22.02.2020
Jazda nr: 551

Tagi: iglice, drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa z braku czasu i chęci na coś innego poprowadziła mnie w tym miesiącu drugi raz do Pałacyku w Iglicach. Znowu idzie weekend i pogoda się mocno psuje, strasznie wieje, bywa deszczowo. Trudno nie ulegać wrażeniu, że pogoda jest sterowana przez obce mocarstwa. Bo to jest po prostu nienormalne co się dzieje w tej pogodzie. W tym roku w ogóle nie ma zimy, temperatury są mną stop dodatnie i to często wiele stopni. Dzisiaj było ponad +8℃. Choć odczuwalna znacznie niższa, nie zmienia to faktu, że temperatura jest wysoka. Tylko mną stop strasznie wieje, często pada.. Jest nieprzyjemnie. A do tego świat dookoła mnie, który znam.. Zmienia się z dnia na dzień, z roku na rok i to w sposób nie do poznania. Zmienia się oczywiście na gorsze. To nic innego jak rżnięcie lasów na potęgę, wycinanie drzew przy drogach.. Tu posłużę się przykładem, którego na razie na blogu nie będzie, ale znajdzie się tu przy najbliższej okazji. Wzdłuż drogi DW109 (jeździłem tam samochodem zarówno dzisiaj jak i wczoraj), i widziałem ile drzew wymordowali. A te jeszcze na mojej ostatniej trasie na Brodniki żyły: Trasa na Brodniki z 13.02. A teraz są martwe jak dusze i los ich oprawców. Ten proceder nie dotyczy jednak tylko nieudolnie przebudowywane przez cały 2019 r., drogi DW109. Dotyczy i innych dróg, które dziś mijałem. Dotyczy także lasów, które dziś mijałem. Jak ja dziś na tych skurwysynów kląłem na czym świat stoi. Jak zmagam się z silnym wiatrem, który wprost na mnie napierdziela, jedynym schronieniem byłyby drzewa, byłby las, który staje się oddaloną, zamgloną historią, którą spowijają inne wspomnienia z każdego kolejnego dnia.. Jak na tych gnoi kląłem.. A te zmiany posuwają się jednak dalej! Dokładnie 6 dni temu, w jeszcze gorszą pogodę odwiedziłem Iglice.. I tamtejszy pałacyk w ramach co miesięcznego odwiedzenia tego miejsca, które przypomina o dawnych czasach: Iglice: "Pałacyk jak ze snu" - Luty. Wbrew trudom, wbrew logicznemu myśleniu pojechałem zarówno wtedy jak i dziś, a pogoda jest po prostu straszna.. Pizga, wieje, pada.. Cuda się dzieją.. A ja w heroicznej walce przeciwko naturze - nie poddaję się! I co mnie spotyka jako nagrodę za poświęcenie?! Jebana tabliczka, że nieupoważnionym wstęp wzbroniony! Teren ogrodzony świeżą siatką. Tak, świeżą. W końcu 6 dni temu tej patologii nie było. Zrobiłem rekonesans. Znalazłem jeden słaby punkt, i wejście.. Przy murze.. Przez które z Aurelią wejdę. Dziś już nie wchodziłem. Robiło się późno a ja na po południe miałem plany. Też mi się coś od życia należy.. Jechałem na wieś, do rodziny :) Odstresować się trochę.. Pobyć na wsi.. Zażyć lepszego życia, którego tak na co dzień mi brakuje.. W domu miał też czekać smaczny obiad, to tylko szybki rekonesans i ciężki powrót.. Pod wiatr, przez las, przez błoto.. I zgliszcza mordowanego lasu.. Na końcu tylko pod wiatr.. Trudy nie mniej się opłaciły! Dzisiejsza trasa dała mi kilometry, które zapewniają mi moje pierwsze: 1000 km w roku! I to o wiele szybciej niż w poprzednich latach!
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 555

  • Trasa nr [łączna]: 637
  • Trasa nr [na blogu]: 551
  • W tym tygodniu: 5
  • W tym miesiacu: 12
  • W tym roku: 31

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 628 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 542 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 3380.56 km
  • Stan Licznika Końcowy: 3424.61 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 3419.76 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 15631 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 15675 km

  • Maksymalna prędkość: 31.2 km/h

  • Przejechałem: 44.05 km
  • Przejechałem [msc]: 401.96 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1000.55 km
  • Przebieg roweru [suma]: 23566.28 km

  • Przejechalem w 2020: 1000.55 km
  • Podroż dookoła świata (2020) 2.5014 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 58.9157 [%] km

  • Czas jazdy: 03:08:52 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1488:11:58 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1264:45:50 h
  • Czas Jazdy Suma (2020): 66:22:30 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 25:57:51 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:09:49 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:08:28 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:16:44 h

