Trasa z dnia dzisiejszego - pod wieloma względami: niezwykle trudna, męcząca, irytująca. Jednak co najważniejsze: udana. Mimo tak wielu przeciwności i trudności się udało. Dobrnąłem do przed dnia najkrótszego dnia w roku i pokonałem finałową trasę, pełną wzniesień. Walki z jazdą pod wiatr. Zmęczeniem mijającymi dniami i życiem. No tak jeszcze dzień w szkole mi się przedłużał. A chciałem tak przed 15-stą ruszyć. A jak przyszło co do czego to już prawie noc była jak wyjeżdżałem. Już było ciemno, wszędzie mokro. Mało przyjemnie. No ale dość ciepło. Ok. +4℃. Miało być gorzej a nie było. Niestety ubrałem się za ciepło na tą okazję i dość szybko jechałem przepocony. Już w zasadzie mijając moje rodzinne miasto tak było. Jednak się nie poddałem. Mimo przelotnych aczkolwiek upierdliwych opadów deszczu, wiatru i wielu wzniesień - ambitnie gnałem dalej. A wkurwiać mnie mogło i przeszkadzać mi mogło wiele. Aktualny stan Aurelii jest coraz gorszy. Tak czuję te bicie z tylnego koła. Nie sprawdziłem tego ale pewnie tak jest, że nie trzyma się równo tylko ucieka po bokach. Mimo, że mam odpięty tylny hamulec gdzie nowe klocki nie przeżyły zbyt długo i były zdarte do zera. I tak towarzyszy mi te męczące uczucie, że jakby coś "trzymało" tylne koło. I przez to jedzie mi się tak ciężko. Było niezwykle trudno z tym walczyć. A także nie poddać się już na starcie. Na ten wyjazd zbierało się kilka czynników: moje ambicje, chęć pojechania w te najkrótsze dni w roku! W końcu od listopada z tym walczyłem. Prawie 2 msc zmagałem się z wizją coraz krótszych dni. A to nie jest proste. Psychiczne obciążenie również przeszkadza bo i z rana do szkoły jedzie się i tylko ciemno i ciemno. Wraca się to zaraz ciemno. I tak będzie jeszcze przez jutrzejszy dzień (21.12). A potem powoli powracać będzie względna normalność. A może wraz z nią bo już o tym myślałem - trasy "wstępując w dzień"? W końcu do wstępując w noc, kilka tras minęło od pierwszej: "Wstępując w noc". Tak samo analogicznie do dnia też trochę minie. Nim wyjeżdżając ok. godziny 15 dałbym radę całkowicie za dnia pokonać ten dzisiejszy nie łatwy dystans. I tak zobaczmy co się zmieniło między pierwszą trasą wstępującą w noc 8.11 do dzisiaj - zachód słońca skrócił dzień z godziny 16:12 do 15:39. To strata o całe 33 minuty. To może nie dużo, ale w tym czasie z powodzeniem dojechałbym chociaż do Nowogardu za dnia. A tak całkowite ciemności objęły mnie w okolicy Wyszogóry. Z powodzeniem ponad 50 km trasy pokonałem w całkowitych ciemnościach.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1159
Trasa nr [łączna]: 1239
Trasa nr [na blogu]: 1153
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 12
W tym roku: 197
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1227 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1141 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 12057.2 km
Stan Licznika Końcowy: 12116.23 km
Stan Licznika Końcowy2*: 12041.23 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 24598 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 24657 km
Maksymalna prędkość: 27 km/h
Przejechałem: 59.03 km
Przejechałem [msc]: 387.41 km
Przebieg roweru [rok]: 7561.38 km
Przebieg roweru [suma]: 48815.69 km
Przejechalem w 2022: 7561.38 km
Podroż dookoła świata (2022) 18.9035 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 122.0392 [%] km
Czas jazdy: 03:34:03 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3094:13:29 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2870:47:21 h
Czas Jazdy Suma (2022): 499:53:10 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 26:33:44 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:12:49 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:32:15 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:37 h
