Trasa z dnia dzisiejszego to nie tylko kolejna trasa 50-tka, która mam nadzieję, że chwilowo zaburza mój sposób jej postrzegania. Był już taki czas, że przyjeżdżałem po tych 50-tkach taki zmęczony, zmarnowany. Dziś znowu się to dzieje. Tak mi się dłużyła ta trasa... Tylko jest inny problem. W ostatnich dniach się trochę słabiej czuję, nie idzie mi te jeżdżenie. Jakoś się wykończyłem pewnie po niezwykle udanym lipcu, gdy moje wojaże przekroczyły wartość 1200 km. Teraz jeszcze jest zmiana pogody, niby jest ponad 20℃ wciągu dnia, ale jakoś tego nie czuję. Dla mnie jest nieprzyjemnie. Zimno. I ten wiatr. Wyczuwam nieprzyjemną jesień. To dodatkowo mnie smuci. A w tym wszystkim co się dzieje, pozostaje pewny "obowiązek" jakim jest raz w tygodniu zrobić tą cholerną 50-tkę do 1.09. Mimo wszystko trzeba przetrwać. Teraz już nie pozostało dużo czasu, jeszcze w sumie 2 trasy 50-tki, a po niej finał 1 września. Jeszcze 2 razy mogę wybrać sobie termin jazdy! :) Jeśli to takie proste, że mogę wybrać... Zazwyczaj staram się aby był to początek tygodnia. Ma to duże znaczenie dla mnie, ma się "trasę z głowy". I cały tydzień nie muszę się tym przejmować. Tylko nie zawsze się tak da... No ale więcej szczegółów napiszę w trasie 50-tce z 01.09. A tym czasem jak wspomniałem dzisiejszy wyjazd nie był tylko kolejną tym razem znów nużącą trasą 50-tką. Był wyjątkową trasą na której moja przednia opona Schwable Mundial przekroczyła niewyobrażalną wartość 30 000 km - licząc od trasy: Makowice z 11.10.2018 r.. Zbierało się na te wydarzenie od wielu tygodni. I w końcu się stało! Co prawda w takich niesprzyjających rowerowaniu okolicznościach... Nie mniej, w końcu w tą wartość wkroczyłem. To wymagało małego komentarza. W końcu nie codziennie opona w rowerze kończy tak absurdalnie wysoką wartość! To coś nie spotykanego. To coś, co przypomina mi o innym wpisie, który był wyznacznikiem czegoś nowego, z chwilą jego wpisania nie znanego, tak samo jak z chwilą pisania dzisiejszego wpisu nieznane są moje losy na kolejnych wpisach. Dziś nie wiem np. gdzie pojadę we wpisie: 1201 i co się będzie wtedy działo... A za jakiś czas pewnie nie będzie to żadną tajemnicą: Życie po 30k km.... Także jak minęło 30k km z Aurelią tak dziś mija 30k km przedniej opony (dokładnie po dzisiejszej jeździe, włącznie z dzisiejszą trasą) wartość wynosi 30030 km.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1081
Trasa nr [łączna]: 1161
Trasa nr [na blogu]: 1075
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 119
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1149 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1063 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9369.2 km
Stan Licznika Końcowy: 9419.41 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9413.25 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 21982 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 22033 km
Maksymalna prędkość: 32.7 km/h
Przejechałem: 50.21 km
Przejechałem [msc]: 201.28 km
Przebieg roweru [rok]: 4864.69 km
Przebieg roweru [suma]: 46119 km
Przejechalem w 2022: 4864.69 km
Podroż dookoła świata (2022) 12.1617 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 115.2975 [%] km
Czas jazdy: 02:37:38 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2915:46:40 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2692:20:32 h
Czas Jazdy Suma (2022): 321:26:21 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 11:55:49 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:23:10 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:04 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:26 h
