Dzisiejsza piękna trasa prowadziła mnie zgodnie z planami tegorocznej Kampanii Wrześniowej. Spisałem sobie takie moje plany! Zazwyczaj mam sporo rowerowych planów. Nie spisywałem ich. I teraz nie wiem, które się udało zrealizować a które nie. A przy takiej ilości wypraw, trudno to wszystko pilnować! A dzięki takim wpisom będę wiedział, których planów jeszcze nie realizowałem, które gdzieś mi umykają w codzienności. Plany na wrzesień były ambitne. Nie udało się ich jednak zrealizować - w zasadzie tylko pierwsze dni września jakoś się udały, pojechałem sobie w trasy. A potem dopadło mnie jedno choróbsko, drugie. I tak wszystko się w czasie przesunęło. Kilku dłuższych wyjazdów już nawet nie mam w planie realizować w tym roku bo kiedy? Pogoda to loteria. A do tego nie jestem teraz na to przygotowany - mam wątpliwości co do jazdy po 100 km... Bo się jakoś za specjalnie na siłach nie czuję aby tyle jeździć. Więc odpuszczam. Chociaż... Dzisiaj może i bym dał radę i więcej zrobić! :) Trochę nieefektywnie tym dniem pokierowałem, bo i pogoda była i możliwości (o dziwo) również! Nic tylko korzystać. Nie mniej dzisiejsza trasa zapisywała się w moich planach. I to koniecznie na jesień. Właśnie jesienią, w niektóre dni jest tak wyjątkowo. A w obecnych czasach - a już trochę o tym myślałem - jest to szczególnie ważne. Przecież nikt mi nie zagwarantuje, że jak przyjadę za rok, i pojadę tą drogą czy inną, wciąż spotkam na swojej drodze drzewa, które będą mogły cieszyć wzrok swoją gammą kolorów. Nikt mi nie zagwarantuje nawet, że w lasach drzewa spotkam... Więc cieszmy się każdą chwilą, róbmy zdjęcia każdemu ze spotkanych drzew. W końcu nie wiadomo jak długo jeszcze przyjdzie cieszyć się nam ich obecnością... Dużo dzisiaj o tym myślałem, w mojej głowie przewijał się inny ciekawy temat. Czy w 2023 r. dałoby radę jechać na 147 Ultra Bike na obecnej (1-wszy zamiennik) przedniej opony Aurelii? :D Naprawdę, mam rozkminy na tych trasach. A to wina może tego, że jeżdżę sam i nie mam po prostu czym się zająć podczas takich tras. I choć dziś kilka tych tematów się przejawiało, nie zmienia to faktu, że był to udany wyjazd. Jak to dobrze, że dzisiaj miałem wolne w szkole... :) W końcu Dzień Nauczyciela nie? ;) W taką fajną pogodę a mnie takiej brakuje i tego jeżdżenia i tak nie mógłbym się na niczym skupić... Nie potrafię jednak prywatnego interesu przełożyć na czyiś interes. A teraz po trasie jak się pogoda zepsuje to spoko! Teraz będę produktywny i, choć nie często się to zdarza: szczęśliwy.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1121
Trasa nr [łączna]: 1201
Trasa nr [na blogu]: 1115
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 159
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1189 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1103 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 10791.8 km
Stan Licznika Końcowy: 10856.29 km
Stan Licznika Końcowy2*: 10850.13 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 23406 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 23470 km
Maksymalna prędkość: 48 km/h
Przejechałem: 64.49 km
Przejechałem [msc]: 237.24 km
Przebieg roweru [rok]: 6301.57 km
Przebieg roweru [suma]: 47555.88 km
Przejechalem w 2022: 6301.57 km
Podroż dookoła świata (2022) 15.7539 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 118.8897 [%] km
Czas jazdy: 04:30:39 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3008:48:34 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2785:22:26 h
Czas Jazdy Suma (2022): 414:28:15 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 15:05:16 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:09:19 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:36:24 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:05 h
Średnia: 14.33 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego wiodła mnie po znanych a także i po nieznanych drogach w okolicy Łobza. Wiodła wśród wszelkich jesieni barw, a także wśród letniej zieleni! W końcu jesień jeszcze nie wszędzie dotarła... Powoli, zabiera nam wspomnienia lata. Dzisiejszą wyjątkową podróż zaczynałem w Starogardzie, zacząłem ją od odwiedzenia pewnej dróżki, do terenów dawnej siedziby rodziny von Borcke. Prawdopodobnie był tam rodzinny cmentarz. Obecnie teren jest przyległy do orlika Szkoły Podstawowej im. Ireny Sendlerowej w Starogardzie. Jednakże dzisiaj się tam niczego konkretnego nie doszukałem. I wróciłem. Coś jednak sprawiło, że tam pojechałem. Dziś było kilka takich dziwnych zdarzeń, że coś sprawiło, że coś zrobiłem nie wiadomo po co. No nie mniej zrobiłem takie niewinny zajazd, i po nim ruszyłem już prosto do Łobza, po drodze stając kilka razy i robiąc kilka zdjęć. Cała okolica jeszcze utrzymywała się w porannej mgle, która długo nie chciała odejść. Tworzyła ona takie wyjątkowe okoliczności, było po prostu piękne. Z