Trasa z dzisiejszego dnia, jest w pewnym sensie nieco wyjątkowa. To nie zwykła przejażdżka a wzięcie udziału w masie krytycznej (co prawda nie za dużej), ale zawsze. Taka masowa impreza jakim jest Święto Rowerowe Pomorza Zachodniego organizowane przez organizację Rowerowy Szczecin. Plany na dzisiejszy dzień miałem znacznie większe niż zostały zrealizowane. Nie mniej, impreza przeszła i tak znacznie lepiej niż w ubiegłym roku gdy wypadała 04.06: 8 Święto Rowerowe - Szczecin. Nie ma co się dziwić za bardzo w 2017 r. pogoda zepsuła plany. W tym roku - sama organizacja jest inna, nieco gorsza. Wiele osób ją krytykuje i nie ma co się dziwić! Zastosowano model Berliński. A to nie jest za dobry pomysł dla takiego małego miasta. Zrobił się organizacyjny syf co doprowadziło do takiej patologii, że prowadzono pelieton (przynajmniej z Płoni) z prędkością 10 km/h. To jest przesada, jak można tak wolno jechać - to tylko męczy niepotrzebnie. A jak już o organizacjach i przygotowaniach mowa to sam się nie popisałem w tej materii, gdyż też nie byłem przygotowany na ten wyjazd. Nie opróżniłem kart pamięci, a jedna mogła być mało na dzisiaj (przynajmniej na to co sobie planowałem) a życie przygotowało dla mnie inny scenariusz i niestety to co sobie zaplanowałem (w marzeniach 150 km, które zmniejszyłem do 100 km) nie zostały osiągnięte żadne z tych progów. Może to wina pogody, samopoczucia? Nie wiem. Ale nie podoba mi się taka sytuacja, że po 03.06 nie jestem wstanie zrobić długich tras. A w MAJU to w zasadzie w każdą niedzielę robiłem > 100 km trasy. A już tydzień temu w trasie Bałtyckie Morze - Mrzeżyno, miałem problem z jazdą : Niby skończyło się na 80 km ale i tak było ciężko. Nie wiem co się ze mną dzieje, że tak jest. Dzisiaj właśnie też miałem problemy z jeżdżeniem. Nie poddałem się jednak za szybko i osiągnąłem myślę nie taki zły wynik ponad 70 km Miejskiego Wojażu. Chodź nie jestem dumny i zadowolony z rezultatów. Już byłbym bardziej zadowolony ze 100 km. Ale co poradzę. Stało się i nie mam na to wpływu. Być może na moją formę i możliwości składa się wiele czynników. W Czerwcu niestety mam mniej czasu, cierpią na tym moje regularne treningi, pogorszyła się także pogoda. Odeszły upalne, gorące dni, które dawały mi wiele nadziei i nostalgicznych wspomnień z moich rowerowych wypraw w 2015 r. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak przeżyć ostatnie dni na uczelni, ostatnie zaliczenia, sesję! I wkrótce rozpocznę wakacje! Te ostatnie zaliczenia, te ostatnie dni już właśnie przede mną. Wakacje rozpocznę od 20.06. I myślę, że powinno być lepiej :) A wrócę jeszcze do tej organizacji. Sama organizacja dzisiejszego Święta Rowerowego pozostawia wiele do życzenia. Ale także moja organizacja nie była lepsza. Po przyjechaniu do Szczecina odwiedziłem akademik, gdzie zgrałem dane z kart pamięci. I ruszyłem już niemalże na ostatnią chwilę na Szczecińskie Płonia na ul. Przyszłości. Do końca nie wiedziałem gdzie to jest dokładnie, jak tam dojechać. A jeszcze musiałem dojechać tam na czas, którego wcale dużo nie miałem. Także nieciekawa sytuacja. A wszystko przez to, że w weekend w domu mnie nie naszła myśl, że przecież trzeba się przygotować na trasę! Pomyślałem o tym dopiero będąc w Szczecinie, wtedy do mnie dotarło, że ja przecież mam zawalone karty i za wiele sobie nie ponagrywam. Nie było innego wyjścia jak stracić trochę czasu na przegranie danych. To zmniejszyło mój zapas czasu na dojechanie z centrum do Płoni. Więc ostatecznie zostawiłem samochód pod akademikiem aby mieć bliżej na dojazd na Płonia, skąd chciałem z peletonem ruszyć na Plac Mickiewicza (centrum).
