10.09.2021
Jazda nr: 908

Tagi: zach_slonca, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego kontynuuje moje mocne jeżdżenie z ostatnich dni. Zawziąłem się w tym temacie i mimo wszystko lecę dalej. Nawet mimo tego, że planuję jutro, w sobotni dzień - mimo prognozowanego załamania pogody, zmierzyć się z trasą na Mielno. Planowałem podejść do tematu ambitnie, ale to kończyłoby się na trasie ok. 140 km. Na trasę na początku tygodnia namówił mnie towarzysz WG, z którym kilka razy jeździłem na różne wypady. Wymyślił sobie jazdę wzdłuż nadmorskiej drogi R13, jak raz tam pojechał to mu się tak spodobało, że koniecznie musi tu wrócić! A było to pamiętnej trasy: Przeplatana historia. Ja wracałem z Kołobrzegu na Płoty do domu, a towarzysz WG mając trochę czasu do odjazdu pociągu pojechał szukać lotniska w Bagiczu. Tak jednak go szukał, że pojechał za daleko. Poznał tym samym, widział piękne strony nadmorskiej międzynarodowej drogi R10/R13. I w sumie mnie namówił na ten wyjazd. Nie jestem do końca przekonany. Jestem już trochę zarżnięty, zmęczony tym jeżdżeniem. Do tego mam trochę pracy w szkole. Te wdrażanie tego cholernego Librusa, w którym nic nie działa. Ciągłe problemy różnej natury. I nie wiadomo co i jak robić... Masakra. Ta masakra się tak właśnie ciągnie już dniami, od początku roku szkolnego i to dosłownie, od 02.09 ciągle tylko tematy Librusa, Librusa. Jak było zdalne nauczanie w 2020 r. Od Października, potem na wiosnę 2021 r. To przewijający się u mnie temat i za tym idące problemy tyczyły się tej cholernej platformy M$ Teams. Ani korzystanie z niej, ani najwidoczniej korzystanie z niedopracowanego Librusa nie należy do przyjemności. Zaczyna mnie to wykańczać. Cierpię na brak czasu. Wracam do domu, zjem coś albo i nie, i od razu na rower. Walę te kilometry.. Cierpi na tym blog. Rosną zaległości. Nie wiem jak sobie z nimi poradzę. I zamiast coś z tym zrobić, to na razie myślę na serio o tej wyprawie. Właśnie ze względu na myśl o tym, że być może pojadę na tę trasę z towarzyszem WG, skróciłem nieco dzisiejsze zmagania! A zaplanowałem sobie ciekawą trasę. Celowałem oczywiście w 50 km. Oczywiście wyszło ciut więcej ale nie szkodzi. W końcu im więcej kilometrów tym lepiej! Jednak świadomie zrezygnowałem z perspektywy dłuższego wyjazdu gdyż muszę oszczędzać siły na jutro. Oczywiście wprost nie mówię, że na pewno pojadę. Nie wiem jak będę się czuł i co w końcu pocznę. Prawda jest taka, że od początku Września i to dosłownie mam zaległości na blogu (od 01.09!!) - uzupełniałem je dopiero w dniach 12.09 i 13.09! - notka oczywiście z tych dni ;) Planuję zająć się jutro raczej blogiem. Prognozy pokazują, że pogoda będzie nieciekawa, deszczowo a nawet burzowo. Już dzisiaj tak miało być po południu. Stąd tytuł dzisiejszego wpisu.. Goniłem te urojone w myślach meterologów burze, którymi straszą, jak ci pierdolnięci medycy straszą tym covidem!
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 913

  • Trasa nr [łączna]: 994
  • Trasa nr [na blogu]: 908
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 9
  • W tym roku: 168

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 984 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 898 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 2642.31 km
  • Stan Licznika Końcowy: 2701.94 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 2702.31 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 15265 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 15324 km

  • Maksymalna prędkość: 36.3 km/h

  • Przejechałem: 59.63 km
  • Przejechałem [msc]: 524.59 km
  • Przebieg roweru [rok]: 7383.12 km
  • Przebieg roweru [suma]: 39394.48 km

  • Przejechalem w 2021: 7383.12 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 18.4578 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 98.4862 [%] km

  • Czas jazdy: 03:13:53 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2485:07:23 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2261:41:15 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 461:07:35 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 30:49:14 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:25:28 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:44:41 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:38 h

