Dzisiejsza trasa - ważne, że się odbyła - choć było to zagrożone - była jedną z lepszych przygód jakie miałem! A dość powiedzieć, że to też najdłuższa trasa, którą w tym roku pokonałem - przekroczyłem granicę 100 km a to już coś. Ta wartość dla mnie zawsze dużo znaczy. Granica 100 km otwiera drogę przed prawdziwymi trasami i wielkimi wyzwaniami, które za nimi się kryją. A często przed tymi wyzwaniami staje codzienność. Jak ta ciągnąca się od rana nie ciekawa pogoda. Było ciepło to prawda. Ale też wiało mocniej. I było szaro. Czułem się zniechęcony od rana do wyjazdu. Nie pewny swoich możliwości, i stanu zdrowia. W ostatnie dni codziennie atakuje mnie migrena. Obawiałem się, że dzisiaj będzie tak samo. Jednak mimo dużego zniechęcenia i nie pewnej pogody, która przyniosła przelotnie małe opady deszczu wybrałem się w tą trasę. Z dużym wsparciem tutaj od strony JS ;) Może nawet nie wie o tym, że mnie zachęciła do tej podróży, która okazuje się jedną z najlepszych w tym roku. A w ostatecznym rozrachunku też nie jest tak źle. Pomysł na trasę miałem jeszcze od studenckich lat, gdy rzadko bo rzadko ale zdarzało się wracać w piątkowe po południa samochodem z kuzynem. Wybierał on głównie drogę przez Stargard. Była to szybsza alternatywa dla jazdy przez te cholerne Kijewo. I sytuację jaka miała w tamte lata miejsce na drodze DK6. Gdy budowano drogę S6. W okresie właśnie Maja było tam wprost bajecznie. Rozciągające się całe żółte pola, pełne rzepaku... Zieleniejące się inne uprawy na polach. Stąd miałem już nie raz taką myśl aby w okresie pierwszych dni Maja gdy jest tu najpiękniej, wybrać się tą drogą (DW106) na Stargard. Swoje pewne plany w tym zakresie spełniłem dziś. Pogoda nie pozwoliła mi się jednak w pełni cieszyć tymi widokami. Gdy jechałem do Stargardu było szarawo. Gdy wracałem kawałek za Stargard, mając już nabite prawie 100 km... Było znacznie lepiej. Słonecznie i pięknie! Zresztą tego się spodziewałem po tym dzisiejszym dniu. Spodziewałem się tego, że z rana gdy potrzeba mi tego słońca dla nadziei i sił do jazdy go nie będzie. A gdy nie potrzeba na wieczór, bo tylko będzie mi żal, że już kończę jazdę to te słońce będzie. I tak było. Późnym po południu zrobiło się naprawdę ładnie i jeszcze cieplej. W słońcu temp. przekraczały już +18℃. A ogólnie było i tak nieźle okolice +14℃. Fajnie się jechało mimo wszystko. I mimo wszystko korzystając z magii służbowego aparatu Nikon Z FC, który lepiej sobie radzi ze światłem niż mój Sony DSC HX350, porobiłem po drodze parę fajnych fotek. Przynajmniej do momentu w którym mi się ten Nikon nie rozładował. A wydawało mi się, że przygotowałem aparat do trasy ale jednak nie. Musiałem go nie ładować więc pod Stargardem padł. A szkoda, bo przydałby mi się w jeszcze jednym pełnym magii miejscu, które odwiedziłem w Stargardzie. Była to dawna wojskowa pralnia chemiczna. Umiejscowiona wzdłuż drogi DW106 przy rzece Ina. To ona była jednym z celów tej niełatwej podróży. I w sumie nie żałuję, że pojechałem. Miejsce naprawdę wyjątkowe, dające spore wrażenia. I dość dobrze zachowane! Akty wandalizmu nie były tutaj aż tak mocno widoczne jak są w co niektórych dość dobrze znanych lokalizacjach urbexowych. Oczywiście lokalizacjach, które nadal są dostępne do zwiedzania czy istnieją. Bo jak wiemy takie miejsca potrafią trwać od lat, a potem nagle znikają. Są wyburzane czy zamieniane na inne "współczesne" lokalizacje. Tak stało się np. z dawną firmą w Skrzydłowie, jak gnoje ją po prostu wyburzyli. A czasem są po prostu zapomniani, i niszczeją do granic maksymalnego zniszczenia jak ma to miejsce np. w Starej Dobrzycy czy w Wicimicach. W końcu zostaną tam tylko nie liczne ściany bądź same gruzy (co grozi Starej Dobrzycy). Czy same ściany w Wicimicach zamienią się w kupę gruzu? Nie sądzę, że nastąpi to tak szybko i w sposób naturalny. Prędzej ludzie by pomogli aby ten cel zniszczenia został osiągnięty.