Trasa z dzisiejszego dnia w ten upalny, gorący weekendowy dzień, który ma specjalne znaczenie, wyprowadziła mnie szlakami Jeziora Dąbie w stronę Zalewu Szczecińskiego do Lubczyny. Miałem na dzień dzisiejszy większe ambicje, te mnie jednak przerosły. Nie wiem czego to wina? Pogody? Tego, że się starzeję? A może praca mi nie służy - tak po prostu. Trasa była ciężka ze względu na panujące warunki pogodowe - straszny upał, i porywisty silny wiatr z którym musiałem mierzyć się co krok, co rusz w tej niedługiej wyprawie. Na weekend był planowany inny wyjazd, na spotkanie z pewną koleżanką, za Pyrzyce :) Te plany na ostatnią chwilę uległy zmianie. Nie zbaczając jednak na to, ja pojechałem, aby cieszyć się tym wyjątkowym weekendem, ostatnim weekendem wakacji ;) Choć jako student - a te czasy najlepiej znam i pamiętam to wakacje kończyłyby się dla mnie z ostatnim weekendem Września, na co w sumie czekam :) Może życie wróci wtedy do normy. A może za kilka spojrzę na to inaczej? A może za kilka lat zmieni się model pracy - względem tego, który jest znany obecnie? ;) Nikt nie wie co przyniesienie nieznana przyszłość - nikt, prócz tych co są z przyszłości. Ja np. pisząc ten wpis jestem osobą z przyszłości, która wie jak się skończyła dzisiejsza trasa, i trasy, które pokonałem do tej pory. Ale był ten moment, że byłem u początku każdej podróży i nie wiedziałem jak one się skończą, co przyniosą, co zobaczę czy co się wydarzy. To z pewnością nadejdą dni, że JA albo ktoś z Was CZYTELNICY będzie tą osobą z przyszłości, dla której opisywane tu i teraz wydarzenia są odległymi wydarzeniami z przed wielu lat. Wtedy będzie można dowiedzieć się jak wygląda ta przyszłość, która nieustannie się zbliża. Tak w ogóle, na dzisiejszej trasie zdałem sobie sprawę, że, ja, Aurelia i zamontowana do niej sakwa, która swoją drogą sypie się coraz mocniej - przejeździła z nami już około, jak nie ponad 20k km. Będę musiał to potwierdzić i w przyszły weekend to zrobię! Sprawdzę ile dokładnie ma sakwa przebiegu i ile ma na tą dzisiejszą trasę. Ale tak mi się wydaje, że już 20k może mieć! Tyle tysięcy kilogramów w przeliczeniu na kilometry co w niej przewiozłem. Eh. Jestem mocno sentymentalny. Bardzo szkoda mi sprzętu, strojów itd. Wszystko zużywam na maksa! Gdyby się dało, to z sakwy chciałbym dalej korzystać. Tyle, że jest ona w coraz gorszym stanie. I może to być trudne. Można łatać kolejne dziury i pęknięcia, tyle, że będą wychodzić kolejne. Szczególnie po jeżdżeniu w tym cholernym Szczecinie, gdzie drogi są fatalne, i wali się po tych dziurach ;)) A to nie służy niczemu! No cóż. Podam tu taką ciekawostkę, że w mojej prawie 5-cio letniej historii jeżdżenia z Aurelią, od 2015 r., gdy na wiosnę kupiłem sobie pierwszy strój rowerowy to do dziś dnia wciąż mam i wciąż jeżdżę na pierwszej koszulce z Lidla (taka czerwona). W tej koszulce robiłem trasy w 2015 r. Zdaje się, że w niej pierwszy raz pojechałem na pierwszy przebieg mojej klasycznej 100 km trasy w dniu 29.05.2015 r. I ta koszulka, mimo wielu prań, i wieku (ponad 4 lata), wciąż mi służy. W zasadzie nie zniszczyłem żadnej koszulki na rower. Do końca żadnych butów też nie. Jedynie spodenki co jakiś czas cierpią z powodu pojawienia się w tym samym miejscu tajemniczej dziury, która z czasem się rozrasta i nadają się one tylko do wyrzucenia. To dziwne. Bo tylko spodenki mi się zużywają. Inne części stroju nie :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 463
Trasa nr [łączna]: 546
Trasa nr [na blogu]: 460
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 119
