20.04.2023
Jazda nr: 1214

Tagi: WG, KW, drzewa, urbex, zach_slonca, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest... skłaniam się do podglądu, że niepotrzebna. No spodziewałem się, że wyjdzie to trochę lepiej. Choć widziałem ograniczenie czasowe i od początku mi się ten zamysł nie podobał. Jeśli już jechać to od rana a nie tak na wieczór... Mój tryb jeżdżenia i życia nie jest taki jak WG czy KW. Zresztą na blogu wielokrotnie to udowadniałem. Nie przekonam się do nocnego życia i nie jestem na nie przygotowany. Wziąć ze sobą naładowaną lampkę to nie wszystko. No niestety ale jestem odpowiedzialnym rowerzystą i nie pójdę na "zawody" czy "jazdy", do których nie jestem przygotowany. A do jeżdżenia po nocach nie jestem i nie ćwiczyłem tego. Musiałbym zacząć wcześniej i stopniowo pojeździć. Może coś by z tego było - chociaż nie wiem. Dla mnie naturalnie dzień zaczyna się 5-6 rano. A kończy ta 20-21 godzina. I nie jestem wstanie tego przeskoczyć. I naprawdę nie będę się przejmował tym kto co o tym myśli. Od razu mówię jak jest. Wstępnie w tym pozbawionym sensu planie miałem odprowadzić WG i KW do Dobrej Nowogardzkiej. Tylko gdybym dzisiaj tak uczynił to w Dobrej byłbym po godzinie 20. A z Dobrej miałbym do przejechania jeszcze jakieś 40 km... To dość duże wyzwanie na które dzisiaj bym się nie podjął. Oczywiście teraz sobie mogę napisać wszystko. Tylko nigdy na blogu nie kłamię - nawet jeśli o kimś komuś nie mówię. A sprawa wygląda tak, że nie czuję się dzisiaj na siłach na jakieś długie jazdy i najchętniej to bym wcale nigdzie nie jechał. Takie jakieś osłabienie mnie bierze. Jeśli ktoś z was, drodzy czytelnicy czyta często mojego bloga to wie, że takie dni nieco cięższe mnie się przydarzają. I dzisiaj był taki - był taki okres, że fajnie się jeździło kilka tras w nie sprzyjających warunkach zrobiłem. A teraz ta pogoda nieco bardziej wiosenna się robi ma być już po 20℃ na plusie. Nagle z takiego zimna w takie ciepło. No to też nie zdrowe. A wraz z ciepłem to oczywiście wiatr. Te nagłe zmiany ciśnienia... Gdy naturalnie ciśnienie rośnie / maleje wciągu tygodni to tutaj wciągu dni jest zmiana... No i jak się dobrze czuć? Na to wpływać może też szkoła. Akurat taki okres przed majówką, nieco więcej biegania. Odwala równo i nauczycielom i uczniom. No dobra - jednak jadę. Nie chcę tego przedłużać. Nie na to się umawialiśmy. A ja znowu głupi uwierzyłem, że coś choć raz będzie tak jak się planowało. I stąd potem takie nieporozumienia... Co innego mówić, że od razu jedziemy do Dobrej a co innego zatrzymywać się co kawałek. A tu kilka minut a tam kilka. I tak to leci... Wolałbym cisnąć i wracać - dzisiaj szczególnie. Bo ten wyjazd jakiś taki niepewny był podobnie jak moje samopoczucie dzisiaj, takie słabe. Choć oczywiście tego nie okazywałem to jakoś się dzisiaj za dobrze nie czułem. Takie większe osłabienie dopadło mnie w drodze powrotnej z dzisiejszej skądinąd ciekawej trasy, na której Opaczność chciała abym nie jechał. Gdyż po dokładnie: 34802 km. Pierwszy raz coś się dzieje z przednią oponą w Aurelii. A dokładnie z dętką. Tylko czy oby na pewno? W sumie to nie jest takie proste bo to nie jest oryginalna dętka w tej oponie, na