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 245
Trasa nr [łączna]: 329
Trasa nr [na blogu]: 243
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 58
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 325 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 239 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5833.67 km
Stan Licznika Końcowy: 5905.65 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5850.35 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5580 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5652 km
Maksymalna prędkość: 42.2 km/h
Przejechałem: 71.98 km
Przejechałem [msc]: 480.37 km
Przebieg roweru [rok]: 2352.5 km
Przebieg roweru [suma]: 13223.31 km
Przejechalem w 2018: 2352.5 km
Podroż dookoła świata (2018) 5.8813 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 33.0583 [%] km
Czas jazdy: 04:51:33 h
Czas Jazdy Suma (ever): 840:58:41 h
Czas Jazdy Suma (blog): 617:32:33 h
Czas Jazdy Suma (2018): 150:28:12 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 29:03:27 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:09:04 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:40 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:31:14 h
Średnia: 14.84 km/h
Dzisiejsza trasa rozpoczęła się więc na ul. Podgórnej o godzinie 918. Na dojazd miałem nie wiele czasu. Gdyż musiałem dotrzeć tam do 1025. Miałem więc nieco ponad godzinkę czasu na odległość ok. 14 km (wg GPS), jednak trasą rowerową, która nieco zbacza z ciągu drogi DK10, wyszło dokładnie 16,82 km. Niby nie dużo, ale tak - kilka razy stawałem aby sprawdzić na GPS czy dobrze jadę, musiałem się spieszyć z tą jazda, straciłem trochę czasu na wyjeździe z miasta. Wyjeżdżałem z ul. Podgórnej, przejeżdżałem koło dworca głównego PKS i wyjechałem na skrzyżowaniu Wyszyńskiego, z którego pojechałem mostem długim do trasy Gdańskiej a potem trasą Stargardzką - cały czas jest to ta sama droga DK10. Niestety jest tam poprowadzona droga rowerowa (ale niech ją szlak). Drogi rowerowe powinny iść wciągu głównej drogi. A tak nie jest. Droga rowerowa, nie dość, że w wielu miejscach jest słabej jakości co wyklucza jazdę większą prędkością, to jeszcze odbija na zadupia miasta - jak przejeżdża się przez obrzeża Dąbia, zamiast pojechać prosto mostem to się kółko robi, potem się zjeżdża na osiedle Słoneczne, aby znów wrócić na DK10 i w zasadzie za zjazdem na Gdańsk, droga się kończy. Dalej jechałem już samą DK10, która ma spory ruch samochodów i jakoś dojechałem na te Płonia, chodź stawałem i sprawdzałem na GPS jak to będzie i czy daleko jeszcze ;) Normalnie jakbym miał więcej czasu, czyli wyruszył sobie spokojnie przed godziną 10 to bym sobie na spokojnie jechał. A tak? Jak już się dorwałem do szosowej drogi to gnałem nawet >30km/h. W zasadzie tak mniej więcej wiedziałem gdzie są te Płonia, i ul. Przyszłości. Chodziło mi tylko o to abym nie minął zjazdu :) Bo jednak jestem tu pierwszy raz, a jeszcze zamęt wprowadza ta kręta droga rowerowa. Przez przejazdy obok terenów zabudowanych dochodziły takie spowalniacze jak sygnalizacje świetlne, skrzyżowania. Koniec końców pod Netto na Płonia dojechałem o godzinie 1017. Zostało mi kilka minut na odpoczynek i dalszą jazdę z peletonem. Na miejscu już była mała grupka osób. Na razie nie spotkałem nikogo znajomego, to dołączyłem do grupy osób, którzy tu byli. Wyjechaliśmy za ok. 10 min i żwawo pojechaliśmy na Zdroje (przez DK10), co uważam za największą atrakcję przejazdu - legalną możliwość jechania drogą DK10 ;) Takiej możliwości zwykle nie ma. W Zdrojach się okazało, że dojechaliśmy za szybko i trzeba robić przerwę -.- Także od przerwy w Zdrojach, przez kolejne punkty zbiórek przechodzące przez Kijewo, Rondo Reagana, Rondo Zdroje - średnia prędkość jazdy nie przekraczała 10 km/h. A dla niektórych nawet to było wyzwaniem. Większa część grupy poddawała się na wjazdach pod strome wzniesienia -.- Spowalniało to tylko wszystkich. Nie mówię, że mi było łatwo jechać, ale bez przesady. Ostatnim punktem przejazdu była Trasa Zamkowa i już wjazd w okolice Wałów Chrobrego ;) Także, męcząca jazda z prędkością 10 km/h. Od początku jazdy w peletonie trzymałem się przodu peletonu, na samym początku jechałem. Już za zjazdem ze Zdroi poganiałem nawet radiowóz przed nami aby jechał szybciej - najeżdżając mu na zderzak, sprawiałem, że przyspieszał ;) Co prawda wiele osób wtedy odpadło i zostało w tyle -.