Trasa z dnia dzisiejszego jest drugą trasą o takim tytule, o tytule Pałacyku w Iglicach jak ze snu. Nie zawsze to jest pozytywny sen. Czasem wręcz przeciwnie.. Sen jaki miałem kilka dni temu dokładnie w dniu 02.11. Nie był zbyt ładny i dotyczył właśnie Iglic.. Coś mnie przyciąga do tego miejsca, a wszystko zaczęło się rok temu, od trasy: nieDZIELNI rowerzyści - Iglice Pałac. Od tamtej pory kilka razy w Iglicach byłem. Wiele się tutaj pozmieniało. Na gorsze. Między innymi pękła ściana budynku, w części do której chciałem się włamać będąc tutaj samemu rowerem, dwukrotnie w tym roku: Iglice: "Pałacyk jak ze snu" oraz Iglice: Straszny Pałacyk. Te miejsce niszczeje z każdym miesiącem.. Warunki pogodowe, wieloletnie zaniedbania jemu nie sprzyjają.. Dzisiaj po raz kolejny je odwiedziłem, ale pierwszy raz od zeszłego roku byłem w środku. I mogłem od środka ocenić jak wiele się zmieniło, jak daleko posunęły się zniszczenia. Po za najbardziej widocznymi ubytkami w postaci gigantycznej dziury w ścianie, skończywszy na nie pewnej podłodze, po której chodzić się za bardzo nie da. Bo się ugina pod moim ciężarem. Czas nie oszczędza niczego, a w szczególności tego symbolicznego miejsca, które z jakiegoś powodu przywołuje mnie do siebie. Jak inaczej wyjaśnić dwukrotnie pojawiający się we snach motyw związany z tym Pałacykiem? We śnie z dnia 02.11, wślizgiwałem się do zamkniętego budynku, poprzez szpary pod drzwiami, przechodziłem przez piwnice aby móc się znaleźć w środku.. Dzisiaj sen się ziścił do tego stpnia, że zdążyłem z kolegą MM z Reska, obejść wszystkie dostępne zakamarki zachowanych ruin. Nie byliśmy tylko w jednym skrzydle budynku, chronionym metalowymi drzwiami, zamkniętymi wsuwaną kłódką, którą byłoby trudno zniszczyć. Choć nie wykluczam, że następnym razem, wjadę do środka budynku z Aurelią, i spróbuję sforsować ostatnie zamknięcie, skrywające ostatnie tajemnice. Póki oczywiście jest jeszcze gdzie powracać. W końcu piaski czasu swe oddziaływanie dość wyraźnie pozostawiają po tym budynku.. Widać to w taką deszczową pogodę, która powoduje sporą wilgoć, osiadanie się fundamentów ścian.. Skrapla się ta woda, po ścianach, i mocowaniach budynku, sprawiając, że każda następna wizyta tutaj jest coraz mniej bezpieczna. W końcu to może runąć w każdej chwili. Z wędrowcami, odkrywcami w środku bądź bez nich..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 501
Trasa nr [łączna]: 584
Trasa nr [na blogu]: 498
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 157
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 575 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 489 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 1726.67 km
Stan Licznika Końcowy: 1770.43 km
Stan Licznika Końcowy2*: 1775.7 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13999 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 14043 km
Maksymalna prędkość: 34.7 km/h
Przejechałem: 43.76 km
Przejechałem [msc]: 106.61 km
Przebieg roweru [rok]: 4764.11 km
Przebieg roweru [suma]: 21912.1 km
Przejechalem w 2019: 4764.11 km
Podroż dookoła świata (2019) 11.9103 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 54.7802 [%] km
Czas jazdy: 03:19:04 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1377:58:25 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1154:32:17 h
Czas Jazdy Suma (2019): 298:15:11 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 07:41:09 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:32:14 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:53:59 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:16 h
Średnia: 13.19 km/h
