Trasa z dnia dzisiejszego rozpoczęła się bardzo późno - nim zdążyłem wyjechać było gdzieś w okolicy 15:50. Tuż przed zbliżającym się zachodem słońca, którego siłą rzeczy nie było widać w tym zapadającym mroku, w gęstej mgle. Ta aura pogodowa miała jednak coś w sobie, niezwykłą magię, którą ze względu na ograniczenia sprzętu którym się posługuję, nie pozwalała zostać uchwycona. Przynajmniej w pełni. Jakieś próby na odcinku drogi do Mechowa podjąłem. Kilka zdjęć porobiłem, nie są jednak zbyt udane. Ten cholerny aparat zbyt mnie wkurwia, zaś telefon nie odda wszystkiego w trudniejszym świetle, no i brak zoomu optycznego też jest przeszkodą. Może nowsze smartfony i zastosowane tu bardzo skomplikowane i zaawansowane algorytmy poprawiające jakość zdjęć sprawdziłyby się lepiej - a myślę tu np. o takim iPhone 13 czy Samsung Galaxy S21. To jest bardzo kontrowersyjne i niepokojące jak szybko (z roku na rok, a nawet szybciej) zmienia się technologia, która stoi za najnowszymi flagowcami najpopularniejszych producentów jak Sony, Apple, czy Samsung. To co potrafią te smartfony dorównuje a w niektórych warunkach pokonuje dedykowane lustrzanki czy trochę starsze, i przy tym mniej wydajne cyfrówki. Konkurować z tym sprzętem mogą jedynie bezlusterkowce. A ja właśnie na taki chcę zapolować - podoba mi się strasznie Sony Alpha III, do tego jakiś sensowny obiektyw, i coś na telezoom. I można działać! :) Na razie jednak nie mogę sobie pozwolić na wydatki rzędu 10 tyś złotych, a takie są realia i koszty. Nie posiadam aż tyle oszczędności. Pozostaje mi więc odkładać kasę dalej, i mieć nadzieję, że ceny trochę spadną. A więc jeśli nie na święta to najpewniej na wiosnę sobie prezencik kupię. I nie będzie już takiej nieudanej a przy tym nerwowej sesji jak dzisiaj. Sesji w trudnych warunkach, słabe światło. Aczkolwiek dzisiaj wyjątkowo nie było depresyjnie. Miało to swój niepowtarzalny urok, który przeminął jak wszystko inne. Cóż, nie będę się o tym rozpisywał to nie trwało zbyt długo. Pomimo moich starań wyjechałem zbyt późno. Trudno jest mi wyjechać szybciej i obawiam się, że nie często (poza weekendami) miałbym na to szansę. A więc takich nocnych tras 50-tek jeszcze kilka mi wyjdzie. Pewny mankament jednak nie daje mi spokoju - a mianowicie to, że z każdym kolejnym wyjazdem na trasę 50-tkę, ten mrok będzie łapał mnie coraz szybciej. Dzisiaj wyjątkowo złapał mnie już pod Mechowem. Złożyły się na to co prawda dwa zdarzenia - raz, że stawałem i robiłem te fotki, a czas leciał. A dwa, że za późno wyjechałem. Nawet jeśli ujmiemy te czynniki to i tak w kolejnych dniach mrok coraz szybciej będzie mnie łapał..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 943
Trasa nr [łączna]: 1024
Trasa nr [na blogu]: 938
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 198
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1014 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 928 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3952.83 km
Stan Licznika Końcowy: 4002.54 km
Stan Licznika Końcowy2*: 4002.91 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16576 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 16625 km
Maksymalna prędkość: 29.4 km/h
Przejechałem: 49.71 km
Przejechałem [msc]: 295.97 km
Przebieg roweru [rok]: 8683.72 km
Przebieg roweru [suma]: 40695.08 km
Przejechalem w 2021: 8683.72 km
Podroż dookoła świata (2021) 21.7093 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 101.7377 [%] km
