13.07.2021
Jazda nr: 866

Tagi: busz_zboz, makowice, iglice, drzewa, zach_slonca, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego w trudnych warunkach pogodowych w końcu zaprowadziła mnie śladami pokonywanej rok temu pożegnalnej trasy: Pożegnalna trasa z 05.04.2020 r.. Bardzo trudna, nieprzewidywalna a do tego chroniona przez wszelkie maści robactwo. Jakby towarzyszący dzisiaj upał nie był dość dużym problemem to jeszcze zmagałem się z wiatrem i robactwem. Leśne i polne drogi, które wypełniały dzisiejszą trasę były również nieprzyjemne co nieprzejezdne - przynajmniej dla mnie. Większość drogi to duża męczarnia - tym większa, że ostatnie dni spędzałem w dzień w dzień na rowerowaniu. I może nie ma to aż tak dużego przełożenia na dzisiejszą trasę (wyjazdy z ostatnich dni) to najbardziej będzie tutaj dawać się we znaki ostatni wyjazd z wczorajszego dnia: Opowieść o rurach - dość długa i wykańczająca. I taki wykończony, taki zmęczony i nie czujący się już od rana zbyt dobrze pojechałem w tą trudną próbę. Leniwie mijały godziny w pracy, gdzie nie wiele robiłem. Ze względu na dzisiejszą trasę opuściłem pracę nieco szybciej - już koło 12 mnie nie było. Wróciłem czym prędzej do domu, raz dwa coś zjadłem. I w drogę. Już od początku dawał się we znaki upał, mocne załadowanie, wręcz obładowanie Aurelii.. Niepotrzebnie brałem kanapki na drogę. Przez ten wykańczający upał i spory wysiłek byłem zrezygnowany i nieskory do jedzenia ani słodyczy ani tym bardziej przygotowanych na okazję dzisiejszej trasy bułek z konserwą. A cała trasa przecież trochę trwała. To nie łatwa i bardzo długa trasa, na której sporo się działo. Przez niewielką w zasadzie nieistotną jej część miałem towarzysza - BB. Nie wspominam o gnoju i nie będę. To dla mnie już na dość zrozumiałe, że BB nie jest osobą do naśladowania. To zwykły gnój jest i tyle. Popisuje się tym kim on nie jest, a jak przychodzi co do czego to jednak wychodzi to, że nie daje rady. Taki z niego sportowiec.. Dzisiaj się oficjalnie poddał z powodu zerwania linki od przedniej przerzutki w wyniku czego nie może jechać na środkowym czy wyższym blacie. Miał do mnie wobec tego potem dołączyć - od Gostynia. Tyle, że serwis robił w Gryficach w HobbyBike co mu w sumie poleciłem. Bo gdzie mu od ręki zrobią jak nie tam. No i faktycznie zrobili. Ja już byłem pod Gryficami a on był po serwisie. Miał dołączyć, miał dołączyć no ale szukał kolejnych wymówek. Poszło o to, że nie ma stroju rowerowego. W końcu jak byłem w Bądkowie, gdzie sporo uznał mi się teren trasy "buszującego w zbożu", i pierwsza terenowa przeprawa w pełnym słońcu (było ok. +29℃) - nawet nie odbierał telefonu. Olał sprawę. Po prostu zwykły kurwa gnój, któremu nie daruję tego jak potraktował mnie na 147 UltraBiku: 147 UltraBike 2021: porażka. Nie daruję też tego jak rozpowiadał jaki to ze mnie słaby zawodnik. Nie mam jak się na nim zemścić, umyślnie unika każdego wysiłku, jeżdżenia. Teraz ja bym się pokazał, że mam więcej sił i aspiracji. I nie czekałbym na niego. W tyle zostawiał, i tylko poganiał jak on mnie. Zemsta musi być. A gnój jeden sobie tak odwala. Przez długi czas nawet go nie prosiłem na żadne wspólne trasy. On zresztą też mnie na nic nie namawiał poza zawodami kolarskimi w Łobzie - dystans 96 km. Jednak się na to nie piszę. Mam wciąż nie wymieniony napęd, który ledwo już działa. Jak mi się to rozsypie to dopiero będzie.. No a drugi z ważniejszych powodów to nie chcę jechać z nim. Jakbym chciał jechać to niech każdy jedzie sam. Niech sobie każdy jedzie na swój czas i nie patrzy na innych. Nie chcę tej zależności a potem wypowiadania, że on ze mną jechał, musiał na mnie czekać czy coś. Niech spierdala. Nie chcę być od nikogo a już szczególnie tego śmiecia uzależniony. Na takich zawodach takim ćwokom odpierdala i się uważają za nie wiadomo kogo. Jakby sprawiedliwość na tym świecie istniała, której tak bardzo pragnę to właśnie jemu nie powinno się udać. To właśnie on nie powinien przejechać żadnego z maratonu w tym tego pierdolonego 147 UltraBiku. To właśnie jemu się nie powinno udać a nie mnie. Wcale sobie nie zapracował na to aby jechać i na to aby sprostać tym nie łatwym wyzwaniom. Więc sprawiedliwości nie ma.. Chociaż jedynym moim pocieszeniem jest to, że mimo sporych trudów, złego samopoczucia i męczących bólów głowy, które zaczęły się już w Bądkowie przejechałem całą tą nie łatwą trasę. Walczyłem z sobą i innymi przeciwnościami losu. Jestem cały pogryziony przez te cholerne końskie muchy i kilka komarów.. Jestem wykończony całą trasą, tym całym dniem. Ale najważniejsze jest to, że jestem szczęśliwy. Niepewności i trudności było co nie miara, najważniejsze jest jednak to, że się udało, że pokonałem to dwuczęściowe wyzwanie - gdzie pokonanie samej trasy Buszującego w Zbożu uznawane jest za wyzwanie. A gdzie druga część trasy? ;) Również nie łatwa.. I wymagająca..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 871

