22.06.2022
Jazda nr: 1045

Tagi: drzewa, JS, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest w końcu udanym wyjazdem w te wyjątkowe miejsce, z wyjątkową osobą, na tą wyjątkową trasę! Ostatni nasz z JS wyjazd tutaj, nie powiódł się przez tą cholerną pogodę. Padało cały czas, a gdy już późnymi godzinami przestało no to... Było za późno na rower. Niepotrzebny wyjazd, duże nastawienie się. Nie zawsze może być tak pięknie jak w przypadku np. takiej trasy: Na falachronie. Na której to ta deszczowa zła aura pogodowa po prostu odpuszcza i nie atakuje. W naszym konkretnym przypadku było niestety inaczej. Było to w dniu 09.06.2022 r. Stracone nadzieje na ten dzień - przynajmniej na jeżdżenie. Sama trasa może nie stracona, dość ciekawa i mimo wszystko mile spędzony czas w wyjątkowych okolicznościach przyrody, które czekają tuż za granicą Łobza w stronę Unimie. No i jest coś jeszcze co nas tutaj z JS łączy! Obydwoje mieszkamy obecnie przy Redze, ja od zawsze w swoich Płotach mając blisko Regę, a ona od iluś lat w Gryficach, przy Redze. I także ta rzeka która nas połączyła przecina te piękne strony w Łobeskich przestworzach. Od jesieni w 2021 r., gdy jechałem tu po raz pierwszy chciałem tu wrócić... :) A odkąd przyjechałem tu rowerem, chciałem tu zabrać JS...: Trasa na Unimie . Najważniejsze miejsce tej niedługiej trasy, którą koniecznie chciałem zrobić w okresie najdłuższych dni w roku. A te właśnie się kończą. Jeszcze zdążyliśmy! Jeszcze długo widno, dzisiaj zachód słońca w Łobzie był o godzinie: 21:32. I dobrze, bo my tak po 21 wróciliśmy z wyprawy. Robiło się już nieco chłodniej. No i dzisiaj nie było tak nieprzyjemnie jak te parę dni temu. Przez te cholerne deszcze była cała wylęgarnia wszelkiego robactwa które się tak rzuciło do ataku za mną, że byliśmy cali czarni, obłażeni przez nie... Nie szło się w ogóle nacieszyć tym widokiem. A ten w deszczową pogodę również był uroczy. Jak wszystko skrywane było za delikatną mgłą. Jednak nie można było na to spojrzeć... Przez chmurę robactwa... Dziś było już mniej tych niebezpieczeństw. Choć nadal się zdarzały. Sam wyjazd, nie długi wyszło nie całe 40 km. Trochę to czasu jednak z postojami zajęło. Tego się spodziewałem. Dlatego jechanie późnym po południem musiało się wiązać z tym, że wróci się jednak dość późno. Dlatego obstawiałem wyjazd na dni gdy zachód słońca następuje naprawdę późno... Żeby mieć ten czas na cieszenie się chwilą niezwykłej trasy. A ta kontynuuje rowerowe podboje, które rozpocząłem od wczorajszej trasy: Krótkie dzieje. I te trwają przez dzisiejszy dzień! A będą się jeszcze ciągnęły jutro. Dzisiaj wszystko sobie załatwiłem, jutro jadę na wycieczkę rowerową ze szkoły ;) Służbowo. W godzinach szkolnej powiedzmy "pracy", na tak mile spędzony czas ;) To co miałem zrobić dziś zrobiłem. Więc jutro mogę sobie na to pozwolić. A to, że nauczyciele mieliby jeszcze coś chcieć? No trudno. Mogli się zgłaszać wcześniej a nie na ostatnią chwilę. Świadectwa z Librusa wydrukowane, jakieś pierdoły na zakończenie roku przygotowane. Więc czego ktoś jeszcze miałby ode mnie chcieć? ;) A zresztą przez jakiś czas cieszyłem się na ten wyjazd. A z końca dzisiejszego dnia mam coraz więcej wątpliwości. Takie przygadywanie niepotrzebne. A to potem mnie niszczy od środka... I teraz już sam nie wiem czy dobrze robię, że jadę. W sumie na zaproszenie nauczycielki, wychowawczyni tej klasy. Nie powinienem się może tym przejmować, analizować no ale tak jest. Co poradzę na to, że już taki jestem? I zamiast tak w pełni dzisiaj cieszyć się wyjazdem z JS, tym mile spędzanym po południem w tym towarzystwie, to co jakiś czas te myśli uciekały do planów na jutrzejszy dzień. I do wydarzeń z dzisiejszego dnia w szkole.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1051

