Trasa z dnia dzisiejszego zgodnie z tym co planowałem od dni paru poprowadziła mnie w odległe strony, daleko za zachodnie granice państwa. Tym razem bliżej celu podróży czyli Berlina. Jakoś tak pamiętam trudy trasy, z poprzednich lat. Więc nie postanowiłem w tym roku dobijać takich dużych odległości. Gdyby ten rajd miał miejsce na ten przykład w 2021 r. to bym na spokojnie nawet ze Szczecina w jedną stronę pojechał. Ale w tym roku nie czuję się na siłach jeździć tak dużo - no co innego robić 100 km a co innego 200 km czy więcej. Na te 100 km to jeszcze spokojnie, ale coś dłuższego - no nie wiem czy dałbym radę. Jednak nie pojadę daleko w obce strony, ryzykując czy się uda czy nie. Trzeba być pewnym swoich możliwości i wtedy można jechać. Tylko tak swoją drogą, taki pewny możliwości w 2018 r. nie byłem: Eberswalde-Berlin-Eberswalde. Ale dojechać dojechałem. Co prawda z trudem ale dojechałem. I w sumie miałem podobny przebieg w roku jak mam teraz. A więc ten 2022 r. nie koniecznie jest taki dla mnie udany. Prawdopodobnie 2023 r. może 2024 r. będzie znacznie lepszy i wtedy pójdzie mi o wiele lepiej. Nie mniej skupmy się na dzisiejszej trasie. Nie musiałem jechać bardzo wcześnie rano jak w 2018 r. Wyjechałem sobie na spokojnie przed 7 rano co było i tak za szybko. Prosta droga. I tu niespodzianka, choć spodziewana, więc trudno nazwać to niespodzianką. Otworzono w końcu węzeł Kijewo w Szczecinie. Co prawda stoi tam jeszcze pełno sierżantów przy placu budowy, nie jest to jednak problem. Po dwa pasy drogi w każdą stronę pootwierane. A sierżanty drogowe pilnują poboczy drogi, gdzie w okolicy węzła są dopieszczane szczegóły i toczą się ostatnie zadania. To jednak formalność, minie parę dni i będzie wszystko gotowe. Osobiście obstawiałem, że do początku wakacji (24-25.06) na spokojnie będzie węzeł otwarty. A, że otworzyli go jeszcze o kilka dni szybciej to jeszcze lepiej. W końcu kończy się ten wieloletni problem jaki miał tutaj miejsce! Więc dojazd pod miejscowość: Bernau bei Berlin był bezproblemowy. W samej miejscowości było już nieco trudniej, ale nie, nie możliwe znaleźć punkt startowy, który znajdował się przy S Bernau. Ja parkowałem przy wymownej ulicy ul. Eberswalder Straße. Skąd próbowałem się udać pod rzeczony S Bernau. Początkowo pojechałem w nie prawidłowy sposób tzn. w stronę Tempelfelde przez drogę K 6002. Na szczęście szybko wróciłem na właściwą trasę. I trafiłem bez większego problemu na miejsce, gdzie miałem prawie godzinę czasu na przeczekanie nim przyjadą z Eberswalde. Gdy przyjechali to zobaczyłem się z rodakami ;) Jednak to było jedyne miejsce gdzie widziałem się z grupą PL. Poza GŻ, z którym pojechałem i wróciłem z Berlina. Większość naszych tj.: PŻ, MK, i parę innych od nich, z którymi nie jeżdżę... Pognali gdzieś na początku peletonu aby jak najszybciej dojechać na plac królewski i podziwiać: Siegessäule (kolumnę zwycięstwa). Obok niego rozciąga się ogromny park: Großer Tiergarten. I jak ich tam potem w tym tłumie znaleźć? Wg. organizatorów tłum był skromny tylko 30 tyś rowerzystów : ADFC-Sternfahrt 2022
