Na dzień dzisiejszy, na dzień gdy wypada 15 000 km mojego roweru, wcale nie planowałem do zrobienia trasy 200 km, czy więcej niż 200 km! Kilka dni temu miałem na dzisiejszy dzień nieco inne plany. Chciałem zrobić trasę podobną w przebiegu do Unin - nadmorska przygoda. Chodziło mi właśnie o miejscowość Unin a także Laska. Miała to być przejażdżka dookoła Zalewu Kamieńskiego i rzeki Dziwnej. Cała trasa miałaby ok. 160 km. Nie mniej jednak, jeszcze 21.08 pojawiła się taka myśl czy nie spróbować jeszcze w tym tyg. a dokładniej dzisiaj zmierzyć się z trasą 200 km. Dzisiaj są sprzyjające warunki pogodowe, i to był główny czynnik, który mnie zachęcił. Szybko podłapałem tą myśl - czy nie zrobić tych 200 km, czy podołam, i postanowiłem zrobić tą trasę. Tak naprawdę nastawiłem się na nią wczorajszego dnia (22.08). Cały dzień tak chodziłem, myślałem rozważałem. W końcu postawiłem wszystko na jedną kartę! JADĘ! W końcu nie mam nic do stracenia. W najgorszym razie by mi się po prostu nie udało i tyle - nic nie tracę próbując, a żałować mogę tylko tego, że nie spróbowałem - a nie tego, że spróbowałem a nie podołałem! Także na wstępie się pochwalę! UDAŁO SIĘ! Pojechałem w tą długą i męczącą trasę. Mimo kilku kilku kryzysów na niej, nie poddałem się - jechałem dzielnie dalej, dzielnie walczyłem z losem i zwyciężyłem. Ostatecznie, w całości trasy osiągnąłem dystans ponad 210 km. Być może dałbym radę więcej jechać a być może nie :) Dzień się już kończył, czas było zjechać i dać sobie spokój z dalszym jeżdżeniem. Na jeżdżenie na nie wiadomo ile to i tak wyjechałem za późno - dokładnie w trasę ruszyłem o godzinie 5:02. Wyjeżdżając z domu tak wcześnie rano byłem pełny nadziei i optymizmu i nie wiedziałem jak potoczą się moje losy, gdzie doprowadzą mnie szlaki tras. Pierwotny zamysł miałem taki aby pojechać do Szczecina np. na Jezioro Głębokie, tam się zakręcić i wrócić. Ostatecznie nieco spieprzyłem zamysł przebiegu trasy, bo jakbym nie kombinował tak ciągle brakowało mi kilometrów. A konkretny zamysł zrobienia 210 km. nie jest przecież bez przyczyny :) Przecież gdybym chciał zrobić 200 km, to zadowoliłoby mnie 200 czy aby ładnie wyglądało 201 km. Skąd zatem magiczna liczba 210 km?! :) Stali czytelnicy bloga nie powinni mieć problemu z tą zagadką. W końcu często wspominałem datę 29.08.2015 r. Był to do tej pory mój najdłuższy dystans 208,5 km. A ja chciałem skorzystać z szansy, że już jadę 200 km, że dobrze mi idzie i pokonać dystans życia - ustanowić nowy rekord życiowy co ostatecznie się udało! Od dzisiaj mam nowy rekord życiowy i od dzisiaj poza oczywiście 29.08.2015 najważniejszą datą będzie 23.08.2018 r. To są moje dwie jazdy (na tę chwilę), w których zrobiłem więcej niż 200 km. To jest naprawdę coś, dla mnie to jest coś, i daje mi to tyle dzisiaj do wiedz, że wiem, że raczej na 300 km nie jestem gotowy :( Może z 220-230 km bym zrobił, ale na więcej a już tym bardziej 300 to raczej nie mam szans. To może nie kwestia roweru, ale samych treningów. Rok miałem ładny, ale w Czerwcu, przez jakiś czas w Lipcu się nieco popsuły moje treningi i jeżdżenie, i to teraz się tak odbiło na mnie, że z większą trasą nie miałbym szans. A zresztą - nie miałbym kiedy jej zrobić. Kończy się Sierpień. Nie wiadomo czy do końca Sierpnia będzie ładna pogoda jeszcze, na tyle ładna aby jechać na tyle kilometrów. Bo w brzydkiej pogodzie zrobić krótki dystans to żaden problem. Nie wiadomo jaka będzie kondycja roweru czy moja. Z rowerem różnie bywa, trochę jest