18.11.2018
Jazda nr: 321

Tagi: MM, iglice, urbex, wiejskie_przygody |

Trasa z dzisiejszego dnia, chodź ostatecznie okazała się bardzo fajna i bezpośrednio wykazuje, że nie warto się poddawać, tylko działać - to jednak była do pewnego momentu zagrożona tym, że się wrócę, cofnę i dalej nie pojadę. Otóż, od porannych godzin utrzymywała się bardzo duża wilgotność powietrza >90%, nad ranem i wieczorem były duże ujemne temperatury. I mimo, że w trakcie poranka pojawiły się już dodatnie temperatury to odczucia po wystawienia nosa za domu były mocno, ale to mocno złe. Było tak zimno, takie lodowate powietrze. Ja sobie nie przypominam aby na moich trasach nawet w zimowe pory musiał się mierzyć z takimi problemami. Nie mniej wyjechałem - ruszyłem przez rodzime miasto, gdzie spotkałem obco-miastowego gościa, co robił dziwne rzeczy - sobie na jednokierunkowej (ul. Jedności Narodowej), zaczął zawracać. Nie mam pewności bo mi się nie chciało tego sprawdzać i nadal nie chce (mam to w dupie) - widziałem go potem na DK6 jak jechał w stronę Szczecina. Przecież pajac nie musiał się cofać i tak by dojechał -.- Gdzie Ci ludzie mają mózgi. Przecież są teraz nawigacje, GPSy i tak są problemy. Przecież w miastach (od zawsze) ulice były ze sobą połączone. To jednak nie była jedyna osoba, której nagły i niespodziewany spadek temp. namieszał w mózgownicach :) Moją dzisiejszą trasę nie pokonywałem sam. Bo prawdopodobnie jakbym miał jechać sam - tak sam dla siebie to bym zrezygnował jednak z tej przejażdżki - dzisiaj spotykałem się z kolegą z Reska i wspólnie jechaliśmy w dalszą trasą. To zmierzałem do tego Reska po DW152, z każdą chwilą coraz bardziej chciałem zawrócić. Było tak zimno -.- Zimności towarzyszyła gęsta mleczna mgła, oblegająca pola, osadzająca się na mokrej nawierzchni drogi. W końcu po przejechaniu ok. 5 km, zatrzymałem się - zawezwałem sobie suport do siebie ;p Aby przywiózł mi dodatkową parę spodni i kalesony. Dopiero po trasie, będąc już u kolegi - spostrzegłem czemu mnie się tak zimno dzisiaj jechało -.- Ja założyłem długie spodnie, ale te cieńsze, na cieplejsze dni -.- Nie założyłem tej pary zimowej. Eh. Ale nie spodziewałem się, że będzie tak źle. Ubrałem się dzisiaj jak na ostatnią przejażdżkę, która była wyjątkowo ciepła (chodź odbywała się tylko przy 7℃) -> Poniżej 2.5h na trasie "50-tce" no ale było słoneczko, którego dzisiaj zabrało. To też inaczej się odczuwa temperaturę. Koniec końców, cieplejsza aura pogodowa zrobiła się dopiero po godzinie 13. Lecz wraz ze stopniowym wzrostem odczuwalnej temperatury pojawiły się przelotne opady deszczu. Pierwsze dopadły mnie jeszcze przed Reskiem. W zasadzie ich nie odczułem - były tak małe. Są natomiast widoczne na nagraniu. W ogóle często padało (przez większość trasy), zła pogoda, zimno, wieje, pada. Chodź miejscami wydawało się w miarę przyjemnie, miało to jednak nie bagatelny wpływ na jakość nagrania z dzisiejszego dnia. Cóż, coś za coś :) Nie byłem wstanie jechać (szczególnie po terenowym szlaku) i co chwila ścierać deszczówkę z wizjera kamerki.. Wspomniałem o dwóch dziwnych zachowaniach na szlakach jakie dziś spotkałem - pierwszy opisałem, był jeszcze w moich rodzimych Płotach. A drugie zdarzenie w Resku - jechałem wzdłuż drogi DW152 w stronę Świdwina. I nagle z okolicy Dworca PKS wyjeżdża jakieś auto. Najpierw się czai aby wyjechać przed rowerem (ja jechałem ok. 21 km/h) - gdy w końcu wyjechał to jechał środkiem drogi, potem lewym pasem. I gdy zobaczył auto z nad przeciwka dopiero zjechał ;o Co tu się wyprawia?! Pewnie ten lodowaty powiew jesiennej pogody wielu osobom szkodzi. Mnie osobiście się nie podoba ta zmiana ciepłej aury pogodowej, która całkowicie odeszła po mojej ostatniej jeździe na szlakach trasy 50-tki z 17.11. Nastają chłodne, deszczowe dni.., na które nie jestem gotowy :( Za bardzo przyzwyczaiłem się do ciepłych dni, jakie w tym roku trwały wyjątkowo długo.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 323