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1023
Trasa nr [łączna]: 1103
Trasa nr [na blogu]: 1017
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 61
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1092 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1006 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 6575.16 km
Stan Licznika Końcowy: 6680.02 km
Stan Licznika Końcowy2*: 6680.39 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 19192 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 19297 km
Maksymalna prędkość: 37 km/h
Przejechałem: 104.86 km
Przejechałem [msc]: 168.44 km
Przebieg roweru [rok]: 2125.3 km
Przebieg roweru [suma]: 43379.61 km
Przejechalem w 2022: 2125.3 km
Podroż dookoła świata (2022) 5.3133 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 108.449 [%] km
Czas jazdy: 06:18:57 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2735:25:48 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2511:59:40 h
Czas Jazdy Suma (2022): 141:05:29 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 10:05:34 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 05:02:47 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:18:47 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:20 h
Średnia: 16.64 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego początkowo w nie fajnej pogodzie prowadziła mnie trasą na Stargard. Rowerem w te strony nie miałem okazji się wybierać. Co najdalej to jedynie do Maszewa jeździłem. Nastawiając się w 2021 r. na urbex w dawnej Octowni. Ten jednak był nie możliwy. Czy coś się tam zmieniło to nie wiem. Dzisiaj po całym dniu byłem zbyt zmęczony aby tam podjechać. I sprawdzić. To może przy okazji bym zobaczył? O Maszewie znowu pisali w artykule na GS24. Stąd zresztą odkryłem tą lokalizację budynku w Stargardzie: Gdzie na URBEX - GS24. Tak sobie patrzę na to wszystko i jest tyle miejsc jeszcze do odkrycia, jest tyle dróg do zdobycia. Kiedy ja to wszystko przejadę? :) Dzisiaj chociaż jedno nowe miejsce widziałem w samym Stargardzie, które było na tyle wyjątkowe, że byłem gotowy wrócić tam nawet na drugi dzień. Po to aby porobić tam zdjęcia jeszcze Nikodemem. Czy to się jednak uda? Zobaczymy. Dziś nie miałem wyjścia i robiłem zdjęcia Sony DSC HX350. Póki nie miałem czegoś lepszego to było wystarczające. A tak szybko przestało takim być. No co zrobić, przynajmniej jest okazja aby znowu tu przyjechać. Bo miejsce jest naprawdę klimatyczne! No i co najważniejsze jest jakiś w miarę rozsądny dostęp do niego. Duża dziura w ogrodzeniu, że spokojnie z Aurelią się dostałem na teren tej pralni. Obszedłem, zobaczyłem wszystko co się dało. Porobiłem zdjęcia. Parę razy wracałem do punktu "0" gdzie zostawiłem Aurelię aby upewnić się, że nadal tam jest :) I zwiedzałem dalej. Naprawdę fajne miejsce. A potem nie mając co robić - nabijałem kilometry jeżdżąc po Stargardzie i jego okolicy