jeżdżony więc siłą rzeczy sprawny nigdy nie będzie. Zawsze się coś będzie psuło, wyrabiało. Więc to też może być problem przy kręceniu długiej trasy. To jeden z kilku czynników, który wywiódł mnie dzisiaj na trasę, na którą się mocno nastawiłem wczoraj (22.08). Wywiodło mnie, pojechałem i koniec końców dałem radę! Co powinienem teraz zrobić? Albo właściwie co przekłada się na mój sukces, to w końcu moja najdłuższa trasa odkąd jeżdżę rowerem, i najdłuższa trasa w ostatnich 4 latach od kiedy na serio wziąłem się za rower. Więc co powinienem zrobić? Powinienem przede wszystkim wspomnieć WSZYSTKIE PORAŻKI rowerowe. TAK! Nic bardziej nie wpływa na formę, i jej budowanie jak porażki, nieudane projekty, nieudane trasy. A dopiero na końcu powinienem wspomnieć WSZYSTKIE SUKCESY. To jednak nie ma sensu, bo co mam teraz linkować wpisy do każdej trasy? Gdzie tych wpisów będzie 277 + trasy, które nie mam na blogu (co najmniej z lat 2014 - 2015), chodź należałoby uwzględniać także pierwsze trasy z 2012-2013. To tak wyjątkowo nie będę linkował tych wpisów, przynajmniej w kontekście PORAŻEK i SUKCESÓW co wynika bezpośrednio z dewizy, na której buduję moje rowerowe życie: MIARĄ ZWYCIĘSTWA JEST SUMA PORAŻEK. Gdyby nie te porażki, gdyby nie regularne jeżdżenie, gdyby nie dzielne podjeżdżanie pod każde wzniesienie nie byłoby dzisiejszego sukcesu. Każda mała cegiełka się liczy. Teraz najważniejsze będzie nie osiąść na laurach i po prostu działać dalej, dalej jeździć, dalej trenować. Rok sam w sobie i rowerowy sezon się już kończy. Więc wkrótce gdzieś już za miesiąc (może +kilka dni), będę jeździł mniej, na krótszych dystansach. Ale do tej pory mam o co walczyć. Mam jeszcze do zrealizowania kilka planów, chodź by trasę 160 km, którą miałem zrobić dzisiaj na tą wyjątkową okazję 15 000 km AURELI, trasę dookoła zalewu Kamieńskiego, gdzie nie ukrywam zależy mi także na samej drodze na Unin, gdzie bandyci chcą wyciąć te zabytkowe drzewa. Wolałbym aby do tego nie doszło, ale co ja sam mogę :| To pozostaje nadzieja, i w miarę możliwości odwiedzenie tego miejsca raz jeszcze, póki nie zostało naruszone przez człowieka, który potrafi wszystko niszczyć i dewastować - takie z niego skurwysyńskie czupiradło ;] No cóż, teraz nie pozostaje mi nic więcej, jak opowiedzieć jak to dokładnie było zrobić 200km. A powiem tak - ZAJEBIŚCIE. W ogóle nie czuję tego zmęczenia. Utrzymywałem na trasie z dystansowaną prędkość. Nigdzie się nie spieszyłem. Regularnie podjadałem słodycze, miałem zrobione kanapki na rower. Przez całą trasę na całym dniu poszły mi 4-ry 1.5L butelki wody gazowanej. Jedną butelkę dokupiłem po drodze - ale ją tylko zacząłem. Wszak wolę aby mi woda została aniżeli ma zabraknąć, tak samo ze słodyczami. W końcu jak zostaną to będą na następny raz albo zjem w domu. A jak zabraknie a będzie potrzeba to niestety gorzej.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 279
Trasa nr [łączna]: 363
Trasa nr [na blogu]: 277
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 12
W tym roku: 92
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 359 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 273 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 7586.7 km
Stan Licznika Końcowy: 7796.8 km
Stan Licznika Końcowy2*: 7705.77 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7338 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7548 km
Maksymalna prędkość: 37.9 km/h
Przejechałem: 210.1 km
Przejechałem [msc]: 927.25 km
