Trasa z dnia dzisiejszego była bardzo długą i owocną przejażdżką po Szczecinie. W zasadzie mój pierwszy Szczeciński wyjazd w tym roku! Co prawda dwa razy w sumie byłem w Szczecinie ale w innym celu i bez roweru - na ekstrakcji zęba w Styczniu i prawie 2 tyg później na zdjęciu szwów. A dzisiaj już taki typowy wyjazd. Oczywiście przyjechać tu w ramach rowerowych wyjazdów planowałem od początku roku. Jednak kilka razy ten cel mnie się nie udał, bo to ciągle jak nie chory to co innego. Teraz na szczęście jest już lepiej. I mogłem przyjechać. Jednak nie wybierałem się w konkretne miejsce. Postawiłem na miejski wojaż. I to całkowicie miejski wojaż, który pozwolił mi zwiedzić dotąd wiele nie znanych dróg w mieście. To oczywiście ambitny ale i bardzo trudny w realizacji cel. Ambitny ze względu na ilość ulic w mieście i ich skomplikowane usytuowanie. Trudny ze względu na to, że ulic przybywa. Osiedli również. Logistycznie jest mi to trudno ogarnąć. Jest to także bardzo nudne, i irytujące zadanie. Szczególnie jeździć po osiedlowych uliczkach. Gdzie mamy wiele uliczek bez przejazdu. A także coraz wyraźniejszy trend - budowania prywatnych osiedli, zastawionych szlabanami. I nie ma wjazdu. Szczególnie Warszewo, Osów, czy Bukowo w bardzo negatywnym sensie się mocno rozwija. Powstają tam całe osiedla nowych domków co jest bardzo negatywnym trendem. Kolejne łąki, jakieś nieużytki zamieniane są na kolejne uliczki i coraz gęstszą zabudowę. Oglądałem to dzisiaj może nie całościowo bo nie dałem rady tego ogarnąć, ale w dość duży sposób aby widzieć jak bardzo jest to negatywny trend. Szczególnie te Warszewo czy Osów bo na tym się skupiałem. Akurat na Bukowym byłem przypadkiem. Wjechałem tam od strony Golecina. Nawet nie wiedziałem, że tak się da XD Można by było powiedzieć, że niby znam Szczecin. Trochę tam w latach (Maj 2019 - Marzec 2020) pojeździłem. Gdy pracowałem na milicji (kontrakt wyszedł mi w kwietniu). Potem byłem na urlopie i prawie się tam nie pojawiałem z rowerem również. Dlatego piszę o okresie do Marca 2020 r. z rowerem. Tylko prawda jest taka, że fascynacja ze zwiedzania miasta i jeżdżenia po nim w celach turystycznych bardzo szybko minęła. Mam wrażenie, że to problem globalny. Bo wiele mieszczuchów całe życie mieszkających w Szczecinie tak naprawdę nie zna miasta. Bywają w kilku określonych lokacjach, najczęściej w okolicach swojego miejsca zamieszkania i na tym znajomość miasta się kończy. No może tam jakieś bardziej znane miejsca, do których każdy przybywa są im poznane. Ale jakieś boczne uliczki, szczególnie te osiedla, to raczej nie. A moim celem było na dzisiaj właśnie lepiej poznać Warszewo i Osów. Ze względu na to, że szczególnie tu mało jeździłem. Jeśli już to tylko główną ulicą przez dzielnicę i to by było na tyle. W piątek tak oglądałem sobie całą mapę GPS moich rowerowych podróży. I to było widać, gdzie bywałem gdzie jeszcze nie. Niby za mną już 42 tyś km dróg. A tak mało zwiedziłem. Głównie jeździ się po tych samych drogach czy tych samych miejscach. Każdy to pewnie zna z życia. Ja to widzę np. po moich rodzimych Płotach. Sam nie jeżdżę po tych bocznych uliczkach, gdzie zwykle nie ma konkretnego dojazdu nigdzie. Bo nie widzę sensu tam jechać. Tak