choć dopiero pierwszy raz odeszły.. Pierwszy rok, po skończonych studiach, nie mogę w pełni cieszyć się swobodą wakacji, bo muszę mieć na uwadze to, że jutro już koniec zbyt szybko mijającego weekendu, i trzeba iść znowu do pracy.. Co niekoniecznie jest takie fajne. Tak samo dzisiaj, dzisiejszego dnia jakoś udało mi się zdążyć dojechać do Szczecina, będąc na miejscu - na szybkiego coś zjadłem i ruszyłem w trasę! Na szybkiego też sobie trasę zaplanowałem. I co zdarza się rzadko - plany pokryły się z rzeczywistym przebiegiem trasy. Spędziłem naprawdę mile czas, niczego nie żałuję. Było gorąco, upalnie, lecz przepiękne widoki rekompensowały mi wszystkie trudy trasy. Co ważne, mijający weekend był bez roweru.. Miałem na niego inne plany - tj. finałowa trasa szlaków S6, których odbycie przełożyłem sobie na przyszły tydzień. Trochę ryzykuję, ale mam przy tym nadzieję, i pewnie tak będzie, że droga S6 na odcinku Nowogard - Płoty z obwodnicą Płotów nie będzie otwarty do przyszłego tygodnia (do 03.08). Bazuję na tym co widzę - przed Lisowem - brak przejścia ekologicznego. Brak wiaduktu Łosośnica - Potuliniec, brak dużego ronda (DW109 / S6) i małego ronda (DW108 / S6) jako część obwodnicy Płotów. Stąd myślę, że choć nie wielkie, ale będą opóźnienia, które powinny dać mi szansę na ostateczne zakończenie projektu szlaków S6 - do których jak widać, strasznie się gardzę.. Biorę się za to aż się kurzy XD Coś jest na rzeczy. Tak między nami, już mi się po prostu kurwa nie chce, jestem przez ponad 2,5 roku zmęczony tematem szlaków S6, tematem budowy tej pierdolonej drogi. Wielokrotnego nią jeżdżenia. Dlatego chcę zrobić finałową trasę, niech zaraz po niej otwierają w końcu tą drogę dla aut, i temat będzie zamknięty. Sam będę mógł się skupić na innych ciekawych projektach jak np. Pałac w Iglicach, który już raz odwiedziłem: nieDZIELNI rowerzyści - Iglice Pałac. Mm plan odwiedzić go ponownie. Miesiące mijają i niebezpiecznie zbliża się rocznica tej trasy. A co za tym nie idzie, ponowne odwiedzenie tego pałacyku, póki jest jeszcze co odwiedzać, póki czas nie sprawi, że to wszystko się zawali i nie będzie już nic - a tak też może być. Także dzisiejszego dnia, po weekendzie bez roweru, ze słabą jak zwykle organizacją, udało mi się prędko dojechać do Szczecina autobusem - niestety PKS GRYFICE, na który swego czasu sporo narzekałem. Dzisiaj było w miarę OK. Opóźnienie autobusu było dla mnie zbawienne, bo zdążyłem na niego ;] Dojechałem, i czym prędzej wyruszyłem z ambitną myślą aby zmierzyć się dzisiaj z trasą +50 km. W pełnym słońcu i w ogóle. Nadmienię tylko, że w ostatnich dniach jest upalnie, co sugeruje mapka pogodowa zamieszczona we wpisie: ZS: "Wiejskie ścieżki" do sklep Dino . I faktycznie jest strasznie gorąco, dzisiaj ponad +30℃. A ja w tym słońcu, z Aurelią, mierzyłem się na trasie na obcoczyźnie.. W pogardzie mając pogodę, i pogarszający się stan techniczny Aureli.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 446
Trasa nr [łączna]: 529
Trasa nr [na blogu]: 443
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 13
W tym roku: 102
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 522 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 436 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 0 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12285 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12344 km
Maksymalna prędkość: 39.3 km/h
Przejechałem: 58.67 km
Przejechałem [msc]: 405.39 km
Przebieg roweru [rok]: 2911.77 km
Przebieg roweru [suma]: 20059.76 km
Przejechalem w 2019: 2911.77 km
Podroż dookoła świata (2019) 7.2794 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 50.1494 [%] km
Czas jazdy: 03:14:16 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1261:59:49 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1038:33:41 h