Przebieg roweru [rok]: 4243.65 km
Przebieg roweru [suma]: 15114.46 km
Przejechalem w 2018: 4243.65 km
Podroż dookoła świata (2018) 10.6091 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 37.7862 [%] km
Czas jazdy: 12:27:45 h
Czas Jazdy Suma (ever): 953:56:41 h
Czas Jazdy Suma (blog): 730:30:33 h
Czas Jazdy Suma (2018): 263:26:12 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 52:49:09 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:24:06 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:51:48 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:37:06 h
Średnia: 16.88 km/h
Trasę "200 km", planowałem realizować pod koniec Sierpnia, ostatecznie pojechałem dzisiaj obawiając się, że w późniejszym czasie mogę nie mieć takiej szansy, na zrobienie takiej trasy. Czy słusznie czy nie - tego nie wiem, nie mniej bardzo się cieszę, że pojechałem. Planów na trasę 200 km miałem kilka, jeden z planów zakładał odtworzenie przebiegu trasy z 29.08.2015 r. To jednak uznałem za głupie i absurdalne. Postanowiłem więc pojechać na Szczecin. W zamyśle jest zaszytych kilka celów do zrealizowania. Między innymi - przejażdżka autostradą A6, przejażdżka po kamiennych płytach za zjazdem z Dąbia do skrzyżowania na Chociwelkę (DW142), zamknięcie trasy na Szczecin (w sensie - na mapie GPS, dużej mapie ze wszystkich jazd od 2016 r.), chcę mieć domknięte drogi do każdego miejsca, do którego jechałem aby nie było takich dziur. I jedną z takich dziur jest właśnie Szczecin (a inne to między innymi Świnoujście, Eberswalde, oraz Karlino). Nie mniej, od czegoś trzeba było zacząć usuwanie tych dziur, zacząłem od Szczecina. Wszystkie cele jakie chciałem zrealizować - zrealizowałem, samą trasę także, ukończyłem z powodzeniem :) Tym samym pokonałem obecny życiowy rekord z 208,5 km na 210,1 km. Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie tuż po godzinie 4 rano. Miałem różne sny tematyki rowerowej, że tam sobie jeździłem rowerem, obserwowałem burze nawet! Brałem udział w innych fajnych sprawach. Podobne nocne przygody miałem 29.08.2015 r., gdy we śnie pokonałem dwukrotnie trasę w okolicach 200 km. Ciekawe czy to się liczy jako przejechany dystans? ;> Z rana nim ruszyłem miałem trochę obaw przed trasą, to kolejny punkt dla mnie, że pojechałem. W końcu w kolejnych latach będę coraz starszy. To będzie mi coraz trudniej robić AŻ tak dalekie wyjazdy. Dlatego korzystam z młodości póki mogę. Nie zważając na nic przygotowałem się do trasy. Jeszcze nim w nią ruszyłem, malej awarii uległa kaseta wodoszczelna na kamerę. - ona ma zamknięcie wizjera na takiej gumce. I ta gumka nie miała kiedy i dzisiaj pękła -.- To mnie jednak nie powstrzymało. Nie był to dla mnie żaden znak. Wstałem po godzinie 4 zjadłem śniadanie, przygotowałem sobie 6 bułek na drogę. Zabrałem wszystko ze sobą wychodząc z domu przed godziną 5. Spakowałem się na wyjazd, sprawdziłem rower i ruszyłem dokładnie o godzinie 5:02. Było jeszcze ciemno i zimnoooo. Chodź wg google powinno być ok. 14℃. To zdaje się, że było znacznie mniej. Ja w samej koszulce sobie śmigam, tak daleko nie ujechałem. Szybko stanąłem. Nie miałem bluzy przy sobie ale miałem cienką kurtkę przeciw deszczową to ją zaciągnąłem na siebie i tak ruszyłem sobie spokojnie, wzdłuż DK6 w stronę Szczecina. Zimnoooo. Ziiiiimnooo! :) To trzeba było przeżyć. Poranki takie są, pocieszała mnie myśl, że wkrótce będzie cieplej i faktycznie. Już za Glewicami było ciepło :) A z rana utrzymywała się mgła, którą widziałem w Lisowie. Z