której jeżdżę od trasy: Makowice z 11.10.2018 r., oryginalna dętka nie przeżyła zmiany przedniego koła na wymianie napędu: Wietrzna Trasa na Brodniki & test napędu. Przez ten niedługi czas, raptem kilku tras w nie całe 2 msc - zeszło mi nagle bez powodu powietrze. Postanowiłem nie dopompowywać powietrza na nowo aby zobaczyć co się będzie działo a od razu wymienić dętkę. Tylko zbyt nowej nie mam - to jest jedno. A druga sprawa jest taka, że te powietrze z dętki, na której jeździłem od 26.02 nie zeszło... Po napompowaniu. I nie widać aby dętka miała uszkodzenie. To czemu się tak stało? Może po prostu poluzował się wentyl. Tu jest taki badziew rowerowy. Może gdzieś zahaczyłem nim na trasie, i się odblokował i zaczął powietrze wypuszczać. Więc mogłem z powodzeniem nie wymieniać dętki, na nowo komplikując sobie sprawy w raporcie części rowerowych... A po prostu dopompować powietrza. Gdyby coś się stało na trasie no to trudno. Dzisiaj i tak mi się źle jechało. Ten powrót był naprawdę ciężki, wróciłem jeszcze późno bo to bliżej godziny 22... Kompletnie padnięty. Nawet do tego stopnia, że kolacji za bardzo nie jadłem. Kolejny dowód na to, że coś się po prostu dzisiaj zadziało... I te samopoczucie, miało wpływ na cały dzisiejszy dzień. Zresztą to jeszcze nie jest lato aby się tak bawić. No i jutro do szkoły, nie mam wolnego to też mnie obciąża. Gdyby chociaż ta noc była cieplejsza to może dzisiejsza trasa mogłaby wyglądać inaczej. No a tak zaczęła się z opóźnieniem ze strony każdego uczestnika wyprawy - a to znowu podkreśla bezsensowność a nawet bezmyślność dzisiejszych wojaży. Zresztą opóźnienie z mojej strony nie było celowe. Tak się stało, chwilę zajęło zdjęcie przedniego koła i wymiana dętki. No ale opóźnienie od strony WG i KW... Całkowicie z ich winy i uparcia się przy swojej "wizji". Celem trasy było przyjechanie do Konarzewa w gm. Nowogard. I tłumaczyłem im jak mają jechać - najlepiej z Nowogardu na Żabowo i skręcić na Żabówko... Prosta droga. No ale nie - uparli się, że wiedza lepiej. I tak wiedzą lepiej, że zaczęli jechać całkiem w innym kierunku. A czego to wina? Niczego innego jak braku jakiegokolwiek przygotowania do pracy, rozplanowania tego co się będzie robić i jak. Wszystko tak w biegu, bez porządku. Nie potrafiłbym tak funkcjonować - skoro jest coś zaplanowane to tego się trzymam. I jakoś to wychodzi. Nie ma tej chaotyczności w trasach i braku porządku... Także dzisiejszy wspólny wyjazd, pierwszy w tym roku niezbyt się udał. A co będzie z kolejnym? No trudno powiedzieć - dzisiaj ograniczeniem przynajmniej dla mnie była już późna pora dnia. No i ten dzień taki słaby... W innych okolicznościach może nie byłoby tak źle? I tak będę się upierał, że na takie wyjazdy, ze zwiedzaniem i objazdem okolicznych miejsc należałoby wyruszyć od rana a nie po nocach... Co za sens jest jeździć po nocach - szczególnie w obcym terenie?... Przecież takie podejście nie może skończyć się dobrze. A co chwila zmieniać plan trasy też nie jest dobre. Ustala się jedną wersję i choćbym nie wiem co to tej wersji się trzymamy... Tylko przy takim podejściu można osiągnąć założone cele.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1221