i Deine Stimme für den Radverkehr - Danke, dass du bei der #Sternfahrt2022 dabei warst!. I znaleźć tam kogoś? Serio? W ogóle to się dziwię na cholerę się tak spieszyli i do czego. Szybciej rozłożyć się w parku i alkoholizować? To takie polskie prawda? I przy tym nie zrozumiałe. Fajniej by było jechać sobie spokojnie, tj. z GŻ jechaliśmy. A potem co tam robić w sumie? Cała impreza to dojazd pod ten wspomniany pomnik: Siegessäule. Potem są co prawda pikniki itd. Ale tam się nie idzie przecież dostać w tym tłumie ludzi. Więc to wydaje się bez celowe. Wobec czego, całą trudnością dzisiejszej trasy było tu dojechać. A zajęło to z pod Bernau bei Berlin aż 50 km. Nadmienię, że droga powrotna jedynie 40 km. I to z założeniem, że źle pojechałem. A te w sumie 50 km to włącznie z przejażdżką po Bernau przed trasą (ok. 3 km). Więc całość tak naprawdę powinna się nam zmieścić w okolicę 35 - 38 km. A niekoniecznie 50 km. A to wynikło z tego, za pierwszym razem gdy tu byłem (w 2018 r.) nie zwracałem na to aż takiej uwagi, że organizatorzy ADFC prowadzili nas trochę na około. To w sumie mogło być problemem dla mnie i dla GŻ, gdyż gdybym się trzymał tego, że wracamy do domu z kierunku z którego przyjechaliśmy pod Siegessäule (drogą nr 2) to wyjechalibyśmy z miasta w stronę Hamburga a nie w stronę Szczecina czyli powrotu do domu. To w sumie dobrze się stało, że małe kółko zrobiliśmy. Naprawdę małe, dokładnie obliczając to może z 3 km się walnąłem dlatego, że wybrałem nie ten kierunek który trzeba. Nie mniej patrząc na mapę cały czas byłem w obrębie punktu końcowego czyli Siegessäule. No nie mniej co by nie mówić, nie można mieć do mnie większej czy mniejszej pretensji. W Berlinie byłem tylko dwa razy. Przy czym za każdym razem ktoś nas prowadził (jak nie te kurwy Gryfusy) to na Sternfahrt 2018, wracałem z PŻ i jego kolega. Więc nie skupiałem się na drodze i na tym jak stąd wyjechać. Dzisiaj byłem na to przygotowany (no prawie). W telefonie mi łączność słabo działa. Włącznie z nawigacją. A wydrukowana mapa była za mała. I nie widziałem dzielnicy w którą cały czas się kierowałem. No ale jakoś sobie poradziłem i na właściwą drogę powróciłem. Czego dowodem jest ten wpis, że jednak się udało wrócić bez większych problemów. Następnym razem na pewno poradzę sobie lepiej. :) Może w końcu po 4 latach wcielę w życie zamysł taki, żeby pojechać choćby na weekend do Berlina aby go pozwiedzać? ;) To i tak będzie trudne. Jest tam tyle dróg, miejsc. Wszystkiego tyle. Kto jest wstanie to ogarniać i się tam nie zgubić? Rozumiem, że trzeba by było tam mieszkać i przez kilka miesięcy poznawałoby się miasto i to wszystko dookoła niego. Skoro Szczecin poznałem to i Berlin bym ogarnął. No dobra fajna wycieczka, nie wchodząc w szczegóły jeszcze, znalazłem powrót do drogi nr 2. I z niej już bardzo prosty powrót. Cały czas prosto cały czas prosto. W zasadzie dzisiejsza trasa, jej znaczna część to niekończące się jedne wielkie miasta. Jednak ta "wiejska przestrzeń" jest w sumie nie wielka, sporadyczna. Z tym ryzykiem, że kiedyś dalsza urbanizacja te mocno ze sobą skomunikowane tereny połączy. To na szczęście, nie za naszego życia. Dzisiejsza wycieczka miała jeszcze jeden szczegół. Już w pierwszą stronę naszego wyjazdu