Dzisiejsza trasa była bardzo ciężka i wymagająca. Wielka szkoda dla mnie, że nie było możliwości jej ukończyć. Niestety awaria jaka mnie napotkała uniemożliwiła mi kontynuowanie jazdy a niestety nie posiadałem przy sobie części zamiennych. Aby było jasne - to poszła dętka. Na miejscu tego nie wiedziałem ale w późniejszych oględzinach wyszło na jaw, że już raz klejona była i w tym miejscu gdzie była klejona szlak ją trafił -.- Bez sensu się bawić w naprawianie tych dętek. Są złej jakości, słabe. Naprawi się - przez jakiś czas będzie OK. A później zdarza się właśnie taka nieciekawa sytuacja i jest problem. No ale po kolei - idąc po kolei, dzisiejsza trasa miała być taka sama jak trasa: Trasa z 15.02.2017. W trakcie jednak trochę ją zmodyfikowałem. Zaczyna się już jaka taka wiosna - takie przynajmniej można założenia wyciągnąć tylko nie do końca tak jest. O ile wczoraj (27.02) pogoda była cały dzień ok, to o tyle dzisiaj już niekoniecznie. Szaro, mokro - niezbyt przyjemnie i zimno. Na domiar złego poczułem już wiosnę i wziąłem krótkie letnie rękawiczki - no nie za bardzo był to trafiony pomysł, było chłodno. Jakby tego było mało to nie zdążyłem jeszcze dobrze ruszyć z pod domu jak padało. Cały czas padał deszcz, wiał silny, porywisty wiatr, sprawiający, że już w ogóle było nieprzyjemnie i niefajnie. Nie poddałem się jednak, zamierzałem zrobić tą trasę - ruszyłem wzdłuż drogi 109 w stronę Gryfic, by dojechać do skrzyżowania na Wanierowo. I właśnie - dzisiaj ominąłem wieś Wanierowo jadąc od strony drogi 109 i skręciłem we wieś Grębocin - także bardzo dobrze znana mi trasa, w ogóle to są dla mnie bardzo dobrze znane drogi - jeździłem często tymi drogami jeszcze w 2013r a już całkiem się za te trasy brałem w 2014r i 2015r. W zasadzie w każdym roku od 2012r gdy znacznie więcej jeżdżę rowerem odwiedzam te strony, są najbliższe moich rodzinnych stron, mało uczęszczane przez samochody i takie wyjątkowe - ciągnące się całe hektary pól uprawnych, wiele lasów - nie zapomniany klimat, szczególnie w upalne lekkie dni i nasuwający na myśl wiele wspaniałych wspomnień z dawnych lat, które były dla mnie dzisiaj dużą motywacją aby nie poddawać się, jechać dalej, przeciwdziałać wielkiej sile wiatru - który za wszelką cenę chciał mnie powstrzymać. Od kiedy zjechałem z drogi nr 109 - przestało na razie padać. Dość szybko wysychało ubranie na co oczywisty wpływ miał silny wiatr, który jednak przeszkadzał w jeździe - i tak dojechałem do wsi Baszewice. Gdy byłem jeszcze na terenie wsi Baszewice, znów dopadł mnie deszcz, silny wiatr - który nieustannie towarzyszył mi do Trzygłowa. Póki co, już na opadających siłach, jechałem cały czas, nie zatrzymałem się. W Trzygłowie skręciłem na wieś Gardomino - stanąłem w tym samym miejscu w którym robiłem sobie postój dnia 15.02.2017r. Tyle, że dzisiejszy postój skończył się wyjątkowo nieciekawie. Po krótkiej przerwie, raptem parę minut - chcę jechać dalej, z myślą, że tam zaraz za ok. 3km znowu sobie przystanę ;) Tur tur tur - no coś dziwnie się ruszyło, wielkie turbulencje, turkocze mi z tylnego koła - raptem ruszam, a już staję, sprawdzam - a jakże! Poszło powietrze. Rodzą się dwa a nawet trzy problemy, aby już nie mówić, że znacznie więcej. Nie mam pompki żadnej przy sobie, więc nawet jeżeli miałbym dętkę to nie na pompowałbym jej, drugi problem to zaś, że takiej dętki nie posiadałem. No i trzeci problem - miałem raptem kilka groszy na koncie na telefonie... Jakoś się dodzwoniłem do domu - room serwis po jakimś czasie przyjechał. Tyle, że nie wymieniliśmy tej dętki - nie mając zapasowych wszystko przepadło. Widmo całkiem fajnej trasy przepadło bezpowrotnie. Z biegiem czasu robiło się coraz zimniej i zimniej - i wciąż było deszczowo. Dopiero gdy byłem już w domu, było już po wszystkim - rozpogodziło się ;/ To tak pewnie specjalnie, chodź mimo wszystko pozostawałby i tak problem bardzo silnego porywistego wiatru, który w osobliwy sposób utrudnia jeżdżenie.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 76