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 538 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 452 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 530.09 km
Stan Licznika Końcowy: 594.49 km
Stan Licznika Końcowy2*: 590.73 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12917 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12980 km
Maksymalna prędkość: 39.8 km/h
Przejechałem: 64.4 km
Przejechałem [msc]: 639.51 km
Przebieg roweru [rok]: 3588.17 km
Przebieg roweru [suma]: 20736.16 km
Przejechalem w 2019: 3588.17 km
Podroż dookoła świata (2019) 8.9704 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 51.8404 [%] km
Czas jazdy: 04:28:45 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1304:12:11 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1080:46:03 h
Czas Jazdy Suma (2019): 224:28:57 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 39:38:26 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:38:34 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:53:11 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:03 h
Średnia: 14.42 km/h
Dzisiejsze szlaki wyprowadziły mnie o porannych godzinach gdy jeszcze tak nie grzało w stronę Dąbia. Jechałem w pełnym słońcu, nieco mocniej zapakowany - wziąłem ze sobą 4 butelki 1.5L wody. Zakładałem, że wrócę dopiero wieczorem, że zrobię dzisiaj ponad 100 km. Trochę się przeliczyłem. Choć tak naprawdę, gdybym musiał to bym te kilometry zrobił. Zrobiłem w końcu nie całe 65 km dzisiaj. Pozostałe też dałbym radę. Kwestia motywacji. A do jeżdżenia po mieście, to motywacji nie mam. Nie lubię tego cholernego miasta, nie znam go jeszcze całego, mój ambitny plan poznawania Szczecina upadł po trasie: ZS: Zguba Niebuszewa. Nie chciało mi się już w to wracać. Nie mam ochoty jeździć po mieście. Czasem mam takie myśli. Szybko giną one jednak w obliczu poszukiwania nowych wrażeń. Nowych dróg :) No cóż.. trasa na lewobrzeże do Dąbia, prowadziła mnie wzdłuż ruchliwej ul. Gdańskiej. Przed samym zjazdem na Dąbie, natrafiłem na mały remont. A sam się przy okazji mocno rozmarzyłem. Wybiegłem myślami w daleką przyszłość, gdy już osiągam z Aurelią 100.000 przejechanych kilometrów. Mając już swój wiek, oglądam z sentymentem nagrywane filmy z tras, czytam bloga.. wspomnienia z tych chwil, tych problemów, które mnie teraz otaczają. Nostalgicznie patrzę na to, jak mocno zmienia się świat. Przytaczam przykład Szczecińskich tramwajów, że już nie ma żółtych tramwajów.. i innych złomów.., że są nowe ulice, że miasto jest strasznie mocno rozbudowane i strasznie zmienione. Z każdym rokiem, każdym miesiącem dochodzi do wielu zmian. Zmienia się moda, ludzie. Dalej przytaczałem sobie przykłady samochodów, jak zmienia się motoryzacja, czy konkretna historia konkretnych ludzi i pojazdów, które mijam, które zostały nagrane na moich filmach. Rzeczą jasną jest to, że za kilka lat, wiele z tych aut, wielu z tych ludzi, już nie będzie pośród nas. Smutne to.. Nie ma co się smucić. Trzeba jechać dalej. Wjechałem w Dąbie. Pewny swego skręciłem na Kąpielisko miejskie w Dąbiu. Byłem pewny, że tą drogą dojadę na budowane DDR dookoła Zalewu Szczecińskiego. Myliłem się. To była ślepa uliczka! Jednakże udało mi się trafić w to miejsce. Pojechałem ul. Jeziorną, którą dojechałem na wał, gdzie budowana jest droga rowerowa dookoła Zalewu. Tu jednak nie wiedziałem czy mam wjechać na ten wał i tak dojadę do Lubczyny.. czy mam skręcić w drugą, stronę czy jechać prosto w zarośla? Za chwilę podjechała pewna, piękna dziewczyna, która wydała mi się znajoma :) A jakże. Jechałem już z nią na trasie: Szczecin - Ueckermünde. A zapytałem ją o drogę. I tak mi wyjaśniła, że zgłupiałem, i pojechałem w