zwróciliśmy z GŻ uwagę na pewne budynki przy końcu miejscowości Bernau. To były dawne zakłady produkcyjne odzieży wojskowej. Obecnie w rękach prywatnych, modernizowane i przerabiane na mieszkania. Mimo to, i tak tam wbiliśmy ;) Natknęliśmy się na ochronę. Więc dużo się pozwiedzać nie dało. Ile jednak daliśmy radę tyle nasze. Te budynki są do siebie przecież podobne to w sumie żadna strata. Te same przestrzenie na różnych piętrach, w kilku niezależnych budynkach. Piękne obiekty. Na oko jakby je tak dokładnie zwiedzać to z 6-8h łażenia. To tak ogromne przestrzenie! Można je podziwiać na filmie: Heeresbekleidungsamt Bernau alte Kasernen. I parę zdjęć i informacji z niemieckiej strony Urbexowej: Heeresbekleidungsamt-bernau - Urbex.nl. Nie żałuję, że tam zajrzałem. Co prawda, już tam nie wrócimy bo trzeba by było się z ochroną dogadać aby nam dali chociaż z 2h na obejrzenie budynków, które nie są aktualnie obrabiane przez budowlańców. I to najlepiej w dni świąt jakiś w Niemczech aby się tam nikt nie kręcił. Inaczej to nie ma co tu wracać. To ogromny teren, otoczony tą ochroną. Ryzykowne. A jeszcze bez kogoś kto zna język to tym bardziej. Nie mniej co widzieliśmy i co możemy sobie uzupełnić o materiały z Internetu to nasze! :) Świetna lokalizacja. Warto było tam wjechać, i choć chwilę czuć klimat, który tam jest! To taki finał trasy, bardzo fajnej trasy i fajnie spędzonej na rowerze niedzieli. Dzień powoli dobiegał końca, zmęczenie dawało o sobie znać. A to trzeba było jeszcze rowery spakować i wracać do Szczecina. A potem już po nocy do siebie. Odwiozłem najpierw GŻ, a potem już spokojnie wracałem ostatkiem sił do swojej rzeczywistości. Na koniec dam jeszcze takie źródło z tego urbexu, sporo fajnych zdjęć: Heeresbekleidungsamt-bernau bunker-brandenburg.de. Gdybym przelazł cały budynek i tak bym tego klimatu nie uchwycił. Teraz jest w gorszym stanie. Pomalowany, zniszczony. I wszystko ukradzione czy wywiezione ze środka. Czyli odkryliśmy ten obiekt parę lat za późno. No ale w sumie, wtedy się nie interesowałem urbexem. Powróciłem do tego zagadnienia dopiero w 2019 r. Wcześniej w dzieciństwie się po takich różnych obiektach łaziło. I teraz na nowo to wróciło do mnie.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1044
Trasa nr [łączna]: 1124
Trasa nr [na blogu]: 1038
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 82
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1113 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1027 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 7438.05 km
Stan Licznika Końcowy: 7526.92 km
Stan Licznika Końcowy2*: 7527.29 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 20050 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 20139 km
Maksymalna prędkość: 32 km/h
Przejechałem: 88.87 km
Przejechałem [msc]: 265.89 km
Przebieg roweru [rok]: 2972.2 km
Przebieg roweru [suma]: 44226.51 km
Przejechalem w 2022: 2972.2 km
Podroż dookoła świata (2022) 7.4305 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 110.5663 [%] km
Czas jazdy: 06:43:41 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2794:16:59 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2570:50:51 h
