Trasa z dnia dzisiejszego - trochę urbexowa, trochę nielegalna. Choć ta legalność jest taka wątpliwa. Świat dalej opanowany jest przez niczym nieuzasadnioną panikę wobec śmiercionośnej zarazy C19, która rzekomo miałaby zabijać ludzi - jej rozwinięcie, pełna nazwa choć to oczywiste dla tych co zmagają się z tym cyrkiem jest następująca: Sars-Cov-2 (2019 - 2021 r.) - a czy dalej, na tę chwilę nie wiadomo. Piszę to jednak z myślą o przyszłych pokoleniach, że ktoś kiedyś powróci czy natrafi na ten wpis po latach i może nie zdawać sobie sprawy o co chodzi. Obecne rozwiązania "prawne" czy raczej próba legalizowania bezprawnych rozwiązań miałaby rzekomo zakazywać ruchu po Niemieckiej stronie wszelkimi pojazdami. Rzekomo za tym miałaby przemawiać rzekoma pandemia i tzw. 4 fala, która ma rzekomo w Niemczech sobie żniwo zbierać. W wyniku tych rzekomych działań, które poddaję pod dużą wątpliwość zakazany miałby być w ogóle wjazd na teren Federacji Niemiec bez przepustki w postaci paszportu covidowego lub testu przeciw wirusowi maksymalnie do 48h wstecz. No dobra. Ale to jest poronione. Bo osoby "zaszczypane" nie muszą robić testu a nikt nie daje gwarancji, że się nie zakazili. A także zrobiłem test 30h temu jest ważny i zachorowałem i roznoszę w imię Andżeli Merkel, posranej władzy Federacji Niemeic wirusa paniki Covid-19 (zwany coraz częściej w skrócie C-19) jeszcze przez maksymalnie 18h po których chcąc pozostać na terenie Federacji Niemiec musiałbym wykonać ponowny test. I jeśli ten wyszedłby teraz pozytywnie to pewnie wtrąciliby mnie do lochów osamotnienia, piętnowania i izolowania od ludzi na nie wiadomo jak długi czas. Aktualnie przynajmniej w Polsce trwa dyskusja o tym aby przedłużać czas takowej izolacji z 10 dni do 30 dni. Więc miesiąc wyrwany z życia za bycie rzekomo chorym. Można oczywiście tego uniknąć - po prostu nie testując się. "Nie dajmy się też zwariować
A gdy jest naprawdę źle
Pod dach przyjaciół się schowaj
I ten toast z nami wznieś". Nieśmiertelne ponad czasowe i pokoleniowe słowa, idealnie wpisujące się w obecną sytuację. Narastające konflikty na świecie, nieco przyćmiewają wizję "wirusa". Nie zważając jednak na to wszystko dzisiaj nielegalnie tą Polsko-Niemiecką granicę przekroczyłem. I nie była to zła decyzja. Kilka udanych, fajnych fotek na trasie rekomenduje ryzyko. No i moja wizytacja w Szczecinie nie była dzisiaj bezinteresowna. Choć tak, powrócić do Neu Grambow tajemniczego przerażającego miejsca chciałem od dnia gdy tam byłem. Byłem nawet na tyle zdesperowany, że chętnie bym tego samego dnia powrócił: Tajemnice Neu-Grambow. Nie mniej powróciłem dziś przy okazji mojej wizytacji w Szczecinie. Na ostatniej wizycie, kontynuując nieudolny tegoroczny serwis Aurelii (skąd ja to znam? ano stąd, że serwis w 2020 r. też się nie powiódł bez dodatkowych kosztów i komplikacji) - musiałem wymienić tylne koło. Przy okazji dałem do naprawy w Koniku (Ku Słońcu) stare koło, którego inne serwisy nie chciały mi zrobić: ZS: Papiernia 2 & Olejarnia. Ba, serwis na ul. Źródlanej nie chciał mi nawet zamontować tego koła (bo rzekomo sakwy to problem). W Koniku zrobili od ręki i bez problemu. Dość szybko bo już na początku tygodnia miałem zlecone koło do odebrania. No ale ani pogoda ani chęci, ani też skracająca się długość dnia - nie zachęcały mnie do tego aby jechać po nie w tygodniu. Zostawiłem sobie to na weekend. A przy okazji tego wydarzenia była okazja zrobić trasę. A na niej głównym tematem była właśnie tajemnicza budowla w Neu Grambow, gdzie udałem się z towarzyszem GŻ. Wciągu dnia nieco polepszyła się pogoda, i trasa mogła trwać dalej ku najlepszemu, przypadkowo wyjechaliśmy pod Dobrą Szczecińską. Tam zaliczyłem dwie lokalizacje Urbexowe. Jedna udana, druga nie - stary Dywizjon Rakietowy. Ten jest jednak wspomnieniem i już nie istnieje: 36 Dywizjon rakietowy op. Druga lokalizacja także w Dobrej Szczecińskiej była nie mniej trafiona - stara gorzelnia. Niestety pusta, tylko mury. No ale zawsze coś. Tu przypomina mi się sen o Maszewie i tamtejszej Octowni. Chciałbym ją zwiedzić.. Ze względu choćby na to, że jest pełna wyposażenia. Byłaby to wyjątkowa wyprawa do wcale nie zniszczonego ludzką chciwością, głupotą miejsca.. I wcale nie tak mocno zranionego mijającym czasem. Czy będzie jednak to możliwe? Kolejne dni, kolejne rowerowe wyprawy opatrzone tagiem: urbex mogą przynieść odpowiedź na to pytanie..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 897
