Dzisiejsza trasa jest moją drugą wspólną wyprawą z Singlowymi ;) Jakoś do tej pory nie było okazji gdzieś pojechać, albo nie były organizowane rowerowe wyjazdy. Aż do dzisiaj, od tygodnia zapowiadany wyjazd do Trzebieży mimo niepewnej i chwilowo deszczowej pogody się udał. Nie brałem nawet pod uwagi tego, że mamy nie jechać z tak prozaicznego powodu jak opady deszczu? ;) Choć co prawda trasa zweryfikowała prawdziwych rowerzystów od całej reszty, która patrzy na pogodę. A nie było tak źle. Tylko początkowo były opady, i w trakcie trasy niewielkie przelotne. Nie miało to wpływu na cały dzień. A przecież były gorsze efekty dzisiejszej pogody niż opady, które nie są takie złe. Najgorsza to ta duchota i brak wiatru. To istotnie jest czynnik bardzo męczący, utrudniający jazdę. Kojarzę go dość dobrze z trasą: Żelmowo: Pałacyk 2. Bardzo ciężkie kilometry ze względu na pogodę, szybko się zmęczyłem a potem było mi gorzej jechać. Dzisiaj na szczęście aż tak tragicznie nie było, no ale ta pogoda właśnie do tego zmierzała. Duchota, parno. A to co nie którzy się deszczem przejmowali.. No naprawdę ;) Gdy wyjeżdżaliśmy w trasę skromnym gronem to właśnie jeszcze troszkę padało, nie tak mocno jak gdy jechałem i byłem w Szczecinie, ale troszkę padało i z czasem coraz mniej, gdy mijało się już stałe miejsca tej wycieczki - przez Park Kasprowicza, przez Las Arkoński do Jeziora Głębokiego. Stąd ruszaliśmy dalej na Trzebież, poniekąd znanymi mi drogami, poniekąd dopiero poznanymi ;) No nie oszukujmy się - Szczecina i jego okolic nie zdołałem aż tak dobrze poznać, przez kilka miesięcy zamieszkiwania tam jakbym tego sobie życzył. Często brakowało motywacji do wyjazdów, bądź robiłem te same dobrze znane trasy, tzw: masówki. Będąc i żyjąc w Szczecinie przejawiały się u mnie negatywne odczucia, które towarzyszyły mi miesiącami. A to też miało wpływ na to czy gdzieś pojadę czy nie :) A teraz gdy od kilku miesięcy mieszkam w rodzinnych stronach, trochę odżyłem - i co innego jest przyjechać sobie w weekend - zrobić ze znajomymi jakąś trasę, nawet zaczynając czy jeżdżąc po tym cholernym Szczecinie ;) A co innego jest mieszkać tu na co dzień i jeszcze w weekendy zostawać! Całkowite nieporozumienie ;) Także takie sporadyczne wyjazdy, są jak najbardziej ok. To zawsze jakaś odmiana od szarej codzienności, i robienia głównie tras w dość pięknych, majestatycznych a jednak na wylot znanych stronach - gdzie często się poruszam. Jak wspominałem to jest mój drugi wyjazd z Wyprawami Singlowymi ;) Pierwszy: Szczecin - Stolec. I myślę, że jeszcze z nimi pojadę, jeśli terminy wyjazdów nie będą kolidowały z innymi planami ;) A do tej pory się tak zdarzyło, że nie jechałem z nimi bo albo rowerowo nie jeździli, albo właśnie wyjazdy kolidowały z innymi moimi planami jak robienie mojego życiowego dystansu: Nadmorskim szlakiem. Czy tydzień później mój pierwszy 2-dniowy wyjazd rowerowy (ze spaniem w innym miejscu niż w domu) - wyjazd z Gryfusem: Szlakiem Muru Berlińskiego: Szlakiem Muru Berlińskiego
z Gryfusem - dzień 1. Dzisiaj nic nie stanęło na przeszkodzie by pojechać, by brać udział w kolejnej przygodzie ;) I choć zazwyczaj, w zdecydowanej większości tras (bo 536/659 tras zrobiłem sam) a tylko 123 z towarzyszami (+5 trasy grupowe z tagów: GRYFUS (2) i ŚWIĘTO CYKLICZNE (2) a także jeden wyjazd z SINGLOWYMI (na razie bez tagu) - gdzie nie mam osobnego towarzysza, ale jeździliśmy większą paczką - jeżdżę sam - to jednak grupowe wyjazdy też mają swój urok, i wartość dodatnią ;) Szczególnie jeśli to nie są grupy tak sportowe jak Gryfus, że za nimi to nadążyć nie idzie.. I cała trasa sprowadza się do walki o to aby dojechać i nie zostać gdzieś w tyle ;) Bez sensu, tu tej gonitwy nie ma, i jest fajny klimat :) Tak sobie myślę, że jeśli się nic nie schrzani i w ogóle, to może do listy tagów dołączy tag: SINGLOWI? ;) Aby wyróżnić wpisy zrobione właśnie z nimi. No zobaczymy. Bo to może być ciekawa propozycja.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 663
Trasa nr [łączna]: 745
Trasa nr [na blogu]: 659
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 139
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 736 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 650 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 4632 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 4705 km
Maksymalna prędkość: 40 km/h
Przejechałem: 72.96 km
Przejechałem [msc]: 951.49 km