Czas Jazdy Suma (2022): 199:56:40 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:44:11 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:57:22 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:26:18 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:45 h
Średnia: 13.23 km/h
Dzisiejsza dość długa i wyczerpująca trasa, dla mnie a co ma powiedzieć GŻ, który zrobił jakieś 260 km od sobotniego wieczoru? :O, pozwalała na odkrywanie wielu nieznanych dotąd dróg, w samym Berlinie, który mimo, że jest miastem ale jakoś kusi mnie do życia w nim. W ogóle zachwyca mnie jakość życia w Niemczech. Całkowicie inna niż w Polsce mentalność ludzi, życzliwość. Nie ma tego pośpiechu i gnania za nie wiadomo czym jak w Polsce. Myślę, że fajnie by było mieszkać czy żyć w Niemczech. Od razu nie mówię, że w dużym mieście. Bo tam może jest tak spokojnie bo weekend, a w tygodniu to dopiero się dzieje! Ale w jakimś małym miasteczku? To czemu nie. Zawsze spokojniej i ciekawiej niż na tej znanej swojej prowincji gdzie nie ma niczego dobrego. No o Szczecinie to nie mówię. Ja bym tam żyć nie był wstanie. Jednak dla mnie to wieś czy małe miasteczko. A dla odmiany można spędzić parę dni w roku w mieście np. Jakaś odmiana musi być. I nie ma w niej nic złego. No dobra, we wstępnym akapicie przedstawiłem ogólny zarys trasy i jak co miało miejsce. Teraz to może więcej szczegółów i więcej słówek po Niemiecku ;) W sumie mógłbym pominąć aspekt opisywania drogi z Bernau pod Siegessäule w Berlinie. Bo my chyba tak samo jechaliśmy w 2018 r. Ale dobra... :) Start i meta w tym roku była dla mnie w Bernau, i meta dla GŻ także w Bernau. Stąd jechaliśmy do Lindenberg, skąd odbijaliśmy na Waterberg. To jest ta jedna z największych różnic wobec tego jak nas prowadzili a jak wracaliśmy. Prościej. W tym roku uzasadniałbym to remontami drogi. Ale ten przecież w 2018 r. czy 2019 r. nie miał miejsca. A i tak jechaliśmy ta stroną miasta, wjeżdżając na dzielnicę: Neu-Hohenschönhausen. I jadąc ul. Falkenberger Chaussee przez ul. Hansastraße na skrzyżowanie: 52.5464903751768, 13.467862689618201. Gdzie w sumie nie ma nic ciekawego. Jakiś AlDi, czy LIDL. Ale tego tu pełno. Zwracać uwagę można jedynie na wiele pustostanów, które chciałoby się zwiedzać. Ale tacy zapaleni to chyba tylko ja i GŻ byliśmy, że gdybyśmy tylko mogli to w każdy ten opuszczony budynek byśmy wjechali czy weszli. Po drodze mijaliśmy ogromny obiekt sportowy:
Sportforum Hohenschönhausen. Tam jest chyba wszystko. I baseny i hale na inne sporty kontaktowe... :) Pięknie się prezentuje z zewnątrz, ciekawe jak w środku. I tutaj gdzieś już kończyła się w miarę dobra jazda. Kolejne szlaki były coraz powolniejsze, ludzi coraz więcej. A to wszystko już zaczynało być powoli męczące. Wjeżdżaliśmy dopiero na wielopasmową główną drogę w mieście: ul. Landesberger Allee. Z niej kierowaliśmy się na Alexanderplatz. Na wprost przez ten plac powracaliśmy z Berlina. A dziś tak z boku na niego wjeżdżamy. Z Alexanderplatz to już jest dosłownie kawałek do Siegessäule. Ale my oczywiście tam nie jedziemy! Nie od razu. Tutaj trzeba było zamotać nieco, i dla kogoś kto nie