Trasa z dnia dzisiejszego była już wcześniej planowanym wyjazdem, wyjazdem w regiony Malinca, Mołdawina. Chciałem te strony jeszcze raz zwiedzić, może lepiej poznać ;) W sumie nie daleko ode mnie są, a jakoś nie są znane. Trasa wpisuje się w intensywne trenowanie jakie mam w tym tygodniu, to w końcu mój 3-ci dzień z rzędu na rowerze, a gdyby tego było mało to jest trzeci dzień ze zmianą aury pogodowej na taką jesienną. Problem jest w tym jak się ubrać, dłuższa koszulka + bluza to trochę za gorąco, znowu bez takiego ubioru to za zimno. I tak się zaczyna taki najgorszy okres w jeżdżeniu rowerem: okres jesienno-zimowy. Jest on dla mnie zawsze specyficzny, zawsze przyjeżdżam spocony, zgrzany. Dzisiaj dodatkowo mokry ;) Jakby tego było mało to niespodziewanie na dzisiejszy wyjazd dołączył - nie wielkim fragmentem trasy - kolega MM ;) Marudny dzisiaj taki był ;) Związku z owym rodzi się pewne pytanie, kto kogo w tej tytułowy Maliniec wpuszczał :D Jakby to była moja wina, że w lesie było błoto i kałuże XD A znowu na nie leśnych drogach hulał wiatr, miejscami padał deszcz, który ostatecznie zaczął padać na dobre. A zresztą miałem dzisiaj w planie jechać tak bardziej terenowo - tj. lasami :) Do tego włączył mi się dzisiaj gen odkrywcy i pojechałem pierwszy raz kilkoma nowymi drogami - głównie leśnymi, i pierwszy raz odwiedzałem wieś Maliniec i jej regiony. Niestety dzisiejsze zawirowania pogodowe, i odłączenie się towarzysza-przewodnika - sprawiły, że nawet mając jebany GPS tylko pobłądziłem w tym Malincu, pokręciłem się w kółko i w drogach bez przejazdu i pierwotnego celu nie zrealizowałem. A tym celem był przejazd z Malinca - magicznie lasami - do wsi Piaski pod Reskiem. Wiele osób twierdzi, że tak się nie da. A to nie prawda ;) Ja już chyba wiem jak to zrobić, analizując zapisy GPS dzisiejszej trasy - widzę miejsca, gdzie źle pojechałem, gdzie się niepotrzebnie pokręciłem. Do tego ta cholerna pogoda mi plany popsuła. Nie dość, że było chłodno i nieprzyjemnie, to do tego mocny wiatr. Według portalu interii, w niektórych godzinach mojej podróży pizgało nawet 60 km/h. Ze względu właśnie na aurę pogodową wybrałem przejażdżkę leśnymi drogami. Ostatecznie cała trasa idealnie się nie udała, poznałem jednak nowe drogi, których dotąd nie znałem. I na przyszłość, mam już gotowe rozwiązanie, jak teraz jechać ;) Następnym razem powinno się udać i powinienem trafić. A póki co, dzisiaj tylko błądziłem, mokłem i się denerwowałem. Pogoda naprawdę nie sprzyjająca o czym zresztą ostrzegał portal TwojaPogoda.pl: Niebezpieczna środa! - 26.08.2020 TwojaPogoda.pl. No a ja założyłem, że jak zwykle pierdzielą bzdury w tych prognozach, i niesiony ładną aurą za oknem - z rana faktycznie przebijało się słońce, było przyjemnie - pojechałem!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 666
Trasa nr [łączna]: 748
Trasa nr [na blogu]: 662
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 17
W tym roku: 142
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 739 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 653 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 4773 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 4830 km
Maksymalna prędkość: 29.7 km/h
Przejechałem: 56.73 km
Przejechałem [msc]: 1075.75 km
Przebieg roweru [rok]: 6264.84 km
Przebieg roweru [suma]: 28830.57 km
Przejechalem w 2020: 6264.84 km
Podroż dookoła świata (2020) 15.6621 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 72.0764 [%] km
Czas jazdy: 04:02:39 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1820:33:03 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1597:06:55 h
Czas Jazdy Suma (2020): 398:43:35 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 67:32:24 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:58:23 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:48:29 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:53 h
Średnia: 14.07 km/h