Czas jazdy: 02:59:14 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2560:17:57 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2336:51:49 h
Czas Jazdy Suma (2021): 536:18:09 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:36:32 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:57:24 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:31 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:41 h
Średnia: 16.66 km/h
Dzisiejsza trasa, co już było wspomniane podobnie jak poprzednia 50-tka po moim triumfalnym powrocie do rowerowania, po chorobowej przerwie: Nocna Trasa "50-tka". Skrywała się w cieniu nocy. I trudno się dziwić, w końcu wspomniany mrok nadchodzi coraz szybciej o ile jeszcze wspominanego 10.11 była to godzina: 16:09, o tyle dzisiaj 16.11 jest to już godzina: 15:59. W dosłownie 6 dni, mamy różnicę aż 10 min. Tym samym na wschód słońca też trzeba dłużej czekać. Choć ten problem akurat w tym roku mnie nie dotyczy. Jeśli chodzi o dojeżdżanie rowerem do pracy jest to sporadyczne. Więc ten problem mnie nie dotyczy. A już po ciemku do pracy dojeżdżałem w październiku. Tylko przez szkodliwe zmiany czasu, ten proceder został ukrócony. Obecnie jednak znów się pojawia. Co prawda nie na całej trasie (jeszcze), ale się pojawia powoli. Jeśli dojeżdżałbym rowerem to jakaś część trasy byłaby po mroku. I z każdym kolejnym dniem jej coraz większa część. No ale na to nic się nie poradzi, i akurat ten mankament nie jest dla mnie tym szkodliwym. Ten szkodliwy jest po drugiej stronie dnia - czyli te zachody słońca. Planuję - najlepiej w tym tygodniu np. w czwartek najchętniej w najgorszym razie w piątek zrobić ciekawą próbę - wyzwanie :) A mianowicie przejechać moją cykliczną trasę 20-stkę, z wyjazdem o godzinie 15:00. Aby sprawdzić czy wyjeżdżając o tej godzinie, choć to trudne - ale czy będzie możliwe za dnia pokonanie całej trasy mojej klasycznej 20-stki. A tym czasem pod osłoną nocy trwała dzisiejsza nie łatwa próba. Zbierało się na nią zmęczenie - nie mogłem w nocy spać. Dzień zacząłem chwilę przed godziną 4. Już przed 7 jechałem do pracy bo mnie się aż tak nudziło. W pracy jednak dzień był dość męczący. I już taki padnięty gdy wróciłem, nie poddałem się i pojechałem w tą trasę 50-tkę! Jutro tj. 17.11 ma być deszczowy brzydki dzień, i szybko zapadająca noc :( Więc chciał nie chciał musiałem dzisiaj zmierzyć się z tym wyzwaniem. W okolicy Mechowa zauważyłem, że towarzyszył mi mały deszcz. Początkowo zakładałem, że tylko skrapla się gęsta mgła. Bowiem deszczu nie czułem na sobie, a widziałem go jedynie w świetle lampy (Magshine F3), która oświetlała mi dzisiejszą drogę. Jednak ten drobny deszczyk nieustannie padał. Miejscami stawał się silniejszy. Wraz z upływającym czasem nie ustępował całkowicie, więc miejscami droga była mokra. Było to bardzo irytujące, i męczące. Cały czas miałem nadzieję, że w końcu przestanie padać. Ale tak się nie działo. I tak przemęczyłem się większość dzisiejszej trasy (ok. 42 km z 49), które pokonałem w trudnych warunkach - w kompletnych ciemnościach. Na trasie się działo już wszystko. Spotykałem dziki, sarny i nawet wojskowe machiny jadące w eskorcie policji.... Jakby durna psiarnia nie miała nic lepszego do roboty tylko eskortować trepy. Światu już naprawdę padło na łeb... I bez jakieś wojny, która oczyści ten świat z tego szerzącego się despotyzmu.. Po prostu się nie obędzie. Ludziom już za bardzo odpierdala - widzę to każdego dnia..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)