- No ale to wina organizacji. Jedna osoba z jakiegoś klubu rowerowego ze Stargardu wiele razy krytykowała tą organizację i prowadzenie peletonu z prędkością 10 km/h. Mimo trudów dojechało się na Plac Mickiewicza gdzie trwała właściwa impreza. Zatrzymałem się tam na dłuższą chwilę. Widziałem się ze znajomymi, których poznałem w Eberswalde na trasie do Berlina ;) Po czym postanowiłem się przejechać po mieście. Studiuję już 5 rok w Szczecinie, a nigdy nie miałem okazji pojeździć rowerem po Szczecinie! Mój start w trasę był jednak fatalny :( Tylko wyjechałem z Placu Mickiewicza, jadąc chodnikiem wzdłuż ul. Szczerbcowej - przywaliłem głową w drzewo... I to dość mocno, bo już byłem rozpędzony i nagle spotkałem się z drzewem, wcale się tego nie spodziewałem. A tu rośnie taka pokaźnej wielkości gałąź, dość nisko chodnika, i przyrżnąłem w to -.- Zatrzymałem się kilkadziesiąt metrów dalej, i tak chwilę powstałem -.- Głowa trochę mnie zaczęła boleć, pewnie od uderzenia. Trochę powstałem i pojechałem. Pokręciłem się blisko Wałów Chrobrego, i pojechałem w stronę Stoczni Szczecińskiej (dzielnica Drzestowo-Grabowo), gdzie nakręciłem na ul. Rugiańskiej i powróciłem na Wały Chrobrego. Zdążyłem na robienie zdjęć z rowerami ;) Ale na tym zdjęciu się nie załapałem :( Nie ma co żałować, jestem za to na zdjęciach Głosu Szczecińskiego jak jadę na czele peletonu ;) I kolejny wyjazd w miasto - tym razem udałem się w centrum miasta, w strony Śródmieścia, Niebuszewa. Trochę sobie pojeździłem trochę pozwiedzałem. Kilka raz zjeżdżałem na centrum. Ale to już nie miało sensu. W miarę upływu czasu, czułem się coraz gorzej. Głowa mnie nie przestała boleć, bolała coraz gorzej. To właśnie wymusiło na mnie zmianę planów, zmniejszenie dystansu przewidzianego na dzisiejszy dzień ze 150 km na 100 km. Tylko ostatecznie nawet tych 100 km nie zdołałem zrobić. Pokręciłem się trochę po centrum miasta będąc między innymi na pl. Grunwaldzkim, na Turzynie. Najbardziej podobał mi się przejazd z góryyyyy na ul. Jagielońskiej do Bohaterów Warszawy ;) Tak się złożyło, że jechałem tam dwa razy - pod górkę ciężej jechać, ale z górki, - tam się da rozpędzić na spokojnie do > 50 km/h. Tyle jednak nie zrobiłem bo na dole czeka mnie ruchliwe skrzyżowanie z tramwajami, sporym ruchem aut. A wyhamować nie jest tak łatwo, z piskiem hamulców, wyhamowywałem. Jednak jakaś przygoda jest (i prędkość zjazdu > 40 km/h). W zasadzie to już były ostatnie podrygi mojej trasy, odwiedziłem jeszcze strony bliskie Dwora Głównego PKS, ul. Potulickiej (od strony osiedla Pionierów), gdzie miałem okazję zmierzyć się z naprawdę stromym podjazdem. Ten mnie jednak nie złamał, chodź było ciężko ale podjechałem pod niego ;) Tym samym zwiedziłem kawałek drogi na Pomorzany. Było dla mnie jasne, że nie dam rady więcej. Głowa mnie już tak bolała. Nie wiem z jakiego powodu, pewnie od uderzenia. Więc postanowiłem wracać. Zaliczyłem jeszcze pętlę tramwajową na ul. Potulickiej, jadąc po szynach ;) "Tramwajem jestem nananana" - kojarzycie? ;) Znany utwór Ireny Jarockiej ;) Tak się dzisiaj moja Aurelia poczuła jak tramwaj! I nawet chciała ludzi po drodze zabierać z przystanków :D Także, ścisłe centrum zaliczone, i powrót na ul. Podgórną, na teren akademika. Wstąpiłem jeszcze do akademika, gdzie wziąłem zapobiegawczo kilka tabletek na ból głowy, który o dziwo szybko mi przeszedł przy działaniu chemii i nadszedł czas powrotu do domu. Zostawiając na dzisiaj i na ten tydzień akademik w spokoju. Były plany aby zostawić rower w akademiku. Abym mógł sobie pojeździć jeszcze przed końcem semestru - to być może sprawiłoby, że zostałbym w akademiku dłużej. A tak mam w planie wyprowadzić się w środę (20.06) i zacząć wakacje! Po ciężkim męczącym I roku studiów MGR. Ogólnie jestem średnio zadowolony z trasy, mógłbym osiągnąć pewnie więcej gdyby nie zderzenie z drzewem : O tym się jednak nie przekonam, co by było gdyby, i jakby by było gdyby. Kilka szalonych planów też przepadło (jak jazda po autostradzie A6). Być może gdybym się wybrał tam od razu to bym zaliczył ten przejazd. Tylko powstrzymało mnie po zderzeniu z drzewem to, że dojazd na tą A6 (od strony Dąbia) to kawał drogi jest. A potem powrót to kolejne kilometry :) Tak się wydaje, że to miasto, to pewnie nie jest tak źle, ale niekoniecznie. Tylko szykowałem się na pokonanie odległości ~150 km. To bym pewnie dał radę. Dobra, nie ma co wspominać. Powiedzmy tak, wynik ponad 70 km w mieście i tak nie jest zły - i w zasadzie nieosiągalny dla takiego małego miasta w jakim ja mieszkam - zbyt często mijałbym te same miejsca i byłoby po prostu za nudno.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)