samo pewnie myślą mieszczuchy w takim Szczecinie czy nie daj boże w większym mieście. Zresztą jest tyle dróg poza miastami, w lasach... Których nie znam... Tyle jeszcze do przejechania i zwiedzenia. Czy życia mi w ogóle na to starczy? Trudno powiedzieć. Jednak planowałem to już w poprzednich latach. A w tym roku wezmę się za ten cel na serio. Właśnie za takie zwiedzanie całego województwa. Na weekendy czy na urlop to już na pewno! Pojadę sobie gdzieś w nowe strony, których nie znam. I tam będę sobie jeździł i te strony poznawał. Co innego jest pojechać dokądś i z stamtąd robić dajmy na to 100 km trasę. A co innego jest jechać z domu dokądś i wracać i zmieścić się w tych 100 km. Więc teraz postanawiam więcej pojeździć by zapełnić te puste miejsca. A jazda w okolicy moich rodzimych stron? Nie pójdzie przecież w zapomnienie! Wczesna wiosna, zima czy początki jesieni. Wtedy nie będę jeździć nie wiadomo gdzie. Więc będę w tych stronach jeździć choćby dla utrzymania formy! I to jest myśl! Podobna do myśli również z piątku (11.03) - odnośnie planowanych dwóch wyjazdów - na 1000 wpisów na blogu, oraz 1000 rowerowych dni odkąd mam bloga! :) Będzie to również okazja do tego aby podliczyć pewne "tagi" z okresu 2014-2015 r., który nie był spisywany na blogu. A może mnie się to do czegoś przydać! :) Np. do jakiegoś raportu czy tak wspomnieć jako ciekawostkę. Ile ja tych zachodów słońca od początku mojej znajomości z Aurelią wspólnie przeżyłem czy wschodów słońca?:) Pamiętacie w sumie z perspektywy pisania dzisiejszego wpisu nie dalekiej przeszłości, czyli nie dawnego wpisu: Więzi znajomości. Wspomniałem wtedy takie piękne słowa: W ciągu dwa najpiękniejsze są dwa momenty: wschody i zachody słońca. Ciekawe ile ich przeżyłem w okresie 2014-2015 r.? Postaram się to jakoś oszacować - jedynie na podstawie zdjęć z tras. Aby mieć pełny obraz tej sytuacji :) Na razie to wiem ile mam takich chwil spędzonych z Aurelią ale od 2016 r., gdy zacząłem prowadzić bloga. Chociaż nie od razu. Bo tagi wprowadzałem na bloga dopiero w Marcu 2020 r. Jak ten czas leci prawda? Funkcjonalność dopiero 2 lata względem 6 lat prowadzenia bloga a wydaje się jakby była od zawsze dostępna...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 994
Trasa nr [łączna]: 1074
Trasa nr [na blogu]: 988
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 32
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1064 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 978 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5367.21 km
Stan Licznika Końcowy: 5434.32 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5434.69 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 17984 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 18051 km
Maksymalna prędkość: 33.5 km/h
Przejechałem: 67.11 km
Przejechałem [msc]: 294.37 km
Przebieg roweru [rok]: 879.6 km
Przebieg roweru [suma]: 42133.91 km
Przejechalem w 2022: 879.6 km
Podroż dookoła świata (2022) 2.199 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 105.3348 [%] km
Czas jazdy: 05:02:47 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2652:35:53 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2429:09:45 h
