Dzisiejsza dla mnie finałowa trasa pewnego etapu eksploatowania roweru, została podzielona na dwie niezależne jazdy. Ta jazda - zakres na wyspie Chrząszczewskiej w tym samo Chrząszczewo, Buniewice, Kamień Pomorski i gościnnie także Wrzosowo - stanowi pierwszą trasę jaką wykonałem w dniu dzisiejszym. Chodź nie miałem zamysłu dzielić tej trasy na dwie niezależne trasy tak się złożyło, że do takiego podziału doszło. może to dobrze, może nie dobrze - sam do końca nie wiem. Nie ma jednak co narzekać, mimo takiej niepewnej i dość chłodnej pogody nie było źle. Miałem w planie jechać do Kamienia Pomorskiego i na wyspę Chrząszczewską samochodem - i przy okazji zobaczyć ten Głaz Królewski - głaz na którym w 1121 r. Król Bolewsław Krzywousty przyjmował defiladę żołnierzy, skąd zresztą wzięła się nazwa Kamienia Pomorskiego jakiego miejscowości (graniczącej przy wyspie Chrząszczewskiej). Wyspie na której jest znane więzienie we wsi Buniewice (to jest właśnie na tej wyspie) więcej o więzieniu: Więzienie w Buniewicach. Przyjechałem więc samochodem na wyspę i udałem się w stronę Głazu Królewskiego. Dziś nie jechałem sam, jechała także matka i jej koleżanka i pojechaliśmy tam na ten głaz - odbija tam droga tuż przy Buniewicach. Ale źle się zrobiło, że podjechało się tam samochodem - lepiej było iść na pieszo. Wciągu ostatnich dni trochę padało a tu nie ma normalnej drogi - co prawda jedyna asfaltowa droga na wyspie pozostawia wiele do życzenia, ale ale jednak to asfaltowa droga. A tu drogi nie było, tylko gruntowa. Zalana. Dziury, błoto, kałuże. Ale jakoś się przebrnęło. Sam głaz jest słabo widoczny - zarówno drzewa go zasłaniają jak i dużo zarośli które wyrosły na wodzie :( I tam w okolicy była jakaś dziko rosnąca jabłoń. Chyba jakieś przeklęte drzewo. Matka chciała abym jej gałąź tam nachylił - aby mogła zerwać te jabłka. Tak zrobiłem, ale wracając musiałem wleźć w gniazdo wielkich os, które się od razu zerwały do ataku, obsiadły mnie - trzy z nich zostały mi na nogach, jeden nad piętą i dwa pod kolanem i pokąsały mnie te osy. Przez pierwsze minuty myślałem, że w ogóle to koniec mojej jazdy na dziś. Przyjechałem 50 km samochodem i wcale sobie rowerem nie pojeżdżę, tak mnie noga w miejscach ukąszeń bolała. I same te robactwo. Nie które osy są takie małe, ale te były bardzo duże jak połowa mojej pięści.. Wróciliśmy do miasta do Kamienia Pomorskiego. Ale nic mi nie jest. Wbrew opinią matki - nie jestem uczulony na osy bo nic mi nie jest. Trochę zaczerwienione te miejsce ukąszeń jest, ale to przecież normalne. Więc moją jazdę rozpocząłem w Kamieniu przy Zalewie Kamieńskim na Marinie (tu gdzie nie duże statki stają) tu mają swoją przystań. Takie prywatne statki na krótkie rejsy. Stąd kładką dla pieszych przejechałem w stronę zarośli, gdzieś tu jest plaża jakaś nie duża, ale dokładnie nie wiem gdzie. Tak to jest tu sporo krzaków i syfu jakie ludzkie śmiecie po sobie pozostawiają - puszki po piwie, niedopałki papierosów.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 157
Trasa nr [łączna]: 242
Trasa nr [na blogu]: 156
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 93
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 239 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 153 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 2616.84 km
Stan Licznika Końcowy: 2649.19 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2351 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2385 km
Maksymalna prędkość: 34 km/h