Średnia: 16.55 km/h
Dzisiejszy wyjazd jest zwieńczeniem kilku tras trudów z serii wpisów "wstępując w noc". Być może narodzi to moją nową tradycję na późną jesień każdego kolejnego roku w którym przyjdzie mi jeździć. W końcu w każdym z tych lat będę zmagał się z tymi samymi problemami. Dalszą złodziejską polityką masowej wycinki drzew. A ta przecież trwa nieustannie. Nawet jeśli się tego nie widzi bo akurat nie bywa się w miejscu gdzie takie wycinki są prowadzone to jednak ta polityka trwa dalej. A długofalowo np. w przeciągu miesięcy, lat wszystko będzie widać. To jeden z problemów z którym trzeba się mierzyć. Kolejny to te typowo jesienno-zimowe warunki. Potrafią zniszczyć nadzieję na trasę. W zeszłym tygodniu się tak trochę przez to na wkurwiałem... Dzisiejsza trasa jet moim drugim podejściem do tego finału: Lodowata porażka. Z trasą z zeszłego tygodnia przez zamarznięcie dróg się nie udało. Dzisiaj jest już lepiej. Znacznie lepiej! Od wczorajszego dnia (19.12) trwa planowana odwilż. Ta jednak przybyła późno bo dopiero po południu... A miało już wciągu dnia być na plusie. No na szczęście przez noc też było na plusie. Sytuacja na tyle się poprawiła wciągu paru godzin, że o ile jadąc rano do szkoły jechałem po istnym lodowisku przed moim blokiem - bo tu gnoje z zarządu dróg na drogi nie posypali. Jedynie po chodnikach, na których sól była już sypana... I nie ma problemu. Z lodowiska zrobiła się tylko chlapa. miejscami jeszcze było gorzej. Ale to tylko miejscami. Ogólnie dało się przejechać bez większych problemów. Gorsze odcinki znajdowały się już po trasie - gdzie lód wciąż mógł zalegać wraz ze śniegiem przy krańcach mniej uczęszczanych dróg. No ale ten problem wynika z dnia wczorajszego. Po prostu odwilż przyszła za późno. Więc nie zdążyła dobrze zaatakować. A do tego przyszła po nocach. Więc nie mogłem obserwować stopniowej poprawy, wraz z którą znikał ten znienawidzony śnieg. Pozostały jeszcze liczne wzniesienia, jazda pod wiatr, która wykańczała mnie na odcinku do Nowogardu. Tam dodatkowo przechodziły przelotne opady deszczu...Chwilami dość intensywne. Więc działo się. Na koniec był dość poważny wypadek na drodze DW152 na wyjeździe z Reska. Rozbita osobówka, za nią bus. A całym podsumowaniem zmagań było bestialstwo ludzkiej chciwości. Na wysokości wsi Czarne - wyrżnięto prawie wszystkie brzozy, które tam były. Ujęcia z dziś z morderstw nie wiele będą znaczyć. W końcu jest ciemno. Za wiele nie widać. Jednakże na pewno powrócę tam za dnia. Urok tej drogi znika więc na zawsze. W imię czego? Dalszej żądzy posiadania wpływów, kasy?! Smutne to wszystko i niedorzeczne. W tym miejscu, z tej drogi rozciągają się piękne widoki, na pola. I w głębi dostrzec można było lasy, obok których przejeżdżam na trasie. W wyniku tych kolejnych niekończących się zbrodni, już nikt więcej nigdy nie ujrzy takich widoków jak ten: Piękny zimowy widok na trasie DW152 (m. Czarne). Zdjęcie pochodzi z trasy na Iglice z 15.01.2021 r: Pieszo-rowerowo-śnieżno... Często do tego przykładu przy różnych okazjach wracam. Aczkolwiek nie jest on jedynym przykładem pięknych ujęć z tej drogi, z tego konkretnego miejsca. W końcu w każdym rowerowym roku kilkanaście razy tą drogą jeździłem przy okazji różnych okazji i tras. A dość powiedzieć, że na ostatniej trasie - z serii wstępujących w noc - te drzewa wciąż były: Nocny wkurw. Więc te zbrodnie wydarzyły się w ostatnich dniach... I tak tuż przed świętami. Te kurwy, którzy się do tego dopuszczają nie mają żadnej godności... Zwykłe śmiecie, które nie zasługują by żyć.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)