  • Trasa nr [łączna]: 952
  • Trasa nr [na blogu]: 866
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 10
  • W tym roku: 126

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 943 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 857 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 391.15 km
  • Stan Licznika Końcowy: 510.28 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13012 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 13131 km

  • Maksymalna prędkość: 36.4 km/h

  • Przejechałem: 119.13 km
  • Przejechałem [msc]: 510.28 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5190.61 km
  • Przebieg roweru [suma]: 37201.97 km

  • Przejechalem w 2021: 5190.61 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 12.9765 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 93.0049 [%] km

  • Czas jazdy: 07:28:47 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2351:23:31 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2127:57:23 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 327:23:43 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 32:26:08 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:14:37 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:54 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:35 h

  • Średnia: 15.95 km/h
Dzisiejsza trasa a w zasadzie wyzwanie dzieliło się - przynajmniej tak można uznać, na dwie części - na przejechanie prawie całej trasy Buszującego w Zbożu - z której zjeżdżam i jadę na Gostyń, potem w stronę Komorowa, które mijam bokiem po takiej nieprzyjemnej drodze zbudowanej z kamieni. Kiedyś niemcy tak drogi budowali. Kiedyś to może miało sens. Teraz jest strasznym zagrożeniem. A już nie wspomnę jak bardzo to wkurwia. Jest też szkodliwe dla zdrowia. Takie drogi powinny być eliminowane. Nie pasują do współczesnego świata, współczesnych pojazdów, które nie są przystosowane do jazdy po czymś takim co prowadzi do ich szybszego zużywania się. Błędne koło się napędza. Niczym nieuzasadniony konsumpcjonizm, coraz więcej katastrof naturalnych. Coraz większe zniszczenia wśród roślinności, drzew czy lasów. Czy czegoś co niegdyś można było uznawać za las. Teraz mamy sadzonki, których los jest przesądzony - mają zginąć. Pożegnalna na dzień dzisiejszy trasa zawiera w sobie wiele wspomnień i znanych mi problemów, które towarzyszyły mi od pierwszych dni używania nowego napędu (4-rtego) napędu. Tak obecnie życie kończy 4-rty napęd. Jest to równocześnie najdłużej działający u mnie napęd, który ma grubo ponad 12 tyś przejechanych km. I jest z nim coraz gorzej. Dochodzi do sytuacji, że co kilka km łańcuch daje o sobie znać. Dochodzi do sytuacji, że łańcuch się blokuje przy większych podjazdach i nie ma możliwości jechać. Nawet siłowo. Coraz więcej oznak jego zużywania się. Cóż mu się dziwić skoro od trasy gdy zrobił pierwsze kilometry: Gryfice: test nowego osprzętu - minęło tak dużo przygód, tak wiele wydarzeń miało swoją chwilę chwały.. Tak dużo się w tym świecie zmieniło. Na gorsze - czego dowodem jest wciąż pojawiająca się kwestia drzew. Tylko drzewa, i drzewa. Gdzie nie spojrzę tam wiecznie coś wycięte, coś zniszczone. Ta akcja przez kilka tygodni nieco ucichła. Wraz z ucichnięciem akcji #koronawirus, #szczyp_się, itd. Tyle, że akcja znów powraca. Idzie 4 fala wirusa, który pewnie nas wszystkich pozabija, ale te kurwy dalej będą żyć. Więc kogo on zabija?! Nie rozumiem. Jakoś konkurencji na rynku pracy nie zabija.. To jednak osobna sprawa, wymagałaby większego komentarza. Nie jest tak kontrowersyjna jak gwałtowne zmiany w pogodzie: Nawałnica w Borach Tucholskich - 13.07.2021 r. TwojaPogoda.pl. A to wszystko wiąże się z tematem drzew, nieustannego niszczenia natury. Przejrzycie stare wpisy na blogu. Przecież pisałem, że tak będzie. Przecież pisałem, że będzie coraz gorzej i co? I proszę - tak właśnie jest. Temat nie nowy, ani nie stary. Pojawia się, wypełnia szare dni jak mijane wiele razy drogi, które do znudzenia znam. A czasem się zdarzają miejsca, rzadziej odwiedzane. Jednak z historycznych pobudek ważne