  • Trasa nr [łączna]: 1300
  • Trasa nr [na blogu]: 1214
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 11
  • W tym roku: 54

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1288 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1202 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 14190.8 km
  • Stan Licznika Końcowy: 14256.04 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 14181.04 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 26664 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 26730 km

  • Maksymalna prędkość: 34.7 km/h

  • Przejechałem: 65.24 km
  • Przejechałem [msc]: 585.34 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1901.06 km
  • Przebieg roweru [suma]: 50955.31 km

  • Przejechalem w 2023: 1901.06 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 4.7526 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 127.3883 [%] km

  • Czas jazdy: 03:46:41 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3237:54:02 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3014:27:54 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 129:46:06 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 36:09:06 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:17:11 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:24:11 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:08 h

  • Średnia: 17.32 km/h
Dzisiejsza trasa jest jedną z tych słabszych - może kilometrowo tego nie widać, jednak była to słaba trasa. W ogóle nieprzygotowana wyprawa, wszystko tak chaotycznie zrobione w wzajemnych oskarżeniach, gdzie każdy do każdego o wszystko pretensje ma. Tylko kto z kim chciał dzisiaj jechać? Od początku czyli od paru dni jak pojawił się ten głupi pomysł aby dzisiaj gdzieś jechać - oponowałem za tym aby jednak nie robić tego po nocach. To bez sensu jest. I tak się bez sensownie ta wyprawa kończy. Nie było rozsądnego rozwiązania na nią, dni są dłuższe to fakt... Zachód słońca po godzinie 20. Jest znacznie lepiej. Tylko to nie wszystko - zapomina się o najważniejszym. O możliwościach. A trudno je mieć po codziennej gonitwie "w pracy". Może niektórzy mają na tyle sił i weny no ale ja nie. Już pod koniec tygodnia się czuję padnięty. A przecież nie pracuję jakoś fizycznie czy ciężko. No ale jednak czuję się wykończony a to też może przekładać się na moje możliwości. A może po prostu "nie mój dzień"? Tak bywa. Czy to był lepszy dzień do jazdy czy nie, wiele zależy również od przygotowania się do tej wyprawy - te niezbyt się dzisiaj udało. Więc z całą świadomością, mogę nazwać dzisiejszą trasą taką "bezmyślną". Nikt nie wie gdzie i po co ma jechać i co po drodze robić. A można było tego uniknąć przyjechać od rana. Jak dzisiaj nie można było od rana to można było wyprawę na spokojnie zacząć jutro (21.04). I to jeszcze lepiej by mi pasowało! Miałbym wymówkę aby nie iść na jutrzejsze spotkanie z nauczycielami, po południu... Do tego też nie mam dobrego nastawienia i nic z tego dobrego nie będzie. No ale wolałbym już jutro... I poświęcić sobotę, na której planowałem zrobić moją pierwszą w tym roku klasyczną 100-km trasę. No ale dobra, wyszło jak wyszło. Nikt nie lubi słuchać dobrych rad. A może to nie dopasowanie preferencji i oczekiwań do sposobu realizowania tego czasu na rowerze? Jak już coś zobaczyć, czy zwiedzać to przyłożyć się do tego - zobaczyć, zwiedzić jedno, dwa miejsce czy tam wybrane. A nie wszystko po kolei bo tego rozsądnie się zrealizować nie da. W swoich wyprawach zawsze brałem pod uwagę margines czasu na powrót czy dojazd. No i to wydaje się rozsądne podejście. Nie potrafię działać tak jak WG czy KW. Jednak to nie zmienia faktu, że mieliśmy kilka udanych wypraw jak np: Zamek Joanitów czy Kołobrzeg - Mielno. Dzisiejsza do takich udanych nie należy, a nasze wspólne wojaże w 2022 r. to były dość marne... Nowy rok zaczyna się jednak z takim nieudanym startem. Brakuje tu kogoś kto zaplanuje trasę, zajmie się logistyką. Mógłbym to robić tylko nie ma to sensu w przypadku w którym oleje się porządek trasy i dnia... No cóż. Dochodzę do wniosku, że dziś było lepiej w ogóle nie jechać. Wcześniej miałem taki pomysł aby pojechać sobie na Koszalin - i gdzieś tam w okolicach pojeździć, poznać te tereny lepiej. No ale dzisiaj i tak bym nie mógł jechać ze względu na organizowane w szkole warsztaty Mobilnych Laboratoriów Przyszłości - sam o to zabiegałem. I jestem szkolnym koordynatorem projektu Laboratoriów Przyszłości więc musiałem dzisiaj