  • Trasa nr [łączna]: 1131
  • Trasa nr [na blogu]: 1045
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 13
  • W tym roku: 89

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1119 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1033 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 7738.07 km
  • Stan Licznika Końcowy: 7775.21 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 7775.58 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 20351 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 20388 km

  • Maksymalna prędkość: 51.7 km/h

  • Przejechałem: 37.14 km
  • Przejechałem [msc]: 514.18 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3220.49 km
  • Przebieg roweru [suma]: 44474.8 km

  • Przejechalem w 2022: 3220.49 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 8.0512 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 111.187 [%] km

  • Czas jazdy: 02:36:48 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2811:08:07 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2587:41:59 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 216:47:48 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 34:35:19 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:39:38 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:26:09 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:44 h

  • Średnia: 14.28 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest oczekiwaną od paru tygodni wyprawą. W zasadzie zacząłem o niej myśleć już od trasy: Trasa na Unimie i dzisiaj prawie miesiąc później w końcu udało się tą trasę przejechać! :) I to jak już wspominałem z JS... :) Jej mam nadzieję też się podobało, mimo paru utrudnień na tej trasie. Jednym z nich jest dość spore wzniesienie, już na finale trasy gdy wraca się z Radowa Małego przez Strzemiele na Łobez wzdłuż drogi DW147. Ma ona swój niezwykły urok. A jest nim również dość pagórkowaty teren. Jednak nie ma przygód bez utrudnień! :) Nasza dzisiejsza przygoda zaczynała się po południu już po godzinie 16 byłem w Gryficach i zabierałem JS na wyprawę. Czas grał tu dużą rolę, aby jak najszybciej być w Łobzie i ruszyć dalej. To jedyne utrudnienie tego dnia - jego długość. A także problem ogólnospołeczny jakim jest to, że dla ludzi którzy mają swoje życie i rodziny obecny model wyzysku zwany potocznie: "rynkiem pracy" jest bardzo zły i szkodliwy. Nie pozwala cieszyć się pogodą, z życia, wypocząć i spędzić ten czas z bliskimi. Co ciekawe problem jest tylko w krajach zachodnich gdzie jest takie myślenie niewolnicze aby wyzyskiwać jak najbardziej swojego niewolnika. Problemu nie ma w krajach skandynawskich - Dania, Szwecja. Znam tam parę osób i z rodziny tam pracują. I jest całkiem inaczej. Wciągu roku mają bez mała z 3 msc wolnego! Jak nie lepiej. A u nas jak coś to z wielkim żalem dają te 26 dni. A jakby mogli to jeszcze tego by nie dali... I takie te życie bez sensu jest. I co z tego, że mam teraz lepiej, będąc w szkole a może będę miał jeszcze lepiej dzieląc etat z etatem nauczyciela skoro, nie będę mógł zawsze z kimś dzielić tej nadwyżki czasu.. No ale dobra dzisiaj i tak zamiast na tym co dobre, i fajne w tej trasie.. Dookoła tyle