Czas Jazdy Suma (2022): 58:15:34 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 21:03:05 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:20:21 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:49:14 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:38 h
Średnia: 13.33 km/h
Aby już dłużej nie przedłużać wstępnego opisu skupię się na samej dzisiejszej trasie! A byłoby co opisywać tak wnikliwie. A jak wiecie, a ci co nie wiedzą mogą przelecieć po wpisach z tagiem: "zs" byłoby trudno opisywać dosłownie każdą mijaną ulicę i jej nazwę! Choć o niektórych warto wspomnieć jak np. ul. Zachodu Słońca na Warszewie! Czy ul. Urocza na Osowie? :) Ale szczególnie ta ul. Zachodu Słońca. W sumie taka nowa. Widać, że dopiero powstaje. A wraz z nią coraz gęstsza zabudowa domków. Nie daleko niej powstaje nowa szkoła podstawowa. Rozwijają się te miasta i te dzielnice w zastraszającym tempie! A ja tak jak wspominałem na początku wpisu - chciałem się skupić na poznawaniu Warszewa i Osowa. Zabrakło mi jednak do tego możliwości taktycznych. Nie jestem wstanie z wizualizować sobie wszystkich tych połączeń, dróżek. Ani tego gdzie jestem. Wobec tego jest mi ciężko zwiedzić tutaj każdą a każdą drogę. Bo niby jak mam tego dokonać? Te skomplikowanie jest po prostu zbyt duże. Te drogi podobne do siebie. I takie jeżdżenie w kółko, blisko równolegle ustawionych do siebie dróg po prostu strasznie męczy. Wykańcza psychicznie. Dałem sobie więc dość szybko z tym podejściem spokój. Co oczywiście nie zmienia faktu, że kilka dróżek poznałem. Nowych miejsc również! Jednak czym jest te kilka dróg na setki do przejechania? Z perspektywą taką, że ciągle powstają nowe. To może być trudne. A może i niewykonalne w perspektywie jednego życia? No cóż, przynajmniej staram się poznać te cholerne miasto najbardziej jak się da :) I mniej czy bardziej mnie to wychodzi. Nadrzędny cel jest jednak zaliczony - nabite kilometry. A przy okazji pozwiedzałem też nie jest źle. Zwiedzanie zacząłem już od samego początku wyruszenia w tą samotną trasę. Tak się złożyło, że spośród tych kilku znajomych ze Szczecina, których mam nikt ze mną nie pojechał. Jedni to na Niemcy pojechali. Inni rzekomo pracują. Nigdy nie zrozumiem jak można pracować w weekendy? -.- Choć niekiedy sam bym tak chciał. Przynajmniej nie czułbym się samotny w te długie zimowe wieczory. Bo wtedy jest szczególnie słabo -.- W dzisiejszą trasę ruszałem po godzinie 9 z ul. Jagielońskiej, z której odbijałem na ul. Mickiewicza. I to właśnie na Szczecińskim Pogodnie zaliczyłem pierwsze poznanie nowych uliczek. Przynajmniej mam taką nadzieję. A może po prostu nie pamiętam już tych stron? Takich jak np. ul. Ignacego Krasińskiego biegnąca w pewnym momencie równolegle do ul. Wojska Polskiego? Na pewno nowością był przejazd przez Las Arkoński. Tylko w tym lesie już nie mówiąc w okolicach jest dziesiątki dróg do poznania. Ja tu poznałem pewny przejazd, który poprowadził mnie wprost na Osów i to alternatywną drogą. Nie jak zawsze ul. Miodową. Tylko leśną dróżką, która co ciekawe ma podłączoną kanalizę, deszczówkę. Wyjechałem tak na ul. Junackiej. Na tutejszym zamkniętym w ścisłej zabudowie osiedlu domków jednorodzinnych. Przegradzały je jednokierunkowe drogi. Na ile byłem