Dzisiejsza trasa była męcząca, i nieprzewidywalna pod względem pogody. Nie spodziewałem się, że to się wszystko tak mocno i niespodziewanie zmieni! Przecież gdy rano wyjeżdżałem - byłem zachęcany słoneczną pogodą, tylko trochę wiał wiatr, czasem się chmurzyło. Nie było jednak tak źle. Mimo, że trochę ciężko ale do Reska zajechałem, po kompana dzisiejszej trasy, kolegę MM, który niespodziewanie zadeklarował chęć przejechania się ;) No i dobra jedziemy! Zaplanowałem sobie przejazd odcinkiem leśnym za Smólskiem rozciąga się taki las - prawie, że pod Łosośnicę idzie. I chciałem w niego pojechać, i wyjechać brukową drogą, która prowadzi na wprost Mołdawina ;) Jednak to się nie udało, za szybko skręciliśmy w lesie będąc pod Żerzynem. Coś tak przeczuwałem, że MM mnie specjalnie źle prowadzi ;) A wcale tak źle nie było w tej terenowej jeździe. Trochę błota i mokro owszem. W końcu ostatnie dni były mocno deszczowe. Nie było jednak tak źle. A jazda lasami nie była mi obojętna ze względu na ochronę przed silnym wiatrem, który utrudniał jazdę i deszczem, który zaczął się właśnie gdy minąłem Resko a dalej Smólsko. Miejscami przechodził a potem na nowo padał. Przejechałem ten odcinek leśny - trochę wolno wiadomo ;) Jednak nie uważam, że jest źle. No ja mogę powiedzieć, że jestem zmęczony, w końcu przez ostatnie 2 dni jeżdżę cały czas ;) A jednak nie mówię tak. Tylko jadę dalej. Odcinki leśne się skończyły. Wyjechaliśmy na drodze gminnej z Reska przez Łosośnicę do Kulic. Spodziewałem się, że ktoś mnie wpuszcza w ten przysłowiowy Maliniec ;) To się zresztą nie wzięło znikąd, próbowałem kolegę MM namówić aby jechał ze mną dalej ale się opierał. Więc musiałem się z trudami tej trasy zmierzyć samemu. Pojechałem do Mołdawina niezbyt przyjemnie drogą, gdzie huczał na mnie wiatr.. A w drodze do Mołdawina to jeszcze deszcz mnie złapał. No normalnie wszystko na raz. I deszcz, i rozładowujące się akumulatorki. Jakoś jednak do Mołdawina dotarłem, tam wymieniłem wszystko co trzeba, ostatni raz przejaśniła się pogoda, dając nadzieję, że prócz wiatru i uczucia, że jest bardzo zimno i nieprzyjemnie nic się niestanie. A stało się. Gdy kręciłem się po Malincu nieskutecznie szukając drogi, deszcze powróciły. GPS nie za bardzo mi pomógł, miejscowa ludność również. Tak mi wytłumaczyli jak jechać na nie jakie Kwiatkowo, skąd miałbym drogę do Piasków, jak chciałem jechać, że nie trafiłem. Wjechałem w jakieś pole, tutaj stawy hodowlane. Ciągnik zaparkowany w stawie. Zaorana droga i ciągnący się ogrodzony las. Droga polna przy lesie się skończyła. Nie wiele myśląc wjechałem w ten las, kręcąc się tam trafiłem tylko na stawy hodowlane, i ostrzeżenia, że wjeżdżać tu nie wolno. A bo co? Będą mi prywaciarze jebani wolności żałować?! Wjechałem. Tyle, że drogi i tak nie znalazłem. Zrezygnowany i zawiedziony, trochę zmęczony i zirytowany, już przemoczony, przepocony wróciłem do Malinca, i ruszyłem drogą prowadzącą do asfaltowej jezdni, z której przyjechałem. Wbijałem tu w nieco innym miejscu bo wbijałem jeszcze przed Mołdawinem. Droga była jednak długa i irytująca - cała brukowana. Mokre brukowane kamienie, śliskie, nieprzyjemne. To była jak droga przez mękę. Do domu z tego co liczyłem miałem ok. 25 km. Ale chyba wyszło mi mniej, na pewno nie mniej niż 20 ale też na pewno nie więcej niż 25. Jak już dojechałem do asfaltowej drogi to rura. Miałem szczęście, że miałem z wiatrem. Deszcz padał mocniej, mniej a ja gnałem w miarę możliwości trzymając prędkość na poziomie 20 km/h czasem więcej, czasem mniej. Dzisiejsza trasa prócz oczywistego wpuszczenia w kanał Malinowy i problemów nawigacyjnych dawała mi niezwykłe widoki - niecodzienne można rzec ;) Ciągnięty na holu wóz PKS GRYFICE (hahaha a dobrze im tak!), ciągnik na trójkątnych kołach, zaopatrzony w gąsienice, i przewóz wojskowych (wojsk USA) hamerów i innych pojazdów. Kilka niskopodwoziowych ciężarówek z tym złomem z USA mnie mijało. Nie zważają w ogóle na inne osoby, zapierdalają. Skurwysyny jebane z USA. A to nie wszystko ;) Był jeszcze samochód holowniczy. Jakiś jełop i nieudacznik służbowym małym dostawczakiem do rowu wpadł. Najwidoczniej deszczowa aura, zasmucająca świat - nie udzielała się tylko mnie..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)