wsi. I nie zniszczonych ludzką chciwością miejsc (prawie, są wyjątki). Nie skupiałem się na tym a na tym co złe, co tak niszczy relacje i osobę od środka. Naradzał się od początku tygodnia taki plan abym dołączył do rowerowej wycieczki w czwartek (23.06). W końcu byłem dzisiaj u dyrektora w tej sprawie. Wyraził zgodę. I dobra. Ale pewna upierdliwa osoba z sekretariatu w szkole, jakoś szybko początkową ekscytację tym wyjazdem zabrała. Zniszczyła wręcz. I teraz sam nie wiem, czy robię dobrze. Więcej wątpliwości mnie dopada. Tych niepewności jakie miałem zwykle przed fajniejszymi i dłuższymi wyjazdami. A było wtedy zawsze tak, że ktoś coś złego powiedział na temat tego pomysłu czy wyjazdu. A to potem całymi dniami czy godzinami mnie wyniszczało... - w zależności kiedy się pochwaliłem pomysłem w stosunku do czasu ewentualnego wyjazdu. Tak było przed moim pierwszym 200 km rajdem (29.08.2015 r.), moim kolejnym 200+ km w 2018 r.: 15 tyś Aurelio - "200 km". Czy w ogóle innymi trasami. Jak np. pierwszym Sternfahrt również w 2018 r: Eberswalde-Berlin-Eberswalde. Dla kogoś to może nic, takie uwagi, niezasadne czepianie się. A dla mnie to jednak coś, odbija się potem negatywnie na tym co robię. I jaki mam stosunek do życia i innych ludzi. Wszystko wciąż opiera się na najważniejszych zasadach jakie wyznaję, przede wszystkim tej odpowiedzialności za rower i siebie. Pamiętacie? Ci co czytali już nie jeden wpis na tym blogu. Kiedyś takie mądrości tu pisałem. O odpowiedzialności: Trasa Zbója czy Trasa na Zagórcze. Pewnie parę przykładów i podobnie brzmiących haseł bym znalazł. Nie o to jednak chodzi aby to wszystko przytaczać. Tylko aby z odpowiedzialnością za siebie i innych postępować w tym zniszczonym świecie, w którym rządzi sama herezja, drogi na skróty i niszczenie innych, którzy myślą w inny sposób. W sposób być może nie akceptowalny w tym świecie. No dobra. W stanie na dzień dzisiejszy - dziś jeżdżę po okolicy Łobza. Zaś jutro jadę na tą wycieczkę. Czy faktycznie pojadę i się z tego jednak nie wycofam? Na tę chwilę nie wiem. Jadę dalej. Nasza przygoda dopiero się rozpoczynała, a nieco radości z niej oskubywały te różne wmyśli. Nie potrafię się od tego odciąć i żyć jakby nie było tych wydarzeń. Więc miejscami nieco smutniej, ale trwałem dalej w obliczu pięknej przyrody która otaczała nas dookoła! Późno, bo po godzinie 17 nie dało się dojechać szybciej. Ruszaliśmy w drogę w stronę Uniemie, potem Zachełmie. Dzisiaj się sporo działo. W życiu również, co pokazuje to co zdążyłem napisać. Ale w drodze na Zachełmie również sporo się działo. Milicja się kręciła nieustannie w jedną w drugą stronę. Jeden patrol to nawet pilnował tego wejścia na pole, z którego podziwialiśmy z JS piękne widoki! A drzewo, "dąb Bartek" w Zachełmiu, które mnie inspirowało chronione było przez szerszenie, które w jego wnęce zrobili sobie gniazdo. Dobrze, że porobiłem zdjęcia nim odkryłem ten fakt ;) Bo tak mogłoby być różnie. I cóż, miłe chwile trwały dalej. Wraz z kończącym się dniem robiło się nieco chłodniej. Ale i ta było sympatycznie. Zmierzaliśmy od Zachełmia przez Meszne do gęsto zarośniętej zbożami drogi DW146. Z niej minęliśmy interesującą wieś Rekowo. Zwróciłem