06.12.2020
Jazda nr: 726

Tagi: zach_slonca, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego to tak naprawdę moje drugie podejście do tego planowanego nie łatwego dystansu, który dzisiaj dodatkowo urozmaicił fakt, zabłąkanych dróg w Dąbiowskim lesie. Te różne ścieżki w lasach, drogi w lasach są takie niepozorne, nieznane. Wydaje mi się, że jadę dobrze a to się okazuje, że jadę źle. I taka historia.. O tej trasie pomyślałem już w zeszłym tygodniu ze względu na to, że bardzo dawno nie byłem w Natolewicach. Chciałem więc tu pojechać. A przy okazji chciałem wykorzystać poznane nie dawno, nowe drogi jak choćby drogę z Dąbia do Gostynia. A także chciałem zapoznać się ze szlakiem wiodącym z Wicimic do Dąbia - przez las.. I właśnie ten szlak okazał się dla mnie dość zgubny. Nie tego się po nim spodziewałem, do czego mnie doprowadził.. Gdybym wiedział, że powinienem szybciej skręcić to być może by się udało. A to nie jest jedyny problem dzisiejszej trasy. Inny to taki, że dzisiaj wiało jeszcze mocniej niż wczoraj no i nie było przecież tak zimno. Ja się też zresztą za ciepło nie ubierałem ale jednak przewiało mnie dość mocno. Już na trasie czułem, że coś się słabiej zaczynam czuć.. I teraz mam rosnące obawy, czy w ten oto sposób się nie załatwiłem.. A przez to kilka dni odpadnie mi rower.. A to może być ostatnia szansa na pojeżdżenie.. W końcu nie wiadomo jak to będzie z pogodą w kolejnych dniach.. Niby zapowiadają, że od przyszłego weekendu i w przyszłym tygodniu ma być znowu fajnie, ciepło nawet po +5℃, po +6℃. To szkoda by było być chorym i nie skorzystać.. Eh.. No zobaczymy. Nie mniej dzisiaj było ciepło, pod tym względem było naprawdę OK. Tylko, że strasznie wiało a to już nie było takie fajne i akceptowalne. Szybko się przez to zmęczyłem, i być może już na początku trasy mocno spociłem a potem nie było wcale lepiej a coraz to coraz gorzej. A gdyby tego było mało to jeszcze musiałem walczyć z atakującą mnie migreną.. Bo jakby inaczej to musiała mnie zacząć migrena dopadać od rana.. Nie mogłem czekać, i zacząć trasy np. godzinę później bo już bym pewnie i najprawdopodobniej nie pojechał.. A tak szybka reakcja otumaniania się tabletkami i na rower przyniosła efekt ;) Tylko niestety miałem pod wiatr.. I tak wyszło jak wyszło.. Co poradzę.. Zdradziecka, niepewna ta pogoda. Tylko, że z dwojga złego wolę aby było cieplej i wietrznie niż ma być zimno i wietrznie. A tak właśnie wyglądają te cholerne zimy. Jest nieprzyjemnie, ciemno, szaro. I wieje.. I co ma być w tym fajnego. Do niskich temp. się ciężko przyzwyczaić.. A jeździć trzeba.. W końcu cały rok się tyle jeździło, to teraz tym bardziej nie można odpuszczać. A przyzwyczaiłem się już do tego, że zimowo-jesienne miesiące z roku na rok są coraz cieplejsze i przyjemniejsze. Każde odstępstwo od tej zasady jest bardzo źle przyjmowane.. Ale dobra.. Wracając do samej idei dzisiejszej trasy - miałem ją robić równy tydzień temu w niedzielę. I wtedy a jakże, skąd my to znamy - dopadła mnie migrena, trzymała cały dzień.. Leciałem na tabletce po tabletce a wcale nie ustępowało i na rowerek się już wybrać nie wybrałem. Zaś na kolejny dzień w poniedziałek - podjąłem próbę zrobienia tej trasy, lecz nie dałem rady.. Było to zbyt dużo, zbyt ciężko: Nieudana trasa. Do tego jeszcze pogoda nie taka.. Nauczony jednak dzisiejszym przykładem, to ja już widzę jakby miała się udać ta trasa.. :) Jak dzisiaj za dnia zabłądziłem w tych lasach to jadąc tam po nocy - nie można oczekiwać pozytywnego rezultatu. Nie mniej co by nie mówić, co nie było - była to męcząca przygoda, no ale zawsze przygoda.. Jakieś doświadczenie jest :) Trzeba myśleć pozytywnie..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 730

  • Trasa nr [łączna]: 812
  • Trasa nr [na blogu]: 726
  • W tym tygodniu: 5
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 206

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 803 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 717 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7583 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 7637 km

