Trasa z dnia dzisiejszego miała dość nie jasny przebieg, i była poddawana w dużą wątpliwość ze względu na operację logistyczną, jaką musiałem przeprowadzić dla niej, przeprowadzić po to aby móc wziąć udział w dzisiejszej imprezie masowej - tzw. masie krytycznej, którą jest jubileuszowe 10 Święto Rowerowe. Brałem udział w ostatnich 2 świętach, moje pierwsze: 8 Święto Rowerowe - Szczecin
i drugie: 9 Święto Rowerowe - Szczecin. Obecne mocno się różni od poprzednich z kilku powodów. Przede wszystkim czas organizacji. Z tego co wiem wszystkie święta, nie tylko te w których brałem udział a to jest skromna ilość dwóch (nie licząc dzisiejszego), odbywały się w Czerwcowe niedziele. A teraz spora zmiana, prawie na koniec Września wypada ta impreza. I to na późne godziny. Godzina 18 to późno - mimo, że jeszcze widno było to jednak późno! Ciemno się zaczęło robić dopiero po godzinie 19. Dzisiaj trochę szybciej się ściemniało, miało to związek z tym, że był po prostu pochmurny dzień, mało słońca. I dawało to taki efekt jaki dawało. To nie przeszkadzało jednak w tym aby spędzić naprawdę fajnie czas! Na fajnym wydarzeniu, które było ogłaszane przez event na Facebooku: Chodźcie na rower. Dzisiaj było mi ciężko brać udział w tym wydarzeniu ze względu na wczorajsze wydarzenia, których pokłosie się dzisiaj rozgrywało pełną parą: ZS: Ludzie bezdomni. Chodzi oczywiście o ten cholerny akademik, gdzie związku z tym wydarzeniem, dzisiaj do pracy również przyjechałem rowerem z rana. Tak się jednak wyrabiałem, że się spóźniłem.. I nic nie mogłem na to poradzić. Jechałem tak szybko jak dawałem radę, złamałem wiele przepisów ruchu drogowego, skorzystałem z różnych skrótów, w tym jazdy po torowisku na Bramie Portowej. I na nic się to zdało. Spóźniłem się o dosłownie 5 minut. No cóż. A gdyby tego było mało to musiałem się dzisiaj wypisać wcześniej aby do tej kurwa 15 godziny zdać pokój. Wypisałem się o godzinie 12. I chwilę po 12 wróciłem rowerem do akademika, który opuszczałem dopiero grubo po godzinie 15. Nim się spakowałem, to dużo mi czasu zajęło. Nie ma sensu się wdawać w dyskusje, po prostu miałem za dużo rzeczy to raz, po dwa niektóre rzeczy przywoziłem z myślą, że będę jeszcze w tym akademiku czas spędzał, więc to było "na przyszłość". Tylko ta przyszłość zdążyła się skończyć szybciej niż się tego spodziewałem. Na sam koniec było kilka kursów z rzeczami pod bramę, problem z zaparkowaniem samochodu. Standard tego pierdolonego Szczecińskiego miasta. A na sam koniec dnia - uderzające było bezczelne chamstwo administracji DS1 ZUT. Administracja DS1 ZUT, do której się personalnie zwracam: JESTEŚCIE ZWYKŁYM ŚCIERWEM PIERDOLONYM. W żadnym razie nie mogłem na spokojnie przez weekend zostać czy nawet do poniedziałku. Tylko już, natychmiast. W tej chwili. I się spakowałem. Było chwilę po godzinie 15. Chciałem zdać pokój, idę do Administracji DS1 JEBAĆ ZUT, i jebie tam w drzwi i pozamykane. No kurwa. Pracują skurwysyny od 730 do 1500 czy nawet mniej?! No jakim kurwa prawem?! Przez weekend nikt tam nie pracuje, więc kwaterunku by nie było. To mogłem to na spokojnie załatwić w poniedziałek. To jest zwykłe skurwysyństwo i chamstwo. Niepotrzebnie się dałem zastraszyć. Bo mogłem ich kurwa olać. Przecież siłą mnie nie wywalą. Mam opłacony pobyt do końca miesiąca i nie powinienem się nigdzie wybierać. Także nie dość, że dzisiaj byłem w pracy, spałem jak spałem, to jeszcze ta wyprowadzka, pakowanie się. Potem jeszcze do szwagra i kuzynki zajechałem (na ul. Cukrową). I cóż. Było po godzinie 16 gdy atakowałem centrum miasta. Udało mi się zadecydować i doprowadzić do tego, że wziąłem udział w tym 10 Święcie Rowerowym, choć nie było to takie oczywiste w obecnej sytuacji. Byłoby mi jednak szkoda nie pojechać..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 473