najbliższe wioski. Powiem tak: wkurwia mnie to miasto. Jest tak bezmyślnie projektowane. Tylko jedne drogi prowadzą do wjazdu / wyjazdu z miasta. Potem się nie da. Jeśli źle się pojedzie to koniec. Musimy wracać czy jechać bardzo daleko aby powrócić. Nic dziwnego, że tak nie lubię tego Stargardu. Byłem tam samochodem wiele razy i zawsze drogę pomyliłem. Zawsze się coś stało. Dzisiaj mogłem się o tym przekonać rowerem, jak nie udolnie mi się po tym mieście jeździło. I jeszcze te cholerne DDR również tak bezmyślnie pociągnięte, że miałem problem zjechać z DDR aby pojechać na inną drogę bo jak to zrobić? No dobra na ile sobie poradziłem z jeżdżeniem po mieście na tyle poradziłem. Odkryłem tam naprawdę fajne miejsca i piękne zabytki. Fajne polany, które wkrótce będą kolejnymi wielkimi osiedlami domków jednorodzinnych. I co jest fajnego w takiej dzikiej zabudowie, która jest teraz tak bardzo popularna? Nie rozumiem tego. I chyba nigdy nie zrozumiem co kieruje durnymi ludźmi by mieszkać w takim więzieniu. Mieć za oknami inne domy. Zamiast skrawka natury... Polany, drzewa, łąki czy nawet skrawek lasu. To jest prawdziwie piękne i spokojne a nie taka coraz większa zabudowa, która w konsekwentny sposób zabiera wszystko dookoła. Obserwowałem to dzisiaj w dwóch miejscach. Na przepięknej polanie w Nowogardzie, którą odwiedziłem przypadkiem pierwszy raz w zeszłym roku: Nieudana trasa "100km". Dzisiaj specjalnie tam zajechałem. Tylko ta pogoda. Nie umożliwiła porobienia fajnych zdjęć. Co jednak widziałem to moje. Szkoda będzie jak te miejsce zamieni się na kolejne osiedla. A to tylko kwestia czasu gdy tak się stanie. I na polanie w Stargardzie blisko rzeki Iny czeka to samo. To takie spokojne tereny, biegnące wzdłuż rzeki w stronę wsi Klępino, w której swoją drogą dzisiaj również byłem :) I tak mi mijał czas, na niewinnym, bezmyślnym jeżdżeniu po mieście. Próbowałem odkryć jak najwięcej tajemnic tego miasta. No ale nie szło mi to za bardzo jak na jeden dzień jeżdżenia. Jednak myślę, że gdybym miał tu rower kilka dni to pewnie poznałbym miasto i okolice. W końcu Stargard byłoby łatwiej poznać. Jest o wiele mniejszy niż Szczecin. Chociaż i tak jest dużym miastem. No ale o wiele mniejszym. No dobrze na koniec trasy się okazało, że nie będę miał podwózki ze Stargardu. Miała być kawałek przed Stargardem ok. 3 km a wyszło tak naprawdę ponad 5 km bo musiałem cofnąć się do miejscowości Grabowo. Mając wówczas prawie 100 km za sobą (będąc jeszcze w Stargardzie) męczyć się z powrotem przez te podjazdy, które miałem nadzieję dziś uniknąć. Jednak na koniec i tak mnie dopadły. I koniec końców moja trasa rozrosła się do 105 km. Straciłem wszystkie siły. Jednak było warto. Dobrze się stało, że pojechałem. Dobrze, że JS mnie przekonała abym dalej wierzył w marzenia. Bo naprawdę wiele nie brakowało abym nie podjął dzisiaj inicjatywy i nie pojechał. Choć szukałem jak to bywa w takich momentach inspiracji do jazdy. Taką prócz przekonującej koleżanki była trasa: Trasa na Szczecin z 14.02.2019 r.. Obejrzałem sobie z rana film z tego czasu. Jechałem wtedy w o wiele gorsze warunki niż dziś i dalej. Dziś miałem tylko 60 km do Stargardu. I zabezpieczony powrót w razie co. Więc pojechałem. No bo w razie czego, zawsze mogłem zrezygnować z dalszej jazdy. Tym razem się jednak udało. I trasa okazała się fajną przygodą.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)