27.07.2017
Jazda nr: 136

Tagi: miejski_wojaz |

Dzisiejsza trasa to moja pierwsza przejażdżka po wyjeździe wakacyjnym, który trochę skomplikował mi wyjazdy i regularność tras. A nade wszystko ta cholerna niepewna pogoda dość komplikuje wszystko i uniemożliwia zaplanowania sobie żadnych wyjazdów czy treningów - bo tak naprawdę chciałem pojechać jeszcze wczoraj (26.07) gdy się wróciło, ale wczorajszy dzień to w ogóle przesada jakaś - całą noc między 25.07 a 26.07 padało. W województwie pomorskim to już w ogóle jest masakra, i cały Gdańsk i pobliskie miejscowości są tak pozalewane, że tam samochody nie przejadą a co gorsza w ogóle nie przestaje padać. Wracałem właśnie samochodem w taką pogodę z Malborka, ciężkie warunki do jazdy - pada i pada i pada. Raz mocniej raz mniej ale tak leje, że miejscami świata nie było widać to musiało prowadzić do podtopień. Pogoda w tym roku jest wyjątkowa zła i psuje wakacje ludziom, psuje plony rolnikom, prowadzi do innych kataklizmów i tragedii, ale tępi ludzie w swojej bezmyślności i egoistycznych zapędach doprowadzających do dalszej degradacji środowiska naturalnego. Natura się na nas mści i to prowadzi do uniezależnienia produkowanej żywności od GMO i Bóg wie czego jeszcze i jak wielkich ilości chemikaliów - bowiem inaczej się nie da. Wahania pogody wyniszczają wszystkie plony - wszystko. To ma także negatywny wpływ na stan dróg, a wiadomo, że w Polsce nie mamy dobrych dróg. Szczególnie w mojej okolicy nie ma dobrych dróg - bo z tych kilku dróg, które poznałem w woj. pomorskim to są całkiem całkiem i tam by mi się rowerem dobrze jeździło :) Szkoda, że się nie udało spakować roweru na wyjazd i w konsekwencji dużo nie straciłem - straciłem tylko jeden trening, który zgodnie z harmonogramem powinienem zrobić we wtorek, ale nie pojechałem na rower ani we wtorek ani w środę (w środę chciałem ale się nie udało) - pojechałem dziś zrobiłem kilka km. Ale z powodów technicznych związanych z rowerem jeździło się wręcz tragicznie i źle. Myślę, że jak z tym rowerem nic nie zrobię, to będzie dla mnie sukces jeśli w ogóle w tym roku zrobię trasę 200 km a o 300 wciąż sobie mogę pomarzyć i przekładać z roku na rok te marzenia, ale póki nie dorobię się porządnego roweru to nie będzie możliwe do realizacji. Samymi marzeniami, ciężką pracą i regularnymi treningami nie uda mi się nic osiągnąć nie mając przy tym dobrego sprzętu. Tylko ten wyjazd wakacyjny rozłożył mi treningi w tym tygodniu, nie dość, że pogoda nie dopisuje to jeszcze takie problemy i od, tak to wygląda, pojechałem chociaż dzisiaj, mam nadzieję, że jutro też mi się uda pojechać na parę km, i zawsze to jakoś będzie. Jakoś do weekendu zamknę ten tydzień a normalnie za treningi wezmę się w przyszłym tygodniu gdy wrócę już do dłuższych tras, ale nie tras 100 km i dalej - coś krótszego i krótszego. Sprawdzianem sił, i treningów będzie jakiś ładniejszy weekend w Sierpniu gdy pojadę albo do Międzyzdrojów albo Świnoujście i Międzyzdroje. Zobaczę jeszcze jak to będzie :) To będzie dłuższy wyjazd (ponad 150 km), i właściwy dla mnie test czy to co robię, robię dość dobrze. Po tym kolejna długa trasa to już będzie 200 km. Po prostu działam tak jak działałem w 2015 r. Gdy wcale często nie robiłem długich tras. Baaa, nie robiłem ich nawet aż tak regularnie jak w tym roku a jednak efekty były. Wtedy było jeszcze coś, czego już nie mam teraz - w pełni sprawnie działający rower. Niestety do tego raczej nie powrócę. Chociaż dzisiaj myślę, że moje problemy mogą wynikać z powodu trzech części w rowerze: 1. Przerzutka tylna, ona źle działa, nadaje się do regulacji i w ogóle jest już zajeżdżona bardzo 2. Hamulce - nie wiem czy przedni czy tylny ale możliwe, że coś się psuje i trzyma koło i się źle jedzie 3. Widelec - może ta sprężyna w środku - nie wiem co z nią, może coś tam się dzieje nie dobrego. Trudno powiedzieć co jest przyczyną. Najbardziej prawdopodobne jest to, że jest coś z hamulcami nie tak. Po prostu nowa tylna opona nie jest prosta, koło też nie jest wycentrowane, może jakoś haczy o hamulec czy coś. No bo dzisiaj miałem wyraźnie takie wrażenie, że coś mi hamuje i trzyma i przez to się źle jedzie. Wcześniej tego nie zauważałem, albo zauważałem ale nie myślałem o tym w ten sposób - też tak może być. Także jak na razie muszę sobie jakoś radzić, jakoś w tym roku pojeżdżę, do jeżdżę ten rower i zobaczymy co później.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 137

  • Trasa nr [łączna]: 222
  • Trasa nr [na blogu]: 136
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 14
  • W tym roku: 72

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 219 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 133 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 1432.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 1457.98 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1466 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 1491 km