Dzisiejszą trasę rozpocząłem dość późną porą, nie będąc do niej dobrze przygotowanym, po godzinie 12. Nie miałem naładowanej kamerki, nie miałem naładowanych zapasowych akumulatorków. Nie miałem do końca naładowanej lampki na rower, nie miałem naładowano telefonu... Gdyby tego było mało to późno wyszedłem będąc umówiony na godzinę 13.. Ledwo zdążyłem, spóźniając się zaledwie 3 minuty :) Ale nieźle zapierniczałem. A po drodze jeszcze fotkę piękności natury w taki deszczowy dzień, gdzie mgła wszystko okrywała jak kołderką do snu.. Nie mogłem obojętnie wobec takiego widoku przejechać. Musiałem się zatrzymać choć na chwilę! A potem było gnanie i zapierdalanie aby trochę czasu jeszcze ugrać i szybciej dojechać. Ostatecznie dystans 12,22 km pokonałem w czasie 37:13 min, co dało mi średnią 19,1 km/h. Strasznie ładny czas! A nie bez powodu o tym wspominam, w końcu dalszej części trasy średnia mi mocno spadła, gdy ruszyliśmy już w stronę Iglic. Spieszno mi było aby tam dojechać. Nastawiłem się, że będę się włamywał, że będę forsował kłódkę. Do tego zadania się przygotowałem. Do włamywania! A na miejscu się okazało się to bez celowe. W końcu część budynku, do której chciałem się dostać jest dostępna z otwartego skrzydła budynku, przez piwnice, która przechodzi przez cały budynek. Na miejscu okazało się, że jeszcze rok temu na trasie, byłem w tej części budynku, w której zawaliła się ściana, do której chciałem się dostać poprzez dwie poprzednie trasy w tym roku, poprzez dwie poprzednie wyprawy na Iglice, z marnym nieskutecznym skutkiem! Nie wiem czemu sobie ubzdurałem, że w tej konkretnej części budynku nie byłem! Skoro byłem. No nic.. Droga do Iglic wiodła przez malownicze i błotniste -.- leśne drogi, poprzez pola, lasy, nieużytki rolne. Wiodła po wieś Potuliny, którą niegdyś już odwiedziłem.. Potulne tereny
. Z wpisem tym wiąże się pewna ciekawostka. To wpis, który zrobiłem ponad 8 000 km temu, wraz z dzisiejszym już 8 109 km temu. Był to pierwszy wyjazd na obecnie ujeżdżanym napędzie, który testowałem na trasie: Popołudniowe testy osprzętu. Kawał historii za mną! Wiele tras, wiele przygód w zróżnicowanym terenie, przy zróżnicowanej pogodzie. Kto by pomyślał, że napęd przy rowerze tyle kilometrów jeszcze przeżyje! Tyle przygód, tyle tras.. A dzisiaj kolejna przygoda, leśne dróżki, kilka nowych dróżek do poznania.. Wszystkie drogi wiodą do Iglic! :) Z dzisiejszym wyjazdem wiąże się jeszcze jedna ciekawostka! Otóż ilość jazd w tym roku przekroczyła wartość 157. Tzn, dzisiejszy wpis jest moją 157 jazdą w tym roku, o tyle ważne, że w tym roku mam więcej jazd rowerowych niż w 2018 r. Ale o tyle to jest smutne, że ich sumaryczny przebieg jest niższy niż w 2018 r. Na tę liczbę składają się eksperymentalne dojazdy do pracy. Krótkie dystanse.., które niestety musiałem poopisywać na blogu. Smutne to.. Ale co poradzić. Tym czasem wycieczka miała się dobrze, przeszedłem z kolegą cały Pałacyk w Iglicach, i wraz z nastającym zmierzchem nadszedł czas powrotu. Powrót w mżawce, która przerodziła się w regularny deszcz już w Resku. Było więc mokro, ciemno, i mało przyjemnie. Wiele moich wyjazdów z Iglic, tak się właśnie kończyło! Wiele ale nie wszystkie! Na myśl przyszła mi jeszcze jedna trasa, już dawna, przywołująca piękne wspomnienia, i piękny czas, który na zawsze odszedł.. Nowe trasy, nowe drogi
z 07.09.2016 r.. Także, droga powrotu była nieco cięższa, deszczowa. Ale co ciekawe deszcz towarzyszył mi tylko do Jarzysławia. W Jarzysławiu nagle przestało padać.. Tylko wciąż było ciemno. Kończyły mi się energie i w powerbanku, i w telefonie, i w akumulatorkach.. i w lampce.. Wszystko się powoli kończyło. Na całe szczęście wszystko do końca trasy przetrwało :) Kolejna udana trasa, piękna historia, która napawa pewnym niedosytem. Pewną chęcią powrotu do tego miejsca, i pewnym smutkiem.. Bo jak będzie wyglądał świat, jak będą wyglądały Iglice gdy Pałacyku już nie będzie wśród nas, gdy stanie się jedynie kupą gruzu?..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)