Dzisiejsza trasa - miała być dla niektórych, szansą na nowe możliwości i pójścia słuszną drogą, niż zaprzeczanie możliwością, nie korzystanie z szans i możliwości jakie się ma. No ale widać niektórych się nie zmieni. I na placu boju nie wielu pozostaje. Wciąż niestety trwają te zimowe warunki, powolna odwilż z ostatnich dni, zaczyna słabnąć. Najnowsze prognozy długoterminowe mówią o kolejnym ataku zimy, śnieżyc i mrozów. A to wszystko kręci się wokół wciąż krótkich dni w roku, a także niespodziewanych zmian w moim życiu. W życiu zawodowym. Prawdopodobnie dziś ostatni raz mam taką szansę aby wyjechać w tygodniu na trasę tak szybko, już po godzinie 13 sobie jadę. No może dzisiaj i tak wyjątkowo długo, przedłużyły mi się zajęcia w szkole, które swoją drogą sam prowadzę - i wyjechałem nieco później niż planowałem. Idą jednak zmiany, które będą obowiązywać tuż po zbliżającym się weekendzie, gdzie od poniedziałku (01.02) zacznę pracę na cały etat. I pewnie trochę dłużej będę w szkole. I inaczej się będą rozkładać moje treningi i szanse na nie. Już nie będzie jak teraz, że mimo wciąż krótkich dni była szansa robić trasy jeszcze za dnia.. A o tym wielokrotnie wspominałem, że nie lubię jeździć nocami.. Źle się wtedy jeździ i nie jest fajnie. Dzisiaj jeszcze się udało. To też kwestia tego, że mamy koniec stycznia a wraz z nim coraz dłuższe dni. Dzisiaj obserwowałem to jak długo trwa dzień. Mijała godzina 16:40.. I dopiero zaczęło się coraz mocniej ściemniać. Także piątek, spędzany na rowerze. Dookoła mieniące się w słońcu zimowe akcenty, które przyprawiają mnie o co najmniej złość. No ileż można oglądać ten cholerny śnieg za oknem, męczyć się z oblodzonymi ciężko przejezdnymi drogami. Ja już nie pamiętam jak to jest móc przejechać drogą koło osiedla gdzie mieszkam.. Od tak dawna jest tu jedna wielka chujnia. Wcale nie posypane, nieodlodzone. A w tej odwilży.. Co daje kilka stopni ciepła za dnia a w nocy przymrozi na nowo.. Próżno w tej odwilży szukać nadziei na poprawę sytuacji..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 764
Trasa nr [łączna]: 845
Trasa nr [na blogu]: 759
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 19
W tym roku: 19
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 836 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 750 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8420 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8463 km
Maksymalna prędkość: 30.7 km/h
Przejechałem: 43.42 km
Przejechałem [msc]: 450.75 km
Przebieg roweru [rok]: 450.75 km
Przebieg roweru [suma]: 32462.11 km
Przejechalem w 2021: 450.75 km
Podroż dookoła świata (2021) 1.1269 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 81.1553 [%] km
Czas jazdy: 02:42:10 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2054:49:39 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1831:23:31 h
Czas Jazdy Suma (2021): 30:49:51 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 30:49:51 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:37:22 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:37:22 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:50 h
Średnia: 16.08 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego się udała, była fajna. Choć planowałem jej nieco inny przebieg. Jest jeszcze jedna rzecz związana z trasą, no może poza wciąż trwającymi bandyckimi zachowaniami tych uzurpatorów co przypisują sobie prawa do zarządzania lasami i ich mieszkańcami, ludzkiego ścierwa. To rzadki ale czasem się zdarzający problem z kamerką. Jak ktoś, mi kurwa dotknie tej kamery, ruszy... Walczę z tym w domu, a jednak wciąż się tak zdarza. A nie jestem wstanie ciągle tego kontrolować. No ja wiem co robię. Inni nie. I tak na całym dzisiejszym nagraniu jest wkurwiający mnie ślad - po złapaniu łapskiem miejsc których nie wolno - najprawdopodobniej na samej wodoodpornej kasetce kamerki.. Wkurwia mnie to dodatkowo. Nie mniej mnie to wkurwia jak to co się dzieje w lasach czy przy drogach. Niegdyś piękna droga z Reska do Lubienia Dolnego. Porośnięta drzewami. Teraz świecąca pustkami. Coraz więcej drzew oznaczonych do wycinki, i coraz więcej wyrżniętych drzew.. A do tego nieoczekiwana zmiana planów odnosząca się do dzisiejszej drogi. Planowałem jechać przez Lubienie do Bezmościa i skręcić na drogę przy lesie, którą wróciłoby się do Reska. No ale patrząc na to, jak wyglądają lasy, drogi przy nich i inne boczne dróżki zrezygnowałem z tego planu. Miałem nowy by jechać przez Łagiewniki - nie wjeżdżać do Bezmościa tylko nieco dalej. Na