rana na drogach w zasadzie pusto, więcej ciężarówek śmiga. A mi się konkretnie wtedy marzyło być w ciepłym łóżku <3 Ale mus jazdy to mus :) Jechałem więc dalej, spokojnie, km po kilometrze. Przy obwodnicy Nowogardu powitałem wschodzący dzień :) Nieco wcześniej bo już za Lisowem zrobiło się jasno. Do tej pory gdy wyjechałem było ciemno, ciemno i chłodno. A przy Nowogardzie - już nieco lepiej. Wyszło słoneczko - wstał nowy dzień. Budowa S6 ruszyła pełną parą. Jeszcze godziny 6 nie było a robole już pracują :) Z rana było tak przepięknie, te pierwsze promienie słońca, delikatnie oświetlające świat.. I tak sobie jechałem do Glewic. Po drodze miałem kilka przystanków. Na skrzyżowaniu do Bodzęcina przed Glewicami, istny armagedon przy budowie S6. Starej drogi DK6 już nie ma. Teraz już bezwzględnie jedzie się S6 i mija się nią budowany wiadukt na Bodzęcin. Postępy prac przy budowie S6 więc są, i to bardzo duże. Mam przy tym nadzieję, o której pisałem na mojej ostatniej trasie po S6 Na szlakach S6 - Goleniów, że budowa zakończy się do końca roku i do końca roku samochody już pojadą po S6. Tak będzie najlepiej. Nie będę musiał się już męczyć z projektem. Póki co to we wrześniu, w którąś niedzielę pojechałbym ostatni raz na szlakach S6, mając nadzieję, że już teraz przejadę w całości odcinek od Nowogardu do Goleniowa :) Patrząc na postępy prac tylko wciągu kilku dni gdy tam byłem - jest na to szansa. A moja trasa trwała dalej. Wspominam o Glewicach - nie bez powodu. Tam wysunął mi się taki "czytnik" od licznika rowerowego (głównego), oraz sam czytnik zmienił swoją pozycję -.- Przez to główny licznik Thor, nie zapisał mi przejazdu przez całe 0,5 km. Skapnąłem się, że coś jest nie tak dopiero przy wyjeździe z Glewic i tam to naprawiłem. To niby 0,5 km. Normalnie bym to olał. Ale nie dzisiaj :) Dzisiaj liczy się dla mnie bezwzględnie każdy metr drogi, więc dystans przepisuję z zapasowego licznika, i poprawiam przy tym czas jazdy, uwzględniając tą chwilę czasu na te 0,5 km :) Wszystko musi być dokładnie! I cóż, w drogę! Wkrótce minąłem obwodnicę Goleniowa i wjechałem na drogę DK3 miejscami S3 i tak nią pojechałem do samej autostrady A6 do zjazdu na Szczecin Dąbie. Ten odcinek drogi chwilę czasu mi zajął, ale to spokojnie sobie jechałem. W miarę potrzeb robiłem małe przerwy. Na drodze spooory ruch :) Najfajniejsza była przejażdżka po DK3/S3 pod autostradę A6. I sam przejazd po autostradzie! Mogłem nieco więcej po tej autostradzie pojechać : Ale skąd miałem wiedzieć, że będzie mi kilometrów brakowało. Z autostrady zjechałem na Dąbie. Na zjeździe na Dąbie zawróciłem i pojechałem w stronę "Chociwelki" czyli DW142. Tam jest remontowana droga - stare poniemieckie płyty. Swoją drogą byłem święcie przekonany, że te płyty to A6! A chciałem się po nich przejechać, w 2017 r. już nie zdołałem. Teraz wykorzystałem ostatnią szansę, póki nie są zniszczone. No niestety trafiłem w godziny sporego ruchu, a nie którzy kierujący są pierdolnięci i zastępują sobie trąbkę brakiem dwóch organów - przyrodzenia i mózgu ;] Nie mniej jakoś przejechałem. A, że nie chciało mi się wracać na Kliniska, to pokonałem barierki, odgradzające drogę od strony Szczecina do ul. Goleniowskiej, którą dostałem się do Szczecin Dąbie. I będąc w Szczecin-Dąbie, pojechałem sobie - niestety pseudo rowerowymi szlakami do centrum miasta, dokładnie przez Wyszyńskiego -> Bramę Portową do Placu Rodła. Na Placu Rodła zakręciłem i wróciłem tą samą drogą przez Dąbie, do końca miasta.