Średnia: 19.19 km/h
Dzisiejsza trasa jak już wspominałem nie należała do moich najlepszych tras 50-tek. Tych miałem w wakacje dużo - przeszły mi złe myśli, ciężar pokonywania tej trasy. I jakoś nawet z przyjemnością brałem się za kolejne 50-tki. Do dziś. Ale to może być wina tego, że w ogóle w ostatnich dniach jeździ mi się gorzej tak bez weny. Najchętniej to bym w ogóle nie jeździł. I jeszcze ta cholerna pogoda. Kilka dni temu zrobiło się ochłodzenie i po nim jest gorzej. Ciągle tylko wieje, jest nie przyjemnie w moim odczuciu. Zimne poranki i wieczory. Jakoś mnie to hamuje przed dalszym jeżdżeniem. Sam nie wiem czemu. Może muszę się przyzwyczaić do nowych okoliczności? Ale w sumie bardziej nie pokoi mnie to jak ciężko mi idzie ta trasa. Jak bardzo się dłużyła, jak mnie męczyła. Gdyby tego było mało to problem stanowiły również akumulatorki... które złośliwie nie chciały się ładować. Zresztą nie tylko dziś. Na ostatniej trasie też miałem z tym duży problem: MM & Dróg Zmierzch. Prawdopodobnie to wina kabli USB. Znowu nie łączą. Na dniach to sprawdzę i będę musiał znowu wymieniać bo co zrobić. I cóż, trasa 50-tka wolno bo wolno ale mijała, z punktu do punktu. Dzisiaj chociaż tyle mojego, że jechałem moim ulubionym wariantem trasy 50-tki. No i pociesza mnie to, że jeszcze tylko 2 próby i finał. Teraz nie ma wyjścia. Przecież nie poddam się na końcu. Tyle czasu wytrzymałem, przetrwałem te gorsze okresy, które miałem do trasy: Trasa "50-tka". I kilka kryzysów miałem w maju. Choć nie zawsze wprost na blogu o tym pisałem. Czasami po prostu pożaliłem się JS, że słabo m szło. Jechałem bo jechałem. Jakoś jednak przyjemności z tego nie było jak dziś. Częste postoje, jak nie przez te cholerne baterie co nie chcą się ładować to potrzebowałem postoju. Najgorzej dziś znosiłem ten wiatr. I w sumie tylko jego. Muszę powiedzieć jeszcze jedno. Na drogach nie widać tego wakacyjnego tłumu, który dawał się we znaki jeszcze w lipcu. Jest znacznie spokojniej, znacząco mniej aut. A może po prostu trafiłem w dobrą godzinę? W sumie nie wiadomo. Póki co cieszę się, że przetrwałem. A przede mną tylko 2 próby i finał. Może nie będzie tak źle? Jak np. JS by do mnie dołączyła... jeszcze chociaż na jednej z dwóch prób... To na pewno milej bym przetrwał ten czas jak te kilka prób, na których mi towarzyszyła: Upalna Trasa 50-tka czy Trasa "50-tka" z 03.07 i niestety ostatnia: Trasa "50-tka": szał samochodziarzy. Może jeszcze dołączy do mnie, na moich ostatnich 2 próbach przed finałem 1.09. Ja chyba bardzo czekam na ten finał. Choć wiem, że wiąże się on z końcem wakacji itd. No trudno. Nic nie trwa wiecznie... A przynajmniej te próby się skończą i znów będę wolny, póki nie wymyślę sobie czegoś nowego co jest fajne na chwilę. Bo potem staje się męczące... Dziś przetrwałem ale było ciężko. Już dawno nie wracałem taki zmarnowany po trasach 50-tkach jak dziś... Mam nadzieję, że to tylko incydent a nie, że tak już będzie do końca przez ostatnie 2 próby... Finał może jakoś przetrwam. W finałowej trasie jest inny problem. Coraz krótszy dzień a ten we wrześniu wyraźnie daje się we znaki. A z tym wychodzeniem ze szkoły może być różnie... No ale zobaczymy do tego jeszcze jest czas. Jeszcze parę tras może być za mną. A co do przedniej opony i jej ogromnego wyniku! To ważny temat, i zbyt obszerny aby go dziś poruszać. Wrócę do niego na pewno z dniem w którym ta opona zakończy żywot. Mam nadzieję, że nie nastąpi to zbyt szybko i jeszcze nie jedna wspólna trasa i historia będzie nam pisana...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)