Trasa z dnia dzisiejszego jest moją najdłuższą trasą zrobioną w takich miesiącach roku jak późna Jesień! To jest w końcu ponad 80 km nie łatwej, długiej drogi, która odbyła się i tak pod takim znakiem "czyżbym kurwa znów był chory", od wczorajszego dnia zaczęło mnie znowu coś brać - i gardło pobolewa i ogólnie się źle czuję, słabo, zmęczony. To mnie jednak TYM RAZEM nie powstrzymało od jazdy. Nie chciałem popełnić tego samego błędu, który popełniłem po trasie Jesienna trasa i jesienne zbrodnie, trening miał wypadać 14.10. Była naprawdę piękna pogoda - ponad 20℃. Słonecznie. I to jeszcze niedzielny dzionek a mi się zamarzyło zrobić trasę ponad 100 km. W tym roku zatraciłem na tą trasę szansę, w kolejnym roku nie wykluczam takiej możliwości. Ale dzisiaj nie chciałem popełniać takiego błędu. Jestem pewny co do moich możliwości. Mam za sobą wiele tras to jest już moja 130 trasa w tym roku. Mam przejechane prawie 5500 km. Pogoda dzisiaj dopisuje - może maksymalnie 16℃ ciepełka to nie jest szczyt marzeń, ale jak na LISTOPAD?! Bardzo piękna pogoda, pozytywne nastawienie - to podstawa. Pamiętać należy i ja jak najbardziej to uczczę, że dzisiaj mija ROK CZASU od trasy gdy dopiero odnajdywałem nadzieję.. Odnaleźć Wiarę - może sobie tak dopowiem.. odnaleźć wiarę by jej już nigdy więcej nie zagubić. Pięknie kończył się sezon rowerowy 2017, po takiej trasie takich wspomnieniach. Zaś rok 2018 wciąż pięknie trwa i oby jak najdłużej. Dzisiaj postanowiłem sobie tak, że skoro mam być chory to będę. Nie będę z tego powodu odpuszczał sobie roweru i jazdy w trasę, chodź nie jest to krótka i prosta przejażdżka. Sama pogoda, i pora roku też ma znaczenie - niezbyt sprzyja długodystansowym jazdom.. A jednak co sobie postanowiłem, co sobie zaplanowałem to sobie zrealizuję i ostatecznie zrealizowałem. Cieszę się, że pojechałem. A jeśli się okaże, że będę chory i tak - no cóż, nie ma na to wpływu moja rowerowa jazda lub jej brak. A na Szczecin i tak musiałbym dziś jechać i tak. Chciałem aby dzisiaj dopisała mi pogoda, wyszło słoneczko, fajnie było. Ze względu na to, że trasa przecina się w dużej mierze ze szlakami budowy S6 - więc jest okazja mieć na nagraniu te chwile, które w przyszłości będą tylko wspomnieniem z okresu w którym tak dużo się dzieje (lata 2017-2019), gdzie powstaje ta cholerna droga. A zmiany są i to duże! W mediach już trąbią o zbliżających się zmianach na trasie na Szczecin -> Zmiana organizacji ruchu przy Goleniów-Lotnisko. Informacja pojawiła się na stronie wykonawcy drogi w zakładce TOR już w weekend. W mediach lokalnych dopiero w poniedziałek (TOR Lotnisko-Goleniów radioszczecin.pl). To jest moja dodatkowa motywacja aby jechać. Zmiany wejdą w życie za kilka dni i to są kolejne zmiany na trasie do Szczecina. Wiele zmian jest już w stronę Żabowa i tak jest od kilkunastu dni już) - na razie nie miałem okazji pojechać rowerem w te strony (aż do dzisiaj), kolejne zmiany są od Nowogardu po Goleniów, gdzie droga jest już prawie prawie gotowa. Ta droga była już prawie prawie gotowa w Maju i w Sierpniu gdy jeździłem na trasę szlaków S6 do Goleniowa -> Na szlakach S6 - Goleniów (MAJ), Na szlakach S6 - Goleniów (SIERPIEŃ). Teraz już jest tylko lepiej i prace nabierają na sile. A ja chcę jechać! Zresztą te kilka dni do 11.11 przecież nie wiele (w widocznym stopniu) zmienią