  • Maksymalna prędkość: 35.1 km/h

  • Przejechałem: 53.62 km
  • Przejechałem [msc]: 156.59 km
  • Przebieg roweru [rok]: 9070.51 km
  • Przebieg roweru [suma]: 31636.24 km

  • Przejechalem w 2020: 9070.51 km
  • Podroż dookoła świata (2020) 22.6763 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 79.0906 [%] km

  • Czas jazdy: 04:07:52 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1999:43:32 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1776:17:24 h
  • Czas Jazdy Suma (2020): 577:54:04 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 10:35:50 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:38:58 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:48:19 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:00 h

  • Średnia: 13.03 km/h
Dzisiejsza trasa pomimo tego, że się udała może przynieść mi więcej strat niż pożytku - było jak już wspominałem dość ciepło jak na tę porę roku, tylko wiązało się to z silnym porywistym wiatrem. A ja już w trakcie tej niekończącej się przygody, podczas której jak sugeruje jej tytuł - nieco drogę pomyliłem - nie poczułem się za dobrze.. Albo to kwestia zmęczenia, albo faktycznie może mi coś być. Wróciłem mocno zajechany, mocno przepocony a to się może różnie skończyć. Szczególnie teraz w tych niepewnych covidowych czasach. W normalnych wzięłoby mi się 3 dni L4, wyleżało w łóżku i powrót do normalności. A teraz to nie wiadomo czy cię zaraz na miesiąc nie zamkną z byle powodu.. Także taka zabłąkana pod kilkoma aspektami trasa.. Trasa, która wiodła pięknymi wiejskimi zdradzieckimi i ciężkimi terenami.. Już pierwsze kilometry drogi były ciężkie, nie dość, że pod wiatr to teren był bardzo ciężki - szczególnie droga od Bądkowa po Wyszobór.. To był jakiś chory żart. Już wtedy myślałem, że może skrócić sobie tą trasę, dać sobie z tym spokój i może nie byłoby to takie złe. Zamiast tego walczyłem dalej. Droga z Wyszoboru przez Charnowo po Natolewice dawała się mocno ze znaki.. Jak mnie dawno tu nie było. A jeszcze dzisiaj było tak ciężko.. Pod wiatr. I w ogóle.. Nie wspomnę, że dalsza część drogi wcale nie lepsza. Wiodła mnie przez polnymi i leśnymi ścieżkami z Natolewic po Pniewo. I w sumie żałuję, że nie wróciłem asfaltem - obecnie drogą DW112 dawniej DK6.. Zamiast tego odważnie wjechałem do Natolewic, tutejszego lasu, gdzie nie skręciłem tam gdzie trzeba.. I wyjechałem nie daleko Iglic. Druga sprawa jest taka, że będąc już i tak na przegranej pozycji bo w Łabuniu Wielkim już się jakoś za dobrze nie czułem - mogłem do tych cholernych Iglic jechać. Bo teraz nie wiadomo kiedy tam pojadę. Liczę na to, że zrobię to jutro. Ale czy naprawdę będę wstanie?! Także niepotrzebnie przejechałem polem, lasem znacznie dalej niż planowałem. Powoli zaczęło zachodzić słonko, kończąc ten piękny rowerowy dzień - który mimo pewnego zwycięstwa, w końcu trasa się "rzekomo" udaje, to obawiam się, że nie będzie to takie szczęśliwe zwycięstwo. Może skończyć się podobnie jak po trasie: Brzeźnica: Czas honoru. Wtedy co prawda nie od razu ale kilka dni później byłem chory.. I też się po trasie tak dobrze nie czułem. Mamy jednak całkiem inną porę roku, pogodę względem tego co było.. Dzisiaj byłem przez wiele godzin narażony na niekorzystne warunki atmosferyczne.. Eh. A może było lepiej odpuścić sobie dzisiaj jeżdżenie, bądź zrobić sobie krótszą, bardziej przystępną trasę.. Wszak - wczoraj wcale nie mało jeździłem. A to proszę, podkusiło mnie.. I teraz nie wiem jak to się skończy :( Znając jednakże moje szczęście pewnie nie za bardzo. W końcu mimo tego, że staram się zdrowo odżywiać, i mieć sporo ruchu to wcale nie przekłada się na odporność i inne brednie, jakie można w codziennym życiu zasłyszeć: jedz zdrowo, uprawiaj sport - żyj długo i szczęśliwie.. Taa.. Jasne...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa06grudnia2020zdj1.jpgtrasa06grudnia2020zdj2.jpgtrasa06grudnia2020zdj3.jpgtrasa06grudnia2020zdj4.jpgtrasa06grudnia2020zdj5.jpgtrasa06grudnia2020zdj6.jpgtrasa06grudnia2020zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)