wstanie ogarnąć, na tyle się w tej okolicy kręciłem. Potem jechałem dalej. Wyjechałem przypadkiem przy ul. Chopina, a z niej pojechałem na ul. Chłodną. W sumie to planowałem. Tam mieszka kolega z policji ;) Widać kolejny obszar, który mocno się rozbudowuje. Taka sama zabudowa jednorodzinna, ciągnąca się do końca ulicy. Kolejne przejazdy, i mimowolnie robione pętelki zaprowadziły mnie na Warszewo. W pewnych momentach nawet nie ogarniałem gdzie jestem! Można się pogubić w tych zabudowach! Tak trafiłem na budowane całkiem nowe ulice jak np. ul. Cudowna (obok Andersena, nie daleko Miodowej) czy ul. Miłosza obok słynnej Warszewskiej ul. Kredowej. Całkowicie nowa ulica, obok szkoła i kolejne zabudowania. Co jak co, ale szczególnie Warszewo się mocno rozwija. A dalej? Cóż, dalej próbowałem dalej zwiedzać i jakoś mi to wychodziło! Tak trafiłem w końcu na Stołczyn. Poznając (w końcu!) całą ul. Łączną. Również niezmiernie się rozbudowującą. Od groma nowych zabudowań, bloków. A sam zjazd z tych górek? A co gorsza pod górki? Masakra jakaś! Ale się namęczyłem dzisiaj. Większość trasy robiłem na najmniejszym przełożeniu korby (28t) jak zwykle (od pewnego czasu :P) jeżdżę na (38t) to dzisiaj głównie (28t) i to z największym przełożeniem kasety (32t) - komplet 28-32. A i tak było ciężko. I było kilka górek gdzie nie podjechałem jak np. Narciarska. Do niej jednak dojdę. Wpierw jechałem na Stołczyn. Zobaczyć czy dalej stoją te opuszczone domki przy torach. I stały. Czy jednak były takie opuszczone? Dzieciaki bawiły się tam w strzelanie do siebie kulkami z farbą. Wcześniej bawili się tak na Wiskordzie. Teraz pewnie z stamtąd ich pogonili to się tu przenieśli... Wracając ze Stołczyna zwiedzałem dalej. Pojechałem np. do końca ul. Zamkniętej. Z której dalej można było wybrać się schodami przez piwny skwer. Jak tam jebało... Jak w całym Stołczynie. Masakra. I jeszcze te niekończące się schody pod te wielkie góry. Jakoś trzeba było sobie dawać radę. I jakoś wtargałem tam Aurelię i to dwukrotnie. Raczej poprawnie wybrałem na wejście stronę prawą.
A na niej na mojej drodze stanęło zwalone drzewo. Nie szło go ominąć. Bariery przez schody uniemożliwiały obejścia lewą stroną. Nie było wyjścia. Trzeba było wracać i znów wspinać się w górę. Im było wyżej tym ciężej. Tracąc sporo sił dałem radę. Znalazłem się tym sposobem na ul. Kościelnej z której zaraz odbiłem na ul. Dąbrówki. I znów jechałem dołem przy Odrze... Jednak nie na długo! Wkrótce wbiłem na tą całą ul. Narciarską. A z niej już poszło. Wjechałem na Bukowe. Nieświadomie! Dokładnie na Uroczysko Kupały. Tam kilka dróżek było nieprzejezdnych. Zwalone drzewa uniemożliwiały dalszą podróż. W tle było słychać pracujący ciągnik, pilarzy. Wywozili kolejne z wielu powalonych tu drzew. No serio. Nie mogli robić tego wcześniej?! To być może nie wyjechałbym w Bukowym! Tylko prawdopodobnie na ul. Koszalińską. A tak się do niej nie dostałem bo zwalone drzewa stanęły mi na ścieżce. Musiałem walczyć z kolejnymi podjazdami. Za ciężkimi na moje możliwości i sprzęt. Wejść tam też nie było łatwo. W końcu wyjechałem na ul. Tęczowej. I tak się zastanawiałem. Gdzie ja kurwa jestem?... a to Bukowe było! No cóż. Po południowe godziny już nastawały. A