Trasa z dnia dzisiejszego jest zwieńczeniem mojej weekendowej próby i weekendowego jeżdżenia co następuje od czwartku: Trasa na Brodniki - gdy w dzień w dzień jeździłem. I to nie mało. I wcale się nie oszczędzałem. W wyniku weekendu, dość mocno jeżdżonego, nadrobiłem straty spowodowane chorobą tym, że kilka dni nie jeździłem i trochę z formy opadłem. Teraz sobie tą formę odbiłem. W nie zawsze w idealnych warunkach. Już można powiedzieć, że do soboty pogoda była OK czyli do trasy 50-tki. A to co się działo dzisiaj to jest masakra. Bardzo wysoka cena, za duże temperatury, które dzisiaj występowały. Przyniosły one ogromne porywy wiatru, które w późnych po południowych godzinach dochodziły do 80 km/h. Pogoda była mocno zmienna - bardzo niepewna. Miejscami miałem z wiatrem i było fajnie i przyjemnie. A miejscami miałem pod wiatr.. Moja trasa zaczęła się o godzinie 9:30 rano gdy ruszyłem w drogę.. Choć to co się działo za oknem i na świecie zachęcające nie było. Mocno pizgało, było pochmurnie i nieprzyjemnie. Choć powiem z całym przekonaniem, że wyjście na trasie: Makowice: Wietrzne zatargi - było znacznie gorsze. Wtedy wprost wyjście było odpychające, przeraźliwie huczał i gwizdał wiatr. Dzisiaj tego nie było, ale to były tylko pozory. Moja trasa trwała od godziny 9:30 do 12:44. W między czasie były oczywiście przerwy i sama częściowa penetracja pałacyku w Iglicach. Wraz ze wzrostem długości dnia i pojawianiem się coraz bardziej sprzyjającej aury pogodowej, będę penetrował pałacyk dłużej i dogłębniej. Dzisiaj mało co, ale już wchodziłem. Na mojej pierwszej takiej trasie w roku: Iglice: "Pałacyk jak ze snu" - Styczeń. Nie zagłębiałem się do wnętrza pałacyku. A teraz do rzeczy. Po co mówię o godzinach, wietrze, temperaturze? :) Wiąże się z tym historia trudów dzisiejszej trasy, wielkiego wyzwania i oczekiwanego zwycięstwa! Otóż, zapisałem sobie raport pogodowy INTERII dla dzisiejszego dnia. I wskazywał on następujące wartości: godzina 9:00 -> wiatr 33 km/h max 50 km/h, 10:00 -> wiatr 33 km/h max 52 km/h, 11:00 -> wiatr 35 km/h max 57 km/h, 12:00 -> wiatr 37 km/h max 59 km/h. Było coraz gorzej. Najgorsze były fragmenty jak pizgało prosto na mnie. Pogoda była też mocno niestabilna. Miejscami padała mżawka, miejscami ogromne krople deszczu.. A miejscami było słonecznie -.- Kierunek wiatru też się mocno zmieniał.. W tym jego siła.. Podmuchy były jednak odczuwalne, miejscami musiałem jechać bliżej środka drogi bo zrzucało mnie na pobocze..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 550
Trasa nr [łączna]: 632
Trasa nr [na blogu]: 546
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 26
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 623 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 537 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3256.46 km
Stan Licznika Końcowy: 3298.65 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3293.8 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 15506 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 15549 km
Maksymalna prędkość: 35 km/h
Przejechałem: 42.19 km
Przejechałem [msc]: 276 km
Przebieg roweru [rok]: 874.59 km
Przebieg roweru [suma]: 23440.32 km
Przejechalem w 2020: 874.59 km
Podroż dookoła świata (2020) 2.1865 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 58.6008 [%] km
Czas jazdy: 02:48:34 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1479:37:03 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1256:10:55 h
Czas Jazdy Suma (2020): 57:47:35 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:22:56 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:28:59 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:13:22 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:02 h
Średnia: 15.07 km/h