Trasa nr [łączna]: 556
Trasa nr [na blogu]: 470
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 129
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 548 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 462 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 987.15 km
Stan Licznika Końcowy: 1006.96 km
Stan Licznika Końcowy2*: 1003.2 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13367 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 13384 km
Maksymalna prędkość: 37.9 km/h
Przejechałem: 19.81 km
Przejechałem [msc]: 412.47 km
Przebieg roweru [rok]: 4000.64 km
Przebieg roweru [suma]: 21148.63 km
Przejechalem w 2019: 4000.64 km
Podroż dookoła świata (2019) 10.0016 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 52.8716 [%] km
Czas jazdy: 01:19:43 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1328:27:26 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1105:01:18 h
Czas Jazdy Suma (2019): 248:44:12 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 24:15:15 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:25:32 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:55:41 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:10 h
Średnia: 15.05 km/h
Dzisiejsza trasa była bardzo fajna, i udana. Mimo pogody, która chwilowo była kapryśna, jak na przed ostatni dzień lata, w tym roku. Mimo, że cały dzień był taki do dupy, rozjebany, ciężki. To po południe jakoś minęło. W pracy nie miałem co robić i zająłem się jakimś pojedynczym zgłoszeniem. Nie zostałem delegowany do żadnych większych zadań, zważywszy na sytuację w jakiej się znalazłem. Musiałem wziąć sobie wolne na poniedziałek (23.09). Musiałem się dzisiaj szybciej zwolnić. I musiałem sobie jakoś czas do godziny 18 zagospodarować. Miałem jechać na obiad na Kołłątaja, do tamtejszej jadłodajni. Ale w mieście, spotkały mnie takie korki, że zrezygnowałem. Podjechałem na ul. Rybacką, gdzie zostawiłem auto. Zjadłem obiad w tutejszym pubie, obiad dnia za 15,50 zł. Nie jest to majątek. W szczególności na obiad z 2 dań. Schabowy i zupa krupnik. Do schabowego dawali oczywiście surówkę. W zasadzie tylko w Rybareksie, gdzie od biedy czasami zjem, nic nie dają. Surówka jest dodatkowo płatna i tam w Rybareksie sam schabowy z surówką (i ziemniakami) kosztowałby ponad 20 zł. Chore.. No ale nie będę pisał o kulinarnych patologiach tego patologicznego miasta ;) Skupię się na fajnej trasie w ramach 10 Święta Rowerowego, w której brałem dzisiaj udział. Po wspominanym już dzisiaj obiadku, przebrałem się w rowerowe ciuchy i pojechałem z ul. Rybackiej na Plac Orła Białego. Dzisiejszego dnia tak naprawdę zrobiłem dwie niezależne trasy. I trasę pracy i właśnie trasę 10 Święta Rowerowego. Nie ma sensu podawać tutaj dokładnie jej dokładny przebieg - jest on napisany w evencie, do którego link już dałem :) No nie mniej trochę po godzinie 17 byłem już na Placu Orła Białego. Trwała tutaj jakaś mała impreza, która okazała się być młodzieżowym strajkiem klimatycznym ;) Kilku młodych ludzi, w tym bardzo fajne, przyciągające wzrok młode dziewczyny ;> Bawiły się przy jakieś