być. Jednak nie ukrywam, że te po południowe jeżdżenie nie podobało mi się. Jeszcze ta pogoda specyficzna, zimno na wieczór. No i często mam tak, że już na godziny wieczorne nic ze mnie nie ma - ani sił, ani weny do działania. Zaspany, zmęczony, wyłączony z życia. Jak w takich warunkach miałbym gdzieś dalej wracać...? Takie życie nocne to nie dla mnie i nic na to nie poradzę. Każdy ma swoje ograniczenia takie (krytyczne) i nie można ich pokonać. Jest jeszcze coś o czym wspominałem jak chodzi konkretnie o dzisiejszy dzień. Nie czułem się dzisiaj z jakiegoś powodu na siłach na te jeżdżenie już od początku trasy gdy jechałem na Nowogard po drodze DK6 oczywiście pod wiatr... Jakby inaczej... Już wtedy było mi ciężko. Dojechałem jednak do tego Konarzewa, oprowadziłem KW po dworku von Bismarcka: Konarzewo: Pałac von Bismarck. I mieliśmy już tak z dużym opóźnieniem jechać na Dobrą Nowogardzką. No ja miałem nadzieję, że my tam dojedziemy na tą 18-19. I tam się rozstaniemy. No ale to było nie realne, jak po 17 się z Konarzewa jechało... A jeszcze postój w Kulicach... z których ruszyłem już sam na Wierzbęcin. I pokazałem kolegom tamte ciekawe strony. Dawna gorzelnia, i ruiny dworu z kompleksem pałacowo-parkowym. Fajna sprawa - tylko do zwiedzania "za dnia". Nie miałbym nic przeciwko aby wyruszyć ze wschodem słońca na wyprawę i dajmy na to - o tej 17-stej na spokojnie bym sobie wracał. No dobra skoro byłem w Wierzbęcinie i wiedziałem, że będzie ciężko... Nie jechałem już do Dobrej Nowogardzkiej samemu. Odbiłem na Radowo Wielkie przez drogę DW147. To był ciężki kawałek drogi, na którym pod Radowem załapałem się na zachód słońca. A dalej do samego Reska prowadziło mnie piękne czerwone niebo... I tylko własna wyobraźnia i te niezbyt dobre odczucia - to taka dziwna forma zmęczenia, która dzisiaj mieszała się z okolicznościami z jakimi przerwała się nasza dzisiejsza wyprawa z WG i KW - w okoliczności wzajemnych oskarżeń i braku wzajemnego zrozumienia dla swoich możliwości i okoliczności w jakich przychodzi mierzyć się z trasą. Wyszło jak wyszło i nic się nie poradzi. Nie każda wyprawa musi być udana. Największym problemem jest przeliczenie się w możliwościach i robienie wypraw kilkudniowych w taką "niepewną" pogodę. Przytoczę tu koronny przykład Rajdu Dookoła Zalewu Szczecińskiego z Gryfusami - te kurwy bezrozumne tak ambitny i ciężki do przejechania dystans planują co roku (poza wyjątkowym jednym rokiem - 2021 - gdy się udało pojechać w październiku) w kwietniu. No to jest przecież jakieś nie porozumienie. Plany WG i KW jakie by nie były, nie znajdą mojego pochwalenia ze względu na wybór pory roku. Miesiąc kwiecień nie jest na to dobry, to jeszcze taki czas, że może być słabo z kondycją po zimie, pogoda dobijająca... Nie jest to dobry pomysł - jakaś ambitniejsza jednodniowa wyprawa: TAK! No ale nie wielodniowa. To przecież ma wielką szansę się nie udać. Akurat nasz wspólny wyjazd dzisiaj się nie udał. A ja też tak dzisiaj bezmyślnie postanowiłem wracać na te Radowo Wielkie, zamiast pojechać na Nowogard to zawsze miałbym bliżej i szybciej. To tak pojechałem, że jeszcze musiałem zaliczyć Resko i z Reska jakoś wrócić... A niech tylko ktoś powie, że co to dla mnie: Finał "Wstępując w noc". Są takie dni, że to żaden problem. A są takie dni, że bywa ciężko... Dzisiaj jest akurat ten dzień, że było ciężko. A wracać o późniejszej porze, te kolejne kilometry to nie byłby dobry pomysł... Takie nocne ekspansje mi nie służą. Więc złotą zasadą: najpierw JA, potem inni - unikam takich zabaw. Mój organizm po prostu się tego wypiera i tyle - i co zrobię? Nie pokonam pewnych słabości, nie szukam w nich jednak wad. Po prostu takie mam pewne ograniczenia, za to mam inne atuty. Z powodzeniem mogę działać od wczesnych porannych godzin i nie stanowi to dla mnie żadnego problemu - działa to u mnie zupełnie odwrotnie niż w przypadku większości ludzkiej populacji ;) No cóż - kilometr po kilometrze i jakoś trasę skończyłem. Mijając po drodze ogromne wycinki drzew - pod Radowem Wielkim. I potem z Radowa w stronę Reska... Wszędzie wszystko tną i niszczą... Dosłownie wszędzie... Żadnej świętości. Jestem jednak zbyt zmęczony aby jeszcze wdawać się w szczegóły odnośnie tego kontrowersyjnego tematu.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa20kwietnia2023zdj1.jpgtrasa20kwietnia2023zdj2.jpgtrasa20kwietnia2023zdj3.jpgtrasa20kwietnia2023zdj4.jpgtrasa20kwietnia2023zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)