Dzisiejsza trasa prowadziła mnie całkowicie leśnymi drogami. W zasadzie same utwardzone szutrowe. Poszedłem na wygodę. Dobrze, że nie napisałem, że jechałem po lesie. To byłoby zbyt duże wyolbrzymienie. Tu owszem kiedyś był las. I to spory. Dziesiątki hektarów leśnych stron ciągnących się dosłownie kilometrami, otaczały pewne miejscowości, które tu spotkamy tj: Iglice, Stolążek. Czy w końcu Stara Dobrzyca. To jest jednak zamierzchła historia która być może sięga poza ramy bloga. Nie pamiętam już tego czy w latach 2014-15 tu jeździłem? W latach 2016-2021 oczywiście tak. Jednak nie są to strony w które wypuszczam się często. W tutejsze lasy również. Najdawniejsze wspomnienia z tych stron dotyczą jazdy do Iglic, i pojawiają się we wpisie: Nowe trasy, nowe drogi. Wówczas z całą pewnością był las, drzewa, natura. Teraz kilka lat później nieustannych masowych wycinek nie ma już nic. Nieco większa trasa podczas której jeździłem w tych stronach w tym samym Stolążku tyczy się wpisu: Lasami i polnymi drogami. Trochę dawne dzieje, bowiem miały one miejsce: 16 769 km temu. W tym czasie możemy jeszcze o tym, że tu był jakiś las, choć dochodziło do coraz większych grabieży. Niczym się jednak ma to do sytuacji jaka zastała mnie dziś. Niczym się ma to do bardzo podobnej trasy, w tych stronach, którą przejechałem z MM: Paprotne opowieści. Trasa która miała miejsce: 11333 km temu. Czyli w sumie nie dawno prawda? :) Co to jest 11 tyś km. Czym jest one względem tych 16 tyś czy 30 tyś km temu. Tak sobie teraz myślę, że kiedyś nadejdzie taki dzień, że będę wspominać wydarzenia, które miały miejsce 30 tyś km temu czy dalej. Jak teraz wspominam te drogi, które oczywiście w 2021 r. też odwiedzałem. Kilka razy się zdarzyło tu przejeżdżać. Wciąż nie odwiedziłem jednak jednej miejscowości. Dzisiaj choć o tym myślałem ostatecznie tego nie zrobiłem. Nie odwiedziłem Porąbki. Obiecuję sobie jednak, że gdy znów będę jechał w tych stronach to tam zajadę. Do końca wsi i zobaczyć co tam jest. Czy jest jakaś droga choćby przez pole do tego lasu, po którym tyle już jeździłem? Ale zdaje się, że nie. A i poprawka. Nie lasu. Dawnego lasu tak. Obecnie to jest nie wyobrażalne miejsce toczącej się tu zbrodni. W dalszym ciągu: setki powalonych drzew. I jeszcze więcej idących w tysiące wymordowanych, czekających na wycinkę, ściętych i już ułożonych. Na dowód swoich słów przy wjeździe na drogę pożarową nr 9, przy drodze Wicimice - Stara Dobrzyca, ulokował się śmierdzący na odległość złomiarz. Zadowolony z siebie oczekuje na dostawę drzewa. Póki co na pace miał dosłownie kilka skoszonych bel drzewa. Skąd weźmie dalszy załadunek? Nie wiadomo. Być może pojedzie wgłąb lasu. A być może zostaną pod jego załadunek wymordowane kolejne drzewa, właśnie w miejscu w którym stoi. Sprawdzę to przy następnej okazji czy tak było. Po głównych drogach po których się poruszałem (pożarowa 7, 8 i 9) było setki powalonych, złamanych drzew. A jeszcze więcej bez uzasadnienia wyrżniętych, zamordowanych. Mijałem ogromne składowiska przygotowanych na wywóz drzew. I gdy tu tak sobie niewinnie jeździłem... Niczym za studenckich lat, na niewinnej trasie: Niewinna trasa, która swoją drogą odbyła się właśnie ponad 30 tyś km temu dokładnie 30411 km temu - nie mogłem w ogóle poznać tych stron. Wszystko w stronę Starej Dobrzycy zniszczone, po wyżynane. Wgłąb w każdej leśnej drogi jest pewnie tylko gorzej. Jaka będzie więc przyszłość gdy przyjadę tu w przyszłym roku albo i dalej? Z pewnością jeszcze mniej optymistyczna. Do czego to [kurwa] dąży?