  • Maksymalna prędkość: 36.7 km/h

  • Przejechałem: 25.38 km
  • Przejechałem [msc]: 909.57 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2909.02 km
  • Przebieg roweru [suma]: 8775.64 km

  • Przejechalem w 2017: 2909.02 km
  • Podroż dookoła świata (2017) 7.2725 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 21.9391 [%] km

  • Czas jazdy: 01:32:28 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 553:18:40 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 329:52:32 h
  • Czas Jazdy Suma (2017): 194:13:36 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 55:35:47 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:58:16 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:41:51 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:28 h

  • Średnia: 16.55 km/h
Na dzisiaj nie miałem zaplanowanej żadnej konkretnej trasy - myślałem, że może zrobię normalny, spokojny miejski wojaż. I co prawda taki zrobiłem, pokręciłem się trochę po mieście, głównie w obszarze remontu drogi DK6, co nadal nie rozumiem po co ten remont się dokonuje, oraz remontu uliczki obok mojego osiedla - gdzie prawdopodobnie będą zmieniali stare płyty kamiennie na kostkę brukową i mało tego, robią chodnik z dwóch stron ulicy - do tej pory był z jednej strony, poszerza się chodnik, robi się go na nowo. Ta inwestycja trwa już kilka dni i wcale nie widać aby coś konkretnego było zrobione. Bardziej wkurwia to, że przyjechała energetyka ze Szczecina - w tygodniu też musieli gnoje być i sobie po prostu prąd wyłączają, i tym dezorganizują mi robotę a i tak jestem do tyłu z pracami przewidzianymi w ramach PracyNaWakacje2017, nic mi nie idzie i jeszcze ten 3-dniowy wyjazd, po powrocie też ciężko mi się skupić na robocie i powrócić do prac jakiś konkretniejszych niż zajmowanie się bzdurami czy bieżącymi potrzebami - czym zajmuję się najczęściej - tj. uzupełnianie raportu, uzupełnienia bloga, raportu o ciężarówkach z drzewem itd.. itd.. Do tego wszystkiego jeszcze dochodzi obserwacja postępów z budową drogi S6 - dziś obserwowałem postępy na drodze nr 109 w stronę Gryfic. Coraz szersze tutaj postępy są - głównie w zbożu a dokładniej w kukurydzy pracowała dzisiaj koparka i wycinała tą kukurydzę - tędy będzie po prostu biegła jakaś nitka obwodnicy i stąd takie cuda się tutaj dzieją. I tak pojeździłem sobie trochę po mieście, poobserwowałem gnoi z energetyki co przyjechali i wyłączają prąd, tylko mnie wkurwiają, bo co sobie włączę pewne zadania na komputerze to się komputer wyłączy i wszystko przepada. Dzisiaj wbili tu nowy słup energetyczny i go podłączali ale po jaką cholerę to jest potrzebne to ja nie wiem. Nie zdążyłem właśnie dzisiaj dobrze wyjść na rower kiedy właśnie wyłączono prąd -.- Zdążyłem już wrócić z roweru i do domu i prąd nie wrócił. A, że takie jeżdżenie po mieście mi się nudziło to postanowiłem zajechać do Gostynia Łobeskiego. Wyjechałem drogą DK6 w stronę Gdańska, gdzie tworzyły się już spore zatory na drodze i pojechałem do Gostynia, wróciłem z niego i pojechałem na Brud Gostyński. Planowałem przejechać tędy do Słudwii ale się po prostu nie da tego zrobić. Takie błoto, kałuże - pojechałem tam kawałek i się wróciłem - nie ma mowy, że będę tam jechał, użerał się z tą drogą i robactwem które już tylko czekało w tym lesie aby atakować. Mam właśnie bardzo nieprzyjemne wspomnienia dni Poniedziałek (24.07), Wtorek (25.07) - szczególnie te dni, gdy nic nie robiłem tylko haratałem do krwi kilkadziesiąt ugryzień po komarach - po całych nogach - jakich nabawiłem się w ostatniej trasie z 23.07 - trasie: "Nowe trasy Nowe przygody" - do tytułu powinienem dopisać, że także nowe ugryzienia i fobie, gdyż w nocy się na tyle źle spało, że ciągle miałem wrażenie, że atakują mnie komary i gryzą ciągle :( straszne.. Dzisiaj już jest znacznie lepiej, poprzechodziło mi to, ale będę tego cholerstwa unikał tak długo jak się da :) I wróciłem z Gostynia Łobeskiego po DK6 do rodzimych stron. Znów sobie ominąłem i wyprzedziłem kilkadziesiąt samochodów, gdzie się wszystko się korkuje na moście przed światłami od strony Gdańska i za światłami od strony Szczecina, gdzie każdy kierowca tam jedzie 5 km/h zatrzymuje się w 4 miejscach. Może jeszcze modlitwę zmawia i tak to wygląda później, że są zatory na co najmniej kilka km.. Pojeździłem dalej znów po mieście - głównie po osiedlu gdzie mieszkam czy blisko osiedla. Czekałem po prostu kiedy te gnoje z energetyki sobie pojadą abym w którymś momencie do nich nie podjechał ... dla ich dobra lepiej aby sobie pojechali :)) bo naprawdę dość mocno mnie wkurwia fakt, że na zadania, na które poświęcam kilka dni, więcej niż tydzień nie mogą się skończyć bo oni sobie kurwa co chwilę prąd wyłączają...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa27lipca2017zdj1.jpgtrasa27lipca2017zdj2.jpgtrasa27lipca2017zdj3.jpgtrasa27lipca2017zdj4.jpg


Mapa przebiegu trasy :)