Niezbyt dobrze się stało, jak się stało, bo mogłem z powodzeniem więcej pojechać po mieście czy dalej. Ale po prostu obawiałem się tego, że jazda po mieście zajmie mi za dużo czasu : A ja jeszcze chcę wrócić za widna. No ale tak jest, co kawałek światła, skrzyżowania. I stoi się i stoi. Nie mniej mogłem na te Głębokie jechać. Nie pojechałem jednak obawiając się tego, że może nie dam rady, że może za dużo kilometrów :| I, że lepiej być gdzieś bliżej domu w razie czego. Więc wróciłem ze Szczecina, udałem się w drogę powrotną do Goleniowa. Dzień mi ładnie mijał. Było cały czas słonecznie, ciepło. Spokojnie sobie jechałem. W powrotnej drodze wybrałem najwidoczniej krótszy ale to za to bezpieczniejszy przejazd przez wioski - nim minąłem cały Szczecin, wyjeżdżając z Dąbie chwila czasu minęła. Na wyjeździe ze Szczecina - od razu zaczęła się wieś Załom, potem Pucice - Kliniska Wielkie - Rurzyca i dopiero leśne tereny, które prowadziły do Łoźnicy a zaraz za nią był Goleniów. W powrotnej drodze pojechałem przez Goleniów. Zastanawiając się jaki kurs obracać. Tych kilometrów coś mi mało wychodziło. Gdybym wrócił z Goleniowa po DK6 zrobiłem ostatecznie ok. 189 km. A koniecznie chciałem 210 : Postanowiłem więc za Glewicami skręcić na Krzywice, potem Osinę i z Osiny nie wracać do Kikorza a pojechać na Nowogard i ew. z Nowogardu przez Resko wrócić. Sądziłem, że da mi to wystarczająco dużo kilometrów. A niestety! A jednak nie żałuję! Perspektywa przejazdu po Szczecinie jest fajna i kusząca, ale naprawdę do zrealizowania w dowolnym czasie. Od biedy mogę zapakować rower do pociągu i pojeździć po Szczecinie. A 200 km, czy więcej niż 200 km, to sobie tak o (pstryk palcami), nie zrobię! Dzisiaj dodatkowa ta pogoda - coś cudownego, bez wietrznie, bezchmurne niebo. I tak to można jeździć. Niestety są różne ALE, małe kryzysy. W Goleniowie przy Willa Park gdzie na dłużej się zatrzymałem miałem dwa kryzysy. Jeden - gdzieś w okolicach Goleniowa, za Goleniowem przez Krzywice także - przez krótki czas doskwierał mi dziwny ból chyba z lewej strony, podejrzewam, że to coś od nerek a niekoniecznie pleców. Nie mniej przed Krzywicami a potem kawałek za nimi jeszcze raz, poprawiłem ustawienie wysokości siodełka, i gdzieś za Osiną ów dolegliwość mi przeszła. Natomiast gorsza sprawa jest taka, że w Goleniowie w Wilka Park wymieniałem akumulatorek w kamerce i kartę pamięci. A mam część kasetki na kamerkę uszkodzoną. Ten wizjer. I on mi po drodze kilka razy spadł. W Goleniowie też. Co prawda go przeczyściłem itd. Ale i tak się zabrudził i taka dziwna plama była, która jest widoczna na nagraniu właśnie od Willa Park i to do Nowogardu, przez Nowogard a także do Kulic -.- Dopiero za Kulicami, gdy znowu mi spadło... przeczyściłem jeszcze raz i było już OK! Gdy jechałem na drodze do Krzywice i potem dalej to co prawda na podglądzie kamerki widziałem, że taki obraz dziwny. Ale sądziłem, że to najpewniej zabrudzony ekranik "zegarka" z poglądem kamerki. A prawda okazała się boleśniejsza : No na całe całe szczęście to nie jest AŻ TAK widoczne, nie jest AŻ TAK źle, chodź ja tam widzę -.- I to nie jedyny problem. Właśnie od cholernego Goleniowa coś mi przestały się akumulatorki ładować. Ładowarka się rozłączała tym samym nie ładowała akumulatorków. Pod okolicę Łosośnicy, może wcześniej, może dalej z tym walczyłem - często się zatrzymując : Eh. A szkoda, bo za Krzywicami, same Krzywice, i za Osiną były takie piękne wiejskie tereny. No szkoda, że trochę nagranie z tej strony słabe. Nic na to nie poradzę. Pozostają oczywiście wspomnienia i kilka zdjęć :) A są to naprawdę bardzo urokliwe tereny <3 Bardzo mi się podobają takie klimatyczne wsie, których dzisiaj sporo zwiedziłem. I tak wkrótce dojechałem do Nowogardu. Było już