Trasa nr [łączna]: 978
Trasa nr [na blogu]: 892
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 13
W tym roku: 152
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 968 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 882 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 1833.8 km
Stan Licznika Końcowy: 1914.03 km
Stan Licznika Końcowy2*: 1914.4 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14456 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 14536 km
Maksymalna prędkość: 34.6 km/h
Przejechałem: 80.23 km
Przejechałem [msc]: 751.98 km
Przebieg roweru [rok]: 6595.21 km
Przebieg roweru [suma]: 38606.57 km
Przejechalem w 2021: 6595.21 km
Podroż dookoła świata (2021) 16.488 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 96.5164 [%] km
Czas jazdy: 05:03:38 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2437:47:24 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2214:21:16 h
Czas Jazdy Suma (2021): 413:47:36 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 46:13:01 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:33:19 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:43:20 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:07 h
Średnia: 15.89 km/h
Dzisiejsza wyprawa rozpoczynała się jeszcze w Szczecinie przy ul. Ku Słońcu gdzie parkowałem a potem i tak musiałem poczekać aż otworzą sklep-serwis Konik. W soboty od 10-tej. Po odebraniu koła, można było ruszać w trasę! W stronę Niemieckiej granicy. Planowałem wjechać tam przez Kościno. Ostatecznie wyszło jednak tak, że przez Kościno wróciliśmy do Polski, będąc już za słupkiem granicznym można było naśmiewać się z niemców i ich nieudolności. Tu już nikt nie mógł nic nam zrobić - w oczywisty sposób nawiązuję do absurdów przekraczania granicy i tychże wszech obecnie, w żaden sposób nieuzasadniony wymóg szczepień. No jeśli o to chodzi to obecnie stan wyszczepienia durnych społeczeństw klaruje się w następującym poziomie - dane za 20.08.2021 r. -> Polska: 1 dawka 19M (50,1%), W pełni 18,4M (48,5%). Niemcy: 1 dawka 53,2M (64,2%), W pełni 48,9M (59%). Podkreślę. Proces szczepień wbrew logice i rozsądkowi trwa. To nie są już tak duże, spektakularne liczby jak parę tygodni temu, że np. w Polsce wykonywano ponad 500 tyś szczepień wciągu dnia. Teraz jest to 30-40 tyś. W Niemczech mimo, że są krajem nieco ponad 2x większym od nas (ludność niemiec to: 83M ubywateli), zaś Polski: 38M. Nie mniej to nieustanny dzienny przyrost osób tzw. zaszczepionych, chronionych od wszelkiego zła tego świata. Wobec tego nie rozumiem sensowności i sposobności w jaki mieliby być wszyscy kontrolowani. Po co takie cyrki robić, wprowadzać obowiązkowe kontrole, dowody szczepień skoro taki % społeczeństwa jest zaszczepiony a kolejni dochodzą?! To nie jest - na razie - tak, że liczba szczepień wciągu dnia to 0. Nikt nie idzie, ciągle znajduje się pokaźna grupa debilów, którzy tam legną. Nie dałem się więc ani ja ani kolega, towarzysz dzisiejszej trasy zastraszyć. I ruszyliśmy na te Niemcy. Co prawda nie trafiłem w Kościno ale byłem bliski. Poprowadziłem go drogą przez Stobno na Bobolin i Warnik. Wjechaliśmy do Niemiec przez przejście graniczne Ladenthin. Stąd był i tak prosty dojazd do drogi B113 (Krackow - Grambow) i bliżej Polskiej granicy w Lubieszynie. W Niemczech całkiem inny świat. Nie to co w Polsce... Piękno przyrody i wciąż aktywna wieś. U nas jest zakazana wieś. Trzymanie bydła itd. A tu najwidoczniej nie. Pierwsze zdjęcia dotyczyły właśnie niemieckiego bydła, odpoczywającego