  • Trasa nr [łączna]: 407
  • Trasa nr [na blogu]: 321
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 9
  • W tym roku: 136

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 402 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 316 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 9277.54 km
  • Stan Licznika Końcowy: 9319.79 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 9228.76 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9033 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 9076 km

  • Maksymalna prędkość: 34.2 km/h

  • Przejechałem: 42.25 km
  • Przejechałem [msc]: 354.74 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5766.66 km
  • Przebieg roweru [suma]: 16637.47 km

  • Przejechalem w 2018: 5766.66 km
  • Podroż dookoła świata (2018) 14.4167 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 41.5937 [%] km

  • Czas jazdy: 03:10:33 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1048:35:48 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 825:09:40 h
  • Czas Jazdy Suma (2018): 358:05:19 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 20:55:19 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:19:29 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:59 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:33:17 h

  • Średnia: 13.34 km/h
Na dzisiejszej trasie żaden deszcz ani inne zjawiska pogodowe nie były na tyle istotne, na tyle dominujące - by trasa miała nie odbyć. Najważniejszy jest upór i nie poddawanie się mimo chwilowych trudności, które dzisiaj się bardzo opłaciły. Trasa w dniu dzisiejszym przebiegała przez Resko, z którego miałem już towarzystwo podróży, z którym skierowaliśmy się przez wieś Prusim w stronę Łabunia małego. To nie moje pierwsze odwiedzenie tego szlaku - już na tym szlaku właśnie z tym samym kolegą byłem, podczas trasy: Potulne tereny. Co ciekawe na wspominanej trasie z 21.07 i dzisiejszej trasie zrobiłem podobną odległość (w km), oraz osiągnąłem podobny czas przejazdu i średnią prędkość :) Przejazd przez las, który zaczął się tuż za Łabuniem Małym - był miejscami większym wyzwaniem. Grząski przez deszczową aurę teren, dość zdradliwym się okazywał, i miejscami nie byłem wstanie przejechać. Trzeba było przeprowadzić rower. Cóż, taki urok wiejsko-leśnych terenów. W samym lesie, napotkał mnie przykry widok - ustawionych, poćwiartowanych bel drzew. Widać, że szkodliwe działania, które często piętnuję występują w wielu miejscach jednoznacznie. W zasadzie w każdych lasach się wszystko na potęgę wycina.. Wkrótce osiągnąłem z kolegą cel dzisiejszej podróży jakim była wieś Iglice. W Iglicach jadąc wzdłuż tartaku dojechaliśmy do dawnego pałacu von Ostenów, który jeszcze kilkanaście lat temu pełnił rolę ośrodka dla trudnej młodzieży (: Plan odwiedzenia tego miejsca nie jest nowy. Może mnie pamięć myli, albo chcę tylko na siłę wcisnąć ten wpis: Nowe Trasy, Nowe Drogi z 07.09.2016. Coś się o tym wspominało. Pomysł żył także w 2017 r., a zdołał być "dokonany" właśnie dzisiaj czy dopiero dzisiaj. To nie jedyny nasz wyjazd do tego dawnego Pałacu w Iglicach. Nie jedyny w planach, chodź na chwilę dzisiejszego dnia - właśnie jedyny. Ze względu na to, że to jest ruina, w którą wiele lat nikt nie inwestował - obiekt grozi zawaleniem. Może pewnego dnia się okazać, że stanie się jedynie historią. Te miejsce jest mi oczywiście znane. Za dziecka często przyjeżdżałem z rodzicami do Iglic. Mamy tutaj znajomych. A ja jako kilkuletni / kilkunasto letni chłopiec wraz z dziećmi ze wsi, no musiałem