późne po południe, niedługo miała być godzina 18. W Nowogardzie zakupiłem sobie dodatkową wodę na rower, i pojechałem dalej. Trochę się drogi z Kulic na Resko obawiałem, otóż już raz kiedyś pojechałem tą drogą właśnie z Nowogardu na Resko a nie z Reska na Nowogard i było ciiiiięęęęęężżżżżko. Bo tu sporo pod górę. A dzisiaj ?! Jakoś tego nie czułem. Za to jest inny problem. Nie wiem co to za debile, ale wzięli się tacy za remont drogi w okolicy Łosośnicy, wcześniej też. Rozsypali wszędzie kamienie. Te kamienie tną mi oponę, wbijają się w nią. To mnie bardzo wkurwia. Ja powiem w prost ci robole co tak robią to kurwa normalni nie są... banda pojebańców... jak tak można?! Prawie pod same Resko, w Resku zresztą też (ech), to mnie wkurwiało. Zatrzymałem się kilka razy aby wydłubywać te kamienie. Problem nie jest nowy, w tym roku kilka razy się z nim spotkałem. Ale najbardziej utkwił mi w pamięci przejazd drogą DW147 w okolicy Troszyna z jazdy Wiejskie przygody, gdzie też spotkałem się z takim problemem. Już wówczas uważałem, że mam zużytą przednią oponę i to jej szkodzi. Wtedy miałem na przedniej oponie zrobione 8k km. Dzisiaj mam 15k km. Więc problem jest jak mniemam poważniejszy. Oponę mam bardzo zniszczoną, dziury w bieżniku, w wielu miejscach pocięta. To właśnie przez takie kamienie i ten pseudo sposób naprawiania dziur! Nie ukrywam, zdenerwowało mnie to ehh. Ale wkrótce złe emocje mi przeszły. Dzień chylił się ku końcowi, było ok. godziny 19 gdy zawitałem w Resku, gdzie po raz ostatni widziałem mój ulubiony typ ciężarówek, które wożą słomę/siano mmmmmmm ;]] Dzisiaj takich ciężarówek widziałem bardzo wiele (na DK3) z Nowogardu na Resko i w kilku innych miejscach. To bardzo sezonowe zjawisko, z pewnością takich pojazdów nie spotkam już we wrześniu. A szkoda :) Słoma, siano, pola, zboża.. to przecież kwintesencja wsi! Wkrótce gdy mijałem Resko było dla mnie jasne, że wciąż z 210 km nie mam szans. Gdybym pojechał z Reska normalnie do domu miałbym ok. 199 może te 200 km. A to za mało! Postanowiłem więc pojechać jeszcze na Makowice-Lotnisko! I bardzo dobrze się stało, że pojechałem! Jeszcze w Resku widziałem pierwsze oznaki końca dnia. Przymierzające się do zachodu słoneczko. Ale gdy już dojechałem na Makowice, dojechałem na lotnisko i jechałem po lotnisku - byłem świadkiem jednego z najpiękniejszych zachodów słońca jakie widziałem <33 Narobiłem zjawisku sporo zdjęć, pojechałem po lotnisku kawałek, też porobiłem zdjęcia i ostatnie zdjęcia zachodu słońca robiłem gdy wyjechałem ze wsi Makowie. Gdy już dojechałem do rodzimych Płotów, zachodu nie było. Było za to szaro. Dzień się kończył. A mi wciąż brakowało kilku km do 210. Pojechałem więc ogrodami działkowymi do DW108, i tak dojechałem do rodzinnego osiedla i tam jeszcze zrobiłem rundę dookoła osiedla aby nabić już dosłownie brakujące 0.3 - 0.5 km. I tak wróciłem, zjechałem. Gdy już minąłem Resko czy nawet do Reska zacząłem nieco szybciej jechać aniżeli wcześniej jechałem. A to wiązało się ze stratą dodatkowych nakładów sił. Nie mniej po trasie jestem: MEGA SZCZĘŚLIWY i ZADOWOLONY Z SIEBIE. Co prawda popełniłem błędy logistyczne przy planowaniu trasy i jej przebiegu, ale wszystko się koniec końców dobrze skończyło. Miałem naprawdę fajną przygodę :-) Spędziłem cały dzień w trasie (15,5 h) z czego ok. 3h to przerwy. I nie poddałem się po żadnych problemach, ani chwilowych niedomaganiach orgiazmu. Na koniec oczywiście nic mi nie jest, bo jestem kondycyjnie, wytrzymałościowo przygotowany na taki wysiłek - dlatego dałem sobie radę. ZALICZYŁEM 200 KM dystans! To mój drugi taki dystans w życiu. A ambicje? ;) Ambicje mnie doprowadzą kiedyś do spełnienia marzeń na dystansie 300 km... <>
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)