a nie wiadomo jaka będzie wtedy pogoda. Dzisiaj jest świetna pogoda i szkoda byłoby ją zmarnować. Heh i jak za każdym razem na mojej trasie "na szlakach s6" chociaż dzisiaj nie koniecznie jest to trasa na szlakach s6 - późno pojawiało się słońce (ok. godziny 11 dopiero) dzisiaj nie było inaczej. Słoneczko pojawiło się gdy zbliżałem się już do Żabowa. A wcześniej było szaro, chodź przyjemnie się jechało - i jak już sprawdziłem nagrania to nic złego się nie dzieje a to najważniejsze! Także dzisiejsza - ani łatwa, ani krótka trasa się w pełni udała. Nie miałem nic do stracenia jadąc na tą trasę. Bo co mam do stracenia? ;) Co prawda mam syndromy przeziębienia, ale jak już wiem z doświadczenia z ubiegłego miesiąca, darując sobie trening, wyjazd wcale nic nie zyskam - a jedynie stracę, jak to zwykle bywa niepowtarzalną szansę. Takiej jednak dzisiaj nie straciłem. Pojechałem i szczęśliwie dojechałem - co prawda lekko zmęczony - ale za to szczęśliwy! ;)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 317
Trasa nr [łączna]: 401
Trasa nr [na blogu]: 315
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 3
W tym roku: 130
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 396 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 310 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9007.98 km
Stan Licznika Końcowy: 9090.53 km
Stan Licznika Końcowy2*: 8999.5 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8763 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8846 km
Maksymalna prędkość: 37.9 km/h
Przejechałem: 82.55 km
Przejechałem [msc]: 125.48 km
Przebieg roweru [rok]: 5537.4 km
Przebieg roweru [suma]: 16408.21 km
Przejechalem w 2018: 5537.4 km
Podroż dookoła świata (2018) 13.8435 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 41.0205 [%] km
Czas jazdy: 04:52:02 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1034:58:50 h
Czas Jazdy Suma (blog): 811:32:42 h
Czas Jazdy Suma (2018): 344:28:21 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 07:18:21 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:26:07 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:38:59 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:33:36 h
Średnia: 16.96 km/h
Dzisiejsza trasa rozpoczęła się dla mnie po godzinie 10, chodź przygotowania do niej rozpoczęły się po godzinie 8. Spakowałem się na wyjazd na kilka dni do Szczecina, wziąłem niezbędne rzeczy, jakieś ciuchy na zmianę itd. Buty na przebranie - jakoś się ze wszystkim z trudem zmieściłem i bardzo obciążyłem moją biedną Aurelię, co zauważyłem już po przyjeździe do akademika. Oczywiście nie mam pewności ale podejrzewam, że po prawej stronie miałem cięższy ładunek w sakwie i mam trochę za mało powietrza w tylnej oponie - i mi trochę bieżnika ubyło. No swoją drogą, że opona z tyłu ma grubo ponad 9k przebiegu. W końcu męczę tą oponę od trasy Nowy osprzęt - test (z 26.05.2017) - więc trochę czasu minęło, trochę tras się odbyło (tylko w tym roku 130), trochę długich tras też zaliczyłem, nie mówiąc już o trasach w różnych warunkach atmosferycznych i przy różnym obciążeniu roweru. To opona ma prawo się nieco zużyć - w końcu opona z tyłu ma ogromne obciążenia, i fakt zrobienia grubo ponad 9km (a dokładnie: 9492 km), świadczy samo o sobie. No nie mniej na tę chwilę nie mogę powiedzieć co dalej z tą