tam uwagę na pewne gospodarstwo rolne. Jakby dawne PGRy. Zwracałem na to uwagę już w maju gdy tu przejeżdżałem. Nie jest to jednak do końca do końca opuszczone miejsce. Aczkolwiek - możliwe, że dawna gorzelnia jest opuszczona. Z mojej perspektywy i mojego doświadczenia na Urbexie, wygląda jakby była dobrze zabezpieczona przed wejściem. A nawet jeśli nie. To jeśli w niej już nic nie ma... To i tak bez sensu tam wchodzić. Oglądać mury? Takie miejsca mają klimat jeśli znajduje się w nich dalej wyposażenie. I tak nasza piękna przygoda dobiegała końca. Wyjeżdżaliśmy wkrótce w Siedlicach. Skąd udaliśmy się skrótem przed Radowem Wielkim do Radowa Małego. Przed nami co prawda urocza, ale ostatnia prosta. Ostatnia droga, która przez większy swój czas była dla nas dość dobra. Bo więcej było jazdy "z górki" niż ewentualnie pod górkę. Zjazdy tu są naprawdę fajne! Na jednym takim osiągnąłem prędkość prawie 52 km/h! :) Jednak za każdą przyjemność przyjdzie kiedyś zapłacić. Taka zapłata była już od dawnej firmy, przetwórca jakiegoś (pewnie drzewnego), gdzie ciągnęło się większe i bardziej męczące wzniesienie. Te trochę ma (ok. 1 km). Jest wyzwaniem dla każdego rowerzysty, którzy uczcie jeździ. Nie dla tych nieodpowiedzialnych, pozbawionych rozumu i moralności ciot, które jeżdżą na rowerze elektrycznym. Na te elektryki też dziś sporo narzekałem. To nie moralne i złe. Wyrównuje szanse dla każdego. W tym dla leniwych zjebów, którym się nic dobrego od życia nie należy. Dla wszystkich pozostałych takie wzniesienia jak te są pewnym sprawdzianem swoich sił, i dają nieocenioną możliwość aby się wzmocnić i stać jeszcze wytrwalszym a przy tym jeszcze lepszym rowerzystą. A pozostałym na elektrykach życzę tylko tego aby ich i ich rowery szlak trafił... Niemoralność staje się jakąś panującą rzeszą w tym kraju debilizmu i skurwysyństwa. Z roku na rok, obserwuję coraz większy udział takich rowerów i coraz bardziej mnie to trafia. Dość jasny przykład nieodpowiedzialności i nieuczciwych praktyk. Może bym coś jeszcze o tym napisał. A to pewnie przy innej okazji. Dzisiejszy wpis doszedł już do końca. Koleżanka JS podjechała pod tą górkę! Sprawdziła się, i udowodniła, że jak się chce to można! :) Nie mówcie jej, ale jestem z niej dumny, że się nie poddała i walczyła do samego końca tego nie łatwego wzniesienia. Po nim było już płasko, i z górki. I tak pod samochód, który miałem na wjeździe do Łobza od strony Starogardu - Reska. I tak kończy się ta nasza piękna, wspólnie spędzona trasa. Na koniec to trochę smutno się robi, że to już koniec. Chciałoby się jeszcze pojeździć w takim towarzystwie... I spędzić z nim jeszcze więcej czasu. I odkryć jeszcze nie jedną drogę, nie jedną trasę i co najważniejsze - zbudować jeszcze nie jedną wspólną historię! Na pocieszenie chyba tylko dla samego siebie, wspomnę tak, że to wszystko może się zdarzyć! W końcu jeszcze w tym tygodniu jedziemy na dwie trasy! Jedna jutro (Gryficka Urbanizacja) i planowa jest na sobotę (25.06) wspólnie spędzona Trasa 50-tka.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa22czerwca2022zdj1.jpgtrasa22czerwca2022zdj2.jpgtrasa22czerwca2022zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)