Czas Jazdy Suma (2019): 182:16:35 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 24:33:51 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:53:22 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:13 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:43 h
Średnia: 18.15 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego powiodła mnie w malownicze, piękne tereny na pograniczu Polsko-Niemieckim. Zaczęło się ledwo upalne niedzielne po południe. A ja pojechałem. Nie zważałem na to, że już na ostatniej trasie, gdy biłem magiczne 20 000 km, zaczęła rozregulowywać się przerzutka tylna -> 20 tyś Aurelio - Wyspa Pucka. Pojechałem mimo tej przeciwności. Jakoś dało się jechać, bo problem się pojawia na niektórych przełożeniach (4,5) - gdzie 8 to najmniejsza tarcza kasety a 1 to największa. Dzisiaj problem co jakiś czas występował i tylko mnie wkurwiał. Powodował, ten zgrzyt łańcucha po kasecie, zerwanie biegu, bądź jego zacięcie się, powodowało wielokrotnie używanie powszechnie uznawanego za niecenzuralne słowa: KURWA. No bo jak.. skoro tak bardzo denerwowała mnie ta sytuacja, była tak bardzo męcząca. Jadę sobie spokojnie, dłuższą chwilę na jednym przełożeniu, bo na tym mi się akurat dobrze jedzie, a to mi zaczyna zrywać bieg. No tak nie może być. Ale to tylko nie miły dodatek do naprawdę fajnej trasy. Na pewno będę często jeździł poza miasto. Męczy mnie miasto, a tuż za nim jest tak wiejsko, tak pięknie, o czym miałem okazję się przekonać jeszcze w tym tygodniu, na trasie: ZS: "Wiejskie ścieżki" do sklep Dino. To tylko te Szczecińskie miasto jest takie brzydkie, i w ogóle.. Takie blee. A poza miastem, ciągną się przepiękne wiejskie tereny.. Przepiękne widoki, które zaczęły się tuż za wsią Ustowo, którą na początku mojej trasy minąłem. A jeszcze na początku, początku minąłem dzielnicę Pomorzan wzdłuż al. Powstańców Wielkopolskich a dalej ul. Budziszyńską do kładki nad ul. Ustowską. Wkrótce wyjechałem na drodze do Ustowa. I minąłem same Ustowo, jadąc pod słońce, nie dawałem się zmęczeniu i upałowi. Tak mijałem kolejne miejscowości, zresztą po raz pierwszy. Czułem się jak odkrywca! Najpiękniej było w Kurowie. Rozciągał się przez niego przepiękny widok na Ustowskie Morkadła i znajdujący się na nich Rezerwat Kurowskich Błotów. Piękny widok, piękne tereny - które niszczy ludzka chciwość. Dla mnie to jest coś nie pojęte, co widziałem już w Kurowie i w Siadle Dolnym. Wykupowanie ziemi, zamykanie dróg dojazdowych do tych pięknych terenów przez prywatne podmioty! Coś nie pojętego. Z taką sytuacją spotkałem się w okolicy Zalewu Kamieńskiego - gdzie piękne tereny, które powinny być dostępne dla każdego zamieniają się w prywatny folwark. Opisywałem to swego czasu na trasie: Dookoła Zalewu Kamieńskiego, którą swoją drogą miło wspominam. Może dlatego sięgnąłem do niej pamięcią jako analogią, do tej sytuacji? :) No cóż.. Pewnie nic się nie da z ludzką chciwością zrobić, która wszystko dookoła niszczy. Tym czasem moja trasa trwała dalej. Minąłem Siadło Dolne, Siadło Górne z tą myślą, że jeszcze tu powrócę, na dłużej. To zbyt piękne wsie, zbyt piękne miejsca aby nie odwiedzić ich ponownie. Tym czasem - byłem coraz bliższy Niemieckiej granicy, do Kołbaskowa prowadziła zadbana ścieżka rowerowa, sporo rowerzystów, i pachnące łany zbóż, prowadziły mnie dalej. Walczyłem ze skrajnościami pogody - z silnym wiatrem, i silnym upałem.. Gdy te dwie skrajności łączą się w jedną siłę, to jest naprawdę ciężko! Udało się nie mniej przekroczyć granicę Niemiecką, na której trwały żniwa. Dłuższą chwilę podziwiałem ogromny kombajn, który w oddali ciężko pracował, kosząc łany złocistego żyta.. A ja, może nie od razu, bo za daleko się rozpędziłem ;) Ale się zreflektowałem i poprawnie udałem się w stronę wsi Nadrensee po drodze mijając Niemiecką wieś Rosow. Jechałem tak wzdłuż drogi K7311 o nazwie Dorfstraße. Przepiękne wiejskie tereny, w których się dosłownie