Trasa (już można powiedzieć normalna wycieczka) z dzisiejszego dnia jest bardzo ważna i wyjątkowa. Bowiem ona już otwiera przede mną drogę do typowych tras rowerowych, takich prawdziwych wycieczek jakie już od dawna nie miałem okazji przeżywać. Co prawda pogoda wciąż słabo dopisuje, to jednak dało się przetrwać. Było miejscami ciężko - bo było, ale jestem bardzo zadowolony z faktu, że się udało, że zrobiłem całą trasę, nie poddałem się po drodze, nie zrezygnowałem z niej - chodź ta pogoda pozostawia wiele do życzenia. Trasę rozpocząłem wyjazdem z rodzinnej miejscowości na drogę nr 6 - która jest fragmentami remontowana - trwają tam różne prace przy robieniu z niej fragmentów także S6, która ze strony mojego rodzinnego zadupia będzie odbijała do Kołobrzegu - i dopiero z Kołobrzegu będzie szła na Koszalin. Dzisiaj przyszło mi właśnie jechać tą drogą - miałem nieco dalej w sumie dojeżdżać do wsi Wicimice gdzie miałem się widzieć z kolegą z którym dzisiaj miałem odbyć tą przejażdżkę, jednak w trakcie przebieg trasy lekko uległ zmianie i zjechałem już z drogi 6 na wieś Dąbie gdzie zaraz za wsią Dąbie się widzieliśmy. To w sumie nawet lepiej się stało - już nie musiałem walczyć z bardzo silnym wiatrem z jakim spotkałem się jadąc drogą nr 6 wprost na Gdańsk. Na dworze taka ponura aura - chłodno, miejscami - silny denerwujący wiatr wiejący prosto na mnie. Sporo sił na to traciłem. I nie tylko sił - nie zdążyłem dojechać do Dąbia i już zdążyłem przepocić koszulkę -.- Masakra. Bo to nie wiadomo jak się ubrać - niby w samej koszulce nie wypadałoby jechać ale zakryta koszulka pod kurtką to jest za gorąco. Ta pogoda cholerna, pełna różnych anomalii i nie wiadomo jak się ubrać - masakra jakaś z tym. Nie pozostaje nic innego jak jakoś jechać może jakoś to będzie. A znowu nałożyć kurkę i się rozpiąć jak będę jechał też nie widzi mi się za bardzo. Czemu nie może być jak we wrześniu 2016 r. Gdy jechałem ta drogą do Wicimic podczas trasy: Nowe trasy, Nowe drogi. Wtedy było fajnie, ciepło - i tylko wieczorem założyłem wcale nie grubą bluzę gdy zmrok zapadać zaczynał i było już chłodno. Nie to co dzisiaj czy podczas ostatnich moich tras. Nie wiadomo jak to się ubrać i co tu zrobić - jadę bo jadę a przecież nie będę co 10 km się przebierał bo i nawet koszulek tyle nie ma. Teraz już po czasie gdy pisuję ten wpis, tak sobie myślę, że wcale głupim pomysłem nie byłoby nałożyć po prostu samą kurtkę i nic pod spód albo w samej długiej koszulce (zimowej) pojechać. Ewentualnie jakby było chłodno to wziąć rozpinaną bluzę. Najgorsze co może być to się przegrzać na rowerze. A ta cholerna pogoda właśnie temu służy. Nie ma to jak upalna wiosna, jedzie się z krótką koszulką i to jest OK a nie teraz taka sprawa i co zrobić, ino na trasie już się nic nie zrobi. To jak pisałem - trasa wiodła wzdłuż drogi S6 - zjechałem na wieś Dąbie. Później ze wsi Dąbie z kolegą pojechaliśmy lasem do wsi Wicimice a z niej prosto do Starej Dąbrowej - gdzie było się nad tamtejszym jeziorkiem i droga powrotna przez Iglice do Dąbia skąd już znów wracałem drogą 6 do domu. Kończąc dzisiejszą nieco dłuższą niż planowana (o kilka km) trasę. W sumie było OK ;) nie ma na co narzekać.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 95
Trasa nr [łączna]: 180
Trasa nr [na blogu]: 94
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 30
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 177 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 91 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 744.21 km
Stan Licznika Końcowy: 800.44 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 38 km/h
Przejechałem: 56.23 km
Przejechałem [msc]: 91.24 km
Przebieg roweru [rok]: 661.9 km
Przebieg roweru [suma]: 6528.52 km
Przejechalem w 2017: 661.9 km
Podroż dookoła świata (2017) 1.6547 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 16.3213 [%] km
Czas jazdy: 05:06:52 h