  • Średnia: 18.54 km/h
Dzisiejszy wyjazd w pełni się powiódł, nawet znów miałem okazję podziwiać zachód słońca na trasie.. Te niegdyś wcale nie tak częste zjawisko, w tym miesiącu mam praktycznie co trasę. Zaś co trasę to oznacza praktycznie codziennie! :) Niedługo będzie to jeszcze częstsze zjawisko, zważywszy na to, że z każdym dniem dni będą coraz krótsze i krótsze.. Jednakże nie zawsze tak było, że każda trasa nawet jeśli trwała do nocy oznaczała jazdę z zachodem słońca! A w tym roku, w te kończące się lato i nadchodzącą jesień jest to nad wyraz częste zjawisko. I nad wyraz często pojawia się wraz z czystym niebem! Może to jakiś znak, przesłanie o tym, że nadchodząca przyszłość nie będzie taka zła, tylko jakaś ładna i dobra. A więc dobrze by było na nią czekać, i mieć nadzieję, że los przyniesie nam coś dobrego? ;) Kto wie.. Dzisiejszy dzień natomiast wbrew straszeniu od strony metrologów, przyniósł fajne po południe. Dzień również nie należał do najgorszych, choć za dużo słońca w nim nie było. Bardziej tak pochmurnie. Długi czas nawet myślałem, że nie będzie dziś zachodu słońca a jednak. Prócz ładnej po południowej aury, na nowo pojawia się owadowy problem. Tych cholernych much, muszek, i nie wiadomo co to jeszcze tak lata.. Jest tego tyle, że odgonić się nie da. Pchają się do oczu, w usta.. No dosłownie wszędzie. I są wszędzie. Jedynym pocieszeniem jest to, że wraz z nadchodzącym zmrokiem ich zainteresowanie spada... Pewnie idą spać (: Więc możliwe, że w najbliższych dniach problem się rozwiąże - bądź nie będzie trwał tak długo. I cóż.. Nie bez namyślenia pisałem w dzisiejszym tytule, że goniłem burze na tej ciekawej trasie, którą sobie zaplanowałem. W tej przemyślanej koncepcji udałem się przez Modlimowo na Dąbie, potem Łabuń Wielki po Resko, z którego pojechałem do Jarchlina, a z niego do Żabówka. I tak wróciłem. Sprytny plan! Ze względu na to, że ostatnie dni były ciężkie, dziś sobie tak opracowałem trasę aby wiatr nie był dla mnie dodatkową przeszkodą. Na inne mankamenty jak liczne wzniesienia już nie wiele poradzę. Nie mniej nie były te wzniesienia takie straszne :) Ciekawe były natomiast rysujące się na niebie pewne obrazy... Jak nie aniołki, to mogłem podziwiać zjawisko łuku okołohoryzontalnego... Im jednak bliżej końca dnia i trasy, tym niebo przejaśniało się. A wraz z jego przejaśnieniami pojawiał się kolejny piękny zachód słońca... <3 Tak jeszcze wspomnę, że gdyby nie naiwna myśl, że być może jutro wybiorę się w dłuższą trasę na Mielno, to dzisiaj nie kończyłbym trasy wcale na Jarchlinie! A rozważałem nawet bliższe zakończenie - już w Łosośnicy! Kończyłbym pewnie w Nowogardzie robiąc dodatkowe kilometry. A zdecydowałem się na Jarchlino tylko ze względu na pewność aby na pewno trasa kończyła się wynikiem co najmniej 50 km. A, że wyszło parę kilometrów więcej.. To przecież nic nie szkodzi! Wręcz przeciwnie. Licznik wciąż się nabija i będę miał do zrobienia coraz mniej kilometrów aby sprostać wyzwaniu 10 000 km/rok. Bo jak nie w tym roku to kiedy?! Ta cała pandemia, zdalne szkoły i niezła pogoda.. Mimo paskudnej zimy.. Przyczynia się do tego, że naprawdę mam szansę zrobić te kilometry! Perspektywa na najbliższy czas jest bardzo optymistyczna.. Cały Wrzesień ma być ładny i ciepły. A więc pozostanie mi jeszcze mieć nadzieję na ciepłe pozostałe w roku miesiące i pewnie sprostam temu nie łatwemu wyzwaniu! :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa10wrzesnia2021zdj1.jpgtrasa10wrzesnia2021zdj2.jpgtrasa10wrzesnia2021zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)