04.02.2023
Jazda nr: 1171

Tagi: drzewa, iglice, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego w odróżnieniu od ostatniej niezbyt udanej: Niepotrzebna trasa. Była potrzebna. Ja potrzebowałem się przejechać mimo trudności z którymi przychodzi mi się mierzyć. Wbrew oczekiwaniom kolejne dni miesiąca były kiepskie. Jak nie deszcze to śnieg. Wraca również mróz. Czyżby znowu atak tej znienawidzonej i nikomu nie potrzebnej zimy? Zamyka to pewny etap tego tygodnia - trwającej codziennej spierdolony, której finałem była nadzieja na fajną trasę. Tak jak tydzień temu w sobotę: Szlakami przygód!. Chciałem spędzić cały dzień na rowerze. Miało być fajnie i w ogóle. A niestety. O to był problem już od rana a w zasadzie wczorajszego wieczoru gdy plany się nieco zmieniły. Okazało się, że dzisiaj miałem wizytę u dentysty. Umawianą parę miesięcy temu. Na szczęście rano bo później bym raczej nie dał rady pojechać. W ogóle wiele wskazywało na to, że dzisiaj w trasę mógłbym się w ogóle nie wybrać. Z rana atakowała mnie migrena. Jakoś mniej przyjemną wizytę przetrwałem. Potem było gorzej. Mimo to przyszykowałem się na wyjazd i kilka godzin przeleżałem ubrany w stroju rowerowym cały czas się nie poddając. A mijał czas - miałem jechać po godzinie 11. Potem po godzinie 13. Po obiedzie. Ostatecznie ruszyłem po godzinie 15 i tak z małym opóźnieniem. Coś w końcu zadziałało i poczułem się lepiej. A pobrałem tych środków chemicznych dzisiaj sporo... Zadziałało nie mniej. Nie rezygnuję i nigdy się nie poddaję. Pomimo tego, że byłem zniechęcany - bo pogoda, bo zimno. No kurwa. A co ja jestem jakiś ograniczony umysłowo, że sam o tym nie wiem?! A takie pierdolenie w niczym nie pomaga. I tak jestem dość życiem zniechęcony. To jeszcze bardziej dopierdolić prawda?... Mimo to poszedłem - przy Aurelii czekała mnie mała niespodzianka. Zeszło mi powietrze z tylnej opony.... No jednak po na pompowaniu, w trakcie i po trasie się trzyma. Może jednostkowy incydent. A może znowu ktoś mi grzebał przy rowerze?!. To się przecież zdarza... I jak mam nad czymś w życiu zapanować, coś zaplanować i być przy tym pewny tego co robię... No dobra, trudny start miałem - jednak mimo wszystko pojechałem. Fajnie spędziłem czas - była to taka moja nostalgiczna podróż. Choć pełna codziennych problemów i zmartwień. Nie potrafię do końca ignorować świata dookoła. I te gówno które się z tego świata wylewa niszczy mnie wewnętrznie na każdym kroku. Miała być dziś naprawdę fajna podróż. A skończyło się na takiej trasie pocieszenia byle pojechać. No ale zawsze lepsza taka niż żadna. Szczególnie zważywszy na to, że na razie w tym roku to ja za dużo nie jeżdżę. Jakoś mi to nie idzie...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1178

  • Trasa nr [łączna]: 1257
  • Trasa nr [na blogu]: 1171
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 11

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1245 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1159 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 12601.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 12628.68 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 12553.68 km

  • Maksymalna prędkość: 24.4 km/h

  • Przejechałem: 27.08 km
  • Przejechałem [msc]: 51.97 km
  • Przebieg roweru [rok]: 273.7 km
  • Przebieg roweru [suma]: 49327.95 km

  • Przejechalem w 2023: 273.7 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 0.6842 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 123.3199 [%] km

  • Czas jazdy: 02:13:29 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3128:17:11 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2904:51:03 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 20:09:15 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:20:51 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:10:26 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:49:56 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:57 h