Przebieg roweru [rok]: 6140.58 km
Przebieg roweru [suma]: 28706.31 km
Przejechalem w 2020: 6140.58 km
Podroż dookoła świata (2020) 15.3514 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 71.7658 [%] km
Czas jazdy: 04:53:21 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1811:33:21 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1588:07:13 h
Czas Jazdy Suma (2020): 389:43:53 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 58:32:42 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:10:54 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:48:14 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:43 h
Średnia: 14.94 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego choć była miejscami męcząca, to był jednak ciekawie i mile spędzony czas. W zasadzie zszedł na to cały dzień ;) I prawie by tego dnia zabrakło, ze względu na to, że już niestety coraz szybciej się ciemno robi :( A Szczecin to tak bardziej na zachód jest, to tutaj te zjawisko jest jeszcze bardziej widoczne. I tak się właśnie złożyło, że zachód słońca dzisiaj oglądałem w drodze powrotnej. A gdy już do swoich rodzimych Płotów autem wracałem to właśnie po zmroku. Cała trasa nieco ponad 70 km wyszło, ale naprawdę warto ;) Kilka nieznanych ścieżek się w ten sposób uwidoczniło - jak drogi przechodzące przez Puszczę Wkrzańską. No tak Puszcza, miejsce ochrony przyrody - a kręciły się tam auta, i drogi asfaltowe były. No nie powiem, jest to wygoda, ale drogi asfaltowe w puszczy robić? Kto to widział.. Masakra.. A tak z mniej, bardziej znanych dróg to przejazd z Głębokiego na Pilchowo a dalej do Tarnowa skąd obijaliśmy na Police. Jednak do samych Polic nie dojechaliśmy bo we wsi Trzeszczyn odbiliśmy na polną drogą, która prowadziła obok zakładów chemicznych Police. Tak naprawdę nie wjechaliśmy tylko do centrum rozbudowanych Polic. Miesiące temu, często jeżdżąc na Police (tag z Policami), podejmowałem temat związany z rozwinięciem się tego miasta, które od strony Odry przecież graniczy ze Szczecinem! Wkrótce, w kolejnych latach, to wszystko może się jeszcze bardziej rozbudować, i granica między Szczecinem, Policami, i kolejnymi miejscowościami, niejednokrotnie typowymi wiejskimi stronami, których tak mi brakowało w kilkumiesięcznym życiu w Szczecinie, będzie się coraz mocniej zacierać. A tej przyrody, której tak się pragnie będzie coraz mniej. Epizod ze wsią był jednak chwilowy, wszystko skończyło się wraz z mijaniem ogromnych zakładów chemicznych Police, i kolejnych dzielnic Polic (Jesienice) i kolejnych wsi, które prowadziły prosto do Trzebieży. Jechałem tu tylko raz: Nowe Warpno. A jak wiele stąd pamiętałem! W tym budowaną w kierunku Trzebieży drogę rowerowa, która jest już gotowa ;) W końcu Trzebież i przejazd po niej.. Promenadą, zatoką portową, na plaże - gdzie spędziliśmy sporo czasu. Gdy mieliśmy już wracać to chwilowo przyszła tutaj chmura deszczowa. Gdyby to ode mnie zależało to jechałbym w tym deszczu. W końcu to miejscowe zjawisko, bliżej Polic by nie występowało. A tak posiedzieliśmy jeszcze chwilę w jednej z tutejszych knajp i ruszyliśmy w drogę powrotną, nieco inną pełną niespodzianek drogę. Wracaliśmy przez Puszczę Wkrzańską do Tanowa, wzdłuż drogi DW115. Nie poznałem jej od razu, ale jak się okazuje, ja już tutaj jechałem! Na Niemcy! Na wroga znaczy się - jeszcze za studenckich lat z Gryfusem: Szczecin - Ueckermünde. Trochę się tutaj zmieniło :) Rzecz jasna na gorsze, pobudowano bliżej wsi drogi rowerowe, rozwalono drogi.. Wszędzie się robi te cholerne zwężenia, wyspy.. I nic nie jest oczywiście skończone. I tak następuje ostatni odcinek drogi, powrót do Szczecina. Tak szczerze to nie lubię tej rowerowej drogi z Tanowa przez Pilchowo do Szczecina. Jest wąska, niewygodna, miejscami (w Pilchowie) jej nie ma, i jest niebezpiecznie. Miejscami jest ułożona z zużytej już kostki brukowej. Do tego dochodzi spory ruch rowerowy na tej trasie. I nie jest to dobre. Tu powinna być szeroka, niezależna droga rowerowa, najlepiej z dwóch stron drogi (DW114). Jakoś się jednak wróciło na Głębokie, i już z mniejszym składem wracaliśmy przez Las Arkoński pod Urząd Miasta, na Jasnych Błoniach, skąd zaczynała się dzisiejsza wyprawa. Tu gdzie się zaczęła tu i się skończyła.. :) Fajnie i miło spędzony czas. Teraz z niedoczekaniem czekam na kolejne wyjazdy - być może już za tydzień!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)