Dzisiejsza trasa poprowadziła mnie starymi lecz nowymi w nowym, być może w lepszym wydaniu drogami! Wiele przygód jak na niedużą liczącą nieco ponad 40 km trasę, która była dość męcząca. Jazda na pękniętej obręczy, na kole, które ma mocne bicia i na niepewnej przez długą przeszłość oponie, która ma już trochę nabite i ładnie pęka - nie należy do wielkiej przyjemności. Pełno niepewności, niechęci. Na dzisiejszą trasę jak na moje standardy wybierałem się późno - bo dopiero po godzinie 17. Dni z wakacji czy ściślej ujmując urlopu mijają a ja nie wiele jestem wstanie w tym czasie ogarnąć ze swoich spraw. Ani z blogiem ani z raportami się nie wyrabiam. Ze wszystkim jestem do tyłu. Najlepiej by mi było w ogóle dzisiaj nie jechać. No ale wtedy nie miałbym tych przygód na tych starych lecz na nowo odkrywanych drogach, na których w sumie tak często nie jeżdżę.. Dawna droga DK6, częściowo z nowym przebiegiem. I wiejskie strony Łosośnicy i tu całkowita nowość także Łosośniczka! Jeżdżę aktualnie od paru dni codziennie z różnym skutkiem. Dzisiaj byłem już tym wszystkim zmęczony. Jazda mi niezbyt szła, do tego odczuwalna zmiana pogody, silny wiatr dawał się we znaki. Już nie wspomnę o wspominanych aspektach związanych z uszkodzonym kołem. Kolejnymi wydatkami, przez durnotę i błędy serwisanta, który się do tego nie poczuwa. A to przecież jego wina, że tak się stało. Jego wina, że ponoszę znowu (w skali rok do roku - Kwiecień 2020 r.) - dodatkowe, nieprzewidziane w budżecie koszta i mierzę się z problematyczną wobec tego sytuacją. Przecież nie porzucę roweru i jeżdżenia na parę dni, czy na dłuższe okresy.. Przecież nie stanę się takim typem osoby jaką szczerze gardzę.. Więc trzeba na nowo działać i na nowo walczyć. Nikt mi jednak nie odmówi, nie zaprzeczy wytrwałości.. W końcu mimo takich okoliczności jak widmo pierdolnięcia w każdej chwili koła, nie czucia się zbyt dobrze - co jest u mnie standard, że się źle czuję.. Jadę. Jadę mimo wszystko i walczę o każdy wspólny kilometr o każdą wspólną przygodę. Tak do mnie dzisiaj do mnie doszło, że najważniejsza jest dla mnie Aurelia i nasze wspólne przygody - bowiem dopóki będziemy razem dopóty przetrwamy wszystko. Na przeciw antyrowerzystom, antysportowcom, którzy mogą się różnie objawiać - e-hulajnogi, e-rowery. Te zło, coraz śmielej wkracza w nasz zniszczony chciwością świat i dobrze się tutaj zadomawia. Więc przyszłość będzie zdominowana przez zło, które będzie coraz bardziej judzić od tego aby się poddać i nie walczyć. A mimo wszystko wciąż trwam z Aurelią przeciw wszystkim co nam źle życzą. Jak długo mamy siebie tak długo przetrwamy..!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 878
Trasa nr [łączna]: 959
Trasa nr [na blogu]: 873
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 17
W tym roku: 133
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 950 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 864 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 806.23 km
Stan Licznika Końcowy: 850.15 km
Stan Licznika Końcowy2*: 850.52 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13428 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 13472 km
Maksymalna prędkość: 33.6 km/h
Przejechałem: 43.92 km
Przejechałem [msc]: 851 km
Przebieg roweru [rok]: 5531.33 km
Przebieg roweru [suma]: 37542.69 km
Przejechalem w 2021: 5531.33 km
Podroż dookoła świata (2021) 13.8283 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 93.8567 [%] km
Czas jazdy: 02:21:33 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2372:00:18 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2148:34:10 h
Czas Jazdy Suma (2021): 348:00:30 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 53:02:55 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:07:14 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:00 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:50 h
Średnia: 18.69 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego już późnym po południem po pracowitym nad swoimi sprawami dniu się rozpoczęła. Poświęcam im tyle uwagi i czasu ile mogę ale i tak sobie z tym nie radzę. Nie idzie mi nic. Więc mogłem zostać i dalej brnąć w absurdy pracy, której pewnie i tak bym dzisiaj nie ukończył - a z drugiej strony mogłem iść na rowerek, co uczyniłem. I nie żałuję. Mimo, że robiło się na wieczór już chłodno, to trasa mijała przyjemnie. Choć była trochę dla mnie ciężka ze względu na to, że nie mam przerwy od jeżdżenia, nie czuję się za dobrze. Zmęczony już jestem tym życiem i tym wszystkim co się tu dzieje. A mimo wszystko jadę! I nie żałuję, bo było naprawdę fajnie! W pełnym słońca po południu zrobiłem parę ładnych zdjęć! To nie tylko pracujące na żniwach kombajny, ale także zwierzęta! Krowy otoczone bocianami na jednym polu, wspólnie o pożywienie walczące, to także kilka zdjęć tych białych motylków! Z daleka są fajne, ładne. Ale z bliska to paskudy. Trasa przyniosła mi jeszcze jedną nieoczekiwaną niespodziankę! Wieś Konarzewo na drodze z Jarchlina do Żabowa przez Żabówko. Parę dni temu, rozmawiałem o niej z kuzynką ;) Wspominała, że kiedyś tam była. Ale nie była pewna gdzie ta wieś jest, sugerowała okolice Nowogardu :O No ja też nie skojarzyłem tej wsi, bowiem mnie już tak dawno tu nie było.. -> Resko-Żabówko-Potuliniec, a wcześniej to gdzieś w 2015r.. Jest tu opuszczony dworek/pałacyk. Z wierzchu wygląda naprawdę ładnie. Jednak jest szczelnie pozamykany. Okna są zamurowane podobnie jak wejścia. Nie mniej pewną lukę w zabezpieczeniach znalazłem. Znajduje się z tyłu pałacyku, chroniona przez niezliczoną ilość owadów, cholernych komarów. Jest jednak możliwe wejście. Nie wiem jednak czy z rowerem uda mi się tu wbić czy będę musiał przyjechać samochodem. Wolałbym tego rozwiązania unikać, zwykle jeżdżę rowerem na wycieczki. Zobaczymy. Nie mniej będę chciał jak najszybciej tam wbić z obawy o to, że decydenci dowiedzieliby się, że jest luka, jest dziura i by ją zlikwidowali. Byłaby taka sama sytuacja jak w Maszewie, gdzie było wejście a już go nie ma. Cóż, piękna trasa i przygoda chyliła się ku końcowi. Ostatnie zdjęcia po trasie, ostatnie kilometry wiodące mnie drogą z Żabowa do Płotów - droga wiodła mnie wzdłuż pięknego zachodu słońca. I tu właśnie powstały moje piękne myśli o Aurelii.. O tym, że jak długo jesteśmy razem to będziemy wstanie przetrwać wszystko! Tyle w końcu wspólnych zachodów słońca za nami, tyle w końcu setek, tysięcy godzin wspólnych wojaży, przekładających się na tysiące kilometrów spędzonych razem. Nie zamieniłbym tego na nic innego! Tej wyjątkowej pięknej historii, która wciąż trwa..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)