nowoczesnej muzyce dla młodzieży, która mnie w ogóle nie kręci ;) Tak umiał czas w oczekiwaniu na rozpoczęcie się imprezy, która rozpoczęła się z opóźnieniem po godzinie 18 z Placu Orła Białego. Trasa przebiegała przez ul. Krzywoustego do Turzyna, przejeżdżałem koło akademika, z którego się dzisiaj wyniosłem :( Jechaliśmy tak ul. Bohaterów Warszawy do pl. Szyrockiego i dalej al. Piastów do ul. Wojska Polskiego. W tym peletonie była męcząca prędkość, która była bardzo mała. Do tego kilku dzieci, co się przylepili jazdy przy radiowozie, który prowadził dzisiejszy peleton. Jechałem na zderzaku tego radiowozu mając nadzieję, że trochę przyspieszy, ale ten był nieugięty. No cóż, na trasie musiałem więc kilka razy uważać aby się kurwa nie wyjebać przez tą powolną jazdę. To jest aż do zmęczenia powolna jazda. I chujowa policja. Na każdych światłach staliśmy. Czasami nawet gdy mieliśmy zielony sygnał. To było sztuczne wydłużanie tego wydarzenia. Po drodze zrobiłem kilka zdjęć, nagrań - w tym nagrań całego peletonu. I potem goniłem ich aby jakoś na przód się przedostać ;) Raz to już na ul. Wojska Polskiego zatrzymałem się w technicznej sprawie, aby wymienić akumulatorek w kamerce, po czym bez problemu dogoniłem peleton, który wkrótce kończył trasę. Z ul. Wojska Polskiego zjeżdżaliśmy na Kołłątaja przez ul. Zalewskiego i ul. Słowackiego. Tak dojechaliśmy do al. Wyzwolenia, i z niej już prosta droga do Placu Żołnierza Polskiego i powrót przez starówkę na Plac Orła Białego. Fajna trasa dobiegła końca. Na trasie widziałem kilku znajomych, z którymi jeździłem w poprzednich latach, na poprzednich wspólnych wyjazdach :) Mimo, pewnych niedociągnięć i błędów organizacyjnych (kto to widział robić coś takiego po południu w piątek) - spory ruch aut, późne godziny, zaraz zmrok nastawał, to jeszcze ta prędkość zabójcza. No cóż.. Trasa dobiegła końca, a ja wróciłem przez Bramę Portową na ul. Dworcową i zjechałem na ul. Rybacką gdzie zakończył się mój dzisiejszy dzień. Teraz już tylko powrót autem do domu. Wspominałem jeszcze o pogodzie ;) Taka kapryśna się zrobiła. Na Wojska Polskiego przez chwilę trochę deszczowo było.. Zrobiło się ślisko i niebezpiecznie. Trasa powrotna do domu, już autem, z rzeczami i ze wszystkim nie należała do najbezpieczniejszych i najspokojniejszych ze względu na pewne wydarzenia, jakie miały po drodze miejsce. Pozwólcie jednak czytelnicy, że szczegóły zachowam dla siebie, nie mają one bowiem znaczenia dla tego wpisu :) Dla wpisu znaczenie natomiast będą miały inne szczegóły. Otóż, po dzisiejszej trasie, bez względnie w nadchodzący weekend biorę się za ustawienie kamerki. Bardzo mocno się rozregulowało ustawienie na statywie, kamerka często ucieka, nie trzyma pionu i jest po prostu za wysoko, o czym wiem od końca Maja, gdy te ustawienie udało mi się "wywalczyć". Miałem coś z tym zrobić, ale z obawy na komplikacje.. wolałem nie, wolałem nie. I w konsekwencji przez kilka miesięcy przejeździłem na takim ustawieniu kamerki, jakie mam do dzisiejszej trasy, włącznie z dzisiejszą. To się jednak na pewno zmieni, na kolejnej trasie. I teraz nie wiem czy zrobię to jutro (21.09) w sobotę, czy na spokojnie w niedzielę (22.09). Zobaczę jeszcze :) Wstępnie planuję powalczyć z kamerką jutro, ale jak to będzie to czas pokaże. Na razie mam za sobą strasznie długi i męczący dzień, pełny i tych pozytywnych i tych negatywnych wrażeń i wspomnień!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)