ja od rana nic nie jadłem. Zacząłem rozglądać się za jakimś żarciem. Pojechałbym na normalny obiad czy na fasfooda. Problem był jednak taki, że w okolicy ul. Wilczej czy ul. Komuny Paryskiej nie ma gdzie i do czego przypiąć roweru. Ogranicza mnie i to już chyba kurwa za bardzo (w sumie prawie rok czasu mija) odkąd mam pierdolonego uLocka. Dokładnie rok temu zepsuło mi się stare zapięcie. W dniu gdy przypiąłem nieudolnie Aurelię w Mierzynie. I nie mogłem jej później zabrać dalej. W dniu gdy odbierałem wydrukowane książki: Kraina Snów: Pałac jak ze snu: ZS: Sprawównki. Kilka dni później kupiłem tego uLocka. I wkurwia mnie do dzisiaj. Jest bardzo krótki. A nie wszędzie jest gdzie przyczepić Aurelię. Więc pojechałem dalej. Tak znalazłem się pod Lidlem na ul. Komuny Paryskiej. W sumie szukałem tu jakiegoś sklepu rowerowego. Według mapy jest coś przy Lidlu ale nie trafiłem tam -.- Poszedłem więc do Lidla po jakiś napój. Aby uzupełnić siły. Uzupełniłem tam jednak jedynie pokłady wkurwienia na tych jebanych mieszczuchów i to co wyprawiają! Kolejki na całą długość sklepu. Wszystko wykupione. Nie znalazłem żadnych małych (0,5L, 1L) butelek Coli czy Pepsi. Wziąłem więc dosłownie 1 butelkę Oranżady Helleny. Przy kasie dobrałem dwie puszki (0,330L) Coca-Coli. Ale i tam się odstałem. Przy Lidlu był McDonalds. Nie mówię. Zaszedłem do niego. Nie mówię, że święty jestem :D Tylko, że McDonalds nie ma fajnej oferty dla mnie. Tą jedynie ma KFC. Zrezygnowany wiec pojechałem dalej. Na początku pojechałem na al. Wyzwolenia pod pizzerię Marco Polo. Jednak zrezygnowałem z niej ze względu na brak miejsca do przyczepienia roweru. Na dworze nie dało się zjeść bo ogródek mieli zwinięty. No ich strata. Wobec powyższego podjechałem do baru kopytko na normalny obiad. Przy barze jest słup z informacją, że mamy przejście dla pieszych. Już kilka razy (2019-2020 r.) się do niego przypinałem. Dziś nie było inaczej. Przypiąłem się do tego słupa mając na oku Aurelię udałem się na ten obiadek. A po nim? Po nim to już ostatnie kręcenie się przy Parku Kasprowicza i powrót na Arkonke. Tam skorzystałem z okazji i przejechałem się po wreszcie oddanym do użytku węźle Łękno. Znaki mi tego nie zabraniają więc sobie pojechałem. Na koniec trasy znów trafiłem na te północne strony. W okolice ul. Chopina i tamtejszych bloków. No i powrót. Ostatnie kilometry trasy poprowadziły mnie przy Netto Arena, wzdłuż ul. Szafera, do ul. Szerokiej. Z której wracałem na ul. Witkiewicza a potem własnie Jagielońską. Dzisiejszy maraton skończył się po prawie 70 km. Jednak jestem wykończony. Te zmienne tereny w mieście, jazda po mieście... Te wzniesienia... Ciężko było... Teraz z powodzeniem mogę planować kolejne wyjazdy! W tym wspomniane planowane dwa wyjazdy na 1000 rowerowych dni oraz 1000 wpisów na blogu liczonych od pierwszego wpisu na blogu: Pierwsza jazda w nowym roku.... To będzie również okazja aby wreszcie podliczyć pewne rzeczy z tzw. tagów. A także poprawić tagi (w obszarze jeżdżenia po Szczecinie) o brakujących towarzyszy. Za to też się zabieram od miesięcy i nie mogę zabrać... Mam nadzieję, że przy tej okazji będę miał już do tego wystarczającą motywację.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)