zarośla... tam co prawda (CHYBA?) bym wyjechał na ten wał. Ale tam się jechać nie dało. Wrodziłem, pojechałem w przeciwną stronę do wału i zapytałem o drogę dla odmiany bardziej kompetentną płeć, męską ;) I ta mi już dobrze wyjaśniła jak mam jechać. Właśnie na początku dobrze wjechałem. Ten wał dziwnie zakręca tak w stronę Lubczyny jadąc przy samej wodzie. To mnie zmyliło.. Bo droga, którą jeździłem prowadzi nieco inaczej.. No ale nic. Pojechałem. Mijałem kamienną drogę rowerową. Gdzie jak się okaże, to jest skończona droga rowerowa, za 15 mln zł! Złodzieje i oszuści! Patologia jakaś związana z budowaną drogą dookoła Zalewu. To są jakieś żarty, skoro to jest gotowa droga! W wielu miejscach nie jest skończona i jedzie się po piachu. Czekały mnie teraz trudne kilometry na łonie natury, które ciągnęły się pod samą Lubczynę. Po drodze minąłem Czarną Łąkę, minąłem także drogowskazy, które sugerowały, że gdzieś tym DDR się dojedzie. A to nie prawda! Pod Lubczyną zastałem przystań na jachty.. a prędzej opuszczony, wrak statku. I dalszej drogi nie było. Skomentowałem to krótko i dosadnie: NO KURWA SERIO?!. I nie było wyjścia jak wrócić w stronę Lubczyny przez pole.. polną drogą. Dzisiaj miałem sporo jazdy w terenie. To nic fajnego. Nie lubię terenu. Ale ta pseudo droga rowerowa.. to już jest szczyt wszystkiego. No raz sięz ciekawości przejechałem. Więcej nie zamierzam! Wracałem na Szczecin już normalną drogą, która niespodziewanie wyprowadziła mnie do Czarnej Łąki, potem Pucic! Nie skapnąłem się gdzie jadę. Pojechałem przed siebie I taki był efekt, że wracałem dobrze znanymi drogami. Z dużymi uciążliwościami powracałem. I ból głowy mnie dopadł, i upał coraz mocniej się zmagający. A także dokuczała mi inna dolegliwość, z którą wyjechałem i o której nie wspomnę! :) . Powrotna droga do Szczecina, do Dąbia się dłużyła. Ale już z Dąbia jak ruszyłem z wiatrem to nim się spostrzegłem to do centrum powróciłem, i powróciłem do akademika - odpoczywać po trasie! W nagrodę za trudy, podskoczyłem sobie do biedronki. Wziąłem 2x Colę, i 2x Oranżadę :) Ah, wspomnę jeszcze o jednym fenomenie z dzisiejszej trasy. Bo to rzadkość w obecnych czasach, gdy ma się te całe GPSy, nawigacje, Janosiki i Bóg jeden wie co jeszcze. Otóż, nie tylko ja o drogę pytałem dzisiaj. Mnie tez pytali! Jeszcze w Pucicach dziadek się pytał jak dojechać do Lubczyny! XDD Oh ;) A drug raz w Dąbiu się pytali o jakąś ulicę i restaurację. Tu się nie pochwalę bo im kurwa źle powiedziałem XD Bo pytali się o ulicę, na której jechali XDDDD Czyli o ul. Przestrzenną, a ja ich wysłałem na ul. Goleniowską! Mam jednak wymówkę, upał mi obwody przygrzał. Po chwili się skapnąłem, że kurwa jesteśmy na ul. Przestrzennej. Masakra.. No ale dziwne. Dziadkowi się nie dziwię, wiek i te sprawy - choć on sam nie jechał, za kierownicą młoda kobieta. Ale temu młodemu małżeństwu, się już dziwię. Dlaczego nie wpisali adresu do nawigacji w telefonie choćby? A jeśli chodzi o mnie dziwić się też nie powinno. W końcu tej drogi rowerowej jeszcze na mapie nie ma. I trafić tam to nie jest taka oczywista sprawa. No cóż, było jak było. Raz się pomocny okazałem, raz nie. W sumie w naturze się równowaga zachowała. Udzielona mi dzisiaj rada, jedna nietrafiona się okazała, a druga trafiona. Tak samo jak udzielone przeze mnie rady :) Raz się udało pokierować dobrze a raz nie. No trudno.. Potem tylko się oglądałem i szybciej jechałem aby się kurwa nie skapnęli i za mną nie pojechali XDDD A to nie stąd osoby - sądząc po rejestracji przyjechali z Poznania :) A Poznań jaki jest to każdy wie :))
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)