drogą, którą po raz pierwszy jechałem na trasie: Pałacyki "Trzech Króli". No ale MM nie był na to chętny :( Mniejsza ;) Były inne jego humorki na trasie.. Stawanie co chwila.. I głupie popisywanie się. Na oblodzonej drodze, mokrej i niepewnej, jakoś nie jestem pewny do zjechania z górki szybko, czy jechania czymś takim. To tu się potrafi popisywać. No ale w normalnej jeździe już niekoniecznie. Na trasie się trochę rozstaliśmy - już za tymi mordami na Lubień Dolny. W zasadzie za Dorowem. Stanąłem na chwilę zrobić kilka ładnych ujęć. Potem nie byłem wstanie przejechać przez odcinek ok. 200-300 metrów, droga cała w lodzie. A dalej stanąłem, przy lasku ;) W wiadomym celu. A tu nieoczekiwanie, nie wiem jak to zrobił - MM mi mocno spierdzielił - i zdążył dojechać prawie do Reska. Mimo, że próbowałem trzymać słuszną prędkość okolice 20 km/h to dogonić go mi się nie udało. I myśli, że go pochwalę dzisiaj we wpisie :D No ciekawe za co. Za podejście antysportowe, antyrowerowe z niewykorzystywaniem możliwości jakie się ma?! Gdybym ja miał takie możliwości.. A nie mam. Oszukuję siebie i innych, brnę w sport w który się nie nadaję, gdzie niczego nie osiągnę. Swoje osiągnięcia buduję na niezachwianej wierze. I co z tego, skoro nie jestem wstanie niczego osiągnąć. Ani w sporcie, ani w życiu.. Do niczego się nie nadaję. A inni co mają o wiele lepsze możliwości w taki bezczelny sposób z nich nie korzystają. To jeden z problemów.. Drugi to ciekawe teorie MM, który podważa moją fachową wiedzę. Jeśli już jakiś poglądów bronię to mam do tego silne podstawy. A poszło dzisiaj, o to, że w sumie nie od dzisiaj ale szczególnie w tym zimowym okresie mam problemy z jeżdżeniem.. Źle mi się zjeżdża z górek. Po krzywej drodze też mi się jedzie źle, tak niepewnie. Ta cholerna pogoda uniemożliwia mi pełnego zbadania tematu. I nie wiem czy to wina roweru, może ze mną jest coś nie tak. No nie mniej jedną z teorii było to, że być może to wina opon, które już trochę przebiegu mają. Być może są już na nich odkształcenia, może pojawiać się "bicie", które wprost wynikałoby z zużycia, przebiegu. Te rozważania podważa MM, nie mając nic na swoją obronę. Nie jeździ przecież na tyle dużo aby cokolwiek w rowerze zjeździć, to nie wiem na czym miałoby polegać jego zdanie, na porównywanie opon z motoru, czy z samochodu?! To nie jest to samo. A każdy musi przyznać, że wyniki rzędu 16k+ dla przedniej rowerowej opony i 12k+ dla tylnej nie jest to mało. Nie sądzę, że MM tyle kiedykolwiek przejechał. Przecież widzę jak jeździ, jakie ma do tego podejście. Pozostaje jeszcze jeden czynnik. Jeszcze jeden problem - on korzysta z wielu rowerów, nie tylko jednego. Nie jest z żadnym mocno związany. Do tego podważa wiarygodność liczenia kilometrów przez licznik rowerowy, podważa liczenie kilometrów przez słupki przydrożne, które zgadzają się z licznikiem.. No nie wiem.. Może zacznie podważać naszą znajomość. Już po jego akcji z trasy: Trasa oszusta - miałem sobie dać spokój z jeżdżeniem z nim. Tu się przecież nic na lepsze nie zmieni, a najgorsze jest to, że próbuje mnie ciągnąć w dół jak siebie, zamiast być wsparciem w rozwoju. Przecież nie mam łatwej sytuacji, ani tak dobrej pozycji jak on, czy niektórzy rowerzyści. Stąd nie jestem wstanie za wiele tu osiągnąć.. No i tak nasza trasa mija.. Mija jeszcze pod jednym szyderczym podważaniem moich opinii. MM jest w dobrej sytuacji, nie daleko domu, więc ma wyjebane. Nie odważy się przyjechać do mnie by u mnie pojeździć i potem wracać. A mimo to miał czelność podważać fakt, że wraz z idącą nocą, temp. spadnie z poziomu aktualnego +1℃, czasem 0℃ do -1℃, albo i niżej. I to może mieć wpływ na drogę - pogorszy warunki jazdy, droga może być śliska. Opony będą się inaczej zachowywać w takich warunkach, inna przyczepność, droga hamowania, opory. Ale już najważniejsza ta przyczepność bo ona może świadczyć o komforcie jazdy.. No dla niego to nie problem skoro jeździ pod domem, i zawsze bez problemu wróci. A ja muszę liczyć na dojazd te 12 km (w najgorszym razie do 50 min drogi).. I właśnie z idącą nocą i spadkiem temp. musiałem się mierzyć przez te ostatnie 12 km. Na szczęście mrok i trudniejsze warunki dorwały mnie dopiero już w rodzimych stronach, w rodzinnym mieście.. Więc nie było tak źle. Dodatkowo nie mam nadal swojego oświetlenia: Magishine F3. Te mam do odbioru w Szczecinie jutro. I dopiero już mając swoje oświetlenie, będę mógł śmielej wkraczać do nocnych jazd. Bo tak bez dobrego światła jeździć to nie bardzo..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)