  • Średnia: 12.22 km/h
Dzisiejsza trasa udowadnia to, że jak bardzo się chce to można. Na przeciw światu i wszystkim złym ludziom. Choć jest to męczące, pełną mam głowę złych wspomnień... A to wszystko tak wypływa lawinowo... Dzisiaj był taki dzień gdzie sporo tych myśli miałem. Z jednej strony przygotowuję się do rajdu Szczecin - Kołobrzeg: 147 UltraBike 2021: porażka. Tylko chcę jechać sam. Aby nie było sytuacji jak z BB w 2021 r. Bardziej to mnie wkurwia niż jakaś pomoc. Z drugiej strony - chciałbym ładnie zacząć w końcu rok. Potrzebuję jakiś sukcesów, aby znów wierzyć w to, że potrafię! Początek roku 2023 r. podobnie jak w 2022 r. nie jest zbyt ładny. Choroby mnie trawią, pogoda krzyżuje plany. I trudno tak wyrwać się ze swojego codziennego piekła. A dopiero na rowerze, w trasie jestem wolny. I dla tej wolności jestem wstanie sporo poświęcić. Inaczej to się idzie wykończyć w tej szarej codzienności. Ten świat jest pełny zła i nienawiści. Te myśli nie mogą ode mnie odejść zbyt daleko jak widzę ślady ludzkich działań. A nie ograniczają się tylko do tego fragmentu lasu do drogi Wicimice - Stara Dobrzyca, którą pokonywałem 01.02. One się ciągną i pod Starą Dobrzycę. I dalej na drodze z Iglic do Łabunia Wielkiego. Dzisiejsza trasa była i fajna, i trochę na łatwiznę poszedłem (ze względu na pogodę nocny przymrozek) a także te dzisiejsze ekscesy. Gdybym się czuł dobrze i ruszył po godzinie 11 to jechałbym bez samochodu i trochę inną trasą - chciałem pojechać z Natolewic na Kiełpino trasą, którą przypadkiem jechałem pierwszego dnia tego dopiero rozpoczynającego się roku: Noworoczna trasa. Tak się jednak nie stało. A mimo wszystko - cieszę się, że pojechałem. Nie dałem się zniewolić ludziom, których jedynym celem jest zniechęcać. Jak gdybym sam nie wiedział, że warunki są trudne. Bo są. Miałem mały kryzys pod Iglicami. Zrobiło się tak zimno. Szczególnie w palce dłoni... Masakra... Na szczęście za Łabuniem odpuściło. Na dzisiejszej trasie miałem również wspomnienia z dawnych lat, z prostszych czasów - Nowe trasy, nowe drogi. Często w mojej pamięci gości rok 2015 czy tudzież 2016. Lepsze czasy. Tylko wciąż samotne i puste. Gdybym wtedy miał prawdziwych przyjaciół co teraz? I czasy były jak wtedy. W końcu świat byłby pięknym miejscem w którym chciałoby się gościć jak najdłużej... A tym czasem jest jak jest. Mierzyć się trzeba z nie łatwą codziennością. Do czerwca jest jeszcze czas. A ja pewnie jeszcze raz zmierzę się z nocnymi trasami i to mimo wszystko. Trzeba przełamać lęki, i wytrwać. Czas będzie mi ku temu służył - gdyż noce będą coraz krótsze. A to ważne - bo dzisiaj mi już oświetlenie zaczęło padać. Gdy minęła pierwsza kreska oznaczająca teoretycznie pierwsze 20% zużycia, kolejne poleciały lawinowo... Do domu na oświetleniu nie zdołałbym wrócić. Zbyt daleko i zbyt długo. A do tego spadła temp. z tych skromnych +1℃ do -2℃ na koniec trasy. Niby nie dużo. Chwilowo jednak odczuwalna bardzo dawała się we znaki... Ten kryzys minął. A wkrótce skończyła się dzisiejsza trasa. pozostają wciąż żywe nadzieje, że kolejne wyjazdy będą lepsze i owocniejsze niż dzisiejszy, który może nie jest? - znaczy nie był taki zły.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa04lutego2023zdj1.jpgtrasa04lutego2023zdj2.jpg


Mapa przebiegu trasy :)