Dzisiejsza wyjątkowa w swoim przebiegu trasa - zamyka moje weekendowe wojaże, które trwały w sumie przez 4 dni. Dzisiejszy wyjazd zaczął się z małym spięciem w domu i durnym komentowaniem pogody. Przecież było ciepło o co chodzi. Ja dzisiaj wcześnie spać nie mogłem, zacząłem dzień przed godziną 6 rano, a już o godzinie 6 rano było +7℃. Maksymalna dzisiaj była znacznie wyższa - ok. +13-15℃. Może się lokalnie różnić.. Było więc w miarę ciepło, tylko silny wiatr, a potem opady deszczu obniżały tą temperaturę. To co się działo za oknem nie zachęcało do rowerowych wojażów. A durne komentarze, odnośnie pogody, które mnie mały zniechęcać przecież nie sprawią, że pogoda będzie znośniejsza czy lepsza! Już pisałem w jednym z pierwszych wpisów w tym roku: nie ma złej pogody, są co najwyżej źli ludzie. Trzymam się tego motta. Dzisiejsza trasa jest jasnym przekazem jak mocno.. News pogody tylko potwierdza, że nie działo się za dobrze w pogodzie w dniu dzisiejszym: TwojaPogoda - Szaleje Wiktoria. Więc moja próba nie była łatwa. A pierdolenie jaka ta pogoda zła, przecież nie zmieni tego jaki jest jej faktyczny stan. A to tylko wytwarza "złą energię", malejące nastawienie, które może mieć faktyczny wpływ na przebieg trasy. Wkurwiające jest jeszcze takie gadanie: a będzie pogoda, a będzie.. Co to ma znaczyć co będzie?! Co będzie to będzie. Wpływu na pogodę nie mam (nie sugeruję, że takowy nie jest możliwy), ale ja z moimi możliwościami nie mam ;) Mam jednak wpływ na to co zrobię. Jak pogoda jest zła i nie odpowiednia to zrobię mniej kilometrów, ale te zrobię. Dość dobitnie pisałem o tym na trasie z przed lat: Orkan Grzegorz. Także dzisiejsza trasa to strasznie wietrzna pogoda, męczący wiatr. Ten dał mi się najbardziej we znaki na odcinku od Łabunia Wielkiego do Reska. Tam to piździło, że masakra. Do tego padało.. W pierwszą stronę gdy jechałem do Iglic, dopiero w Resku trochę padało, potem się uspokoiła pogoda, i w powrotnej drodze padało, aż ostatecznie znowu się uspokoiło.. Z dzisiejszego wyjazdu przynoszę również smutne wieści, związane ze zmianami. Dawny most kolejowy na wyjeździe z Reska, pod wsią Policko staje się historią. Stary most a raczej to co z niego zostało, no bo jego górna część jest historią od wielu wielu lat. Zachowały się wzmocnienia wiaduktu. Teraz wszystko jest rozbierane, ogrodzone blachami, które poprzewracały się w trakcie mojej ekspedycji w Iglicach a w drodze powrotnej. Sporo się zmienia, co bardzo mnie smuci. Są jeszcze inne aspekty trasy jak pojawienie się przestępców w lasach. Przyjechali samochodami ze sprzętem do zabijania drzew.. Nie omieszkałem porobić parę zdjęć czym skurwysyny jeżdżą.. Nie powiem do czego mi to potrzebne, bo to może się okazać nielegalne ;) I ostatni problem jaki mnie dobija, to to, że dzisiaj wracam na Szczecin. Wracam do tego życia z którego dopiero udało mi się wyrwać.. choć na chwilę.. A to znów trzeba wracać. Znowu się zaczną narzekania na miasto, na pracę, na życie. To nie wszystko. Od kilku msc widziałem przy Aurelii małe uszkodzenie w górnej części ramy. To przez przewożenie roweru na bagażniku rowerowym. Ramię bagażnika, ma taką jebaną śrubę, która dotykała górnej części ramy i zaczęła żłobić w niej ślad.. Dzisiaj zrobiłem zdjęcia, bo zaczyna mnie to niepokoić i rzucać się w oczy. I teraz się czuję bardzo źle z tym odkryciem, choć nie jest ono nowe. Jeszcze kilka msc temu to zauważyłem.. I pewnie na starych zdjęciach Aurelii znajdę ten defekt.. I teraz nie wiem co teraz ehh. Zawsze coś.. Wiecznie coś musi mi się w tym podłym w tym złym życiu zdarzyć :( Będę obserwował, będę miał to na uwadze i miał nadzieję, że z Bożą Opacznością, nic złego się nie stanie i jeszcze z Aurelią zrobię tysiące kilometrów.. :) Mam również nadzieję, że w MAJU już w MAJU zmienię swoje życie na lepsze jak porzucę tą niszczącą i wprawiającą w depresję pracę, znienawidzone miasto i doprowadzające do kurwicy miejsce zamieszkania w jebanym wojskowym internacie.. Nie chcę na razie myśleć o tym wszystkich o tych wszystkich zmartwieniach. Chcę się tylko cieszyć tym, że mimo zmęczenia, mimo pogody i pierdolenia innych osób , ojciec dzisiaj mnie wkurwiał, i gadał o złej pogodzie, udało mi się tą trasę zrobić. Było ciężko. Przyjechałem zmoczony od deszczu i potu. Zarżnięty i wyrżnięty i wyjebany do zera.. Ale powiem tak: BYŁO WARTO! :)) Tylko BÓG może mnie powstrzymać od dalszych tras, gdy ześle na moją drogę kostuchę pędzącą na elektrycznej hulajnodze, która zabierze mnie na tamten świat :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)