jak Potuliny. Jak ostatnie czasy, gdy MM nie był antyrowerowcem, gdy łączyło nas znacznie więcej niż wymiana nieszczerych uprzejmości: Potulne tereny. Pomimo tego, że dziś doskwierał upał, czasem wiatr dawał się we znaki, nie zważając nawet na to, że nie czułem się dobrze - nie poddałem się. Walczyłem o każdy kilometr trasy. Była to ciężka wyprawa to fakt. Jednak nie w myśl mi było ją skrócić, poddać się. Zwalczałem każde oznaki takiego myślenia i działałem dalej. Już bez sił, bez nadziei i wiary. Jednak działałem, jechałem dalej wraz z kończącym się dniem, z zachodem słońca, wschodem księżyca i powoli tulącego mroku, który tak delikatnie otaczał wszystko dookoła.. Wieczorny kocyk, chroniący przed złem tego świata. Piękna historia dobiega końca. W tejże odwiedziłem Iglice - byłem przy pałacyku, nawet kawałek w nim aby się skryć przed robalami. Nie piszę, że to urbex. Nie miałem na to dzisiaj czasu. Ale z pewnością tu wrócę. Wszakże Iglice były dla mnie najważniejszym tematem w dawno minionym 2020 r. A to w końcu lwią częścią przebiegu aktualnego napędu, i wspólnych przygód są regularne odwiedziny Pałacyku w Iglicach. To w końcu tak, po latach dzieciństwa powróciła do mnie pasja odkrywcy - i narodził się nowy wciąż odkrywany trend Urbexu. Wszystkie pasje jakoś się ze sobą łączą - rower, pisanie, robienie zdjęć natury i krajobrazów, a teraz także zwiedzanie i odkrywanie. To jest ze sobą połączone i co najważniejsze: nie wyklucza się nawzajem. I takie piękne wciąż wzmacniające się pasje trwają wraz z każdą kolejną rowerową przygodą :) Mija kolejny dzień, kolejna trasa. A przede mną tyle do odkrycia. A dzisiejsze trudy będą naprawdę na długo zapamiętane. I te pogryzienia - jestem cały od placów, rąk po nogi pogryziony przez wszystko. Na te cholerne końskie muchy nic nie pomagało. Ani wyzwiska, ani groźby - że je podpalę i w ogóle.. Atakowały wciąż bez opamiętania na wyjeżdżonych, świeżym piachem często zasypanych wiejskich dróżkach. Najgorsza była droga z Iglic do Potulin. Potem już jakoś poszło.. Jakoś przygoda trwała do końca. I mimo wzrastającej ochoty do buntu, do poddania się po tych wszystkich trudach i nawracających silnych bólach głowy - zrobiłem rundę po Makowicach tylko tam nie miałem oryginalnego przebiegu trasy. Lotnisko zastawione, zabunkrowane. Wszystko przez pierdolony festiwal kurw i błaznów: Makowice-Lotnisko: "Festiwal kurw i błaznów". Z pierdolonym owsiakiem na czele. Więc objechałem lotnisko leśną drogą, wyjechałem pod Makowicami i w ten sposób kończyłem pewny ważny etap trasy. Zbliżając się pierwszy raz do Płotów, mimo tego, że już było po zachodzie słońca, które żegnałem w Makowicach.. Nie miałem wątpliwości co do tego jak powinienem uczynić. Skręciłem w stronę Reska, i pojechałem na skrzyżowanie Słudwia - Czarne. Wyczerpanie po trasie rosło, jednak nie poddawałem się ani na chwilę i jechałem dalej. Nie ukrywam, że jestem z tego powodu bardzo zadowolony! Miałem tyle powodów, tyle okazji aby zrezygnować aby się poddać. Lecz wciąż odnajdywałem w sobie na tyle wiary na tyle sił aby się nie poddawać i walczyć do końca o każdy kilometr mijającej trasy..! I cóż, przeszła mi w myślach taka idea aby w przyszłym roku zastąpić szlaki Pożegnalnej Trasy na takie drogi, które odzwierciedlają faktycznie najczęściej odwiedzane i najważniejsze wspomnienia z kończącego się okresu życia kolejnego napędu.. To nie ukrywając taka próba ucieczki od tych niełatwych i coraz trudniejszych do pokonywania szlaków obecnie przejeżdżanej Pożegnalnej Trasy. Teraz jednakże nie będę się tym przejmować. Do przyszłego roku, przyszłych zmagań jest jeszcze sporo czasu. I to wtedy będę się o to martwić, choć wtedy jeszcze bliższa prawdy niż dziś będzie maksyma: nie będziesz młodszy tylko coraz starszy. I pod tym względem na pewno nie będzie mi łatwiej zmagać się z kolejnymi życiowymi wyzwaniami..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa13lipca2021zdj1.jpgtrasa13lipca2021zdj2.jpgtrasa13lipca2021zdj3.jpgtrasa13lipca2021zdj4.jpgtrasa13lipca2021zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)