08.01.2021
Jazda nr: 745

Tagi: wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa była planowanym nieco dłuższym wyjazdem, który miał zabrać mnie z tego pasma jeżdżenia tras po 20 km, co ciągnie się dosłownie od początku tego roku. Od pierwszej trasy w roku przez kolejne. A ten rok, co warto nadmienić nie jest dla mnie aż tak smutny i nieszczęśliwy jak pisał się ten w 2020 r. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wystarczy wytrzymać 4 msc i wrócę w rodzinne strony gdzie po raz ostatni byłem szczęśliwy, nie smutny jak teraz. Te dorosłe życie, samotność tak bardzo dobija.. Teraz tego nie ma. Planowałem na ten dzień - a pogoda wcale nie jest taka zła i w ogóle - nieco dłuższy wyjazd. Aby przez Nowogard pojechać sobie do Dobrej Nowogardzkiej i z niej bocznymi aczkolwiek nadal asfaltowymi drogami jechać na Radowo Małe a z niego już prosta droga do Reska i do domu. Trasa byłaby dłuższa o te 30 km, względem tego co zrobiłem. No ale późna pora - było bliżej godziny 17. Robiło się chłodno, ja się trochę wyziębiłem tak stojąc na dworze, kręcąc się po okolicy - w oczekiwaniu na usługę serwisową. Szczerze to miałem nadzieję, że potrwa ona szybciej. Wtedy pojechałbym na tą trasę :( No ale nie tylko to dzisiaj zawiniło. Liczyłem też, że dojadę znacznie szybciej a to też średnio mi wyszło.. No to dzisiaj sobie odpuściłem tą dalszą jazdę. Zrobiłem mniejszą trasę no ale przerwałem ten ciąg tras po 20 km dziennie, który formował się od początku bieżącego roku.. Dzisiaj zrobiłem w sumie nieco ponad 40 km. A warunki naprawdę ciężkie jak nie wiatr to niska temp. Więc było naprawdę ciężko.. A moje plany na przecież nie głupią trasę "Dobre trasy, ścieżki" - jakoś to sobie można fajnie nazwać.. I zrobić z tego nawet cykliczną trasę! To te moje plany przekładam na przyszły tydzień. Może nawet pojadę w sobotę.. Aby nie jeździć po nocach. Bo jednak 70 km o tej porze roku, nawet zakładając, że wyjeżdżam koło godziny 13 - w większości skończyłoby się nocną jazdą. A ja z taką mam problem, bo mi coś akumulator w lampce wysiada.. Więc to takie ryzykowne. No a ponadto nie lubię takich nocnych jazd ;) I jak nie muszę to wolałbym nie jeździć tak.. Teraz wystarczy odczekać jeszcze parę tras. Dni będą dłuższe, może zrobi się cieplej.. I będzie można znowu jeździć na poważne dystanse! :)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 750

  • Trasa nr [łączna]: 831
  • Trasa nr [na blogu]: 745
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 5
  • W tym roku: 5

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 822 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 736 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8097 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 8141 km

  • Maksymalna prędkość: 31.3 km/h

  • Przejechałem: 43.65 km
  • Przejechałem [msc]: 128.52 km
  • Przebieg roweru [rok]: 128.52 km
  • Przebieg roweru [suma]: 32139.88 km

  • Przejechalem w 2021: 128.52 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 0.3213 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 80.3497 [%] km

  • Czas jazdy: 02:34:43 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2032:20:13 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1808:54:05 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 08:20:25 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 08:20:25 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:40:05 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:40:05 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:43 h