zna miasta, nie orientuje się byłoby to szkodliwe. Bo się idzie po prostu zgubić. Z wspomnianego Alexanderplatz kierowaliśmy się na Strausberger platz. Zaś z niego przez dzielnicę Kreuzberg i tutejsze ulice o dziwnych nazwach na Hermannstraße, skąd odbijaliśmy na Autostradę w Niemczech. Rozumiem, że to duża frajda jechać autostradą, przez tunele... (A100) aż pod zjazd z A100 na ul. Halenseestraßenbrücke. To jest ładne parę kilometrów (jakieś 4-5 km). Ale strasznie męczące. Wolno się jedzie, często stoi. Cała autostrada wszystkie pasy pełne rowerów. I w końcu zjeżdżamy przez tunele, zjeżdżamy przez ul. Halenseestraßenbrücke. I na skrzyżowaniu z ul. Kaiserdamm. Dojeżdżamy do pomnika z aniołem. Wykończeni, chwila dłuższej przerwy. A w tym czasie ruch rowerów nie maleje. Jadą i jadą. A ja w sumie zakodowałem sobie w głowię, że powrót będzie w lewą stronę od pomnika z aniołem na ten Kaiserdamm. I cały czas prosto. A to błąd! Powrót jest w drugą stronę. My przyjechaliśmy z tej bo od Alexanderplatz pojechaliśmy na około po to pewnie aby jechać autostradą (A100). Następnym razem jak tu pojadę to pominę sobie tą przyjemność i od razu z Alexanderplatz odbijemy na Siegessäule. Po co tu tyle czasu jechać, męczyć się. Żadna frajda. Pojechać łatwiejszą drogą :) I cóż. Dojechaliśmy. Swoich nie znaleźliśmy. A więc co tu robić. Trzeba było wracać powoli. Zatrzymywać się na fotki. W tym peletonie nie było na to czasu. A gdy szukałem właściwej drogi powrotnej to też nie myślałem o zdjęciach. Będąc pewny niewłaściwego kierunku zrobiliśmy sobie małą rundę obok Siegessäule. Jadąc ul. Hofjäger Allee. Z której odbiłem do słynnego Berlińskiego ZOO na ul. Budapester Straße. Szybko nie wiedziałem gdzie jestem. Tyle dróg, budynków dookoła, co chwila jakieś skrzyżowania. Kręcimy się więc tutaj. I w końcu zajeżdżamy do KFC przy ZOO. Wzmocnieni jedzeniem jedziemy dalej. Opaczność chyba nas kieruje, bo w sumie kierunek teraz jest poprawny :) Mimo to zapytałem o drogę ale jechałem w miarę dobrze. Minęliśmy znów przejeżdżaną przez chwilę ul. Budapester Straße i pojechaliśmy prosto na ul. Kurfürstenstraße. A z niej odbiliśmy na Postademer. I już byliśmy w domu. Wystarczyło jechać cały czas prosto. Wkrótce znaki na drodze potwierdzały to, że jedziemy w prawidłowym kierunku. Piękna historia powoli się kończyła. Przed nami parę kilometrów. Najdłużej ciągnęła się jazda po mieście. No ale jednocześnie była najciekawszym elementem podróży. Gdy wyjeżdżaliśmy z tego ogromnego (prawie 900 km^2) miasta, żegnały nas pola pełne czerwoniutkich maków! :) I dalej już prosta droga, którą przyjechaliśmy to tą wracamy do Bernau. A na koniec ten mały urbex... :) W miejscu na mapie opisanym jako: Wohngebiet westlich der Schwanebecker Chaussee (ehemaliges Heeresbekleidungshauptamt). Dotyczą obiektów z II WŚ. Więcej na niemiecko języcznej wikipedii: Heeresbekleidungsamt_Bernau wikipedia DE. I cóż, powrót... :) Wykończony i zmęczony. Za to szczęśliwy, że pojechałem. Kto wie czy następnym razem zwróciłbym uwagę na te niezwykłe obiekty: Heeresbekleidungsamt Bernau i czy w ogóle byłby tam jeszcze dostęp?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)