na polach. Zakolczykowane i jeszcze w obrożach. Może to przez wzgląd na śmiercionośny wirus C19!?.. Cóż, historia prowadziła nas w stronę mieściny Grambow. Tu nie odkryte miejsce, które okazało się być spichlerzem - niem. Getreidespeicher. Co ciekawe, niemieckie strony albo ja nie potrafię znaleźć, milczą nt. tego miejsca i ew. definicji tego miejsca, opisu - ogólnie spichlerzy po Niemiecku. Także na próżno szukać czegoś w internecie. Niemiecki reżim blokuje dostęp do informacji. Nawet StreetView tam nie działa. Chore podejście w dobie wszechobecnej informacji i internetu. Nie zmieniło to jednak za wiele w podejściu do udanej trasy. Dobrze, że przyjechałem tu ponownie. Tym razem do końca zwiedziłem to przepiękne miejsce, mające swój niepowtarzalny urok. Przy okazji odkryło się dodatkowe mieszkania dla pracowników spichlerza. Do tej pory odkryłem 2 budynki, a okazało się, że skrywa się tam jeszcze jeden. Teren był naprawdę ogromny. Spędziliśmy tu na zwiedzaniu ponad 2h. W zwiedzaniu domków i to co po nich pozostało nieco utrudniają wysokie, i dość kąśliwe pokrzywy. A także spora ilość komarów.. Nie mnie chciałbym tu wrócić w bardziej zaawansowanej jesieni albo na wczesną wiosnę. Gdy nie będzie tyle liści na drzewach, owadów, i zwiędną pokrzywy. Fajnie by było z dokumentować to miejsce z drona. To trzeba będzie tu kogoś wziąć - MK, może WG? :) Po wycieczce wróciliśmy na Polską granicę właśnie do Kościna. A stąd ruszyliśmy dalej na Przecław, a z niego do centrum miasta - na pizzę :) Na stałe miejsce, gdzie często na pizzę przyjeżdżam - restauracja Marco Polo na ul. Wyzwolenia. A stąd niespodziewana druga część wycieczki. Do tego miejsca, do tej pory do poru obiadu trochę ciężko mi się dzisiaj jechało. Taki zmęczony byłem, bez wiary, bez sił. A po pizzy jakoś mi przeszło. Poprawiła się też pogoda. Więc ruszyliśmy dalej. Na ul. Arkońską a potem na co dopiero wyremontowaną ul. Szafera, którą ruszyliśmy na Bezrzecze. Stąd ciągnęła się droga do Redlicy. Przed nią można było odbić na Skarbimierzyce. To był mój pierwotny zamysł. Tożsamy z trasą ZS100 km, którą niestety na jako cykliczną trasę do tej pory pokonałem tylko raz: ZS: Trasa "100 km - bateryjny problem". Dzisiejszy wyjazd na tą Redlicę przypomniał mi o tej pięknej trasie. I jestem wstępnie umówiony na pierwszą sobotę Września by na nią jechać z towarzyszem GŻ, i ewentualnie tymi, którzy by byli na tą trasę chętni. A, że dobrze się jechało.. Pogoda się poprawiła.. Trasa trwała dalej już nie tylko Redlica była w planie ale także Wąwelnica a za nią właśnie Dobra i właśnie Urbex, wspominanego 36 Dywizjonu OP: 36 Dywizjon rakietowy op a także dawna gorzelnia: Gorzelnia Dobra Szczecińska. Gorzelnia jest jednak w tragicznym stanie. Dość mocno zrujnowana. Zniszczona. Raczej nie pożyje już zbyt długo. I jest zbyt łatwo dostępna dla ludzi, którzy poza niewinnym zwiedzaniem dokonują jej dalszych zniszczeń. Po wycieczce był już tylko powrót do Szczecina, wraz z zachodem słońca.. Słabo widocznym przez ciągnące się kilometrami miasto. Zachód zaczął się ciągnąć od okolic Mierzyna. Ostatnie jego przebłyski widziałem na ul. Ku Słońcu w samym Szczecinie. I tak kończy się ta piękna, w konsekwencji wcale nie krótka trasa. Fajnie było. Zwiedzone 2 wyjątkowe miejsca. Trochę szkoda, że na te obiekty wojskowe się nie załapałem. No trudno. Taka ta smutna rzeczywistość jest i nie wiele można na to poradzić. I tak byle do następnych tras. Jeśli chodzi o Szczecin i jego mocno zurbanizowane okolice to powrócę tu.. W planie mam za 2 tyg. A co będzie, i jak będzie - kolejne wpisy na blogu na pewno dostarczą tej odpowiedzi. A jeśli jesteście tu z dalekiej w mojej perspektywie, w perspektywie dzisiejszego dnia (21.08.2021 r.) przyszłości, to na pewno wiecie co ona przyniosła. Jakie jeszcze miałem przygody w tym czy kolejnych latach... Mnie dopiero przyjdzie tą tajemnicę odkryć, wraz z kolejnymi dniami, które w życiu będą się pojawiać.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)