oponą, czy mocno ucierpiała itd. Wszystko się okaże w kolejnych jazdach, najwyżej będę ostrożniejszy przy pakowaniu obciążenia do roweru - aby obciążenie było równomiernie rozłożone a opona zawsze miała te 6 atm - teraz ma pewnie nieco mniej niż 5 atm, a to też ma wpływ na jej zużycie. To jednak nie ważne, najważniejsze jest to, że wsiadłem na rower i pojechałem mimo wielu myśli i trudnego początku. Nie będę ukrywał ale miejscami - szczególnie na początku trasy ciężko mi się jechało. A wyjechałem sobie tak spokojnie, mijałem ulice za ulicą. Wkrótce wyjechałem już z Płotów, zbliżyłem się do Lisowa, i minąłem Lisowo gdzie zaczęły się poważne zmiany drogowe związane z budowaną drogą S6 (Zmiana ruchu na S6 (superportal24.pl)). Ta zmiana jest stosunkowo nowa (od 24.10). I stosunkowo mało jeździłem na Szczecin przy wprowadzeniu tych zmian. Może dlatego ciężko się do tych zmian przyzwyczaić. W końcu tyle się dzieje, tyle się zmienia na trasie. W końcu jednak tutaj dojechałem. Te objazdy, zjazdy, cudowanie, słonie na kijach i cuda takie, trwały aż po Żabowo - gdzie już znany mi objazd doprowadził mnie pod istnieją obwodnicę Nowogardu. Miniony odcinek drogi jest bardzo ważny. W końcu od moich ostatnich wojaży na Nowogard, Szczecin (Na szlakach S6: Płoty -> Goleniów (z 30.09.2018)) - sporo się zmieniło, to nie tylko zmiana organizacyjna ruchu jest ważna - ale również zmiana w bezpieczeństwie na drodze i mentalności ludzi. Przejechać tutaj teraz to jest po prostu przejebane - dzisiaj jechałem to masakra. Ruch samochodów - masakra, jeszcze szybko jeżdżą, zajeżdżają drogę, tiry ciągną za sobą całe pokłady powietrza, które momentalnie atakują. W kilku miejscach miałem tak, że taki mocy podmuch mnie dopadł, że się prawie przewróciłem.. Naprawdę masakra! Ja nie wiem jak to będzie dalej, a należy się spodziewać, że takie utrudnienia, tu rozkopane, tam rozkopane - będą się utrzymywały już do końca budowy drogi S6 - a więc jeszcze kilka miesięcy. W tym czasie na pewno będę miał pokusę, aby jeszcze się wybrać wzdłuż budowanej drogi S6. Zachęca mnie do tego przede wszystkim piękna słoneczna pogoda... A pogodzie jak i kobiecie nie można odmówić! :) No cóż, myślę, że jeden z gorszych okresów trasy był już za mną. Nie wiem dlaczego ale w ostatnich trasach dojazd do Nowogardu wydaje mi się bardzo ciężki i dłużący się.. To dziwne bo w wakacyjnym czasie nie miałem takich odczuć. Wkrótce minąłem obwodnicę Nowogardu i zjechałem z niej na Olchowo. Tam za szybko chciałem zjechać do starej DK6 - i natrafiłem na wielką dziurę w ziemi ;-.-; Ale za to drugim zjazdem dałem radę zjechać ;) Tyle, że musiałem się cofnąć w tym cholernym Olchowie. A gdy się cofałem to już sobie na skróty pojechałem (po trawie xd). Wykorzystując to, że jadę rowerem mogłem przejechać chodnikiem wzdłuż barier dźwięko-ochronnych i wyjechałem na wsi widmo. Od kiedy (a to też się stało nie tak dawno - bo w Październiku) zamknięto wjazd do Olchowa od strony obwodnicy Nowogardu - wieś zamarła. Żadnego ruchu ani pieszego ani samochodowego.. Minąłem tą oazę spokoju i jechałem dalej w stronę Goleniowa. Widocznych zmian i postępów prac - coraz coraz mniej. Jedynym wyjątkiem jest skrzyżowanie na Bodzęcin - gdzie budowany jest wiadukt, gdzie jest sporo zmian a co za tym idzie sporo wykonywanych prac. A jeszcze wcześnie - za Kikorzem - miałem bliskie spotkanie z krowami na wolności xD Gdzieś chyba z Kikorza uciekli - i na bocznej drodze sobie chodzili heheh :D #Uwolnić Mućki, #WOLNOŚĆ DLA KRÓW! Taki tam miły aspekt trasy, i dalej byłem pogrążony w swoich sprawach, myślach i jeździe byle dalej byle do Goleniowa. W końcu dojechałem do Goleniowa, minąłem Goleniów. I dobrze zdawałem sobie, że jeszcze tylko 35-36 km. Ostatnia prosta. Wyjątkowo dobrze mi się jechało, było wyjątkowo pięknie. Słonecznie, utrzymywały się żółte listki na drzewach - na całe szczęście! Bo jeszcze w Październiku wróżyłem, że do Listopada to już liści na drzewach nie będzie ;) A te na szczęście pozostały. Ostatnie wioski, i wkrótce Szczecin - Łoźnica - Rurzyca - Pucice - Załom i Szczecin. Za Łoźnicą jeszcze przed Rurzycą, taka piękna droga była, wśród takiej mgły, słoneczka nie tak jasnego jak latem ale słoneczka.. i pięknej piosenki jaka u mnie w radyjku (z mojej playlisty na karcie SD) leciała - piosenka Queen - Too Much Love Will Kill You.. Piękna, pasująca do pięknej trasy. Byle podążać za marzeniami, nie patrzeć wstecz - i nigdy nie tracić wiary w marzenia, w siebie.. Youre headed for disaster cause you never read the signs.. Brakuje mi wakacji, lata - co nie znaczy, że mam nie szukać pozytywów w Jesieni, Zimie.. Tj. dziś. Mimo takiej pogody - taka trasa! Już w okolicy Załomia trochę zmęczony byłem (miałem w końcu ok. 70 km przejechanych). Ale się nie poddałem.. I pojechałem dalej.. Przez Dąbie do centrum miasta. A w centrum - na "trasie rowerowej" wzdłuż drogi DK10 czyli "Gdańskiej" masakra jakaś. Tego się nie da nazwać ścieżką rowerową. Krzywa kostka, połamana. Jechałem tylko 30 km/h i jak mnie zarzuciło na tym.. Kurwa tu się przecież zabić idzie! Dalej nie lepiej - bo do samego Wyszyńskiego, wzdłuż mostu długiego teoretycznie ścieżki rowerowej nie widzę - albo tego nie ogarniam. Kilka razy już tu jechałem i zawsze mam z tym problem -.- Wkrótce znalazłem się już w centrum - minąłem Wyszyńskiego i Bramę Portową, gdzie zaczął się korek mały ;) Wtedy przerzuciłem się na wysokości Placu Zwycięstwa na środkowy pas jezdni, którym wkrótce wyprzedziłem autobus linii nr 75 (rozpędzając się do 35 km/h), i tak dojechałem do pl. Kościuszki. Stąd rozważałem dwie drogi do akademika albo przez Turzyn albo i to na ostatnią chwilę zmieniłem zdanie - pojechałem na ul. Sikorkiego, ale się źle na skrzyżowaniu ustawiłem i ustawiłem się na jazdę na al. Piastów, więc z Piastów, przez chodnik przejechałem na ul. Sikorskiego z której dojechałem do akademika. Wjechałem na teren akademika i jakby nigdy nic - wziąłem Aurelię do swojego pokoju w akademiku ;) Uff. Trasa dobiegła końca a jeszcze dzień się nie skończył. Miałem spore obawy czy nie zastanie mnie noc - ale nieee. Nie zastała - dojechałem z ładnym czasem (średnią miałem tak naprawdę 17 km/h), ale po prowadzeniu roweru (w akademiku) na korytarzu, średnia mi spadła do 16,9 km/h - i tak nieźle. Zobaczymy teraz co z tego wyniknie, i czy ten tydzień będzie dla mnie owocny - czy uda mi się zrobić kilka tras po Szczecinie, okolicy Szczecina czy nie ;) Pewnie jak będzie dobrze to wrócę sobie ze Szczecina weekend (sobota - niedziela 10-11.11). Mam nadzieję, że pogoda nadal się utrzyma. Taka ładna pogoda mogłaby być aż do wiosny! ;))
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)