i w przenośni zakochałem do tego stopnia, że przeszło mi przez myśl czy nie chciałbym tu zamieszkać! Tak tu pięknie i spokojnie! Ale się rozmarzyłem naprawdę. Jechałem wiele kilometrów po trasach, gdzie wzdłuż drogi rosną mniejsze czy większe drzewa, dookoła ciągną się wiejskie tereny. Mijałem kilka farm wiatrowych. Na jednej z nich Aurelia ma self focię :) No dobra, może nie self bo ja jej zrobiłem - aby pokazać jaka Aurelia jest duża względem tak małego wiatraku :)) No dobra, wkrótce mijałem wieś Nadrensee, gdzie wjechałem na drogę o oznaczaniu K84, którą dojechałem do wsi Krackow, gdzie wjechałem na drogę B113, która doprowadziła mnie już do granicy Polsko-Niemieckiej w Lubieszynie (gdzie na chwilę zjechałem na drogę B104) - która w Polsce ma oznaczenie DK10. Od Krackow do Linken, droga była długa. Cały czas prowadziła jednak zadbana droga rowerowa. Dookoła pola, lasy, wieś.. Sporo turystów, nie tylko Niemieckich ale i Polskich. I właśnie ta piękna natura, która zachwyca! Ta droga była jednak bardzo męcząca, czasem pod górkę, czasem z górki. Dopiekał mi żar lejący się z nieba, moje zapędy hamowały silne podmuchy wiatru. Gdyby tego było mało, to jest coś jeszcze, o czym nie wspomniałem z małej nieuwagi. Otóż we wsi Nadrensee jechałem kilkaset metrów taką kamienną drogą.. i myślałem, że coś mi się tam przy Aureli zepsuło, bo gdy z niej zjechałem to taki ocierający się dźwięk rozchodził się od tylnego koła. Nawet dwukrotnie stawałem aby sprawdzić co się dzieje. Podejrzewałem, że może łożyska w tylnej piaście szlak trafił, albo coś przy przerzutce jest nie tak. Miałem zrobione dopiero 27 km. Rozważałem aby się cofnąć, i wracać. Ale.. Ale! Udało mi się dojść przyczyny. Na tej kamiennej drodze pękło klejone łączenie bagażnika. I to ocierało o koło. Kilka razy po trasie to poprawiałem. Próbowałem to nawet wyrwać - bezskutecznie. Jednak tak poluzowałem te zakończenie, że już nie spada na koło i dało się jechać. Moim jedynym problemem była pogoda. Ale! Widoki mi wszystko rekompensowały. Zazwyczaj było bardzo słonecznie. Przed miejscowością Linken (Niemcy) do okolicy Mierzyna (Polska), trochę się chmurzyło. I dalej wiało. Ale co by nie mówić, na Polskiej granicy, już za Dołuje, gdy mijałem Skarbimierzyce, Mierzyn i wjechałem do Szczecina dostałem na nowo nie wiadomo skąd sił, aby jechać nawet +30 km/h (nie cały czas, ale się zdarzało). Mocno cisnąłem. Podczas gdy z Krackow przez Lebenn i Schwennenz to tak różnie było. Raz szybciej, raz wolniej. Tam jednak miałem cały czas pod wiatr, często mierzyłem się z górkami. Ale co by nie mówić, było naprawdę zajebiście. Cała trasa ma prawie 60 km. Jest piękna i wymagająca. I tak sobie myślę, że ta trasa będzie taką trasą, którą co jakiś czas będę sobie robił. Bo naprawdę warto.. Pięknie tu jest.. już to pisałem, powtórzę, że zakochałem się w tych wiejskich spokojnych terenach :)) I wiecie co jeszcze? Urzeka mnie w Niemczech to, że tu dba się o przyrodę. Nie to co w Polsce, że masowo wycina się drzewa. Tutaj drzewa przy drodze mogą rosnąć! Są odpowiednie ostrzeżenia dla aut. A w Polsce aby przypodobać się kierowcom (w szczególności ciężarówek) - tnie się na potęgę drzewa.. i na zawsze niszczy przepiękny krajobraz niektórych terenów. Przykład na to mam, i to dość dobitny i to z tego roku, bo ta zbrodnia na naturze w tym roku się odbyła: Wyzwanie - trasa "100 km". Serio, przeraża mnie ludzka głupota, chciwość i to do czego ten świat dąży poprzez takie destrukcyjne działania. Wystarczy spojrzeć na lepszy przykład, naszych zachodnich Niemieckich sąsiadów. Oni jakoś potrafią żyć w zgodzie z naturą, a Polska? Niszczy dosłownie wszystko.. Przykładów czego, wielokrotnie na blogu pokazywałem. Tym czasem, kolejna trasa dobiega końca. A mnie smuci myśl, że nie mogę się cieszyć wakacjami, bo jutro znowu do roboty :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)