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1007
Trasa nr [łączna]: 1087
Trasa nr [na blogu]: 1001
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 45
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1076 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 990 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5885.68 km
Stan Licznika Końcowy: 5916 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5916.37 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 18502 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 18533 km
Maksymalna prędkość: 21.7 km/h
Przejechałem: 30.32 km
Przejechałem [msc]: 62.14 km
Przebieg roweru [rok]: 1361.28 km
Przebieg roweru [suma]: 42615.59 km
Przejechalem w 2022: 1361.28 km
Podroż dookoła świata (2022) 3.4032 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 106.539 [%] km
Czas jazdy: 02:16:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2686:58:34 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2463:32:26 h
Czas Jazdy Suma (2022): 92:38:15 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:42:41 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:21:21 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:03:31 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:47 h
Średnia: 13.38 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego ma z pewnych ważnych względów taki właśnie ciekawy tytuł: "Antyrowerowe popędy". Zastanawiałem się również nad tytułem: "Antyrowerowe zapędy". Skąd to wynika? Wprost z trasy: Paprotne opowieści z 21.11.2020 r., która mnie się dziś przypomniała. Było niby ciepło (ponad +10℃) ale ten cholerny wiatr i częsta zmienność aury. Ciągle jest słońce, nie ma. Jest i nie ma. Jest i nie ma. Nawet lekki deszczyk w promieniach słońca się mienił. Pewnie przechodził gdzieś bokiem gdzie tuliły się do nieba głębsze ciemne chmury. Ja już kilka dni w zasadzie od niedzieli: "1000 jazd": Zagórcze. Wcale nie jeździłem. Raz, że i w zeszłym tygodniu ze zdrowiem słabo (głównie przez bolący ząb). No i ogólne takie osłabienie. A kolejne dni z początku tygodnia przyniosły takie dziwne efekty jakby chorobowe. Nawet z jednodniowym bólem gardła. Nie jest to jednak odosobnione. Panuje jakaś większa epidemia. Wszyscy w okolicy masowo chorzy - w tym również lekarze! Więc coś faktycznie jest na rzeczy. Także kilka dni bez jeżdżenia dawało się we znaki. Chciałem nawet wczoraj jeździć ale nie było na to wielkiej szansy przez pogodę. Temp. była idealna +16℃. Ale przeszkadzał bardzo silny wiatr, po południu stał się silniejszy. A także przelotne czasem mocniejsze opady deszczu. Ja zamiast w ogóle cieszyć się dniem to włóczyłem się od rana do wieczora po Szczecinie i Stargardzie. Tego pierdolonego miasta (Szczecin) to mam dosyć na parę miesięcy co najmniej. Ludzie tam są pierdolnięci umysłowo, i wszyscy oczywiście tymi pierdolonymi samochodami się wożą. No cyrk po prostu kurwa cyrk. Dopiero dziś niby spokojniej ale jakoś nie było zachęcająco. Miałem w myślach trasę 20-stkę. Ostatecznie jednak wracając po pracy a potem zakupów do domu, przyszła do mnie w jednej chwili myśl. Aby spakować Aurelię na samochód i pojechać właśnie tu za Dąbie. I w tym lesie pojeździć. Powinno być cieplej i mniej wiać w okryciu lasu. Jakże się jednak zawiodłem skoro tu nie ma już lasów a pierdolona pustynia wręcz, otwarte obszary, i nie ma przyjemności z jazdy. Coraz większa liczba wycinek nie pomaga. Nie mniej przejechałem się tu w jedną, w drugą i z powrotem. Założyłem sobie dystans ok. 30 km i do niego udało mi się dojść. Dobiłem sobie koło samochodu już brakujący 1 km aby była ta ładna liczba 30 km. Myślałem przez chwilę aby jechać w ogóle na Starą Dobrzycę. Zachód słońca nad jeziorkiem obejrzeć. Jednakże było już późno godzina 18:15. Ja miałem ok. 5 km do Starej Dobrzycy. No i z pięknego słoneczka się zachmurzyło. A więc zrezygnowałem. Wróciłem tą samą drogą co przyjechałem. Nie byłem dzisiaj przygotowany na jazdę po nocy. Więc sobie odpuściłem. Nie jest to ważne czy najważniejsze! Najważniejsze jest to, że się przejechałem i pojechałem. A to, że ten rok w ogóle będzie taki słaby no to cóż. Nic się nie poradzi. Ważne, że się jeździ i nie ważne ile. Tak sobie nawet na szybkiego obliczyłem, że nawet jakbym jeździł od kwietnia do października po 500 km to będę miał zrobione 4 tyś km z tym co już mam zrobione mam 5300 km. A więc ewentualnie do 6 tyś na koniec roku nie brakuje wiele... Może się wyciągnie może nie. Bez spiny. Na 10 tyś w rok i tak nie ma szans. Taka szansa była w 2020 i 2021 r. i się nie udało. W tym roku nie ma szansy na to ani pogodowej ani czasowej. Po prostu taki gorszy rok się zdarzył i tyle. Zdarza się czasami, że się jeździ mniej. Nie można jednak jeździć mniej niż te 5 tyś / rok! :) I to jest najważniejsze, że jeżdżę w miarę regularnie jak dzisiaj. A ile zrobiłem tyle zrobiłem. Jakiś tam wynik w podsumowaniu rocznym będzie - musi przekroczyć te min. 5000 km i tyle. To wynika z postanowień z 30.12.2017 r., gdy 31.12.2017 r., pierwszy raz w rocznym rozrachunku rowerowym miałem pokonany taki dystans. Więc ten rok może być słabszy, zgodnie z tą zasadą kolejny będzie trochę lepszy a dopiero kolejny po nim może być bardziej udany czyli będzie to dopiero 2024 r. Gdy Aurelia skończy 10 lat! :) Jak to oczywiście będzie to dzisiaj nie wiem. Wiem tyle, że nie trzymam się postanowień... Miałem już nie jeździć po lasach i takich nieprzyjemnych drogach: Droga pożarowa 35. A jednak dzisiaj pojechałem. Wiem również, że przednia opona zbliża się do 30 tyś km :O I wiem, że gdy tak się stanie - o ile będzie jej to dane - bo i tak uważam, że ponad 25 tyś km na oponie to strasznie dużo - to na pewno zrezygnuję z jeżdżenia po lasach i nie wiadomo czym. To jest jednak ryzykowna zabawa. Obecnie to szczególnie. Ta masowa ścinka drzew. Coś się może wbić w osłabioną czasem i przebiegiem oponę. Po co ryzykować. Na takich drogach zresztą jest takich śmieci i zanieczyszczeń... To jednak historia którą dopiero czas napisze... I moje dalsze miejmy nadzieję regularne jeżdżenie. Bo te jeżdżenie w tym roku (na razie oczywiście) przypomina mi strasznie 2017 r. I pogoda taka do dupy cały czas, i inne czynniki nie ułatwiające życia...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)