Czas Jazdy Suma (ever): 412:34:30 h
Czas Jazdy Suma (blog): 189:08:22 h
Czas Jazdy Suma (2017): 53:29:26 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 07:45:10 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:52:35 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:59 h
Średni czas jazdy do tej pory: 01:59:27 h
Średnia: 11.03 km/h
Nieco bardziej szczegółowo odnośnie dzisiejszej trasy (abym miał o czym pisać) w tej części wpisu - to przejazd z lasu za Dąbie do Wicimic nie był trafionym pomysłem. O tyle dobrze, że wiatru tu się tak nie odczuwa a o tyle źle, że miejscami są ogromne kałuże, ziemia mokra, i ciężko się jedzie albo w ogóle nie ma możliwości przejazdu. No nie mniej jakieś fragmenty drogi w nieco trudniejszych warunkach zostały zaliczone ;) A sam pomysł dojazdu do Starej Dąbrowej o tak się narodził - pojechało się, dało się radę, wrócić także się dało więc nie był to zły pomysł chodź ta droga tam się dłużyła i dłużyła. W normalnych warunkach pewnie byłoby co wspominać w końcu to takie dla mnie fajne tereny - ogromne tereny lasów, leśnych zwierząt i ukryte w lasach nie wielkie osady ludzkich istnień, jakieś tajemnicze wsie, pełne swojej okazałości. Z drugiej strony jazda po takiej częściowo gruntowej, częściowo nie drodze - była męcząca i sporo sił i zapału do jazdy straciłem już dojeżdżając do końca drogi (tej drogi Droga do skrzyżowania: 53.821801, 15.525054 gdzie można było skręcić właśnie do Starej Dobrzycy lub jechać już do Iglic. Ale tak sobie pomyślałem, że skoro już się tu jest to warto byłoby zajechać i tak właśnie zajechaliśmy. Na fajne jeziorko. W ogóle fajna wieś - taka bardzo klimatyczna skoro naokoło lasy. W pełni lata z pewnością jest tu bardziej cudownie niż teraz w taki bardzo szary i nieładny majowy czas. Warto zajechać było bo warto przy okazji miałem okazję przejechać się z moją Aurelią po kładce nad tym jeziorkiem. Byłoby nieco gorzej gdyby ta kładka się pod nami zerwała :D Bardziej dowcipni są także zdania, że nie powinienem stawać na końcu kładki a jechać dalej przez siebie po wodzie - no niestety tak nie umiem hahah :P Co nie zmienia faktu, że klimat wycieczki w pełni mi pod pasował. Już w drodze powrotnej do Iglic - w końcu się przebrałem z przepoconych ciuchów i już w drodze powrotnej było o wiele przyjemniej ;) Ta pogoda cholerna. Co ciekawe w Iglicach i za Iglicami w stronę Łabunia Wielkiego wzięli się w końcu za naprawy drogi - po nasypywali w dziury kamienie takie drobne i zadowoleni. No fakt, że jeździ się tym lepiej nie jest to jednak w pełni zadowalające. I tak powoli, kilometr po kilometrze dojechało się do nie oddalonej daleko od Iglic wsi Łabuń Wielki by i jego minąć i skierować się w stronę wsi Dąbia - gdzie przed wsią rozstałem się już z kolegą - on wracał w swoje strony a ja dojechałem do drogi 6. Jeszcze tuż przed drogą miałem taki dłuższy postój po czym ruszyłem z kopyta utrzymując zazwyczaj prędkość > 20 km/h do 30 km/h cały czas. Na szczęście miałem z wiatrem i dobrze było jechać i dobrze się dojechało już do rodzinnej miejscowości gdzie zrobiłem sobie jeszcze mały postój nim wybrałem się już prosto do domu, kończąc tą dzisiejszą wycieczkę z nadzieją na to, że podobnych tras będzie tylko coraz więcej. Chodź prognoza pogody do końca tygodnia nie zapowiada nic dobrego - ma być chłodno, deszczowo i wietrznie. A tego nadmiaru wiatru i szkód jakich wyrządza pewnie każdy ma już dość! Teraz nie pozostaje jednak nic innego jak, jak zwykle zresztą co się staje taką moją dewiza na 2017 r - mieć tylko nadzieję, że jak nie kolejny dzień to kolejny tydzień będzie lepszy a jak nie tydzień to miesiąc - i tak pewnie minie czas, zacznie się październik ... czy już koniec września i powrót na studia, dla mnie to rozpoczęcie kolejnego szczebla edukacji studiów MGR. No cóż, wygląda na to, że na to to już czas - w końcu już matury się zaczynają!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)