Trasa nr [łączna]: 161
Trasa nr [na blogu]: 75
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 11
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 158 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 72 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 335.59 km
Stan Licznika Końcowy: 347.3 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 29 km/h
Przejechałem: 11.71 km
Przejechałem [msc]: 138.7 km
Przebieg roweru [rok]: 208.76 km
Przebieg roweru [suma]: 6075.38 km
Przejechalem w 2017: 208.76 km
Podroż dookoła świata (2017) 0.5219 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 15.1885 [%] km
Czas jazdy: 00:48:48 h
Czas Jazdy Suma (ever): 376:40:09 h
Czas Jazdy Suma (blog): 153:14:01 h
Czas Jazdy Suma (2017): 17:35:05 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 10:54:00 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:33:26 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:35:55 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:00:58 h
Średnia: 14.64 km/h
I tak właśnie dzisiejsza trasa nie zakończyła się dla mnie pomyślnie. A mogła być idealnym sprawdzeniem charakteru, sil czy służyć nawet wzmocnieniu się. Pogoda była nieciekawa, mogłem zawrócić i darować sobie dzisiejszy wyjazd o wiele wcześniej - jeszcze gdy mijałem Karczewie miałem na to sensowne szanse. Jednak z tych szans nie skorzystałem. Postanowiłem nie układać sobie terminarzu moich rowerowych przejażdżek pod pogodę, która jak widać potrafi być kapryśna. Co prawda to jeszcze nie lato, czy późniejsza wiosna gdy ta temperatura jest wyższa, jest przyjemniej i nawet w deszczu się fajnie jeździ. Dzisiaj jest bardzo nie przyjemnie i pomimo paru dodatnich kresek, ten wiatr i tak wszystko wywiewa i bardzo obniża temperaturę. A ja już naiwnie "wiosnę" poczułem. Może tak bardzo się jej już chce, że tylko się wypatruje kiedy nadejdzie. To w sumie kwestia niezbyt udanego miesiąca Lutego, który w tym roku wyjątkowo wypadł mi słabo. Miałem nadzieję na znacznie więcej, na regularne jazdy - chociażby te trasy 20-stki. Naiwnie jednak czekałem aż się odblokują. Gdy się odblokowały, w sensie, że zniknął lód, śnieg, to regularne ulewne dni sprawiły, że jest tam spore błoto i tak nie będę wstanie przejechać. Więc i tak źle i tak nie dobrze. Nie pozostawało mi nic innego jak zająć się czymś innym i mieć nadzieję, że wkrótce będzie lepiej. Teraz wszystko mogę pokładać jedynie w miesiąc Marzec, mając nadzieję, że od niego istotnie coś się zmieni, i z dnia na dzień będzie coraz coraz lepiej, co będzie się oczywiście przekładało na coraz więcej treningów, coraz lepsze trasy, i osiągnięcia - a wszystko po to aby już w okresie od maja do września - tak prawdziwie zabłysnąć i spełnić wiele marzeń i aspiracji. W końcu jakiś cel trzeba sobie obrać aby do niego dążyć i mieć nadzieję, że się uda, że uda się planować całkiem fajne trasy - takie trwające całe dnie, które pozwalałby odwiedzać wiele znanych lub mniej znanych terenów do jakich jeździłem przede wszystkim w 2015r - najlepszym rowerowym roku jaki do tej pory mi się przytrafił. Tu już jedynie mogę żyć nadziejami, że wszystko co najlepsze dopiero przede mną, a nie jest to już tylko kwestią wspomnień...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)