wleźć w każdą dziurę :) W tamtych latach łaziliśmy nie tylko po tym pałacu ale również po Tartaku w Iglicach, który w latach mojego dzieciństwa nie działał i był ruiną. Gdy już zdążyłem wyrosnąć z głupot - zaczął znowu działać i do dzisiaj działa. Zostały tylko wspomnienia z tego ogromnego miejsca do zabaw =) Nie ma przecież nic lepszego do zabaw jak opuszczone stare domy, różne zakłady i inne takie miejsca. Nie inaczej w przypadku pałacu w Iglicach, który swoje szanse na ponowny rozwój miał o czym pisała lokalna gazeta: Pałac w Iglicacach - gs24.pl. Tyle, że od szumnych haseł minęło 9 lat. A pałacyk chyli się ku coraz większej runie. W najbliższej przyszłości trzeba będzie go jeszcze odwiedzić. Kto wie czy to nie będzie już ostatni raz. Wykorzystując dzisiejszą okazję, wziąłem rower ze sobą do środka pałacyku, w jednej z kondygnacji budynku (w piwnicy) miałem okazję się przejechać po korytarzu piwnicy - fajna sprawa :) Chodź krótka, ale bardzo fajna i nie często zdarzająca się okazja. Gdyby było to bardziej możliwe to kto wie czy nie pojeździłbym wewnątrz pałacu - gdzie jest to oczywiście możliwe :) A co będę chodził nie? W tym miejscu spędziliśmy z kolegą trochę czasu - nawet chyba ponad godzinę. Lecz całego budynku nie przeszliśmy - raptem z połowę. Jeszcze połowa będzie do odwiedzenia przy następnej okazji. Gdy już wychodziliśmy by wkrótce odjechać, udać się w drogę powrotną, zaczęło kropić. Najpierw niewinnie ale nim jeszcze wyjechaliśmy ze wsi Iglice to się rozpadało i to na całego! Korzystając z okazji pragnę zwrócić uwagę na pewny szczegół z artykułu z gazety gs24.pl. To gówno prawda jeśli chodzi o te tereny leśne - takowe owszem były - póki w ruch nie poszły piły, które wszystko dookoła wyniszczają. W środku wsi Iglice, rósł ponad 100 letni dąb. Dzisiaj miałem mijałem to miejsce by zastać tylko pustkę, pamiątkę po tym, że kiedyś tu coś było.. Taki sam los spotyka wiele innych miejsc, które czasem odwiedzam. Wszystko się zmienia tak szybko, że trudno dostrzec i docenić to jak wygląda świat teraz.. No dobrze, wspominając dalej, w drodze powrotnej przez dłuższy czas z nie wielkimi chwilami bez padania towarzyszył nam deszcz, który nie odpuszczał po same Resko. Im bliżej było Reska tym prędzej zapadł zmrok. W Resku odprowadziłem kolegę i wkrótce pojechałem w powrotną drogę. Cała droga w deszczu. Najbardziej widoczne strugi deszczu były w świetle lampy rowerowej, która mimo ciężkich warunków - dość ładnie oświetlała mi drogę. I tak jakoś dojechałem. Starałem się jechać szybko chodź było to ciężkie. Dzisiejszego dnia od początku do końca trasy cały czas ciężko mi się pedałowało, coraz ciężej i ciężej. W ostatnich trasach ten defect nie trwał cały czas. Co jakiś czas odpuszczał sobie. Ale nie dziś.. dziś towarzyszył mi od początku do końca trasy.., która pozostawia po sobie piękne wspomnienia. Być może będę często powracał do tej frazy: każda z moich tras jest jakąś małą przygodą. Jest małą i niepowtarzalną przygodą i nie mają tu znaczenia żadne inne czynniki w tym pokonana odległość.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa18listopada2018zdj1.jpgtrasa18listopada2018zdj2.jpgtrasa18listopada2018zdj3.jpgtrasa18listopada2018zdj4.jpgtrasa18listopada2018zdj5.jpgtrasa18listopada2018zdj6.jpgtrasa18listopada2018zdj7.jpgtrasa18listopada2018zdj8.jpgtrasa18listopada2018zdj9.jpgtrasa18listopada2018zdj10.jpgtrasa18listopada2018zdj11.jpgtrasa18listopada2018zdj12.jpgtrasa18listopada2018zdj13.jpgtrasa18listopada2018zdj14.jpgtrasa18listopada2018zdj15.jpg


Mapa przebiegu trasy :)