dzisiejszego dnia wyszło mi kilka fajnych fot. Właśnie w drodze na Łobez, później do Uniemie, z których miałem wracać na Łobez, odwiedzić siostrzenicę, i kuzynkę. Przedpremierowo miałem dla nich książkę: "Pewne Przygody, Pewnego Lata". Nim jednak dotarłem do nich, podziwiając piękne widoki drogi na Uniemie, i tutejszych wyżyn, którymi zachwyciłem się gdy pierwszy raz przyszło mi je zobaczyć: Trasa na Unimie. Podziwiając te miejsca z koleżanką JS było milej... Będąc już pod Uniemie... Nie wracałem tą samą drogą. Skręciłem w taką drogę z betonowych płyt. Prowadziły w las, leśną drogą nr 11 w nadleśnictwie Łobez. Wyjechałem nią, mijając ogromne wycięte przestrzenie, na drogę DW147. Stąd wróciłem do Łobza. Pojechałem odwiedzić siostrzenicę. I potem w dalszą część dzisiejszej podróży. Znów wróciłem do Uniemie, pojechałem dalej na Zachełmie i Meszne, skąd podjechałem do Strzemiele i znów na drogę DW147. Po drodze, w tych pięknych stronach miałem chwilowo taką szaloną myśl - 147 UltraBike w 2023 r. Na obecnej przedniej oponie Aurelii (I-wszy zamiennik) - Schwable Mundial. To jest jednak bardzo szalone! No bo ostatni raz na wymagającą trasę 147 Ultra Bike (Szczecin - Kołobrzeg) jechałem w 2021 r: 147 UltraBike 2021: porażka - (i nie dojechałem ale to nie ważne) - było to 11509 km co przekłada się na: 269 tras (bez dzisiejszej oczywiście). To ważne... Tyle tras, tyle kilometrów. I opona trochę przeszła. Jak ja mogę myśleć, że będzie towarzyszyć mi przez kolejne trasy do końca 2022 r. I przez pierwsze pół roku 2023 r? (do Czerwca 2023 r.). Przecież nie wiadomo co mi wtedy do głowy strzeli, gdzie pojadę. Chociaż można się domyślać. Te początki roków rowerowych są bardzo podobne. Zwykle Trasy 20-stki, Makowice gdzieś w okolicy. No ale czasy od wiosny są nieobliczalne. Jak ta opona miałaby tyle przetrwać? Wydaje się to co najmniej szalone. A może i nie? :) Czasem jakieś głupie myśli mam jak ta. A jak już mowa o głupich myślach to za Uniemie przed Dobieszewem też taką głupią myśl miałem! Bo tam wjechałem nagle w bok w pewną leśną drogę. I wspinałem się z Aurelią, po pasie wycinek drzew... Aż do ogrodzonych leśnych terenów. Pytacie po co? A żebym ja sam wiedział, po co ja tam wlazłem :D I to z rowerem. No cóż - jakaś przygoda musiała być. A jak chodzi o przygody to czekały mnie już ostatnie. Rozważałem TAK i NIE - aby jechać przez Smorawinę na Karwowo i potem pod Łagiewniki. Niby taki miałem na dzisiaj plan. Jednak po godzinie 16 już nie było tak ładnie (byłem właśnie pod Meszne (DW146) nim się zaczęło chmurzyć. I to mnie zniechęcało. Jednak postawiłem się przeciwnością i pojechałem. A gdyby tego było mało, to ciężko bo ciężko ale podjechałem pod górkę przed Smorawiną! A to jest męczące wyzwanie. Tym razem się udało. Drogę z Karwowa do Łagiewnik też jakoś znalazłem - choć jechałem tam pierwszy raz. Wzdłuż tej szerokiej drogi leśnej, utwardzonej (choć dojazd ze wsi do niej tragedia!), rozchodziły się dźwięki pracujących pił. Te skurwysyny kolejne drzewa mordowali. Zresztą dzisiaj nie tylko tutaj się tak działo! Pod Starogardem w tym lesie, wzdłuż drogi DW152 również... Nie widziałem skurwysynów ale ich słyszałem. Mijałem ślady wyrwanych bez mała 9 i 10 msc temu drzew. I kolejne puste przestrzenie, w których niegdyś rosło życie. A dziś świeci pustka. I takich miejsc przybywa. Więc takie jesienne wypady. No naprawdę są na wagę złota. Tak naprawdę dzisiejsza trasa powinna mnie prowadzić z Radowa do Strzemiele i dopiero dalej. Jednak tak nie pojechałem, ze względu na to, że nie było po co. Jeszcze w październiku 2021 r. było tam wręcz przepięknie. Uginały się kolorowe drzewa, na całej drodze. A jak jechałem tą drogą samochodem pod koniec września 2022 r... Bez komentarza. Wszystko powycinali, wszystko skurwysyny zniszczyli. I tak jesień po jesieni, będzie tylko coraz szarzej i szarzej... Jedynym słońcem myśli, które zrobiły się takie smutne był jaki był, ale był zachód słońca... Wybił się mimo wszystko z tych gęstych chmur. Zdążyłem na niego dojechać na ostatnią chwilę w Starogardzie. Nie musiałem czekać, w końcu te zachody coraz szybsze dzisiaj w Starogardzie był już o godzinie 18:04. W moich rodzimych Płotach byłby o godzinie 18:05. Tylko ta minuta w jedną czy w drugą stronę tak naprawdę nic nie zmienia... Dni są już za krótkie a będą jeszcze krótsze, gdy za kilka di, sztucznie zostanie skrócony dzień aż o godzinę... I zamiast czekać na zachód o godzinie 18 czekałbym na niego o godzinie 17. To spora i bardzo negatywna zmiana... Odbierać tyle jasnych chwil, które przecież nie są codziennością w tej smutnej jesiennej aurze... I tak co roku, ciągle te same problemy. W weekendy sobie jeszcze jakoś idzie poradzić. Ale w te typowo jesienne dni, w tak sztucznie skróconych dniach?... Tyle się traci przez to cennych chwil...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)