  • Średnia: 14.06 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego to przede wszystkim spore wyzwanie w postaci wyjazdu w taką pogodę. To także zmiany planów. Miałem dzisiaj jechać na taką trasę: Trasa Golczewo-Stuchowo-Kocierz i nie pojechałem :( Już się ubierałem przed godziną 9 na wyjazd. Ale nie.. Eh. Okazało się, że jeszcze na zakupy mam jechać, jeszcze coś tam -.- I nim wróciłem z tych cholernych Gryfic to było po godzinie 11. W sumie w trasę przed godziną 12 pojechałem.. Postanowiłem w takim razie pojechać na Iglice. Te natomiast chciałem robić jutro w niedzielę (23.02) no nic. Pojechałem. Przemęczyłem się. Zdenerwowałem. Przyjechałem mocno zdenerwowany.. Bo się wszystko pierdzieli. Wszystko mnie wnerwia.. Te nieustanne wycinki drzew, bardzo chaotyczne, wprost sadystyczne.. Wkurwia mnie nieustanne niszczenie lasów.. A do tego dochodzi jeszcze te zamknięcie wjazdu do Pałacyku w Iglicach co już w ogóle mnie do kurwicy doprowadza! W końcu to jedno z moich najważniejszych wyzwań dla tego rowerowego roku (2020), który pod względem różnych zabytków jak pałacyk w Iglicach, Domki i pozostałe obiekty w Makowicach może być decydujący.. W końcu ta mocno niestabilna pogoda, może wyrządzić sporo szkód. A znów te obiekty, wiele lat trwały i w końcu może je szlak trafić. To przyjeżdżam tam do tych Iglic, i jakieś gnoje otoczyli to siatką, ostrzeżeniami przed wejściem. No nie. Tak nie będzie. I to już w drugim miesiącu próby chce mi się przeszkodzić w planach?! Odebrać jakąkolwiek motywację do jazdy?! Pogoda nie zachęca, a jakoś trzeba sobie radzić. To nie jedyne zmiany. Znika już na dobre przejazd kolejowy w Resku. Pisałem o tym na ostatnim nawiedzeniu Iglic.. Tak dużo się zmienia.. To smutne.. Dzisiaj do Iglic jechałem nieco inną trasą, nieco bardziej surwiwalową ;) Pojechałem przez Łabuń Mały, w którym jakimś cudem jadąc polną drogą wyjechałem w Łabuniu Wielkim.. Miałem inny plan - chciałem wyjechać tak jak z kolegą MM jechałem na trasie: Iglice: "Pałacyk jak ze snu 2" z 09.11.2019 r.. Najwidoczniej w Łaubuniu Małym za szybko skręciłem i wyjechałem od razu w Łabuniu Wielkim zamiast wyjechać nieco dalej we wsi Potuliny. Ale to nic. Zawsze jakaś nowa przygoda, nowa droga :) Takich było sporo. Dłuższą chwilę byłem w tych Iglicach, po czym wracałem w stronę Modlimowa.. I na wysokości prywatnej drogi do prywatnej wsi Porąbka, skręciłem na Komorowo. Tutaj mnie już od lat nie było.. I trochę nie pamiętam drogi :) I zamiast w Komorowie od razu skręcać i dojechać do Słudwii to pojechałem nieco dalej pod wieś Luboradź, i stamtąd do Dobiesławia. Choć pewny nie byłem czy dobrze jadę. W końcu te lasy a raczej to co z nich zostało takie zwodnicze. Ale tak! W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jadę dobrze. Jadę do Dobiesławia.. Jeśli chodzi o same Komorowo, no to pierwsza myśl o tych stronach prowadzi mnie do odległych wspomnień związanych z trasą: Żwirownia Słudwia i dalej. A jeśli chodzi o Luboradź i drogę przez las do Dobiesławia to kojarzę ją z trasą: Nowa Przygoda - w Nowym Roku. Tyle tras tyle przygód, tyle wspomnień.. I tyle zmian świata i życia.. Oczywiście zawsze na gorsze. Dziś mogłem sobie to wszystko odtworzyć. A przy okazji się podenerwować jak na drodze do Modlimowa od Łubunia Wielkiego co kawałek wypierdolone były jakieś drzewa. W wspominanych lasach też nie działo się za dobrze.. Wyrżnięte drzewa na potęgę.. Wkurwia mnie to wszystko. Do tego ta niszczycielska pogoda, ogromny trud włożony w przejechanie trasy. Na koniec się okazuje, że trasa normalnie skończy się podobnie jakbym normalnie jechał na te Iglice, cały czas drogą (ponad 42 km). Kurwa mać! A ja liczyłem na 44 km. Bo tyle dają mi bezpieczny margines błędu, do tego, że po trasie będę miał zrobione 1000 km w roku w dniu dzisiejszym! I musiałem dobijać kilometry..! I się udało.. Prócz szczęśliwych chwil są smutne wieści. Potwierdza się to co przypuszczałem w dniu wczorajszym o czym zdążyłem napisać we wpisie: Powrotu Czas z 21.02. Kończy mi się tylna linka i to ona powoduje cyrki w pracy przerzutki. Była wczoraj ta linka ustawiana, ale to chuj, nie idzie tego ustawić. A więc trzeba wymienić linkę i ewentualnie lekko wyregulować przerzutkę i powinno jeszcze kilka tygodni śmigać. A przypominam, że napęd zbliża się do 10k km! Ale to linka się kończy. Jest zniszczona - mocno wyciągnięta. Może pęknąć.. A jeśli chodzi o te 1000 km! To wielki sukces! Po 31 trasach w roku.. Takie ładne kilometry i to jeszcze w Lutym! ;) W poprzednich latach nie było tak dobrze w 2019 r. - ten dzień wypadł: Trasa "50-tka" z 28.03.2019 r.. Zaś w 2018 r.: Wyzwanie - próba determinacji z 29.04.2018 r.. Dalej nie ma sensu się cofać :) Ważne, że jest lepiej, z roku na rok coraz lepiej. Myślę, że 2020 r., rowerowo będzie dla mnie kluczowy i o wiele ważniejszy niż miniony 2018 r., do którego często w nostalgii powracam :(

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa22lutego2020zdj1.jpgtrasa22lutego2020zdj2.jpgtrasa22lutego2020zdj3.jpgtrasa22lutego2020zdj4.jpgtrasa22lutego2020zdj5.jpgtrasa22lutego2020zdj6.jpgtrasa22lutego2020zdj7.jpgtrasa22lutego2020zdj8.jpgtrasa22lutego2020zdj9.jpgtrasa22lutego2020zdj10.jpg


Mapa przebiegu trasy :)