  • Średnia: 17.01 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego poprowadziła mnie znanymi stronami, dość dobrze znaną drogą starą DK6, którą niegdyś swego czasu sporo się najeździłem do Szczecina, którego dzisiaj tak mocno nienawidzę ;) I nie cierpię. Nie wiem jak można żyć w mieście i czuć się z tego powodu szczęśliwym. Co ciekawe ten odcinek drogi mimo budowy drogi S6, nie został przemianowany na DW112 jak odcinek od Płotów do Koszalina. Może jeszcze zmienią tą niespójność, nie wiadomo. Starałem się dzisiaj wyjechać szybko. A jednak udało mi się dopiero po godzinie 13 pojechać. Jest tak mokro, wilgotno za oknem. Niezbyt przyjemnie. W perspektywie paru godzin temp. ma spaść mocno w dół. Nie powstrzymuje mnie to jednak przed jazdą. Nieco utrudnia mi jazdę tylko wiejący silny wiatr. Więc w tą pierwszą stronę jechałem dość wolno tak 13-17 km/h. No ale co ważne i warto podkreślić jechałem cały czas. Nie zatrzymywałem się ani na chwilę - tylko gnałem.. Postój postanowiłem mieć dopiero w serwisie. I tam go zrobiłem. Dojechałem. I trochę się właśnie naczekałem. Jeszcze mały test przed rozkręceniem wszystkiego. Bo tak w miejscu nie chciało stukać. Ale jak się jedzie to słychać. Więc pewnie stery. Trochę czasu zajęło aby to rozkręcić, skręcić wszystko. I wymienić. Po wymianie, i testowaniu nic już nie stuka. Jest ok. Po 32 118 km, wspólnych jazd w każdych warunkach pogodowych i różnych terenowych kończą życie kolejne oryginalne elementy w Aurelii :( Teraz padło na stery, które sporadycznie co jakiś czas coś tam stuknęły już kilka msc temu. A obecnie się sytuacja znacznie pogorszyła więc nie czekając na to jak będzie znacznie gorzej czy się rozsypią do końca - pojechałem na tą wymianę. Gdybym jednak wiedział, że zajmie to tyle czasu to bym zostawił tutaj Aurelię do jutra. A jutro rano ją odbierając mógłbym zrobić sobie właśnie planowaną trasę na Dobrą. A tak to nie wiem co będę robił jutro. Dzisiaj zrobiłem co trzeba, wymiany, naprawy. Więc fajnie się rok nie zaczyna. Zaczyna się od wydatków więc nic w tym fajnego. I powrót, postanowiłem jednak wrócić do domu. Więc wracałem tą samą drogą co przyjechałem z tą różnicą, że dość szybko, prędkość na poziomie 25-30 km/h była czymś normalnym - więcej z górki, jeśli nie płaskiego terenu no i z wiatrem. Tyle, że po nocy :) Takie ciężkie warunki no ale dało radę jechać.. Tylko jak tak wracałem to trochę żałowałem, że jednak na tą Dobrą nie pojechałem. Miałem to w planie byłem na to przygotowany. Mogłem jechać. Najwyżej bym sobie zaszkodził no trudno. Skoro tak jest, że byle co, byle zmiana pogody może mnie rozłożyć - to może sport czy życie w tym świecie nie jest dla mnie? :( A więc czym się przejmować. Umrę szybciej i będę miał spokój. Chociaż nie.. Bo chciałbym bardzo nim moje marne nic nie znaczące życie dobiegnie końca to chciałbym bardzo zrobić z Aurelią 100.000 km.. Takie mam marzenie.. I do tego czasu chciałbym się zmierzyć z 300 km trasą. Po mojej ostatniej długiej trasie, życiówce: Nadmorskim szlakiem, myślałem, że to jest nie możliwe aby tyle jechać. Myślałem, że może z 250 km jest moim maksem. No ale wydarzenie jakim było przejechanie przeze mnie Zalewu Szczecińskiego w Październiku: Dookoła Zalewu Szczecińskiego - Dzień 1 i Dookoła Zalewu Szczecińskiego - Dzień 2 - zmieniło nieco moje spostrzeżenia na ten temat. Myślę, że tak do 270 km na spokojnie bym dał radę jechać, będąc oczywiście odpowiednio przygotowanym. A te pozostałe kilometry mogłyby być naprawdę ciężkie i wymagające.. No ale trzeba spróbować, trzeba o to zawalczyć! Wezmę sobie jakiś urlop w czasie wakacji, wolne.. I podejmę wyzwanie.. Nic na tym nie tracę, że spróbuję! :) A może się uda.. Kolejne kilometry, kolejne trasy i kolejne rowerowe lata będą za mną. I tak wszystko będzie dążyć do tych lat, tego czasu gdy przekroczę już wartość 100.000 km. Jaka spotka mnie wtedy rzeczywistość, w jakim odnajdę się świecie, o tym przekonam się za mniej więcej 11 lat. Licząc obecną realną średnią na poziomie 6k km/rok. Jeszcze 11 lat. To znacznie dłużej niż znam się z Aurelią - bo jej dopiero 7 rok leci. Jak to szybko zleciało nie? We Wrześniu Aurelia skończy 7 lat..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa08stycznia2021zdj1.jpgtrasa08stycznia2021zdj2.jpgtrasa08stycznia2021zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)