Przejechałem: 32.35 km
Przejechałem [msc]: 60.05 km
Przebieg roweru [rok]: 4127.93 km
Przebieg roweru [suma]: 9966.85 km
Przejechalem w 2017: 4100.23 km
Podroż dookoła świata (2017) 10.2506 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 24.9171 [%] km
Czas jazdy: 02:29:09 h
Czas Jazdy Suma (ever): 632:02:53 h
Czas Jazdy Suma (blog): 408:36:45 h
Czas Jazdy Suma (2017): 272:57:49 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:06:56 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:03:28 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:56:06 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:35:10 h
Średnia: 13.03 km/h
I tak to wygląda - taki bocznymi drogami miałem już wyjeżdżać na drogę do Żółcina. Tu z tylu idzie matka z koleżanką, w pewnym momencie się do mnie wydziera abym tu wracał. Wróciłem i jej koleżanka się zakrztusiła tymi jabłkami zerwanymi koło Głazu Królewskiego na wsypie Chrząszczewskiej. To chyba te cholerne jabłka są serio jakieś przeklęte. Najpierw przerośnięte osy, które je chronią i musiały gniazda owić sobie na ziemi, a, że pozarastane tam to nie widać ich :( Jak nawet w nie wszedłem to przecież nie chciałem ;( No widać, jazda zaczęła się z taką nieciekawą przygodą. Jakby tego było mało to od wielu wielu lat, nie użądliła mnie żadna osa, pszczoła ani nic takiego. W okresie wakacji tylko te cholerne komary co nie dawały mi żyć. No a teraz coś takiego - dzisiaj i to aż trzy użądlenia jeden po drugim w zasadzie (jak nie jednocześnie). Jednak co do jazdy się nie poddałem i pojeździłem po Kamieniu. Z Kamienia pojechałem na wieś Żółcino, gdzie skończyła się jakakolwiek droga, była kamienna droga, prowadząca obok Zalewu Kamieńskiego a obok były tylko pola uprawne, kawałek lasu, i już całkiem drogi nie było tylko gruntowa - która doprowadziła mnie do Wrzosowa skąd szedł już asfalt, niedługo później ścieżki rowerowe. I tak powróciłem do Kamienia Pomorskiego, pokręciłem się chwilę po mieście i pojechałem na wyspę Chrząszczewską. Normalnie zajechałbym jeszcze raz do Głazu Królewskiego - ale ze względu na ten incydent jaki się tutaj wydarzył nie zajechałem. Na wsypie minąłem Chrząszczewo - nie dużą wieś, wyjechałem za nią i tam jest niby jakaś droga gruntowa, ale zalana wodą. Więc nią nie przejechałem. A nie wiedziałem, że to jest droga idąca z Buniewic do Chrząszczewa myślałem, że to jest to całe Chrząszczewko, ale nie jest. Więc wróciłem na Chrząszczewo - pojechałem do Buniewic. Przejechałem całą tą wioskę. na skrzyżowaniu do Buniewic nie skręcałem w prawo tylko w lewo - i chyba w lewo - tam widać jakieś domki i kończące się wszelkie drogi jest ta wieś Chrząszczewko. No nic - najwyżej innym razem ją odwiedzę - tą wioskę. Dziś odwiedziłem Buniewice, minąłem więzienie. Ale na Głaz Królewski nie pojechałem. Przy granicy Wyspy z Zalewem Kamieńskim były takie ruiny - opuszczone budynki, pewnie jakieś gospodarcze. Chciałbym tam wjechać w środek - ale nie wjechałem. A to tylko dlatego, że tam też są zarośla i nie wiedziałem czy znów nie spotkam się z gniazdem jakiś owadów, tym razem mogłem trafić na coś groźniejszego niż osy. Więc sobie ten pomysł darowałem. Skręciłem wgłąb Buniewic i wyjechałem w Chrząszczewie, skąd minąłem już wyspę. Wróciłem do Kamienia w stronę Mariny i wkrótce etap trasy się zakończył po zrobionych w sumie ponad 30 km. Drugi etap a tym samym druga trasa z dnia dzisiejszego odbyła się w Pobierowie, do którego właśnie zmierzałem.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)